temat rzeka, czyli przedszkole...
Myślałam, że "oddając" dzieciątko do przedszkola będzie w pewnym
sensie poprawa z jedzeniem... ale niestety. Julka NIC nie chce jeść.
A już o samym siadaniu do stoła nie chce nawet słyszeć. Nie krzyczy
i nie wrzeszczy, ale zakrywa rączkami buzię i za cholerę nie chce
tknąć nawet kompotu czy herbatki... Ostatnio przy wyjściu Pani dała
jej "na drogę" drożdżówkę z podwieczorka co nie zjadła. I wiecie co
się stało? Tylko drzwi przedszkola się zamknęły: "mama gdzie moja
bułeczka?" I zjadła CAŁĄ!!! A w przedszkolu nic
Już Pani zaproponowała, że będą mi odliczać część jedzenia, mimo, że
jest zapisana na wszystkie posiłki. To znaczy czasem w zależności od
tego jak pracuję przyjdzie na śniadanie, a czasem dopiero po
śniadaniu...
Dobrze, że mam dobry kontakt z Paniami z przedszkola - tak więc wiem
na bierząco co się dzieje z moim dzieckiem.
A jak u Was? Jesteście zadowolone? Dziecko też?
Po pierwszysm dniu w przedszkolu, dowiedziałam się, że Dziewczynka z
grupy miała urodzinki i przyniosła "gumowe cukierki" Jak się okazało
były to jakieś żujki Haribo. Czasem w domu coś tam podśpiewuje i
mówi wierszyki, tak więc ogólnie jest zadowolona ale "drgawek
dostaje" na samą myśl o jedzeniu...
A wczoraj w domu zjadła podwójną porcję makaronu spagetti...