kitty4
31.10.06, 09:12
Witajcie drogie mamy. Czy któraś z Was ma swojego malucha w Przdszkolu w
Warszawie, na ul. Przytyk 5? (Bielany) Przedszkole nosi nazwę "Sloneczny
Promyk" A już też wyjasniam czemu pytam. Chodzi do tego przedszkola mój już
czterolatek. I nie wiem czy jest dzieckiem nieakceptowanym przez grupę, czy
Panie są jakieś nie w porządku, ale co rano jest płacz, i często wymioty
wręcz wyglądające na nerwowe. Kiedy dzieci jechały na wycieczkę poza
przedszkole mały miał wręcz prawie histerię, że nie chce jechać. Po powrocie
z wycieczki okazało się być wszytsko fajnie, wręcz rewelacyjnie. I nie wiem
czy on jest na tyle dzieckiem delikatnym, ze tak bardzo stresuje się
stytuacjami neiznanymi, czy w grę wchodzi tu coś innego. Zapiszę go chyba do
psychologa, bo razem z nim cierpię ja. Poza przedszkolem , jest rewelacyjnym
dzieckiem, wręcz wydaje mi sie że za grzecznym. Mimo tego ze ma 4 latka (już
lub dopiero) jest szalenie ufny i niestety nie potrafi się bronić przed
agresywniejszymi kolegami. Widziałam dwie sytuacje , które mi się bardzo nie
podobały i rozmawiałam oczywiście z Paniami. Ale nie wiem czt to coś da. Poza
tym bardzo staram się podnosic mu samoocenę , poprzez cały czas mówienie mu,
ze jest super chłopczykiem, że wszytsko potrafi, że na pewno sobie poradzi.
Pamiętam o tym ,żeby odpowiadać mu na wszystkie pytania szczerze i szeroko,
tak zeby zrozumiał. Cały czas staram się przestawiać go na działanie a nie na
bierność.
Czyli , że jeśli go ktoś zaczepia lub bije to niech oddaje lub powie
Pani. I jesli się dowiem, ze się np. ładnie bronił lub powiedizał Pani o
jakimś problemie to będzie jakaś fajna nagroda, typu pójdziemy na jego
ukochane zapiekanki, lub jakiś mały gadżecik.
Ale tak naprawdę nie wiem już co robić? Czy szukać innego przedszkola,
są dwa jeszcze w okolicy. Stać nas również na prywatne. Ale czy wyrywanie go
teraz z otoczenia znajomego , z dzieci itp. coś da?
Ale z następnej strony serce mnie boli jak słyszę od męża który go rano
odporowadza, że znowu był płacz i znowu wymiotował pianą i żółcią to mi się
serce ściska i boli zołądek.
Mąż , któremu zdażyło sie go parę razy odbierać( generalnie robię to ja)
mówi że widział sytuację że dzieci się bawiły przy stolikach razem, a mój syn
gdzieś tam dalej sam?
Drogie mamy , co wam serce by w tej sytuacji podpowiadało ? Co wiecie o
tym przedszkolu? Co zrobić żeby to było najlepsze dla mojego dizecka, a żeby
nie było płaczu i wymiotów?