vanila12
09.09.04, 08:19
Mój synek dzisiaj był taki smutny i załamany (zapłakany też oczywiście), że
zaczynam mieć poważne wątpliwości czy się nie poddać. Odrywanie na siłę rano,
płacz w ciągu dnia i witanie "Cześc ty niedobra mamusiu" jest dobijające i
rodzi wątpliwości. Dzisiaj chyba podejmiemy decyzję, mam zamiar porozmawiać z
Panią i rozważyć wszystkie za i przeciw. Karol dotychczas chowany przez dwie
babcie i dziadka nie obyty jest ze stosowaniem zasad i życiem w grupie, bo i
skąd. Nie chciałabym wrócić do wychowywania przez Dziadków, wolę ich nie w
roli wychowawczej ale "rekreacyjnej". Tym bardziej że Karol robi z Nimi co
tylko zechce, a słowo -nie- w stosunku do wnuka nie istnieje. Dlatego
cieszyłam się, że zaczyna Przedszkole (ku rozpaczy Dziadków), myślałam że to
dla jego dobra i nadal tak myślę. Tylko żeby bezbłędnie móc
rozpoznać "rozpacz histeryczną" od "rozpaczy chorobowej". Żeby własne teorie
nie spowodowały krzywdy dziecku. Gdzie jest ta granica? Może macie własne
doświadczenia, przemyślenia na ten temat. Kiedy odpuścić? Czy może nie
odpuszczać? Mam burzę w mózgu.