foxxis
27.02.09, 19:06
Witam,
chciałam podzielić się bardzo mieszanymi odczuciami dotyczącymi niemieckiego przedszkola w Wilanowie - przede wszystkim dlatego, iż dotychczas spotkałam się głównie z och-ami i ach-ami na jego temat, co w mojej opinii jest mocno cukierkowym obrazem nie do końca zgodnym z rzeczywistością.
Moje dziecko (obecnie 5-latek)chodzi do niemieckiego przedszkola od półtora roku. Zdecydowaliśmy się na to przedszkole głównie z powodu języka (mąż jest Niemcem, ale ponieważ mówi b. dobrze po polsku, na co dzień wszyscy używamy polskiego i synek, mimo ze rozumiał niemiecki, to nie mówił w tym języku). Opinie, które zebraliśmy przed posłaniem tam dziecka, były pozytywne, co tym bardziej zachęciło nas do tego przedszkola. Jednak teraz, po wszystkich zebranych doświadczeniach , nie wybrałabym go ponownie.
Przede wszystkim panuje tam tzw "zimny chów" dzieci - zasadą jest, że dziecko ma sobie radzić samo, a jak sobie nie radzi to jego problem (zaznaczam, że nie jestem przewrażliwoną polską mamusią, ale oczekiwałabym trochę ciepła w stosunku do małych jeszcze dzieci). Dzieci nie są zachęcane do zabaw w grupie, nie poświęca się im czasu indywidualnie (nie nauczyłeś się piosenki - trudno, twój problem, malujesz byle jak - nikt z tobą nie siądzie chwilkę i ci nie pokaże jak to zrobić), nie są aktywnie integrowane ze sobą - i w przedszkolu i na podwórku normalną sytuacją jest ze część dzieci krąży jak samotne atomy z kwaśną miną, obijają sie o ogrodzenie, albo siedzą bez ruchu w mokrej piaskownicy, a przedszkolanki (i jeden przedszkolanek) stoją zbite w miejscu lub siedzą na ławce i ignorują dzieciaki.
Po drugie - agresja. Grupy są tzw. familijne, co oznacza, ze w jednej grupie znajdują sie dzieci 3,4,5 i 6-letnie. Teoretycznie nie jest to zły pomysł,gorzej, że najstarsi chłopcy robią coś w rodzaju "fali" względem młodszych: dręcza je i wyśmiewają się z ich (jesteś głupi, nie umiesz malować, jesteś za głupi zeby to zrobić itd). Ze dzieci to robią - wiadomo, może tak być, ale ze rekacja przedszkolanek jest zerowa tego nie rozumiem. To są opisy sytuacji codziennych, nie wyjątkowych - podkreślam. Nagminnie też jestem świadkiem przy odbiorze synka, że strasze tłucze młodsze dziecko (nie są to bijatyki chłopców, ale złośliwe walenie np. 3-letniej dziewczynki przez 6-latka), a przedszkolnka/przedszkolanek nie reaguje, stojąc obok.
Co więcej, bardzo trudno jest rozmawiać o tym z pracownikami przedszkola, gdyż zasadą jest właśnie, że "dziecko ma sobie radzić w grupie" , a jak sobie nie radzi, to zdaniem przedszkolanek rodzice powinni się zwrócić o pomoc do psychologa. To, ze grupą 3-5 latków trzeba jednak rozsądnie sterować, (że nie wspomnę o wychowywaniu) się jakoś pomija.
Moje dziecko, które z dużą chęcią na początku powitało pomysł przedszkola (nie ma raczej problemu z nowymi sytuacjami, dużo razem wyjeżdżamy, podróżujemy i synek ma pozytywny stosunek do nowych ludzi, otoczenia itd), teraz oczywiście nie chce tam chodzić: "męczą mnie", "jest nudno", "nic nie robimy tylko się bijemy" itd - to standardowe odpowiedzi syna na to, że idziemy dzisiaj do przedszkola.
Oczywiście, dużym pozytywem jest niemiecki - dzieci faktycznie mówią w tym języku, moje dziecko też mówi już bez problemu.
Może to wszystko co opisuję, jest standardem w innych przedszkolach, a ja przesadzam. Ale: po pierwsze trudno mi jest przejśc obok faktu, że moje radosne zazwyczaj dziecko, zwiesza nos na kwintę, gdy się mówi o przedszkolu, a główny komentarz 5-lata na ten temat to "nuda" i "dręczenie", "nikt nie zwraca uwagi na mnie". To przedszkole opisuje się jako "elitarne", a opłaty elitarne na pewno są, więc wymogi powinny też być do tego dostosowane. Wydaje mie sie po prostu, że nie ma tam nikogo, kto by włożył trochę serca w to przedszkole, w dzieci. W sumie, niemiecki, to nie wszystko - to nie jest szkoła nauli języka obcego, to przedszkole!
ps. po pobycie w kinderga. synek zaczął mówić wszystkim: wiesz, jestem Polakiem, nie chcę być Niemcem (wcześniej było mu wszystko jedno). A serio: wypisuję go z przedszkla, i od jesieni biega do zerówki (polskiej, bo na niemiecką szkołe nie chce się teraz za nic zgodzić...)