W czwartek odbyło się w naszym przedszkolu zebranie rodziców
pięciolatków.Poinformowano nas, że przyszły z MEN wytyczne co do
przeprowadzenia diagnozy gotowości szkolnej naszych dzieci.
Obserwacja ma się odbywać przez dwa tygodnie stycznia.Ma ją
dokonywać pani pedagog + panie z pięciolatków.Obejrzeliśmy pytania
zawarte w tej ankiecie MEN generalnie mało kto by się wg tego nie
kwalifikował do szkoły

.
Ankiety zawierają dane dziecka. Panie mają powypełniać sporo tabelek
i razem z informacją o konkretnym dziecku odesłać do kuratorium.
Poinformowano nas, że najpierw musimy podpisać zgodę na diagnozę i
wysłanie przez przedszkole danych osobowych dziecka wyżej.Potem w
czerwcu mamy ostatecznie zdecydować czy posyłamy dziecko do
szkoły.Przy czym już w marcu trzeba składać wniosek o odroczenie u
dyrektora szkoły w razie braku zgody. Na pytanie czy w przypadku gdy
dziecko zostanie uznane za gotowe do szkoły nie zostanie to mimo
teoretycznego prawa wyboru użyte przeciwko nam w jakiś sposób pani
dyrektor powiedziała, że nie może obiecać, że tak właśnie nie będzie
znając pomysłowość i determinację by dopiąć swego pani Hall.
W związku z powyższym wszyscy rodzice zagrożonych reformą 6-latków
odmówili zgody na zdiagnozowanie ich dziecka, bez której to zgody
nie można prowadzić żądanej przez MEN obserwacji a przede wszystkim
wysyłać informacji o dziecku poza przedszkole. I na tym temat
diagnozowania się w naszym przedszkolu zakończył
Na szczęście dowiedzieliśmy się również że samorząd naszego miasta
nie jest zainteresowany przenoszeniem zerówek do szkół.
Ciekawe jest też, że zgodnie z relacją naszej pani pedagog
uczestniczącej w dwudniowym szkoleniu odnośnie owych diagnoz
najczęstszą odpowiedzią na pytania uczestników było: nie wiem, nie
mamy takich informacji, okaże się w trakcie.
Nauczycielki w szkole, do której miały by trafić sześciolatki są
przerażone. W czerwcu oddają trzecie klasy i właśnie na nie padło
prowadzenie pierwszej klasy, w której teoretycznie znajdą się 7-
latki po zerówce, 6-latki bez zerówki i 6 latki w ogóle nie chodzące
do przedszkola wcześniej.
Najbardziej podoba im się koncepcja, że sześciolatki nie mogą
siedzieć 45 minut w ławkach i mają się bawić na dywanie w tej samej
lub innej sali. Kto w takim razie będzie się w tym momencie zajmował
7-latkami, które nie mają bawić się na dywanie? Nie wspominając już
o różnicach w umiejetnościach dzieci i możliwościach ich
koncentracji.
W mojej miejscowości nie znam nikogo kto chciałby posłać dziecko do
szkoły i chodzi tu o dzieci chodzące w tej chwili 3 rok do
przedszkola.
Mam za to szczegółowe dane z sąsiedniego powiatowego miasta: 476
dzieci z rocznika 2003, 270 z nich w tej chwili objętych edukacją w
przedzkolu, zainteresowanych posłaniem do szkoły 5 osób.
Mam też nadzieję ,że reformę szlag trafi już na etapie sejmu. Choć
pewnie lobby wydawców skuszonych obietnicami MEN, które już sporo
zainwestowało w nowe podrecznika będzie ostro walczyć.