Dodaj do ulubionych

Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam...

17.01.09, 18:26
Moja relacja jest opisem naturalnego porodu, bez upiększania  Wrażliwe
kobiety proszę o nieczytanie jeżeli miałoby to wzbudzić negatywne emocje i
niestosowne komentarze.
Zaczęłam czuć skurcze o 2 w nocy w niedzielę, nawet nie było tak źle, mogłam
spokojnie chodzić, dopakować torby, zjeść, mąż pomógł mi wejść do wanny, gdzie
skurcze troszkę łagodniały. Kiedy były już co 8 minut pojechaliśmy do
szpitala, była 9 rano, przekonana, że to już nie długo. Kiedy w końcu
zostaliśmy przyjęci, na „dzień dobry” pani doktor zapytała mnie czy muszę tu
rodzić… mieli taki nawał, że odesłali mnie na patologie, miałam rozwarcie na
jeden cm a skurcze co 3 minuty, jednym słowem masakra.
Bolało bardzo, ale wytrzymywałam bez krzyku, dużo pomagał mąż i oddychanie.
Badanie co godzinę nie wykazywało postępu w rozwieraniu szyjki… Byłam
załamana, położna mówiła, że trzeba czekać, ale na co, skoro skurcze tak
częste a rozwarcia brak?? Było ok. 20, kazałam mężowi pójść po jakiegoś
lekarza, bo już byłam na skraju wyczerpania a na szybkie rodzenie się nie
zapowiadało. No i przyszedł, najpierw mnie wyzwał, że krzyczę, a badał mnie na
skurczu (!!!!!) i że on tu nie widzi żadnego powodu do grymasu. Użył bardziej
dosadnych słów, poczułam się jak rzecz, kolejna rodząca co wymyśla, a mnie
bardzo bolało, płakałam. Po badaniu przez owego doktora krew polała się do
skarpet, rozwarcie na 2 cm. Przeszliśmy na porodówkę, tam rozłożyliśmy się w
przedporodowej, przyszła położna- młoda, z idealnym makijażem, wypachniona
dziewczyna. Przeraziłam się, wiłam się z bólu a ona ze stoickim spokojem
mówiła, że tak ma być i muszę wytrzymać, ryczałam coraz bardziej, mąż pytał
jak może mi pomóc a ona, że to poród- musi boleć. Po hegarze, zostałam
położona na łóżku i podpięta do ktg, położna poszła w cholerę, zostaliśmy
sami- w tym momencie krzyczałam, że chcę umrzeć, ból był nie do zniesienia…
Przyszedł doktor- ten sam co mnie wcześniej badał, kiedy go zobaczyłam już
miałam dość całego rodzenia, pogranicze życia i śmierci. Po bardzo bolesnym
badaniu, kiedy z ręką w moim kroczu szczebiotał sobie z położną a na mnie
fukał, żebym się uspokoiła- kazał podłączyć oksytocynę, ze względu na to, że
chciałam znieczulenie, a nie miałam rozwarcia. Byłam zdruzgotana postawą
lekarza i położnej, nie zwracali na mnie uwagi, żartowali sobie,
podszczypywali się nawzajem a ja miałam wrażenie, że to jakaś farsa a nie
poród. Kiedy spłynęły pierwsze krople oksytocyny zaczęło się piekło… Skurcze
co minuta, ból jakby rozrywali mi krocze, nic nie pomagało i nikt oprócz męża
nie chciał mi pomóc, wiłam się tak przez godzinę, krzycząc i wyjąc, inaczej
się nie dało, próbowałam bez krzyku, skupiać się na oddechu- nic z tego. W
końcu zdecydowano, że można podać zop, czekałam na to jak na wybawienie z
moich katuszy, przemiła pani anastazjolog- ukłon w jej stronę, założyła je
szybko i sprawnie, nic nie czułam. Jednak w moim wypadku to znieczulenie nie
zadziałało…Rozpacz!!! Zawołaliśmy położną, potem lekarza, orzekli, że tak też
może być… W tym momencie błagałam, żeby mi cos dali bo nie wytrzymam- na to
dostałam odpowiedź- no na pewno. Po kolejnej godzinie zdecydowano, że przebiją
mi pęcherz, bo rozwarcie stanęło na 4 cm. Z pomocą męża położyli mnie na
fotelu porodowym, przebicie nic nie bolało, polał się wodospad gloniastych
wód. Jeszcze zostałam wycewnikowana, bo jak to określił lekarz- zajszczy nas
tu. To jest podejście do pacjenta na Ujastku, tak się traktuje rodzącą, nie
szczędzi wyzwisk w jej stronę, a samemu zagląda za spodnie położnej…Zawołano
sprzątaczkę-ja z rozwalonym kroczem, krew sika, a tu pani sobie podłogę myje…W
tym momencie wszedł mąż, bo go wyprosili, kazano wstać- zaczęły się parte. Na
stojąco przed fotelem wisząc na mężu wyłam jak dobijane zwierzę, krew sikała
na wszystkie strony. Położono mnie z powrotem na łóżko- rodzimy. Skurcze parte
były bardzo bolesne, czułam jak pękają mi tkanki, nacięto mnie, poczułam
zgrzyt nożyczek, w sumie było mi wszystko jedno- oby to się szybko skończyło.
Przy kolejnym skurczu lekarz położył mi się na brzuchu i całą siłą wyciskał
dziecko, krzycząc przy tym na mnie, żebym nie wrzeszczała. Nie dałam rady. Po
kilku parciach położono mi na brzuchu najpiękniejszą istotkę na świecie, naszą
córeczkę- Zofię Annę. Potem mąż poszedł na mycie i ważenie, ja płakałam tym
razem ze szczęścia. Szycie było paskudne- położna trzymała jakieś metalowe
łyżki, a doktor szył, czułam każde ukłucie i przeciąganie nici, ale sama
siebie uspokajałam, że to już koniec. Wrócił mąż, posadzili mnie na wózku i na
salę poporodową. Tam z pomocą męża umyłam się i zostaliśmy sam na sam we
trójkę. Dziś jestem 6 dni po porodzie, Malutka śpi słodko w łóżeczku, jest
nagrodą za 22 godziny męki, najwspanialszą jaką można dostać.
Nikt mnie nie zapytał jak chcę urodzić, zwyczajnie położyli mnie na leżąco,
nikt mi nie dodawał otuchy, nie próbował mi pomóc. Lekarz był najbardziej
prostackim lekarzem jakiego znam, położna dbała żeby sobie paznokcia nie
złamać… Ujastek jest przereklamowany, na szkole rodzenia tak wspaniale mówią o
porodzie, o pomocy przy łagodzeniu bólu- jedna wielka ściema !!!Poród był dla
mnie koszmarem, ale mam to już za sobą, teraz piekielnie boli mnie krocze, ale
to kwestia czasu.
Obserwuj wątek
    • jazabka Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 17.01.09, 18:59
      Strasznie Ci współczuję,domyślam się co przeżyłaś,bo mój poród wyglądał niestety
      bardzo podobnie.Ja też nie mogę się pogodzić z tą znieczulicą i mam nadzieję,że
      to się kiedyś zmieni.Pewnie długo tego nie zapomnisz,ja jestem już 5 miesięcy po
      porodzie,a jak o tym pomyślę to włosy mi się jeżą,ale najważniejsze,że mamy
      zdrowe córciesmileSerdeczne uściski
      • lubie_gazete Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 17.01.09, 19:15
        Podaj nazwisko lekarza.
    • hoop_cola Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 17.01.09, 19:20
      o matko kochanasad
      nie do wiary.

      zaskarżyłabym sukinkota za zdeptanie mojej godności jako kobiety i pacjentki - złóz skargę do dyrekcji tego pożal sie boże szpitala

      i koniecznie na forum wywal jego nazwisko albo chociaz inicjały (położnej też)
      • kontrr Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 17.01.09, 23:47
        Nie doczytałam do końca. Wymiękłam przy komentarzu lekarza przy
        cewnikowaniu.
        Niewyobrażalne, jak można być takim s... i jeszcze pracowac jako
        lekarz. Nie odpuszczaj, złóż skargę w szpitalu, podawaj nazwisko do
        publiczej wiadomości.
        Ból w twoim opisie tak mnie nie przeraża, jak własnie ta odchłań
        znieczulicy i chamstwa.
      • idka77 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 02.02.09, 13:20
        Jestem zdruzgotana relacja, ale mam dwa porody na koncie i zdaje sobie sprawe
        jakie sa realia. Fakt ze takie rzeczy to tylko w Polsce...
        Na Ujastku rodzilam drugiego syna ale zAlatwilam sobie cesarke (po pierwszej
        spapranej w Szpit. Uniwersyteckim na Kopernika). Co do lekarza to chyba wiem o
        kogo chodzi - jest tam taka udana parka - wypacykowana nieczula polozna i doktor
        L. Lezalam tam z dzieckiem 10dni bo maly mial infekcje, obejrzalam wszystkie
        zmiany...
    • white-head Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 18.01.09, 00:02
      Jezu, wpółczuję, jestem przed porodem i łudzę się, że może u mnie
      będzie nieco inaczej. Zdecydowanie popieram pomysł złożenia skargi.
      Pozdrawiam mamę i córeczkę.
      • patysia00 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 18.01.09, 00:28
        Szczerze współczuję! Ja złożyłabym skargę na takiego lekarza, na
        położną zresztą też. Przeszłaś koszmar, ale teraz możesz być z
        siebie dumna! Urodziłaś sama, siłami natury, bez znieczulenia,
        męczyłaś się prawie dobę. Jestem pełna podziwu dla takich kobiet jak
        Ty! Pozdrawiam! 3maj się dzielnie! Ja ze swojej strony mogę polecić
        podmywanie szarym mydłem i częste przemywanie krocza wodą
        utlenionąsmile Mi pomogło.
        • marzenkaw1982 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 01.03.09, 21:18
          SZOK!!!!!!Wprost nie mogę uwieżyć jak to czytam!!!!! ja rodziłam na ujastku w
          listopadzie i moja opinia jest super!!!! Nie miałam tam żadnych znajomości, ale
          trafiłam chyba na super opiekę. leżałam 3 dni na patologi a potem po porodzie
          jeszcze 4 i ani jeden raz nie spotkałam się z jakąś obelgą albo
          nietolerancją!!!!! Bardzo współczuję
          • pacific13 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 01.03.09, 22:28
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=36057945&a=36057945
            Powyżej link z opisem mojego porodu sprzed 3 lat.
            To dowód, że opinia założycielki wątku nie jest odosobniona.
            Choć minęły 3 lata ja nadal dobrze to pamiętam. I nigdy nie zapomnę temu
            s.......... jak mnie potraktował.
    • tonika11 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 18.01.09, 09:19
      Bardzo wspólczuję - powiedz prosze jak nazywa sie ten lekarz?
      Rozumiem ze nie chodziłaś prywatnie i go wczesniej nie znalas lub nie moglas sie
      powolac na innego do ktorego chodziłas prywatnie?

      Tak nie powinno być. Sama chodze prywatnie, bo wiem że pieniądze czynią cuda w
      tym środowisku i moze sie zdarzyc taki jak twój przypadek.
      Wiem ze opłacanie lekarzy niszczy system - ale nie chce swoim zdrowiem i
      wspomnieniami cywilizowac tego światka, choc wiem ze to jeszcze bardziej
      demoralizuje lekarzy i wprowadza nie sprawiedliwosc w traktowaniu pacjentek,
      które nie mogły odłozyc stosownej kwoty na prowadzenie ciązy prywatnie.
      Sama czekam na poród i nie mam pewności ze nie zostane tak potraktowana, ale
      lepiej czuje sie psychicznie.
      Pozdrawiam
    • kamelia04.08.2007 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 18.01.09, 12:40
      o ku...., współczuje ci takiej jazdy i takich chamów.
      Tez byłam w takjie sytuacji - skurcze takie, że chodziłam po scianch
      i widziałam gwiazki z bólu, a rozwarcie mizerne - i wiem czym to
      pachnie. Róznica była taka, ze nikt sie nade mna nie pastwił, nie
      lekceważył, a dali mi zzo jak tylko sie rozwarło, by zzo miało sens
      i wtedy wszystko działało - odłaczyli zzo dopiero po porodzie.

      Nie rozumiem idei podłaczania oksytocyny w sytacji gdy skurcze sa
      takie, ze mozna zdrapac tynk ze sciany a rozwarcia i tak nie ma. Nie
      bardzo wiem tez dlaczego tzrba badac pacjentke akurat na skurczu,
      mozna poczekac przeciez chwile, az skurcz przejdzie.
      A kładzenie sie na brzuchu, zeby wycisnac dziecko, to istne
      barbarzynstwo i zagrozenie dla dziecka.

      gratuluje córki i zycze szybkiego powrotu do formy (także tej
      psychicznej, po takiej traumie).

      Rzeźnikom szpitalnym - mam nadzieje, że ktos im kiedys pokaże jak to
      jest gdy sie nie szanuje człowieka i każe cierpiec dla "idei".
    • szampanna Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 18.01.09, 12:52
      Wyobrażam sobie, co musiałaś przejść (fizycznie), mnie też
      okrrrutnie boli, a urodziłam dwójkę bez znieczulenia, kompletnie
      żadnego, bo było za późno (szybko postępowało). Gdyby miało to trwać
      tak długo jak u Ciebie, pewnie bym oszalała z bólu... Ale tego, co
      przeszłaś psychicznie, nie darowałabym - biegiem złożyłabym pozew.
      Naprawdę, należy się kopniak w tylną część personelowi, z którym
      miałaś do czynienia. Znajdź dobrą kancelarię i do boju! Pozdrawiam.
    • madmaddie90 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 20.01.09, 09:54
      CZy ten s... nie nazwywal sie przypadkiem Krzysztof Kij? Bo ja
      mialam do czynienia z tym o to felczerem, jak na Ujastku mialam
      zabieg usuniecia martwej ciazy. Nawiasem mowiac, dranie trzymali
      mnie od rana do godziny 18 bez jedzenia i picia, z martwa dzidzia w
      brzuchu przed sala, w ktorej kobiety rodzily. Oj moglam wiele
      poobserwowac - flirtujace pielegniarki, lekarzy podczas kiedy
      rodzace dziewczyny zostawaly same jak palec... to najmniejsze
      wykroczenie. W kazdym razie po 8 godzinach czekania, jak poszlam sie
      zapytac kiedy zrobia mi zabieg, to ten gbur i rzeznik na mnie
      nawrzeszczal, ze oni maja cos wazniejszego a nie takie gowienko jak
      moja sprawa - wyjatkowy cham. Ja sie pobeczalam, na szczescie byla
      ze mna moja mama, ktora nawrzeszczala na niego, a potem za telefon i
      do ordynatora, zrobila sie haja na caly szpital i wreszcie mi
      zrobili zabieg. Nawiasem mowiac, tak niedokladnie, ze .... nawet nie
      chce o tym pisac. jedyna pociecha, ze juz wiedzialam, jak to jest na
      Ujastku i w ogole nie bralam pod uwage tego adresu jak mialam juz
      rodzic - moja noga by tam nie stanela, chyba ze z mezem, ktory by na
      okraglo grozil tym s.... procesem cywilnym i prokuratura.
      Bardzo Ci wspolczuje. Mam nadzieje, ze nigdy sie juz nie znajdziesz
      w ich lapach. Trzymaj sie - dzidzia Ci to wynagrodzi.
      • adad05 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 20.01.09, 12:45
        Serdecznie współczuję! Myślę,że podając nazwisko lekarza i połoznej
        pomogłabyś wielu kobietom... Pozdrawiam
    • zaba133 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 20.01.09, 14:46
      włos się jeży na głowie
      to jednak potwierdza zdanie mojej zaprzyjaźnionej lekarki, że na
      Ujastku jakość przeszła w ilość, sporo kadry im odeszło, bo warunki
      niespecjalne
      rodziłam tam w marcu było ok, ale miałam szczęście trafic na fajną
      położną, a i poród był szybki i łatwy
      pozdrawiam, trzymaj się
    • aanullaa Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 20.01.09, 18:01
      wow, jestem w szoku. sama rodziłam tam w czerwcu i jestem zadowolona, choć poród trwał 22 godziny. położna była cudowna, a lekarze działali z wyczuciem. nie usłyszałam nawet jednego złego słowa, wszystko toczyło się w bardzo intymnej atmosferze i z uwzględnieniem wszelkich moich próśb. owszem I faza porodu była bardzo długa i bolesna, ale moim wyborem uszanowanym przez lekarzy było to, że dostałam oxytocynę dopiero jak była konieczność. cały czas położna była przy mnie, instruowała co robić, żeby sobie pomóc i dziecku. nacięcia nie widziałam i zupełnie nie czułam. szycia nie pamiętam, bo miałam krwotok i robiono to w znieczuleniu ogólnym już po zabiegu łyżeczkowania. ale ogólnie było baaardzo dobrze, jestem zatem szczerze zaskoczona Twoim postem. przykro słyszeć, że trafia się i na tak okropną atmosferę przy porodzie.

      życzę szybkiego powrotu do formy!
    • karolina218 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 20.01.09, 21:01
      Witam serdecznie ,

      Szkoda, że mamy takich sku..... w szpitalach którym wszystko
      przeszkadza,skoro nie mają podejścia do pacjenta to nie musieli
      takiego zawodu wybierać.
      Trzeba było złozyc skarge jak sie lepiej poczułaś na tych lekarzy
      i połozną którzy Cie w nie miły i chamski sposób potraktowali.
      Nadal możesz złozyc skarge ,która przejdzie przez cały Szpital moze
      było by warto ,ja bym im tego nie popuściła .

      Pozdrawiam i trzymaj sie
      • mama23lipca Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 21.01.09, 10:21
        Przeczytałam i zaniemówiłam.

        Nie wiem czy zamierzasz coś z tym zrobić, ale ja na Twoim miejscu
        bym takiemu s *** nie odpuściła. www.oilkrakow.org.pl/
        to link do Okregowej Izby Lekarskiej w Krakowie. Powinnaś do nich
        zawitać ze swoja opowieścią. ZGROZA.
        • malwes Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 21.01.09, 11:30
          Powinnaś się z nimi spotkac w sądzie...nie odpuściłabym.
    • mandragore23 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 21.01.09, 14:09
      Współczuje Ci bardzo takiego traktowania,ja obydwie córki rodziłam w żeromskiego i byłam bardzo zadowolona z małym wyjątkiem-młodsza 4100 i tylko 50cm wiec miałam małe problemy przy parciu-nadgorliwa pani doktor położyła mi sie delikatnie na brzuchu ...pomogło ale Oliwia urodziła sie ze złamanym obojczykiem i wielkim krwiakiem na udzie.Wtedy nie skojarzyłam tych dwóch faktów,póżniej dowiedziałam sie że to kryminał-takie kładzenie sie żeby przyspieszyć.Więc na Twoim miejscu nie zastanawiałabym się nad podaniem drani do sądu.Życzę powodzenia.
    • yola13 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 23.01.09, 11:13
      edyta24-live napisała:

      > Moja relacja jest opisem naturalnego porodu, bez upiększania 
      Wrażliwe
      > kobiety proszę o nieczytanie jeżeli miałoby to wzbudzić negatywne
      emocje i
      > niestosowne komentarze.
      > Zaczęłam czuć skurcze o 2 w nocy w niedzielę, nawet nie było tak
      źle, mogłam
      > spokojnie chodzić, dopakować torby, zjeść, mąż pomógł mi wejść do
      wanny, gdzie
      > skurcze troszkę łagodniały. Kiedy były już co 8 minut pojechaliśmy
      do
      > szpitala, była 9 rano, przekonana, że to już nie długo. Kiedy w
      końcu
      > zostaliśmy przyjęci, na „dzień dobry” pani doktor zapytała mnie czy
      > muszę tu
      > rodzić… mieli taki nawał, że odesłali mnie na patologie, miałam
      rozwarcie
      > na
      > jeden cm a skurcze co 3 minuty, jednym słowem masakra.
      > Bolało bardzo, ale wytrzymywałam bez krzyku, dużo pomagał mąż i
      oddychanie.
      > Badanie co godzinę nie wykazywało postępu w rozwieraniu szyjki…
      Byłam
      > załamana, położna mówiła, że trzeba czekać, ale na co, skoro
      skurcze tak
      > częste a rozwarcia brak?? Było ok. 20, kazałam mężowi pójść po
      jakiegoś
      > lekarza, bo już byłam na skraju wyczerpania a na szybkie rodzenie
      się nie
      > zapowiadało. No i przyszedł, najpierw mnie wyzwał, że krzyczę, a
      badał mnie na
      > skurczu (!!!!!) i że on tu nie widzi żadnego powodu do grymasu.
      Użył bardziej
      > dosadnych słów, poczułam się jak rzecz, kolejna rodząca co
      wymyśla, a mnie
      > bardzo bolało, płakałam. Po badaniu przez owego doktora krew
      polała się do
      > skarpet, rozwarcie na 2 cm. Przeszliśmy na porodówkę, tam
      rozłożyliśmy się w
      > przedporodowej, przyszła położna- młoda, z idealnym makijażem,
      wypachniona
      > dziewczyna. Przeraziłam się, wiłam się z bólu a ona ze stoickim
      spokojem
      > mówiła, że tak ma być i muszę wytrzymać, ryczałam coraz bardziej,
      mąż pytał
      > jak może mi pomóc a ona, że to poród- musi boleć. Po hegarze,
      zostałam
      > położona na łóżku i podpięta do ktg, położna poszła w cholerę,
      zostaliśmy
      > sami- w tym momencie krzyczałam, że chcę umrzeć, ból był nie do
      zniesienia̷
      > 0;
      > Przyszedł doktor- ten sam co mnie wcześniej badał, kiedy go
      zobaczyłam już
      > miałam dość całego rodzenia, pogranicze życia i śmierci. Po bardzo
      bolesnym
      > badaniu, kiedy z ręką w moim kroczu szczebiotał sobie z położną a
      na mnie
      > fukał, żebym się uspokoiła- kazał podłączyć oksytocynę, ze względu
      na to, że
      > chciałam znieczulenie, a nie miałam rozwarcia. Byłam zdruzgotana
      postawą
      > lekarza i położnej, nie zwracali na mnie uwagi, żartowali sobie,
      > podszczypywali się nawzajem a ja miałam wrażenie, że to jakaś
      farsa a nie
      > poród. Kiedy spłynęły pierwsze krople oksytocyny zaczęło się
      piekło… Skur
      > cze
      > co minuta, ból jakby rozrywali mi krocze, nic nie pomagało i nikt
      oprócz męża
      > nie chciał mi pomóc, wiłam się tak przez godzinę, krzycząc i
      wyjąc, inaczej
      > się nie dało, próbowałam bez krzyku, skupiać się na oddechu- nic z
      tego. W
      > końcu zdecydowano, że można podać zop, czekałam na to jak na
      wybawienie z
      > moich katuszy, przemiła pani anastazjolog- ukłon w jej stronę,
      założyła je
      > szybko i sprawnie, nic nie czułam. Jednak w moim wypadku to
      znieczulenie nie
      > zadziałało…Rozpacz!!! Zawołaliśmy położną, potem lekarza, orzekli,
      że tak
      > też
      > może być… W tym momencie błagałam, żeby mi cos dali bo nie
      wytrzymam- na
      > to
      > dostałam odpowiedź- no na pewno. Po kolejnej godzinie zdecydowano,
      że przebiją
      > mi pęcherz, bo rozwarcie stanęło na 4 cm. Z pomocą męża położyli
      mnie na
      > fotelu porodowym, przebicie nic nie bolało, polał się wodospad
      gloniastych
      > wód. Jeszcze zostałam wycewnikowana, bo jak to określił lekarz-
      zajszczy nas
      > tu. To jest podejście do pacjenta na Ujastku, tak się traktuje
      rodzącą, nie
      > szczędzi wyzwisk w jej stronę, a samemu zagląda za spodnie
      położnej…Zawoł
      > ano
      > sprzątaczkę-ja z rozwalonym kroczem, krew sika, a tu pani sobie
      podłogę myje
      > 230;W
      > tym momencie wszedł mąż, bo go wyprosili, kazano wstać- zaczęły
      się parte. Na
      > stojąco przed fotelem wisząc na mężu wyłam jak dobijane zwierzę,
      krew sikała
      > na wszystkie strony. Położono mnie z powrotem na łóżko- rodzimy.
      Skurcze parte
      > były bardzo bolesne, czułam jak pękają mi tkanki, nacięto mnie,
      poczułam
      > zgrzyt nożyczek, w sumie było mi wszystko jedno- oby to się szybko
      skończyło.
      > Przy kolejnym skurczu lekarz położył mi się na brzuchu i całą siłą
      wyciskał
      > dziecko, krzycząc przy tym na mnie, żebym nie wrzeszczała. Nie
      dałam rady. Po
      > kilku parciach położono mi na brzuchu najpiękniejszą istotkę na
      świecie, naszą
      > córeczkę- Zofię Annę. Potem mąż poszedł na mycie i ważenie, ja
      płakałam tym
      > razem ze szczęścia. Szycie było paskudne- położna trzymała jakieś
      metalowe
      > łyżki, a doktor szył, czułam każde ukłucie i przeciąganie nici,
      ale sama
      > siebie uspokajałam, że to już koniec. Wrócił mąż, posadzili mnie
      na wózku i na
      > salę poporodową. Tam z pomocą męża umyłam się i zostaliśmy sam na
      sam we
      > trójkę. Dziś jestem 6 dni po porodzie, Malutka śpi słodko w
      łóżeczku, jest
      > nagrodą za 22 godziny męki, najwspanialszą jaką można dostać.
      > Nikt mnie nie zapytał jak chcę urodzić, zwyczajnie położyli mnie
      na leżąco,
      > nikt mi nie dodawał otuchy, nie próbował mi pomóc. Lekarz był
      najbardziej
      > prostackim lekarzem jakiego znam, położna dbała żeby sobie
      paznokcia nie
      > złamać… Ujastek jest przereklamowany, na szkole rodzenia tak
      wspaniale mó
      > wią o
      > porodzie, o pomocy przy łagodzeniu bólu- jedna wielka ściema !!!
      Poród był dla
      > mnie koszmarem, ale mam to już za sobą, teraz piekielnie boli mnie
      krocze, ale
      > to kwestia czasu.

      czytajac twoja naprawde przejmującą wypowiedź(troche mi az łzy
      popłynęły) uważam że jednak cesarka w prywatnej klinice to była
      najlepsza decyzja w moim zyciu, kiedy kobiety mają takie porody jak
      Ty to nie dziwne że potem wola miec cesarkę albo ze w ogóle nie chca
      juz rodzic, koszmar, to jest niedopuszczalne ze takie rzeczy dzieją
      się w XXI wieku w środku jakby sie wydawało cywilizowanej Europy
    • ada.26 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 03.02.09, 14:04
      Strasznie Ci współczuję, to co przeżyłaś jest okropnością, podmywaj
      się "Tamtum rossa" , przynosi ulgę , a co do lekarza i położnej ja
      bym im nie darowała , pozdrawiam i życzę zdrówka dla malutkiej .
    • wesola01 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 07.02.09, 21:15
      koszmarna historia, jestem w ciężkim szoku. sama rodziłam w sierpniu
      na ujastku i ja moge w 100% zapewnic: rodziłam po ludzku. dostalam
      ZZO (pomimo, ze porod wywoływany oksytocyną, bo nie mialam skurczy a
      ciąza byla przenoszona). caly porod trwal 5h20min. Tyle, ze ja sobie
      w pewien sposób o dobre traktowanie zadbalam- opłaciłam polozną
      (oficjalnie). Stad połozna- przemila, pomocna i cały czas dostępna
      tylko dla mnie, lekarz ok, nie bylam nacinana. bez bolu, bez strsu
      bez problemów.
      az dziw bierze, ze w tym samym szpitalu tak rózne traktowanie
      pacjentek mozna "zastać".
      co do skarżenia przed sądem lekarzy - niestety mam nieco z prawem do
      czynienia i w takich przypadkach pacjent przegrywa w 99% spraw.
      szkoda zdrowia i nerwów na sądy. sprawy ciągną sie latami.
      • martafb Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 10.02.09, 01:00
        Bardz to przykre! Ale dobrze, ze wszystko skończyło się dobrze.
        Myślę, ze jak najbardziej powinnaś "coś" z tą sprawą zrobić. I to
        nie prawda, że zawsze przegrasz. Wystarczy, ze komuś tak powiedzą,
        nie warto, po co a potem nic sie nie zmienia! Życzę powodzenia i
        dobrej decyzji!
        • wesola01 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 16.02.09, 20:38
          nie napisałam, ze zawsze przegrasz. napisalam, ze w 99%. takie mam
          doświadczenia w tej dziedzinie.
    • bibi234 Re: Urodziłam- Ujstek, Kraków- nie polecam... 03.03.09, 21:43
      Bardzo Cie prosze podaj nazwisko lekarza a takze swoje imie i
      nazwisko oraz date urodzenia
    • alfa156 do edyta 04.03.09, 09:37
      Wisz rodziłam, wię cw miarę mogę sobie wyobrazić co czułaś. Wiem, że
      to generalnie nic nie da, ale ja bym się wybrała do dyrekcji,
      powiedziała co mam powiedzieć i wyszła, może to w jakiś sposób
      pomoże innym. Można ich postarszyć tv, wiem, że pewnie nie masz na
      to siły, ale za ten horror to ktoś powinien beknąć.
      Gratulacje, niech Mała rośnie i będzie zdrowa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka