Hmmm, moze zaczne od tego, ze mam wspaniala 7,5 letnia coreczke z
pierwszego malzenstwa. Termin prawdopodobnego rozwiazania mam na 5
grudnia. Problem w tym, ze jestem sama. Moj drugi mezczyzna(nie na
cale zycie, jak sie okazalo) byl zwyklym draniem. Odeszlam.
Odwazylam sie i odeszlam. Boje sie wszystkiego...samotnosci. Nie ma
mi kto pomasowac plecow, kiedy przychodzi bol i taakie tam. Na porod
wybieram sie z siostra i trzema moimi wspanialymi kolezankami. Tatus
Amandy zapomnial o niej, ale dzisiaj pamiec mu powrocila i
stwierdzil, ze ze mna jest cos nie tak, skoro nie chce mu
powiedziec, kiedy dokladnie urodze dziecko (od poczatku znal termin,
tylko wylecialo mu z glowy:/).
I co ja mam poczac? Czy mam mu powiedziec o narodzinach dziecka? Czy
mam mu pozwolic na odwiedziny, skoro chcial je usunac?? Pomocy, bo
sama to ja na pewno nie bede wiedziala, co zrobic.....


