elkum
18.11.07, 15:16
może to nieodpowiednie miejsce na takie zale ale chcialabym wiedziec
czy jest ktoś kto czuje lub czuł podobnie?
jestem w 21 tc. Pierwsze dziecko, upragnione. Lapię jednak takie
doliny,że nie potrafię sobie z tym poradzic. Od zawsze staralam się
być bardzo samodzielną osobą, mieszkałam sama sama sie utzrymywałam.
Jak miałam kłopoty musialam rozwiązać je sama, nie chciałam
angazowac rodziców, bo uważalam że nie powinnam,że to ja muszę byc
odpowiedzilna. Od ponad roku to sę diametralnie zmieniło. Potrzebuje
ciąglego wsparcia, bycia przy mnie, pochwal...jak małe dziecko.
Zupełnie przestałam wierzyć w siebie, czuje się jak szara myszka a
moje poczucie własnej wartości to chyba minus 10. Czuję się zlą
zona, córka a w przyszłości matką. Cały czas sobie wkręcam,że mężowi
podobała się inna osoba ale że mu nie wyszło, to może nie chciał
zostać sam i związał się ze mna. Cały czas mhyslę,że gdyby zycie
potoczyło mu sie inaczej, to byłby z inna kobietą. Nie spełniam jego
oczekiwań zupełnie. tak mi sie wydaje. Jestem nerwus, mało sie
uśmiecham, zamykam sie w sobie, jestm zaborcza, uparta, zawsze musi
byc po mojej mysli, pieszczoty to chyba były jak poczeliśmy dziecko,
zupełnie mnie nie pociaga a ja nie staram sie o to aby byc
atrakcyjna dla niego.... ale kocham go najmocniej. Może jest to po
to aby się przekonac,że niezaleznie jaka bede on bedzie mnie
najmocniej kochał....Niedługo ja bede miała dzidziusia a zupełnie
nie czuje się przygotowana. Inaczej chciałam przeżywać tą ciążę,
chciałam być wiecznie szczęśliwa, spełniona, pełna optymizmu. A
dobijam samą siebie na każdym kroku, każdej mysli. Moja mama zawsze
była wobec mnie bardzo wymagajaca, ale byłam najmlodsza i
najkochańsza w rodzinie. Nigdy nie słyszałam,że jest ze mnie
dumna,ze ciszy się że ma taka córkę, że mimo to jaka jestem mnie
kocha. Zawsze coś-nie tak cię wychowałam, co z ciebie wyrozło, jaka
zoną ty bedziesz,zostawi cie, czysty ojciec z ciebie....ciągle zła i
wszystko obie nie tak jak ona myslala, a po mojemu jest źle. Tak
potrzebuję akceptacji...zupełnie nie możemy sie dogadać.Ciągle cos
robię beznadziejnie i tylko ranię innych. Wczoraj mi powiedziała,że
juz do mnie nie przyjedzie, że woli czekać na dworcu aniżeli u mnie
byc.... To wszystko tak we mnie narasta, utwierdzam sie tylkow
tym,że jestem do dupy. Już nie raz myslałam o tym aby po prostu
zniknać...załowałam ze się urodziłam. Jestem jednak zbyt duży bojek
aby sobie coś zrobic. Modlę się o zdrowie mojego dziecka a zdrugiej
strony czasami jestem zła,że jestem w ciąży, tak jak by mi to plany
pokrzyzowało, zła jestem na to dziecko. Mam takie mysli aby urodzić,
odchowac 2-3 m-cy i zostawić je mężowi a sama zrobić to co mi chodzi
po głowie. Teraz nie mogę bo mam dzidzię w brzuszku ale ja czuję że
za moment zwariuję. Boję się do tego aby Pan Bóg nie pokarał mnie za
takie mysli, plany i uczucia do dziecka jego chorobą. Tak sie boję,
że za karę coś bedzie nie tak z dzieckiem. Nie wiem jak żyć....
Przepraszam za ten wywód. Miszkam w nowym miejscu i nawet nie mam z
kim pogadać.