Dodaj do ulubionych

karowa :-(

IP: *.* 31.05.02, 16:13
WitajcieJa co prawda rodziłam prawie rok temu / w lipcu 2001 / ale pamietam ten koszmar do dziś!!!Z żelaznej / bo tam akurat byl remont , po zbadaniu mnie i stwierdzeniu ze jeszcze dojade do innego szpitala... / odwieziono mnie na kArową , i tu znalazłam się na porodówce, w sali rumiankowej :-) przygotowanej do porodu rodzinnego. Sala - rewelacja !!! miło tam być ale chyba tylko mężowi,mnie jakos nie... nikt z własnej woli nie przyjdzie, o lekarza trzeba wręcz prosic !!!! po kilku godzinach meczarni podano mi wreszcie oksytocyne ...cobym sie juz nie meczyla i szybciej urodziła.....co doprowadziło do tego że jak ja dostałam gorączki prawie 39st. a z moim dzidziusiem zaczely sie dziac jakies cuda...stwierdzili ze robia cesarkę i z przeslicznej sali wywiezli mnie na blok operacyjny zostawiając mojego męża pod drzwiami......a za poród rodzinny..zapłaciliśmy....potem pokazali mu synka jak juz go wywozili do sali noworodkowejA ja ??? cesarka byla zrobiona przy znieczuleniu zewnatrzoponowym, wiec widzialam wszystko, i tu znow - niespodzianka - :-( po wyjęciu małego z brzuszka pokazali mi go na moment a raczej jego genitalia.... i zabrali :-( a miał 10 pkt. i był zdrowiusienki !!!!!Potem mnie wywiezli na sale pooperacyjną - tam z bólu nie mogłam zasnąć , dostałam wreszcie jakis zastrzyk....po wielu błaganiach / była noc - więc pielegniarki wolaly spac / nastepnego dnia przyszla do mnie lekarka poinformowac mnie o stanie zdrowia mojego synka powiedziala ze wszystko jest o.k ,ze dostal jesc / tylko co - skoro preferowna jest metoda naturalnego karmienia??? / synka zobaczylam dopiero wtedy jak mojmaz do mnie przyjechal i sam go przywiozl!!! bylam na innym pietrze wiec po co mialy sobie mna zawracac głowe - nakarmily przewinely i spal tak samiusienki :-(jak juz mnie w koncu przewiezli na sale "" normalna"" ze tak napisze to zaraz przyleciala polozna ta od nauki karmienia piersia i zcazela mowic do mnie ze synek zaraz nauczy sie ssac , nalozyla na palucha swojego kawalek gumowej rekawiczki i uczyla go ssac...po czym ja mialam robic to samo, a potem piers....i tu zaczelo sie...nic mie nie lecialo!!!! a ona kazala mu ssac, maly sie buntowal, possal przez chwile poczym sie wyrywal bo co ma ssac....pusta piers???? ja plakalam on plakal a ona ze co ze mnie za matka , ze nie chce go przystawiac do piersi, choc to robila czesto,gadala ze paroma kropelkami siary sie naje, i tak sie meczylismy ponad dobe , byl upal on mial suche usta, chcialam mu dac wody z glukoza - na co lekarka ze nie!!!! dawac cycka!!!! i tak w kólko. po dobie stwierdzila lekarka ze za bardzo spadl na wadze i co??? SZTUCZNE dokarmianie, jak dostal butle to wyżłopal naraz 50ml!!!! i zasnał wreszcie spokojny i najedzony!!!!Mialam to nieszczescie ze po cesarce lezalam 7 dni wiec jak sie mijalam z ta połozna od laktacji to miałąm chęć ją zabić / i vice versa/ była miła i uczynna dla tych co miały pokarm i dzidzia ssała bez trudu na te inne patrzyła jak na jakies zbrodniarki a nie matki :-(co do łazienek - makabra jedna łazienka dla wow bardzo dużó osób, wszyscy łażą gdzie chca i o której chcą, przeciagi, z pielęgniarke to może ze 3 są fajne - reszta przychodzi odwalić robote, przespać się...a jak chcesz SZTUCZNEJ mieszanki zeby Ci zrobiła to te spojrzenie!!!!! znowu przylazła po to mleko!!!!! makabra makabra makabratylko lekarze są extra !!!! ale oni przychodzą tylko na obchód rano i wieczorem :-) Tak więc Ja swój poród wspominam tak ...... że drugiego dzisiusia prędko mieć nie będę......... powodzenia dziewczyny i mam nadzieję że po lepsze.A co do tych rewelacyjnych połoznych itd. to jak zapłacicie to będziecie miez wspaniale jak nie to tak jak Ja !!!! / chociaz zapłaciłam im za rodzinny poród....za znieczulenie zewnątzroponowe...potem cesarka wiec pieniadze wyrzucone...ale nigdy nie przewidzisz co sie może zdarzyc :_( pozdrawiam przyszłe i terażniejsze mamusie papa MAGDA z Darusiem
Obserwuj wątek
    • Gość: loth Re: karowa :-( IP: *.* 04.06.02, 21:54
      ROdziłam na Karowej 22.05.2002. BYł poród rodzinny, była oksytocyna, było zoo i na koniec cesarka. Generalnie plan jak przez Ciebie opisany, z jedyną różnicą: nie narzekam na opiekę poporodową. Faktem jest , ze nie wszsytkie "siostry" mają uśmiech stewardesy tzn.przyklejony do twarzy, ale nie mogę powiedzieć, że są nieuczynne (nawet w nocy po obudzeniu przez pacjentkę :-)Swój pobyt wspominam mile (o ile tak można nazwać pobyt w szpitalu), czego życzę wszystkim Mamom rodzącym na Karowej.pozdrawiamBeata
    • Gość: Madzia2002 Re: karowa :-( IP: *.* 05.06.02, 09:08
      to masz szczescie ze u ciebie bylo inaczej ......albo jestes odporniejsza na ból i ""cudowną opiekę lekarską.... ""
    • Gość: yogurt Re: karowa :-( IP: *.* 07.06.02, 01:54
      Oj, chyba trochę demonizujesz...Na Karowej rodziłam dwa lata temu, w styczniu 2000.Wcześniej przebywałam dwa tygodnie na patologii ciąży, także w tym szpitalu. Z różnych względów postanowiono poród przyśpieszyć. Trafiłam więc na oddział porodowy, zresztą chyba po raz czwarty w czasie mojego pobytu w tym szpitalu. Ponieważ poród trwał baaaardzo długo (wody odeszły ok. 15-tej 12 stycznia, a moje kochanie urodziło się 13 stycznia o 18.45 cesarskim cięciem) miałam okazję poznać chyba cały personel tegoż oddziału. Zawsze informowano mnie o tym co się aktualnie dzieje. No cóż, mogłabym też ponarzekać, że nikt tam, oprócz mojego męża, przy mnie nie siedział, ale mam świadomość, że oprócz mnie były tam jeszcze inne kobiety, które były w dalszej fazie porodu niż ja... Na każdą moją prośbę przychodziła położna tak szybko jak to tylko było możliwe. Właściwie też mogłabym płakać, że nie mogłam zejść z łóżka (byłam przez cały czas pod kroplówkami, KTG i miałam co 15-to minutową kontrolę ciśnienia), mogłam przyjmować co najwyżej trzy pozycje (prawy bok, lewy bok, plecy), że, no w sumie mój mąż był, ale musieliśmy za to zapłacić, a i tak skończyło się wszystko cesarskim cięciem...Ale uważam, że były to najpiękniejsze chwile w moim życiu i jestem całym sercem wdzięczna uprzejmym położnym, które tak jak tylko mogły pomagały mi przetrwać ból i strach. Jestem im wdzięczna za to, że mój małżonek dostał nadprogramowy obiad, a wcześniej śniadanie i kolację (był przy mnie bez przerwy ponad 24 godziny), a przecież nikt nie musiał sobie zawracać nim głowy.Ponieważ poród ostatecznie nastąpił przez cesarskie cięcie też widziałam moją maleńką tylko chwilę, przytulono ją do mojej twarzy i odjechała na oddział noworodków. Ja trafiłam na salę pooperacyjną. Ale mój ukochany był przy niej do czasu, kiedy nie wywieziono mnie z sali operacyjnej. Nikt nie zabraniał jemu być przy naszej córeczce ani później przy mnie (co prawda tylko chwilę, ale jednak).Następnego dnia trafiłam już na oddział położniczy. Bardzo chciałam mieć dziecko cały czas przy sobie, ale po prostu nie dałam rady tego pierwszego dnia. Później mała przechodziła żółtaczkę i znów dwa wieczory spędziłam bez niej. A potem okazało się, że nie mam odpowiednio wykształconych brodawek (co jest podobno normalne u większości pierworódek) i Wiktoryśka nie mogła ssać. I w tej sprawie też pomogły mi położne. Bardzo miło wspominam młodziutką dziewczynę, która odbywała praktyki, a która przychodziła dość często do nas, by sprawdzić jak idzie nam karmienie.Nie powiem, że wszystko było tak na różowo, ale to, co było nie o.k. jest właściwie niczym w porównaniu z tym, co było bardzo o.k. Czuję ogromną wdzięczność do personelu za wyrozumiałość i cierpliwość (bo z natury jestem straszna panikara i choleryczka), no i pomoc, rzecz jasna.Acha, bo chciałabym nadmienić, że jedyną opłatę jaką wnieśliśmy to była zapłata za poród rodzinny, nie zamawialiśmy ani położnej, ani lekarza, ani później osobnego pokoju na oddziale położniczym.Uff, ale się rozpisałam...Ach, i jeszcze - nastepny poród, jeśli się zdarzy, też chciałabym mieć na Karowej.Pozdrawiami przepraszam za objętość tego listu :-)Mayka
    • Gość: Madzia2002 Re: karowa :-( IP: *.* 11.06.02, 09:29
      yogurt nie demonizuję mna zajmował sie tylko mąż i moja mama albo aż mąż i mama !!!! co do położnych i całego personelu - to tez w ciagu tygodnia mogłam ich poznać na wylot !!!! może nie mieli czasu bo akurat trafiłam tam w lipcu gdzie w tym czasie w trzech szpitalach był remont i nazbierało się dużo rodzących, wszystkie wciskali gdzie sie da do którego szpitala, jak mnie kroili to już mówili ,że następną cesarkę mają mieć a była godzina 01:00....dużo mam duzo dzieci a personelu mało i łózek mało , ja po cesarce leżałam na oddziale ginekologicznym bo tylko tam mieli łózka, może dlatego że tak było żle to wspominam i ciesze się ze chociaż Ty chcesz tam jeszcze rodzić.....powodzenia :-)
    • Gość: E.T. Re: karowa :-( IP: *.* 22.06.02, 04:04
      Wiesz, ja ci naprawde wspolczuje. Za takie traktowanie moglabym w USA zaskarzyc szpital - tutaj pacjent jest swiety (jesli tylko ma ubezpieczenie lub zasobny portfel). Nie wiedzialam ze w Polsce porod rodzinny jest zwiazany z jakakolwiek dodatkowa oplata. Przeciez to powinien byc juz standard! Ja bede rodzic w pazdzierniku, moj maz oczywiscie bedzie przy mnie nawet w razie cesarki (w tym wypadku zadne z nas nie bedzie moglo widziec samego zabiegu) - po to m.in. sa szkoly rodzenia organizowane przez szpitale aby dokladnie sie zapoznac z ich "systemem" porodow. Wiem ze przez caly okres pozostane w tym samym jednoosobowym pokoju z prywatna lazienka etc. A moja doktor na pytanie o rodzaje znieczulen odparla ze nie mam sie czym przejmowac - dostepne wszystko co sobie zazycze. Jedyne minusy to ogromne koszty. Sam porod waginalny to (w zaleznosci od szpitala) $6-14 tys. Dlatego juz na drugi dzien wysylaja do domu. Mozna na wlasne zyczenie zostac dluzej ale kogo na to stac? bo ubezpieczenie pokrywa tylko podstawowe koszty a wszystko ponadto juz nie (chyba ze sytuacja jest naprawde krytyczna). Ale wole zaplacic za swietna opieke i nowoczesna aparature niz miec byle co za "panstwowe pieniadze" i martwic sie o zdrowie wlasne i dziecka. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i malenstwo. Edyta
      • Gość: bambino Re: karowa :-( IP: *.* 16.08.02, 18:42
        E.T. dziewczyny tutaj pisza o panstwowych szpitalach, a nie prywatnych klinikach za grube pieniadze 6-14tys USD. Pojdz urodzic w panstowym szpitalu, a pozniej porownuj, czemu nie chcesz? tylko wykupujesz ubezpieczenie, zeby miec lepiej?
    • Gość: akolodziej Re: karowa :-( IP: *.* 05.07.02, 21:56
      Ja rodzilam na Karowej w sierpniu 2002. No coz. Sam porod wspominam bardzo pozytywnie, ale wzgledy sa nastepujace. Po pierwsze w szpitalu rodzilam tylko 1,5 godziny, mialam zamowiona polozna, ktora byla swietna i bez niej nie wiem jak bym przetrwala te poltorej godziny. Pomimo kosztow, zdecydowalabym sie jeszcze raz na ta sama polozna. Co do szpitala, to nie wiem, ale pewnie tez, chociaz . . .Sam szpital - tak jak w lipcu, kiedy rodzilas, bylo przepelnienie. Gdyby nie fakt, ze mialam 9 cm rozwarcia, nie przyjeliby mnie. Musialam czekac prawie pol godziny na sale, pomimo ze praktycznie bylam gotowa do drugiej fazy porodu, bo nie mieli miejsca. Lazienka w sali byla nie do konca posprzatana, ale to ze wzgledu na brak czasu. Po porodzie tez wywiezli mnie szybko z sali, pomimo ze przewaznie jest sie w niej ok. 2 godz po porodzie, no ale juz wjezdzala nastepna dziewczyna. Potem spedzilam 8 godzin na korytarzu, czekajac na miejsce na polozniczym. Oprocz mnie ok. 8 kobiet bylo w takiej samej sytuacji. Oczywiscie nie jest to wina szpitala, bo w innych byl remont i kobiety walily drzwiami i oknami. Mam jednak pewne zastrzezenia do opieki po porodzie. Moja mala ssala od poczatku, ale jej wyraznie te kilka kropel siary nie starczalo (to dziwne, nieprawdaz??? tu padaja te wszystkie swietne teorie. Spadla na wadze za duzo, plakala prawie cala druga dobe. Ja nie wiedzialam o co chodzi. W koncu p. doktor zadecydowala ze trzeba dac wode z glukoza jesli sie zgodze. Jak mialam sie nie zgodzic, skoro za oknem 40 stopni, bo byl to najgoretszy weekend lata. Mala wypila ta wode w mgnieniu oka i zasnela spokojnie. Niepotrzebnie meczyla sie ta dobe, a ja juz wczesniej sygnalizowalam lekarzom, ze cos jest nie tak, ze chyba dziecko glodne, bo caly czas przy piersi, a jak ja odstawiam, to placze. I nie mogla spac. Polozne te na oddziale polozniczyczym mlode, chyba troche niedoswiadczone (niektore). Jak sie o cos prosilo, to czasem bylo dopiero za pare godzin. Na ta wode z glukoza czekalam pol dnia. Przewijanie jakie mi zademonstrowano przedpotopowe, tzn. z okresu kiedy nie bylo jeszcze nacisku na stawy biodrowe - pani polozna chwycila dziecko za nozki i podniosla w ten sposob pupe do gory. No coz. Nastepnym razem juz wiem, ze nie glodzilabym dziecka tyle czasu, tylko sama bym cos dala. Pozdrawiam
      • Gość: .:kasia:. Re: karowa :-( IP: *.* 01.08.02, 10:13
        hej! Ja zamierzam rodzic na Karowej. Termin mam na listpoad. Czy moglabys napisac cos wiecej o wynajeciu poloznej. ile to kosztuje i jak dlugo sie toba bedzie zajmowac. A mialas moze wynajety pokoj do porodu rodzinnego. Z gory dziekiza odpowiedz.
        • Gość: cobraverde Re: karowa :-( IP: *.* 02.08.02, 09:41
          Witaj, ja też rodzę na Karowej - termin mam na 31 sierpnia. Na razie nie powiem ci jak było :-) ale moge ci podać ceny: szkoła rodzenia (350 zł) - właśnie ją kończę, jednoosobowa sala do porodu rodzinnego (400 zł) z tym że porody rodzinne mogą się odbywać także w salach większych (o ile na obecność osób trzecich zgodzą się wszystkie rodzące) a wtedy jest za darmo, prywatna położna do porodu (800 zł), jednoosobowa sala na położniczym, czyli po porodzie (150 zł za dobę), dyżur położnej po porodzie (200 zł).Widziałam też na forum "ciąża i poród" twój post z pytaniem o szkoły rodzenia - odpowiem Ci tutaj, żeby już nie mieszać. Na Karowej zajęcia są trochę lakoniczne, ale uważam że warto wydać te 350 zł, a oto dlaczego: 1. możliwość obejrzenia calusieńkiego szpitala - od sal porodowych, przez patologię ciąży (odpukać!), po oddział położniczy (wszystko, poza położniczym, wyremontowane)2. na pierwszym spotkaniu można obejrzeć wszystkie położne, które mogą prywatnie (czyli za kasę na wyłączność) uczestniczyć przy porodzie3. namiastka gwarancji, że w razie tłoku rodząca zostanie przyjęta do szpitala - położna wprost powiedziała, że pierwszeństwo mają pacjentki ich lekarzy oraz uczestniczki ich szkoły rodzenia (powiedziała, że w historii tego szpitala odesłanie "swojej" kobiety zdarzyło się 3 razy)4. informacje co ze sobą wziąć do szpitala5. metody oddychania w różnych fazach porodu6. spotkanie z przemiłą i kompetentną panią psycholog, która uprzedziła nas o naszych prawdopodobnych emocjach podczas porodu i po nim, opowiedziała jak sobie z nimi radzić.Te rzeczy były dla mnie najważniejsze. Zdecydowałam się już na konkretną położną i przestałam bać się szpitala.PozdrawiamZuzaJeśli masz jeszcze jakieś pytania odnośnie tej konkretnej szkoły rodzenia, śmiało pytaj
          • Gość: kasiaw2 Re: karowa :-( IP: *.* 02.08.02, 19:37
            Czy mogłabyś napisać którą położną wybrałaś i dlaczego? Ja również planuję urodzić na Karowej, temin mam na początek listopada i chciałabym zrobić jakieś rozeznanie odnośnie położnych.Pozdrawiam.Kasia.
            • Gość: akolodziej Re: karowa :-( IP: *.* 02.08.02, 20:46
              Rodzilam z p. Ania Gorsiak. Uwazam ze jest swietna, pomocna, umie radzic sobie z pozostalym personelem, doswiadczona - poznalam ja podczas szkoly rodzenia. Bardzo pochlebne opinie slyszalam tez o p. Idze - niestety, nie pamietam nazwiska.
            • Gość: cobraverde Re: karowa :-( IP: *.* 03.08.02, 12:09
              Wybrałam sobie położną, którą znam ze szkoły rodzenia, nazywa się Ania Staszewicz. Wiem, że najbardziej rozrywane są w tym szpitalu dwie położne: Iga Kłosińska i Anna Zając, ale ja ich nie poznałam (były akurat na urlopie), natomiast znajomi polecali Igę - rodzili z nią i byli bardzo zadowoleni. Położna, którą wybrałam spodobała mi się od pierwszego wejrzenia - ma poczucie humoru, jest bezpośrednia i ciepła, a do tego wysoka i silna. Po prostu wzbudziła moje zaufanie. Po porodzie będę mogła napisać więcej. Słyszałam, że jest tam tylko jedna położna, której należy bardzo unikać - ma na imię Alfreda. Reszta jest ponoć ok.PozdrawiamZuza
              • Gość: agat1 Re: karowa :-( IP: *.* 11.08.02, 23:47
                Zuza - a dlaczego Alfreda nie, czy znasz jakieś konkretne argumenty???mnie włsnie podano jej nazwisko jako osoby godnej polecenia, oprócz tego niejaką Asię Przyborowska - planuję poród na Karowej, ale nie jestem 100 proc przekonana, mimo, ze tam mam lekarza - kt. trochę mnie olewa, ale to urok tej placówki: tłumy pacjentekpdono jeszce nidług sierpień/wrzesień rozpoczynają remont połoznieczego oddz. więc pewnie będzie dodatkowy horror - ja mam termin na konieć września
                • Gość: cobraverde Re: karowa :-( - do agat1 IP: *.* 12.08.02, 18:45
                  Nie znam opinii o Alfredzie z osobistych rozmów, tyle co na formum - http://forum.edziecko.pl/view.php?site=edziecko&bn=edziecko_szpitale&key=1010668852 oraz następny post (jeśli ci nie wejdzie ten adres, wrzuć hasło "Alfreda" do szukacza na Szpitalach). Trochę mnie przeraziłaś tym remontem, bo ja mam termin na 31 sierpnia i jestem zdecydowana na Karową (zainwestowałam już w szkołę rodzenia). I co wtedy będzie, zamkną oddział położniczy? Nikt nic na ten temat nie mówił. Napisz, jesli wiesz coś więcej.O Asi Przyborowskiej nie słyszałam, ja wybrałam sobie (po szkole rodzenia) położną Anię Staszewicz, a najczęściej polecane na forum i przez znajomych są Iga Kłosińska i Anna ZającPozdrawiamZuza
              • Gość: Lkasia Re: karowa :-( IP: *.* 16.08.02, 18:06
                Witam - chciałam napisać kilka słów w obronie pani Alfredy - uczęszczałam na zajęcia w przyszpitalnej szkole rodzenia do jej grupy i zajęcia były ok. Gdy zaczął się poród opiekowała się nami położna która akurat miała dyżur- było raczej ok. poza tym że wszystko bolało mnie okrutnie, ale o tym już nie pamiętam :) kiedy o 8 rano zmienili się lekarze i położne przyszła jeszcze inna położna a potem mój mąż spotkał na korytarzu właśnie Alfredę poznała go, zapytała jak nam idzie potem gdy miała wolną chwilkę odwiedziła mnie w sali porodowej- obejrzała moją kartę powiedziała, że wszystko jest ok. (uspokoiła mnie trochęsmile) bo na porodówce przebywałam od północy a była już 12 w południewink potem zapytała czy chcemy żeby była podczas porodu (z czystej grzeczności)- ja bardzo chciałam ponieważ podczas zajęć w szkole rodzenia mogłam zauważyć , że kobieta ma doświadczenie jest zdecydowana i zna się na tym o czym mówi. Powiem tylko tyle moje prawie 16 godzinę czekanie (trwało to tak długo prawdopodobnie przez znieczulenie zewnątrz oponowe) zakończyło się bardzo szybkim, sprawnym i naprawdę cudownymi porodem mojej córeczki Igusi której właśnie wyrósł 1 ząbek :)). Alfredzie zawdzięczam bardzo dużo i do dziś oboje z mężem dobrze ją wspominamy. Wiem , że nie tylko ja tak dobrze o niej myślę- poznałam w szpitalu koleżankę , która wcześniej nie znała Alfredy poznała ją dopiero podczas porodu który przebiegł bardzo sprawnie i również jest ona bardzo zadowolona a jej synek rośnie zdrowo. pozdrawiam wszystkie mamy :))a tym przyszłym mamusią życzę by chwila kiedy pierwszy raz zobaczą swoje kruszynki były dla nich tak piękne jak dla mniesmileKasia
          • Gość: MelaBlonda Re: karowa :-( IP: *.* 27.08.02, 17:58
            Z tego co wiem, to szkoła rodzenia na Karowej jest bezpłatna dla uczestniczek programu Zdrowie Mama i Ja, czy coś w tym guście, czyli praktycznie dla każdej ubezpieczonej w Mazowieckiej Kasie Chorych.A co do gwarancji przyjęcia do szpitala, powiem jedno: NIE MA ŻADNEJ. Moją koleżankę odesłali, więc była chyba 4 przypadkiem, bo chyba jej nie policzyli.Poza tym na dzień dzisiejszy Karowa nazywana jest Dworcem Centralnym.
    • Gość: heldom Re: A ja jestem zadowolona! IP: *.* 31.08.02, 11:17
      Witam,Ja też rodziłam na Karowej i wspominam ten poród jako najpiękniejszy dzień w moim życiu. Wszystko zależy od nastawienia. Jeżeli uprzecie się, że coś jest tak to z pewnością znajdzie się masę rzeczy do których można się przyczepić. Ja byłam nastawiona bardzo pozytywnie, z natury jestem pogodna i życzliwa i taka starałam się pozostać nawet w najgorszych momentach. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Jechałm świadomie do tego szpitala, wcześniej dużo słyszałam o nim, oglądałam na własne oczy i nikt nie zmuszał mnie, żeby tam jechać. Wszyscy byli bardzo mili chociaż nie myślcie, że należę do szarych, cichych myszek, które nie potrafią upomnieć sie o swoje prawa. Po prostu cieszyłam się moim dzieckiem, widziałam świat w różowych okularach i nie pozwoliłabym, żeby wygląd łazienki, czy słowo jakiejś pielęgniarki mi to odebrały. Trochę dystansu!Piszecie, że jest tłok i odsyłają. To chyba nie ich wina, że tyle kobiet chce tam rodzić. Słyszy się tez o trudnych przypadkach, komplikacjach przy porodzie itp. Wtej chwili przychodnia na Karowej przyjmuje tylko kobiety w ciąży zagrożonej, uwierzcie mi naprawdę skomplikowane przypadki! Na Karowej jest jeden z lepszych OIOM-ów dla noworodków n Warszawie i to jest powód dla którego jest tam taki tłok. Nie dziwne, że zdarzają się tragedie. Na mojej sali leżała 40 letnia kobieta po operacji serca która była pierwszy raz w ciąży! Oczywiście mogliby zrobić tak jak np. na Inflanckiej gdzie miesiąc przed porodem należy zostać zakwalifikowanym do porodu, a to nastąpi tylko wtedy jeżeli wszystko jest w porządku. Przynajmniej statystyki mają ładne!Pozdrawiam, Dominika, Helenka i 4 miesięczny brzuch (rodzę oczywiście na Karowej!)
    • Gość: korsetka Re: karowa :-(do Zuzy) IP: *.* 01.09.02, 11:08
      Bardzo cię proszę napisz coś o zajęciach z psychologiem.Jestem w 31 tyg i nie mogę chodzić do szkoły rodzenia bo leżę plackiem i modlę się żeby wytrzymać jeszcze te 5 tyg. Za pierwszym razem mój mąż nie chciał chodzić do szkoły, twierdził że sobie poradzi i świetnie sobie rodził - tak że prawie się rozeszliśmy.Teraz obiecał mi że będziemy chodzić to ja nie mogę.
      • Gość: cobraverde Re: karowa :-(do Zuzy) IP: *.* 06.09.02, 20:34
        Cześć, sorki, że dopiero dziś, ale właśnie wróciłam z synkiem ze szpitala (rodziłam na Karowej oczywiście). Trudno mi cos więcej powiedzieć na temat tych zajęć. Ja po prostu zostałam chwilę dłużej podczas szkoły rodzenia, żeby z panią psycholog porozmawiać na osobności (byłam tam jedyna bez męża). Nie pamiętam jak ona się nazywa, ale powiedziała, ze pracuje tam na etacie i że w każdej chwili możemy się z nią kontaktować (wysoka, szczupła dziewczyna z długimi ciemnymi włosami). Myślę, że jeśli zależy ci na kontakcie z nią warto zadzwonić do fundacji na Karową i poprosić o rozmowę. Powinni cię połączyć. Jeśli ty nie możesz do niej dojechać, to może ona zgodzi się pogadać przez telefon, albo dojedzie do ciebie? Warto spróbować, jest bardzo sympatyczna i pomocna.PozdrawiamZuza
    • Gość: cobraverde Re: karowa :-( - długie ale na duży plus IP: *.* 06.09.02, 21:12
      Urodziłam w tym tygodniu synka na Karowej. Panicznie bałam się pobytu w szpitalu, nawet bardziej niż samego porodu. Dziś nie jestem w stanie nikomu z personelu nic zarzucić. Jestem naprawdę pod wrażeniem fachowości i ciepła ludzi, którzy tam pracują. Przyznaję, że zapłaciłam za kilka luksusów - wybraną położną i pojedynczą salę do porodu. Miałam też znieczulenie, ale z tej opłaty byłam zwolniona, bo podano je ze wskazań medycznych (nadciśnienie). Do szpitala zgłosiłam się dzień po terminie na zapis KTG. Zatrzymano mnie z powodu wysokiego ciśnienia - nie było miejsc na patologii, więc wylądowałam na porodówce. Było trochę niewygodnie, bo łóżka, które tam mają nie służą do spania, ale przetrwałam noc. Następnego dnia zdecydowano o wywołaniu u mnie porodu, ale na godzinę przed tym zabiegiem odeszły mi wody i nie było już sensu nic wywoływać. Wylądowałam w sali sosnowej (polecam - łazienka z prysznicem do masażu - pierwsza klasa). Poród trwał długo i miał dość dramatyczny przebieg. Niewiele brakowało, a musiałby się zakończyć cesarką bo główka była zbyt duża - w sumie 12 godzin z czego 8,5 godz. pierwsza faza i 3,5 druga faza. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu mojej położnej (mistrzostwo świata kompetencji ale i ciepła) i lekarza, który przybył na pomoc, a na koniec jeszcze 6 innym osobom, które robiły wszystko by jak najszybciej Jaś mógł się ze mnie wydostać, oboje jesteśmy cali i zdrowi. Przez cały poród (ale i wcześniej) non stop monitorowano nie tylko tętno płodu ale i moje ciśnienie, natychmiast podawano mi leki stabilizujące skoki ciśnienia. Poród był dla mnie trudnym do zniesienia koszmarem, ale dzięki tym ludziom zniosłam go tak, że mogę być z siebie dumna.Dwie kolejne doby spędziłam na położniczym - i choć narzeka się na warunki tam panujące, dla mnie nie były tak złe, jak to się przedstawia. I znów najlepiej wspominam położne, na które mogłam liczyć w każdej chwili dnia i nocy. Miałam kłopoty z Jasiem, do tej pory nie nauczył się ssać piersi, wtedy i ja nie miałam wystarczająco dużo pokarmu, żeby odciągnąć i go nakarmić. Podjęłam więc decyzję o dokarmieniu dziecka (zdążył się już odwodnić i dostał wysokiej temperatury - sama tego nie zauważyłam, zwróciła mi na to uwagę położna, która przyszła sprawdzić czemu dziecko tak krzyczy). Przez cały czas pobytu na tym oddziale kilka razy dziennie wpadały położne, żeby sprawdzić, jak nam idzie przystawianie do piersi. Szło nam jednak kiepsko, mimo pomocy położnych, więc nadal go dokarmiałam. Ale ani przez chwilę nie poczułam się osamotniona ze swoimi problemami. Jasne, że nie wszyscy byli tacy do rany przyłóż, ale ci z którymi miałam najczęsciej do czynienia czyli położne i salowe ani razu nie zignorowały żadnej mojej prośby. Mniej przyjemni są lekarze ale widywałam ich tylko podczas obchodów, więc mnie to nie obeszło.Serdecznie polecam szpital na Karowej, czułam się tam bezpiecznie, otoczona fachową opieką. Niewyremontowne sale i łazienki, kiepskie jedzenie (trzeba się samemu dokarmiać, bo żarcie naprawdę maja tam paskudne) oraz hałas z Wisłostrady mniej mnie wtedy obchodził. Pozdrawiam Zuzanna i Jaś
    • Gość: korsetka Re: karowa :-( IP: *.* 07.09.02, 21:37
      Rodziłam na Karowej 1,5 roku temu, miałam jednoosobową salę do porodu, męża i opłaconą położną ale zastanawiam się czy wracać tam jeszcze raz. Poród trwał 17 czy 18 godzin bez znieczulenia ze względu na małopłytkowość ,położna była zniecierpliwiona bo chciała chyba wrócić na noc do domu a ja przy każdym badaniu miałam coraz dłuższą i twardszą szyjkę więc masowała mi ją do upadłego.W końcu ze zmęczenia dostałam wysokiej gorączki z dreszczami,wymiotowałam,dzieciak zaczął decelerować a potem już nawet nie bardzo wiem co się działo,na zakończenie zdechły mi skurcze więc kazali mi przeć bez i jakośwycisnęli moją 4 kg. dzidzię. Nawet nie byłam zdziwiona kiedy lekarz stwierdził,że nie odkleiło się całe łożysko ( ale łyżeczkowanie wspominam miło ,choć bardzo się bałam,to była chwila odpoczynku)Do tego troszkę krwi mi ubyło i morfologia spadła mi z 4600 do 2 mln. Po wszystkim wszyscy bardzo zmęczeni zostawili mnie w diabły a ja nie miałam siły trzymać dziecka.Potem zmienił się dyżur i nowe położ ne zaczęły zachęcać mnie do kąpieli, nic jednak z tego nie wyszło bo jak tylko podnosiłam głowę robiło mi się duszno i ciemno przed oczyma. Poparu godzinach wylądowałam w wannie i... siedziałam w kucki i płakałam bo nie mogłam odkręcić wody,w końcu ktoś się zlitował i wyciągnoł mnie z tej wanny. I wiecie co nie wspominam tego wcale żle,w sumie nie bolało tak bardzo bo jakoś wytrzymałam bez tego znieczulenia, pomęczyłam się te kilkanaście godzin i minęło ale najgorsze było potem - z powodu żółtaczki nasz pobyt w szpitalu znacznie się przedłużył. Wszystkie babki wychodziły po 2 dniach a mnie przenoszono (to znaczy przepędzano) na inną salę.Mialam sporo klamotów, bo wcześniej leżałam na patologi ciąży,jak zrobiłam parę kroków dostawałam zadyszki a pakuj tu człowieku torby i zmieniaj sale bez niczyjej pomocy.Jak tylko dziecku spadła bilirubina do w miarę bezpiecznych wartości wypisałam się na własne żądanie i chodziłam na kontrole do poradni.Zanim się po tym wszystkim pozbierałam minęło z pół roku. Położna pokazując mi wcześniej szpital zwracała uwagę na kryształowe lustra,wannę z masażem i inne bajery, ale nie powiedziała że na położnictwie jest jedna łazienka (2 prysznice)w których męzowie pomagają się kąpać .Dla mnie było to krępujące kiedy po wyczekaniu swojej kolejki ledwie stojąc musiałam nędzną zasłonką skrywać obwisły brzuch przed obcym facetem. Teraz zagraża mi przedwczesny poród i jeśli wrócę na Karową to tylko ze względu na dobry OIOM dla noworodków.I jeszcze jedno - była tam kobieta anioł która szukała mnie z kapownikiem po wszystkich salach i pomagała mi karmić. Dawała mojemu maleństwu korepetycje ze ssania bo stwierdziła że nie ma odruchu ssania i podnosiła mnie na duchu ,kiedy wszyscy inni mówili że dziecko nie ssie 3 dzień bo opiło się wód przy porodzie. Przepraszam że tak się rozżaliłam ale ostatnio dwie moje przyjaciółki rodziły w szpitalu bez luster i alabastrów, ale położne powiedziały że zatyle pieniędzy będą przy nich spały pierwszą noc ,podawały dzieci do karmienia, pomogły się wykąpać...tyle tylko że sprzęt pediatryczny gorszy - kończę cytatem z Małego Księcia "...cóż,nie ma na świecie żeczy doskonałych..."
    • Gość: korsetka Re: karowa :-( IP: *.* 07.09.02, 21:37
      Rodziłam na Karowej 1,5 roku temu, miałam jednoosobową salę do porodu, męża i opłaconą położną ale zastanawiam się czy wracać tam jeszcze raz. Poród trwał 17 czy 18 godzin bez znieczulenia ze względu na małopłytkowość ,położna była zniecierpliwiona bo chciała chyba wrócić na noc do domu a ja przy każdym badaniu miałam coraz dłuższą i twardszą szyjkę więc masowała mi ją do upadłego.W końcu ze zmęczenia dostałam wysokiej gorączki z dreszczami,wymiotowałam,dzieciak zaczął decelerować a potem już nawet nie bardzo wiem co się działo,na zakończenie zdechły mi skurcze więc kazali mi przeć bez i jakośwycisnęli moją 4 kg. dzidzię. Nawet nie byłam zdziwiona kiedy lekarz stwierdził,że nie odkleiło się całe łożysko ( ale łyżeczkowanie wspominam miło ,choć bardzo się bałam,to była chwila odpoczynku)Do tego troszkę krwi mi ubyło i morfologia spadła mi z 4600 do 2 mln. Po wszystkim wszyscy bardzo zmęczeni zostawili mnie w diabły a ja nie miałam siły trzymać dziecka.Potem zmienił się dyżur i nowe położ ne zaczęły zachęcać mnie do kąpieli, nic jednak z tego nie wyszło bo jak tylko podnosiłam głowę robiło mi się duszno i ciemno przed oczyma. Poparu godzinach wylądowałam w wannie i... siedziałam w kucki i płakałam bo nie mogłam odkręcić wody,w końcu ktoś się zlitował i wyciągnoł mnie z tej wanny. I wiecie co nie wspominam tego wcale żle,w sumie nie bolało tak bardzo bo jakoś wytrzymałam bez tego znieczulenia, pomęczyłam się te kilkanaście godzin i minęło ale najgorsze było potem - z powodu żółtaczki nasz pobyt w szpitalu znacznie się przedłużył. Wszystkie babki wychodziły po 2 dniach a mnie przenoszono (to znaczy przepędzano) na inną salę.Mialam sporo klamotów, bo wcześniej leżałam na patologi ciąży,jak zrobiłam parę kroków dostawałam zadyszki a pakuj tu człowieku torby i zmieniaj sale bez niczyjej pomocy.Jak tylko dziecku spadła bilirubina do w miarę bezpiecznych wartości wypisałam się na własne żądanie i chodziłam na kontrole do poradni.Zanim się po tym wszystkim pozbierałam minęło z pół roku. Położna pokazując mi wcześniej szpital zwracała uwagę na kryształowe lustra,wannę z masażem i inne bajery, ale nie powiedziała że na położnictwie jest jedna łazienka (2 prysznice)w których męzowie pomagają się kąpać .Dla mnie było to krępujące kiedy po wyczekaniu swojej kolejki ledwie stojąc musiałam nędzną zasłonką skrywać obwisły brzuch przed obcym facetem. Teraz zagraża mi przedwczesny poród i jeśli wrócę na Karową to tylko ze względu na dobry OIOM dla noworodków.I jeszcze jedno - była tam kobieta anioł która szukała mnie z kapownikiem po wszystkich salach i pomagała mi karmić. Dawała mojemu maleństwu korepetycje ze ssania bo stwierdziła że nie ma odruchu ssania i podnosiła mnie na duchu ,kiedy wszyscy inni mówili że dziecko nie ssie 3 dzień bo opiło się wód przy porodzie. Przepraszam że tak się rozżaliłam ale ostatnio dwie moje przyjaciółki rodziły w szpitalu bez luster i alabastrów, ale położne powiedziały że zatyle pieniędzy będą przy nich spały pierwszą noc ,podawały dzieci do karmienia, pomogły się wykąpać...tyle tylko że sprzęt pediatryczny gorszy - kończę cytatem z Małego Księcia "...cóż,nie ma na świecie żeczy doskonałych..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka