constance2
04.03.10, 21:54
Nie wiem co napisać bo ciągle nie mogę uwieżyć że od 2 lat
codziennie zostawiam dziecko w rękach ludzi którzy oświadczaja z
góry że w razie wypadku, jedyne co mogą zrobić to zadzwonić po mnie
i po pogotowie!!! Zgroza
Do tej pory nie interesowałam się tym specjalnie bo byłam pewna że
moje dziecko jest w bezpiecznych rękach, niestety okazuje się że
bardzo się myliłam. Lepiej zostawić dziecko pod opieką 19- to
letniej sąsiadki która skończyła kurs pierwszej pomocy niż oddać do
państwowego przedszkola, ale do rzeczy.
Okazuje się że sprawa jest na tapecie od dawna i zaczęła się od
przedszkoli z oddziałami integracyjnymi gdzie mogą uczęszczać dzieci
niepełnosprawne. Bardzo często trafiają się dzieci z padaczką,
astmatycy lub dzieci które trzeba cewnikować. Temat podobno długi i
szeroki a porozumienia, kto powinien podawać leki chyba wciąż nie
ma. Nieważne
Problem jednak poszedł dalej. Moje dziecko jest całkowicie sprawne,
nie potrzebuje stałego podawania leków. Jeżeli jednak dostanie
nagle wysokiej gorączki (np powyżej 38,5)lub np rozboli go ząbek
pani w przedszkolu zadzwoni do mnie i będzie czekać aż przyjadę. W
warszawie może mi to zająć 1-2 godziny( o ile nie będzie korka itp)
przez ten czas dziecko nie dostanie żadnego środka obniżającego
gorączkę. Musi czekać. (Nie daj Bóg żeby tego dnia np rozładowała mi
się bateria w telefonie) Chciałam napisać oświadczenie że w
przypadku gorączki powyżej iluś tam zgadzam się na podanie takiego i
takiego leku. A guzik. NIe ma mowy. Pani nauczycielka nie może podać
bo nie jest pielęgniarką. Co więcej nauczycielka nie może użyć nawet
wody utlenionej do dezynfekcji rany, może przemyć tylko woda z
kranu.Pielęgniarki w przedszkolu oczywiście nie ma. Czy ktoś wie co
to za idiotyczne przepisy? Jak jest z opieką medyczna w przedszkolu?