09.03.07, 09:57
Za koszalińską porodówkę mógłby się ktoś wreszcie zabrać. To jest straszne co
tam się dzieje porównując do innych szpitali. Funkcji ordynatora nie przyjmuje
się przecież dożywotnio, jak się ktoś nie sprawdzi to się powinno go wymienić.
Ktoś jest zadowolony z ciepłej posadki i w nosie ma starania o to żeby było
lepiej na oddziale, inne placówki szpitalne w Koszalinie radzą sobie o wiele
lepiej. Nie chodzi tylko o zdobywanie czy zarządzanie funduszami (dlaczego
Kołobrzeg stać na wannę z hydromasażem i pacjenci nie muszą za to płacić... a
w Koszalinie trzeba mieć nawet swój papier toaletowy). Brak starań widać
chociażby w tym, że jest tam brudno. Ani razu nie widziałam żeby salowa
bardziej się schyliła i umyła podłogę pod łóżkiem, nikt z personelu nie
interesuje się wiecznie zadymioną toaletą. Sanepid mógłby tam zaglądać raz
dziennie i myślę że zawsze by zarobił szpital kilka mandatów.
Dobór personelu bardzo dziwny, można trafić naprawdę na pomocne położne
zarówno przy porodzie jak i na oddziale noworodków. Można też spotkać się z
dużą bezdusznością - tylko nie rozumiem czemu taki personel nie jest zwalniany
(podobno bezrobocie w Koszalinie, chętni na to miejsce się znajdą), nie
powinnien pracować w miejscu gdzie są małe bezbronne dzieci, które nie mogą
powiedzieć co się z nimi robi. Personel powinien być wybierany bardziej
starannie, do tego niezbędny jest controlling, nie tylko pod względem
wykonywanych obowiązków, ale także pod kątem podejścia do pacjenta.
Dziwne jest to że wszyscy w Koszalinie o tym wiedzą od lat, a nic się nie zmienia.
Obserwuj wątek
    • jaga9925 Koszalin 28.04.07, 13:48
      Ja swój poród niestety nie zaliczam do miłych wspomnień..po przywiezieniu mnie
      do szpitala czekałam godzinę zanim położyli mnie do sali...wypełniałam jakieś
      druki..z nerwów zapominałam nawet daty urodzenia..co oczywiście spotkało się ze
      zniecierpliwieniem..badając mnie na izbie pielęgniarka wysyczała żebym się nie
      wierciła bo musi sprawdzić rozwarcie...nie wspomnę,że cholernie bolało i już
      chciałam stamtąd uciekać,bo wyobraziłam sobie jaki ból czeka mnie przy
      porodzie...najmilej wspominam podanie mi kroplówek i zastrzyków wywołujących
      skurcze..najpierw oczywiście odlot..potem nie było już tak fajnie...rodziła ze
      mną na sali dziewczyna,której szło zdecydowanie lepiej...ja nie miałam
      rozwarcia..chcąc mi ulżyć pani położna wyprowadziła mnie pod prysznic i tam
      spędziłam chyba najdłuższą godzinę w życiu...chciałam sobie strzelić w
      łeb..nikt przy mnie nie był..ale może za duzo wymagam..nikt mnie nie masował i
      nie podsunął piłki..tak ma być i już...a rozwarcia jak nie było tak nie
      bylo...w koncu nadszedł moment koncowy..skurcze parte itp...w ciąży przytyłam
      10kg..czyli ważyłam jakieś 65..a moja dzidzia po parokrotnym rzuceniu się na
      mój brzuch przez p. doktor pojawiła sie na świecie...z waga 4500g...ku
      zdziwieniu zebranych..ja oczywiście traciłam przytomność..łożysko
      niekompletne,popękałam,straciłam trochę krwi którą mi potem toczono..przez co
      nie mogłam karmić małego...urodziłam w nocy i do 9 tej leżałam na porodówce w
      swojej zarzyganej koszuli....było mi wstyd jak piel. zmieniała mi torbe z
      krwią..bo ode mnie po prostu śmierdziało...mogłam tylko odwrócić glowe..na tyle
      tylko miałam siłe..potem wywleczono mnie do pokoju bo nie miałam siły nawet
      usiąść...marzyłam żeby zasnąć i się obudzić za 3dni...oczywiście nikt mnie nie
      poinformował,że po przetoczeniu krwi muszę się ruszac bo istnieje ryzyko
      zakrzepu...ale to drobiazg...więc turlałam sie od łóżka do zlewu czyli jakieś
      2m... z perspektywy czasu żałuję,że zajmowałam pojedynczy pokój...lepiej w
      grupie..zawsze ktoś pomoże...aha i pieczątka,że zostałam poinformowana
      nt.karmienia piersią to jakaś bzdura...nikt nawet nie pokazał mi jak mam go
      umyć,przebrać jak przystawić do piersi...jednak mimo to cieszę się,że wszystko
      skończyło sie dobrze i mimo sporej wagi dziecka nie było żadnych
      powiklań..miałam szczęście..bylo jeszcze parę nieprzyjemnych incydentów ale już
      nawet nie chce mi się o tym pisać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka