Pojawił się u nas problem - moja trzylatka, początkowo bardzo pozytywnie
nastawiona do przedszkola, teraz nie chce tam chodzić. Poranne marudzenie i
popłakiwanie przed wyjściem z domu trwa już jakiś miesiąc z przerwami. Powody
Jagódka podaje różne: najpierw, że nia ma koleżanki (rzeczywiście przez
pewien czas koleżanka, z którą się bawiła, była chora; inna zaczęła się bawić
z innym dzieckiem); teraz już ma inną koleżankę, ale mówi np. że nie wysypia
się w czasie leżakowania, że tam jest brzydka sala itd. Z moich obserwacji
wynika, że problem zaczął się, gdy jedna dziewczynka znalazła sobie innego
towarzysza zabaw - Jagódka nie mogła tego zrozumieć, była smutna i jednego
dnia - wiem to od wychowawczyni - kilka razy w ciągu dnia płakała w łazience.
Teraz ma inną koleżankę, ale pojawił się następny problem: pani wychowawczyni
jest dosyć surowa - dosyć często zdarza jej się krzyczeć na dzieci, czasami
bez powodu - widziałam takie sytuacje. Nie sądzę, by krzyczała na Jagódkę,
Jagódka jest raczej dzieckiem spokojnym i lubianym. ALe codziennie słyszę
rano od małej: "mamusiu, czy dzisiaj będzie pani X?". Czy mogę jakoś pomóc
dziecku? Co zrobic, żeby mała nie przejmowała się tak panią? Serce mnie boli,
gdy rano płacze i mówi, że boli ją brzuszek

Jak myślicie, czy to minie?
Jak najlepiej z nią rozmawiać? Przechodziłyście coś takiego?