Dodaj do ulubionych

Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1

06.08.04, 18:31
Franza Blättlera „Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
lekarskiej”

Tydzień pierwszy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14466925
Tydzień drugi
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14553035
Tydzień trzeci
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14587297
Tydzień czwarty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14671109

Tydzień piąty

Wczoraj o drugiej musiałem zgłosić się do biura naszej grupy w Alejach
Ujazdowskich po odbiór rozkazów wyjazdu. Od dyżurnego podoficera dowiedziałem
się, że mam jechać na kilka dni do Brześcia Litewskiego z przełożoną sióstr
zakonnych zatrudnionych w lazaretach wojskowych. I tak dzisiaj, podczas
śnieżycy i dużego mrozu, opuszczam Warszawę. W głębi samochodu siedzi matka
przełożona, ważna osobistość, którą powierzono mojej opiece, obok jej
towarzyszka podróży. Najpierw mamy jechać do Brześcia, potem w kierunku
Mińska – tak brzmi rozkaz – w celu dokonania inspekcji różnych lazaretów.
Obserwuj wątek
    • grba Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 06.08.04, 21:57
      W Siedlcach zatrzymujemy się na krótko; przełożona odwiedza dom sióstr
      zakonnych, a ja wykorzystuję ten czas na przywitanie się z kilkoma lekarzami
      szwajcarskimi, którzy w ramach naszej misji pracują tutaj. Do tej pory szosa
      była zupełnie dobra, a mróz niezbyt nam doskwierał. Po wyjechaniu z Siedlec
      szosa staje się coraz gorsza. Wiatr pędzi śnieg, który ogranicza widoczność, a
      temperatura wewnątrz wozu spada poniżej 10 stopni. Obydwie siostry, otulone w
      koce, siedzą cicho w tyle samochodu. Wiatr, który na tutejszych ogromnych
      przestrzeniach może sobie swobodnie pohulać, napiera czasem tak mocno na
      samochód, że muszę włączać niskie biegi, żeby w ogóle posuwać się do przodu. Na
      szosie tworzą się coraz częściej zaspy śnieżne i zaczynam obawiać się, że utknę
      gdzieś w śniegu na granicy polsko-rosyjskiej z obydwiema kobietami.
      Już wkrótce jednak mam okazję zobaczyć, jak niemiecki Wehrmacht radzi sobie z
      rysującymi się tutaj problemem zagrożenia dowozów. Przede mną pojawiają się
      nagle na szosie eskortowane przez żołnierzy grupy ludzi uzbrojonych w łopaty.
      Gdy ich wymijam spostrzegam, że wszyscy ci, którzy zaopatrzeni są w łopaty,
      noszą opaski z gwiazdą syjońską. Mężczyźni, kobiety i dzieci, starcy i
      staruszki, Żydzi w różnym wieku, których nędzne odzienie w niewielkim tylko
      stopniu chroni przed uszczypliwym zimnem, z trudem poruszają się po śniegu.
      Przejeżdżając przez następną miejscowość widzę jak odbywa się transport Żydów w
      obydwu kierunkach. Gdy przejeżdżam obok nich moim samochodem ci godni
      pożałowania nieszczęśnicy tworzą szpaler na znacznym odcinku szosy. Widzę
      siwowłose kobiety, których bose stopy tkwią pozbawionych niemal podeszew butach
      i które ledwie mogą utrzymać w rękach łopaty do odgarniania śniegu. Także tutaj
      śmierć łaskawie uwolniła już niektórych od cierpień. Zanim dotrę po południu do
      Brześcia i będę łukiem objeżdżał tamtejszą cytadelę, wymijam po drodze kilka
      leżących nieruchomo na poboczu jezdni postaci – „zamarzły w służbie
      niemieckiego Wehrmachtu”. To, że matka przełożona może już o czwartej po
      południu popijać w dawnym polskim szpitalu wojskowym w Brześciu ciepłą kawę,
      zawdzięcza jedynie zmobilizowanym Żydom, którzy dla nas, a także dla wielu
      innych samochodów Wehrmachtu oczyścili drogę ze śniegu.
      Gdy następnego ranka po wielu wysiłkach udaje się w końcu uruchomić samochód,
      który przez całą noc stał na dworze na 35-stopniowym mrozie, pytam w lazarecie,
      kiedy matka przełożona zamierza udać się w dalszą podróż. Dowiaduję się, że nie
      wyruszy stąd przed godziną piętnastą; mam więc czas na rozejrzenie się po
      Brześciu.
      • Gość: Marek derSchlesier Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.08.04, 22:23
        zastanowiles sie moze nad faktem, ze temat ten nie ma zadnego zwiazku ze
        slaskiem i katowicami i z bardzo duzym prawdopodobienstwiem nikogo tutaj nie
        interesuje?
        • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 06.08.04, 22:26
          Owszem, ineresuje. Więcej osób, niż myślisz.
          • Gość: Marek derSchlesier Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.08.04, 22:30
            ale nie w tym regionie. to nie to forum.
            poza tym, ze Slazacy pomagali () w odbudowie stolicy nic ich z nia mentalnie nie
            laczy. takie sa niestety fakty.
            • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 06.08.04, 22:44
              Gość portalu: Marek derSchlesier napisał(a):

              > ale nie w tym regionie. to nie to forum.
              > poza tym, ze Slazacy pomagali () w odbudowie stolicy nic ich z nia mentalnie
              ni
              > e
              > laczy. takie sa niestety fakty.
              To co z tego ? Wejdź na inne fora, tam piszą o Śląsku ! I jakoś nikogo to nie
              irytuje. Ciebie oczywiście nic mentalnie nie łączy z Warszawą. I nie musi.
              Tak jak mnie nic mentalnie z Tobą nie łączy. I nie połączy.Celujesz w
              inwetywach i zgrywasz się na intelektualistę. Oczywiście, żebys nie miał
              watpliwości, wisi mi to i powiewa.
            • grba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 06.08.04, 22:45
              Gość portalu: Marek derSchlesier napisał(a):

              > ale nie w tym regionie. to nie to forum.
              > poza tym, ze Slazacy pomagali () w odbudowie stolicy nic ich z nia mentalnie
              ni
              > e
              > laczy. takie sa niestety fakty.


              Alsace mon chere?
        • roody102 Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 2 07.08.04, 02:13
          Jeśli Ciebie nic nie łączy mentalnie z własną stolicą, to trochę szkoda.
          Niemniej temat wiele osób interesuje - linki się już rozeszły po sieci, na
          innych forach są podawane, więc nie ma co w połowie zmieniać lokalizacji.

          Za to na końcu można by pomyśleć o pdf z całością.

          ________________________________________
          Roody102

          "Możemy spokojnie przyjąć, że autor nie umiejący myśli swych wyrazić jasno nie
          umie też myśleć jasno, że więc myśli jego nie zasługują na to, by się silić na
          ich odgadywanie."
    • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:40
      W całej powadze tematu,idą dwa banany przez pustynię,te jedem mówi - Mnie chce
      się pić -,drugi banan odpowiada - To nic, ja mam łyżwy -.
      • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:48
        rico-chorzow napisał:

        > W całej powadze tematu,idą dwa banany przez pustynię,te jedem mówi - Mnie
        chce
        > się pić -,drugi banan odpowiada - To nic, ja mam łyżwy -.
        Bardzo śmieszne Rico, bardzo.
        • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:49
          carrramba napisała:

          > rico-chorzow napisał:
          >
          > > W całej powadze tematu,idą dwa banany przez pustynię,te jedem mówi - Mnie
          >
          > chce
          > > się pić -,drugi banan odpowiada - To nic, ja mam łyżwy -.
          > Bardzo śmieszne Rico, bardzo.

          Przecież napisałem - W całej powadze tematu -.
          • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:53
            rico-chorzow napisał:

            > carrramba napisała:
            >
            > > rico-chorzow napisał:
            > >
            > > > W całej powadze tematu,idą dwa banany przez pustynię,te jedem mówi
            > - Mnie
            > >
            > > chce
            > > > się pić -,drugi banan odpowiada - To nic, ja mam łyżwy -.
            > > Bardzo śmieszne Rico, bardzo.
            >
            > Przecież napisałem - W całej powadze tematu -.
            To masz tam gdzieś watek o kawałach. Ja myślę, że się nie zastanowiłeś. To Grba
            piszo o eksterminacji Żydów............ech, Rico.
            Potraktuję to jako pomyłkę z Twojej strony.
            • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:55
              carrramba napisała:

              > rico-chorzow napisał:
              >
              > > carrramba napisała:
              > >
              > > > rico-chorzow napisał:
              > > >
              > > > > W całej powadze tematu,idą dwa banany przez pustynię,te jedem
              > mówi
              > > - Mnie
              > > >
              > > > chce
              > > > > się pić -,drugi banan odpowiada - To nic, ja mam łyżwy -.
              > > > Bardzo śmieszne Rico, bardzo.
              > >
              > > Przecież napisałem - W całej powadze tematu -.
              > To masz tam gdzieś watek o kawałach. Ja myślę, że się nie zastanowiłeś. To
              Grba
              >
              > piszo o eksterminacji Żydów............ech, Rico.
              > Potraktuję to jako pomyłkę z Twojej strony.


              Nie.
              • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 22:56
                Nie rozumiem: co nie ?
                • Gość: Marek Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.08.04, 22:58
                  du hast anscheinend grundsätzliche Probleme, die Sprachenunabhängig sind...
                  • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:00
                    Gość portalu: Marek napisał(a):

                    > du hast anscheinend grundsätzliche Probleme, die Sprachenunabhängig sind...
                    nie szprechaj mi tu, masz w dojczlandzie od tego fora.
                • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:02
                  carrramba napisała:

                  > Nie rozumiem: co nie ?


                  Powiedziałem :Nie,nie pomyliłem się.
                  • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:08
                    rico-chorzow napisał:

                    > carrramba napisała:
                    >
                    > > Nie rozumiem: co nie ?
                    >
                    >
                    > Powiedziałem :Nie,nie pomyliłem się.
                    Rico, przecież Ty jesteś mądry facet. Po co mi tu takie rzeczy piszesz ?
                    Uważasz, że to jest miejsce na dopisywanie dowcipów ? Nie jest Rico, na każdym
                    neutralnym wątku, ale nie tu. CZy uważaśz, że jeśli jest watek poświęcony
                    niemieckim poległym żołnierzom, to ja bym kawał jakiś dopisał ? Nigdy w życiu !

                    • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:16
                      carrramba napisała:

                      > rico-chorzow napisał:
                      >
                      > > carrramba napisała:
                      > >
                      > > > Nie rozumiem: co nie ?
                      > >
                      > >
                      > > Powiedziałem :Nie,nie pomyliłem się.
                      > Rico, przecież Ty jesteś mądry facet. Po co mi tu takie rzeczy piszesz ?
                      > Uważasz, że to jest miejsce na dopisywanie dowcipów ? Nie jest Rico, na
                      każdym
                      > neutralnym wątku, ale nie tu. CZy uważaśz, że jeśli jest watek poświęcony
                      > niemieckim poległym żołnierzom, to ja bym kawał jakiś dopisał ? Nigdy w
                      życiu !

                      Jeszcze raz,jeden pisze ? odcinków,u kogo?,na co?,po co?,więc ja piszę np.
                      niedźwiedziach polarnych pomalowanych na czarno,żeby ich futro nie absorbowało
                      energi słonecznej,przecież tam zimo.I kogo to interesuje?,dla kogo to?,może
                      nawrócę kogoś na eskimosa?
                      • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:21
                        Rico, perełko Ty moja . On pisze TYDZIEN PIATY ODCINEK PIERWSZY. Więc nie pisze
                        w kółko tego samego. Zlituj się Rico ! A pisz sobie o dinozaurach i paskudnej
                        teściowej, tylko nie na takich wątkach.
                        • Gość: Marek Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.08.04, 23:31
                          czy nie lepiej "walnac" ten temat na forum Warszawa? moze sie tam ktos tym
                          zainteresuje. Bo na Slasku to troche nie wypada! zalatuje polonizacja i proba
                          narzucenia swojej woli obcym!
                          • roody102 Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 02:15
                            Spokojnie, na Warszawie był link - zainteresowani czytają :)

                            ________________________________________
                            Roody102

                            "Możemy spokojnie przyjąć, że autor nie umiejący myśli swych wyrazić jasno nie
                            umie też myśleć jasno, że więc myśli jego nie zasługują na to, by się silić na
                            ich odgadywanie."
                          • Gość: balbi Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 12:53
                            Jaką polonizacją??? Przeciez to wspomnienia szwajcara. I dlaczego nie wypada?
                            Czy Ślązaków obraża się tymi wspomnieniami w jakis sposób?
                            • Gość: Marek Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.08.04, 13:37
                              > Czy Ślązaków obraża się tymi wspomnieniami w jakis sposób?

                              nie, ale powoli sa znudzeni, a niektorzy nawet wkurzeni takim dawkowaniem obcej
                              im historii i kultury.
                              Polacy w odniesieniu do obcych mowia o asymilacji, zas w odniesieniu do siebie w
                              takim przypadku o germanizacji! ;-)

                              Zastanowcie sie troche nad swoja podwojna moralnoscia.
                              • grba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 13:52
                                Gość portalu: Marek napisał(a):

                                > > Czy Ślązaków obraża się tymi wspomnieniami w jakis sposób?
                                >
                                > nie, ale powoli sa znudzeni, a niektorzy nawet wkurzeni takim dawkowaniem
                                obcej
                                > im historii i kultury.
                                > Polacy w odniesieniu do obcych mowia o asymilacji, zas w odniesieniu do
                                siebie
                                > w
                                > takim przypadku o germanizacji! ;-)
                                >
                                > Zastanowcie sie troche nad swoja podwojna moralnoscia.


                                Dziekuję, twój głos przekonał mnie, że warto udostępnić ogółowi całość zapisków.
                                Czytelników informuję, że w teraz zwiedzimy twierdzę brzeską; zapoznacie się
                                również z innymi przykładami wehrmachtowskiej ns-propagandy.
                                • Gość: Marek Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.08.04, 14:26
                                  czyzbys chcial poprzez ciagle powtarzanie win innych wygasic i zrelatywizowac
                                  zbrodnie popelnione przez Polakow z niskich nacjonalistycznych pobudek?
                                  • Gość: balbi Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 20:15
                                    Tak sie zastanawiam nad twoim oburzeniem i naprawde nie wiem o co ci chodzi.
                                    Jezeli sie odnosisz do miejsca publikacji fragmentow tej ksiazki to zauwaz ze
                                    to forum gazety wyborczej, bardziej lub mniej kojazonej z zydami, a jak tak to
                                    nie cytowanie fragmentow ksiazki traktujacej o czasie pogardy dla ludzkiego
                                    zycia, a twoje uwagi na jej temat tutaj sa nie na miejscu. Co innego gdyby było
                                    to forum milosnikow piecow kematoryjnych, chociaz i wtedy publikacja mialaby
                                    gleboki sens jako podstawa do refleksiji czy dyskusji na temat zasadnosci
                                    istnienia tych piecow. Swoja droga nie wypowiadaj się w imieniu wszystkich
                                    Ślązaków bo z tego co wiem Ślązak to taki ktos kto nie jest ani Polakiem ani
                                    Niemcem a z twoich wypowiedzi wyczuwam ze tobie blizej do tych drugich, zreszta
                                    nawet gdybym się mylil to nie masz prawa wypowiadac się w ich imieniu. A co do
                                    relatywizacji zbrodni Polakow powiem tylko tyle, najpierw jest zbrodnia potem
                                    kara, zastanow się kto pierwszy popelnil zbrodnie.
                                    • Gość: Marek Kain i Abel IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.08.04, 20:21
                                      > A co do relatywizacji zbrodni Polakow powiem tylko tyle, najpierw jest zbrodnia
                                      > potem kara, zastanow się kto pierwszy popelnil zbrodnie.

                                      Kain zabil Abla!
                                      a tak na powaznie: o jakiej karze myslisz?
                                      • Gość: balbi Re: Kain i Abel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 21:11
                                        O krzywdzie Niemcow po wojnie, bo to co sie stalo z tymi ludzmi po wojnie to
                                        ich osobista tragedia, kazda odrebna historia, ktora skalada sie na dramat
                                        narodu.
                                        • carrramba Re: Kain i Abel 07.08.04, 21:18
                                          Gość portalu: balbi napisał(a):

                                          > O krzywdzie Niemcow po wojnie, bo to co sie stalo z tymi ludzmi po wojnie to
                                          > ich osobista tragedia, kazda odrebna historia, ktora skalada sie na dramat
                                          > narodu.
                                          Zdajesz się mieć krótką pamięć, kolego. Polska napadła na Niemcy w 1939r, jak
                                          sądzę, tak ? O ofiarch tego barabrzyństwa ani słowa ?
                                          Czy jesteś współpracownikiem Eryki ?
                                          Jak tu ktoś napisał: jest zbrodnia i jest kara. I tyle.
                                          Osobiste tragedie, składają się na tragedię narodu. To prawda. Więc może miej
                                          sobie pretensję do Adolfa i jego popleczników.
                                          • Gość: balbi Re: Kain i Abel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 21:34
                                            Nie dokonczylem mysli;) Jest zbrodnia i kara, i tak jak zbrodnią na narodzie
                                            polskim byly tragiczne losy kazdej polskiej rodziny tak tragiczne losy
                                            pojedynczych niemcow sa kara dla calego narodu za zbrodbie ktore ten narod
                                            wyzadzil. Narod to pojedyncze jednostki i to one odpowiedzialne sa za los
                                            ogolu. Skali zbrodni nie ma co porownywac.
                                            • carrramba Re: Kain i Abel 07.08.04, 21:41
                                              Gość portalu: balbi napisał(a):

                                              > Nie dokonczylem mysli;) Jest zbrodnia i kara, i tak jak zbrodnią na narodzie
                                              > polskim byly tragiczne losy kazdej polskiej rodziny tak tragiczne losy
                                              > pojedynczych niemcow sa kara dla calego narodu za zbrodbie ktore ten narod
                                              > wyzadzil. Narod to pojedyncze jednostki i to one odpowiedzialne sa za los
                                              > ogolu. Skali zbrodni nie ma co porownywac.
                                              Zgadzam się z Tobą. Ja staram się rozumieć każdą ludzką tragedię, ale mnie w
                                              Jałcie nie było:)
                                              • Gość: Marek Re: Kain i Abel IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.08.04, 21:45
                                                a co ma jalta z tym bezprawiem wspolnego?
                                                • carrramba Re: Kain i Abel 07.08.04, 21:53
                                                  Gość portalu: Marek napisał(a):

                                                  > a co ma jalta z tym bezprawiem wspolnego?
                                                  A co ty uważasz za bezprawie ? Gdzie byli twoi antenaci w 1939r ?
                                                • Gość: balbi Re: Kain i Abel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 22:00
                                                  A to ze dzisiaj mowicie o bezprawiu Polakow ktorzy zajeli wasza ziemie i domy.
                                                  To jedno co aliantom wyszlo w "sprawie polskiej", zdjeli z nas odpowiedzialnosc
                                                  za to ze ziemie zachodnie sa nasze. Jezeli mozecie miec pretensje do kogo
                                                  kolwiek to tylko do siebie i mocarstw ustalajacych porzadek powojenny.
                                                  • carrramba Re: Kain i Abel 07.08.04, 22:05
                                                    Gość portalu: balbi napisał(a):

                                                    > A to ze dzisiaj mowicie o bezprawiu Polakow ktorzy zajeli wasza ziemie i
                                                    domy.
                                                    > To jedno co aliantom wyszlo w "sprawie polskiej", zdjeli z nas
                                                    odpowiedzialnosc
                                                    >
                                                    > za to ze ziemie zachodnie sa nasze. Jezeli mozecie miec pretensje do kogo
                                                    > kolwiek to tylko do siebie i mocarstw ustalajacych porzadek powojenny.

                                                    Możesz sobie pisać ile wlezie, nasz forumowy Marek- Rambo i tak nic nie kuma.
                                                    Facet ma takie klapy na oczach, jak szkapa dorożkarska. Nic na boki. Tacy
                                                    ludzie nigdy nic nie zrozumieją. Do leczenia. Bo traumę też da się leczyć,
                                                    tylko trzeba chcieć.
                                                  • Gość: balbi Re: Kain i Abel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 22:17
                                                    To nie w tym rzecz. Niemcy zaczynaja dostrzegac swoja krzywde na tle
                                                    pojedynczych historii, nie patrza na to co sie stalo w szerszym kontekscie.
                                                    Staraja sie zapomniec o tym co bylo ich udzialem i wcale sie im nie dziwie bo
                                                    ile mozna zyc z odium zbrodniarza. A ich los jest ich udzialem. Jezeli ktos
                                                    pali, morduje, niszczy, poniza, pozbawia praw, niewoli, nie moze liczyc na nic
                                                    lepszego ze strony przeciwnej. To tez jest ich zbrodnią, to ze nakrecili
                                                    spirale przemocy, pokazali swiatu jaki czlowiek moze byc straszny. Myslisz
                                                    Marku ze wszyscy zbrodniarze niemieccy poniesli zasluzona kare? Myslisz ze
                                                    wszystkie ofiary Polskie dostaly zadoscuczynienie?
                                    • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:23
                                      A bo widzisz Kolego, to jest taki dupek, który chciałby na POLSKIM PORTALU
                                      POLSKIEJ GAZETY pisać po niemiecku i zapozanwać nas z dobrodziejstwami, jakimi
                                      obdarowali nas Niemcy. Dupek, nie odróznia dobra od zła, mądrości od głupoty. I
                                      nic się na to nie poradzi. Na szczęście jest tu dużo mądrych ludzi, którzy
                                      jeśli nawet nie są zainteresowani watkiem, to milczą. Ale cóż, nie wymagajmy od
                                      wszystkich kultury, bo tak dobrze na tym świecie jeszcze nie jest i pewnie
                                      długo nie będzie.
                                      Pozdrawiam Cię.
                        • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 06.08.04, 23:32
                          carrramba napisała:

                          > Rico, perełko Ty moja . On pisze TYDZIEN PIATY ODCINEK PIERWSZY. Więc nie
                          pisze
                          >
                          > w kółko tego samego. Zlituj się Rico ! A pisz sobie o dinozaurach i paskudnej
                          > teściowej, tylko nie na takich wątkach.


                          Teściowa i dinozaury są dobrym pomysłem,zobaczymy komu się
                          znudzi,podkreślam,rozumię całą powagę tematu,dziesiątki lat był/jest obecny w
                          Polsce,mediach i literaturze.
                          • Gość: balbi Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 20:20
                            Szczerze przyznam ze po takiej dawce horroru te 2 banany przywrocily mnie do
                            normalnosci :DDD Tylko po cholere mu te lyzwy :/
                            • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:29
                              Gość portalu: balbi napisał(a):

                              > Szczerze przyznam ze po takiej dawce horroru te 2 banany przywrocily mnie do
                              > normalnosci :DDD Tylko po cholere mu te lyzwy :/


                              Właśnie,bardzo dobrze spostrzeżenie -powrót do normalności i trochę
                              zastanowieni,pokłon w kierunku wszystkich ofiar,dając im św.spokój,uczcić w
                              odpowiednich monentach-,nie ciągłe wałkowania 24h i 365 w roku.
                              • somepoint210 Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:32
                                rico-chorzow napisał:

                                > Gość portalu: balbi napisał(a):
                                >
                                > > Szczerze przyznam ze po takiej dawce horroru te 2 banany przywrocily mnie
                                > do
                                > > normalnosci :DDD Tylko po cholere mu te lyzwy :/
                                >
                                >
                                > Właśnie,bardzo dobrze spostrzeżenie -powrót do normalności i trochę
                                > zastanowieni,pokłon w kierunku wszystkich ofiar,dając im św.spokój,uczcić w
                                > odpowiednich monentach-,nie ciągłe wałkowania 24h i 365 w roku.

                                Zapomnij wiec kolego Rico o zamordowanych Slazakach w Lambinowicach, nie
                                bedziemy o nich gadac. Dajmy im swiety spokoj. Dajmy im banana i lyzwy.
                                • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:38
                                  somepoint210 napisał:

                                  > rico-chorzow napisał:
                                  >
                                  > > Gość portalu: balbi napisał(a):
                                  > >
                                  > > > Szczerze przyznam ze po takiej dawce horroru te 2 banany przywrocil
                                  > y mnie
                                  > > do
                                  > > > normalnosci :DDD Tylko po cholere mu te lyzwy :/
                                  > >
                                  > >
                                  > > Właśnie,bardzo dobrze spostrzeżenie -powrót do normalności i trochę
                                  > > zastanowieni,pokłon w kierunku wszystkich ofiar,dając im św.spokój,uczcić
                                  > w
                                  > > odpowiednich monentach-,nie ciągłe wałkowania 24h i 365 w roku.
                                  >
                                  > Zapomnij wiec kolego Rico o zamordowanych Slazakach w Lambinowicach, nie
                                  > bedziemy o nich gadac. Dajmy im swiety spokoj. Dajmy im banana i lyzwy.


                                  Panie Somepoint210 od kiedy zna Pan tę nazwę-Łambianowice-?,30-50 lat?
                                  • somepoint210 Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:45
                                    rico-chorzow napisał:

                                    > Panie Somepoint210 od kiedy zna Pan tę nazwę-Łambianowice-?,30-50 lat?

                                    Czyzbys chcial kolego Rico dzielic ofiary na lepsze i gorsze?
                                    • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:50
                                      somepoint210 napisał:

                                      > rico-chorzow napisał:
                                      >
                                      > > Panie Somepoint210 od kiedy zna Pan tę nazwę-Łambianowice-?,30-50 lat?
                                      >
                                      > Czyzbys chcial kolego Rico dzielic ofiary na lepsze i gorsze?

                                      To nie w tym rzecz. Rico, jeszcze nie wie, że takich miejscowości jak Katyń,
                                      Ostaszków etc mogło być więcej. Jaką mamy gwarancję, ze nie było ? Żadnej.
                                      Najgorsze jest to, ze ten właśnie wątek powinien być wolny od takich dykusji.
                                      I szkoda, ze tak się nie stało.
                                      Pozdrawiam Somepoint.
                                      Ofiar nie dzielmy, wystarczy poczytać Kirsta.
                                    • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 21:05
                                      somepoint210 napisał:

                                      > rico-chorzow napisał:
                                      >
                                      > > Panie Somepoint210 od kiedy zna Pan tę nazwę-Łambianowice-?,30-50 lat?
                                      >
                                      > Czyzbys chcial kolego Rico dzielic ofiary na lepsze i gorsze?


                                      Nie,tylko na "czas",literaturę,media,filmy i utrwalenie ich w świadomości
                                      danego społeczeństwa,Pan już zapomniał Zgodę,Mysłowice,Jaworzno,Jedwabno czy
                                      pozwolę sobie powiedzieć,nie zna Pan,słyszał Pan o jakichkolwiek pompatycznych
                                      uroczystościach,a odbyły się,tylko cicho i skromnie.Jednak całą okrutność 1939-
                                      45 ma Pan zakotwiczoną w swoim umyśle,potrafi Pan z pewnością
                                      recytować,podobnie jak p.Grba,sądzę to jest tym razem zrozumiałe.
                              • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 1 07.08.04, 20:34
                                rico-chorzow napisał:

                                > Gość portalu: balbi napisał(a):
                                >
                                > > Szczerze przyznam ze po takiej dawce horroru te 2 banany przywrocily mnie
                                > do
                                > > normalnosci :DDD Tylko po cholere mu te lyzwy :/
                                >
                                >
                                > Właśnie,bardzo dobrze spostrzeżenie -powrót do normalności i trochę
                                > zastanowieni,pokłon w kierunku wszystkich ofiar,dając im św.spokój,uczcić w
                                > odpowiednich monentach-,nie ciągłe wałkowania 24h i 365 w roku.
                                No właśnie Rico, ja schyliłem dzis głowę przed poległymi żołnierzami niemieckim.
                                To znaczy, byłem cicho. A Ty wczoraj?
                      • Gość: harc mistrz Czekamy, Grba, na odcinek 2 - wspomnień kierowcy IP: 62.233.241.* 06.08.04, 23:26
                        CZUWAJ!!!
    • grba Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 3 07.08.04, 09:04
      Właściwie w mieście niewiele jest do oglądania. Kilka dużych nowoczesnych
      budynków, które bez wyjątku zamieniono na niemieckie lazarety, piękna cerkiew z
      charakterystycznymi cebulowymi wieżami i poza tym małe, najczęściej drewniane
      domki. Tu i ówdzie spotyka się jeszcze wymalowany sierp i młot; chęć
      nieustannego posuwania się naprzód jest u Niemców tak wielka, że nie znaleźli
      czasu na usunięcie na zajętych obszarach wszystkich symboli byłej władzy
      radzieckiej. Najchętniej obejrzałbym sobie cytadelę, której Rosjanie bronili w
      tak zaciekły sposób, ale powiedziano mi w lazarecie, że potrzebna jest
      przepustka, te trudno zdobyć.
      Do odważnych świat należy, myślę sobie, i jadę prosto do komendantury. Próbuję
      załatwić moja sprawę w dziesięciu chyba biurach, w końcu ląduję u pana
      kapitana..., samego komendanta Brześcia. Nie zdarzyło mu się chyba nigdy, żeby
      szwajcarski uczestnik misji Czerwonego Krzyża przyszedł do niego z prośbą; nie
      bardzo wie, jak ten przypadek potraktować, wyraźnie bowiem panuje tutaj obawa
      przed partyzantami i moje dokumenty zostają wielokrotnie i gruntownie
      sprawdzone. Telefon do lazaretu potwierdza moje personalia i błyskawicznie
      otrzymuję zezwolenie na zwiedzenie części cytadeli. Zezwolenie to obwarowane
      jest jednak tyloma zastrzeżeniami i przeciwwskazaniami, że niewiele mógłbym
      zobaczyć, gdybym postępował zgodnie z wolą komendanta. Na razie cieszę się, że
      w ogóle udało mi się osiągnąć więcej.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 4 07.08.04, 15:32
      Błądzę przez pewien czas w nieznanym mi mieście, wreszcie odnajdę ulicę, która
      prowadzi do cytadeli. Ulicę tę i jej najbliższe otoczenie łatwo można rozpoznać
      po wielkich lejach. Zapewne pochodzą one od stukasów i rosyjskiej artylerii i w
      niewielkim stopniu zostały zasypane. Teraz wyłaniają się już okopy, wały i
      bunkry, wysunięte placówki twierdzy, która musi znajdować się gdzieś w pobliżu.
      Otwiera się przede mną wielki tunel, zagrodzony barierą. Duża tablica
      ostrzega: „Fotografowanie surowo wzbronione. Wstęp bez przepustki wzbroniony”.
      Niemiecki wartownik, kiedy usłyszał szum mojego wozu, wychodzi mi naprzeciw
      przez boczną furtkę w tunelu. Po jego powitalnym „Sieg und Heil!” wręczam mu
      wystawiony mi przez komendanturę dokument; bez żadnych uwag pozwala mi jechać
      dalej. Chciałbym go wprawdzie zapytać, do której części twierdzy wolno mi się
      udać, ale zgodnie ze stara wojskową zasadą, że nie należy zadawać zbyt wielu
      pytań, dodaję gazu i wjeżdżam tunelem do cytadeli.
      Widzę przed sobą małe, zniszczone miasteczko koszar wojskowych, magazynów broni
      i sprzętu, stajni i schronów. Wszystko to w bezruchu sprawia wrażenie, że
      miejsce to dopiero co zostało opuszczone i jak gdyby jeszcze wczoraj szalała
      tutaj wojna. Po lewej i prawej stronie ulicy leżą rozbite i wypalone czołgi,
      działa i furgony, ale na miejscu, gdzie leżała końska padlina, widać już tylko
      wyblakłe i zwęglone szkielety. Jadę tak z pięć minut przez twierdzę, trzymając
      się przez cały czas środka drogi. Od czasu do czasu przejeżdżam przez jakiś
      prowizoryczny most, przerzucony nad głębokim dołem z wodą. Wszędzie ten sam
      obraz zniszczenia. Nigdzie nie widać ślady człowieka ani żadnej innej żywej
      istoty, nawet ptaki zdają się omijać to miejsce. Czuje się tu trochę samotny,
      jak w dużym wymarłym mieście. Dochodzę do wniosku, że z wnętrza samochodu nie
      zobaczę zbyt wiele, postanowiłem więc wyłączyć silnik, opuszczam auto i
      zwiedzam dalej na piechotę.
      Ten budynek po przeciwnej stronie był chyba kiedyś koszarami, tak w każdym
      razie na całym świecie wyglądają koszary wojskowe. Poprzez gruzy i leje od bomb
      i pocisków toruję sobie drogę do zawalonego wejścia. Wokół dawnego budynku
      stoją jeszcze resztki pokaźnych zasieków z drutów kolczastych. Można sądzić, że
      walczono tutaj przy użyciu białej broni. Śmierć zaskoczyła w tym miejscu wielu
      żołnierzy. W kuchni stoi jeszcze uszkodzony piecyk, widzę porozbijane patelnie
      i potłuczone naczynia, wszystko jest czarne i wypalone; jakiś granat albo nawet
      kilka granatów ręcznych musiały eksplodować bezpośrednio w kuchni. Wkoło leżą
      popalone ciała żołnierzy; tu klatka piersiowa z nadpalonymi resztkami munduru,
      tam czaszka na której zachowały się włosy. Na szczęście panuje dojmujące zimno
      i brak przez odrażającego fetoru rozkładających się zwłok. Przechodząc przez
      zdemolowane pomieszczenia natrafiam na arsenał ukrytej i strawionej przez ogień
      broni, nadpalone meble i sprzęty, osmalone części ludzkich ciał. Wydaje się, że
      jakaś gigantyczne ręka powywracała i zniszczyła tutaj wszystko. Panująca tu
      martwa cisza i w ogóle cała sytuacja wywierają przygnębiające wrażenie.
      Przez gruzy wydostaję się ponownie na zewnątrz obchodzę wysoki nasyp ziemny i
      chcę dostać się do korytarza, który prowadzi w głąb tegoż nasypu. Z początku
      korytarz biegnie zygzakowato pod ziemią, sądzę, że prowadzi do podziemnych
      kazamatów. Idąc stromo opadającą drogą już po kilku krokach znalazłem się w
      ciemności. Latarki kieszonkowej nie mam przy sobie, a zapalona przeze mnie
      zapałka gaśnie natychmiast w powstałym lekkim przeciągu. Zawracam więc i udaje
      się do małego budynku, który znajduje się naprzeciwko. Zdaje się, że była to
      kwatera dla oficerów. Parter budynku został stosunkowo mało uszkodzony.
      Znajduję się w pokoju, gdzie na suficie i podłodze widać duże dziury po
      przebiciu jakimś silnym pociskiem. Musiał to być ślepy pocisk, spoczywający
      prawdopodobnie jeszcze w piwnicy; gdyby eksplodował , niewiele by już z tego
      budynku zostało. Wstrząs – podczas owego podwójnego przebicia – był jednak, jak
      się wydaje, i tak bardzo silny, gdyż wszystkie sprzęty są porozrzucane po całym
      pokoju.
      Chcę właśnie wziąć z wywróconej skrzyni rosyjskie pisma i czapkę oficerską jako
      pamiątkę po odważnych obrońcach cytadeli, gdy dochodzi do mnie szelest, który
      przypomina ciche stąpanie. Przez chwilę nic nie słychać, a potem znowu jakby
      ciche, powolne kroki. Nie jest to mocny odgłos niemieckich butów wojskowych,
      ale trudne do zdefiniowania przemykanie czy skradanie się. Robi mi się
      nieswojo, biorę pistolet do ręki i posuwając się ostrożnie próbuję odnaleźć
      sprawcę tych odgłosów. Ale jakby kto zaczarował; słyszę jeszcze obsuwanie się
      spadających odłamków muru, a potem otacza mnie znów wielka, głęboka cisza.
      Instynktownie wyczuwam, że w pobliżu znajdują się ludzie. Nie mogą to być
      Niemcy, gdyż ci nie mają żadnego powodu do ukrywania się. Wracam teraz prędko
      do samochodu i jestem zadowolony, że znajduję wszystko w najlepszym porządku.
      Moją zdobycz wojenną ukrywam w bagażniku i prowadzę samochód w kierunku
      północnym, do tej części cytadeli, do której niemiecki komendant zabronił mi
      wstępu.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 5 07.08.04, 22:21
      Kwadrans już błądzę samochodem w labiryncie zburzonych fortyfikacji i wśród
      gruzów dawnych koszar, nie znajduję jednak niczego takiego, czego nie powinny
      oglądać moje oczy. Nagle widzę duży plac, na którym stoją działa ogromnych
      rozmiarów, jakiś jeszcze w życiu nie widziałem. Ta część twierdzy wydaje się
      być mniej zniszczona od innych. Wejścia do kazamatów nie są zasypane. Ponieważ
      śnieg nie jest tutaj odgarnięty, postanawiam dalszą wędrówkę odbyć pieszo, żeby
      nie utknąć samochodem gdzieś w zaspie. Pierwsze drzwi, które próbuję otworzyć,
      są zamknięte. Drugie tak samo. Przy trzecich mam więcej szczęścia. Z pewnym
      wysiłkiem udaje mi się usunąć duży drewniany rygiel, który je blokuje. I znowu
      to samo wrażenie, że jeszcze wczoraj rozgrywała się tutaj walka. Niemcy nie
      mieli czasu na przejrzenie zalegających tu ogromnych składów broni i amunicji.
      Budynek w którym się znajduję, jest zupełnie nieuszkodzony. Leżą tutaj ułożone
      w stosy pociski wszelkich kalibrów, od małych pocisków przeciwlotniczych aż po
      wielkie pociski do dział, obok blaszane skrzynie z karabinami i amunicją do
      broni maszynowej, woreczki z prochem, maski przeciwgazowe, różnego rodzaju
      sprzęt i oporządzenie. Niektóre rzeczy są starannie ułożone, inne z kolei
      pozostawione w największym pośpiechu. Znajduję przedmioty, a jakimi nigdy nie
      spotkałem się ani w naszej, ani w niemieckiej armii, i próbuję uzmysłowić sobie
      ich zastosowanie. Zdaje się, że Rosjanie w wielu sprawach dotyczących
      wyposażenia armii kroczyli własnymi, odrębnymi drogami.
      Jestem w trakcie przymierzania rosyjskiego stroju maskującego, gdy znowu słyszę
      jakieś szmery. Czyżbym dostał bzika w tak krótkim czasie, jaki spędziłem na
      Wschodzie? Zmuszam się do głośnego śmiechu w nadziei, że uda mi się pozbyć tego
      obrzydliwego uczucia, które nachodzi nas wtedy, gdy wyczuwamy i słyszymy
      obecność kogoś, kogo nie możemy zobaczyć. Śmiech mój rozchodzi się szyderczym
      śmiechem po wielkich halach. Nerwowo biegnę z jednego pomieszczenia do
      drugiego, chwytając po drodze coraz więcej różnych przedmiotów, które wydają mi
      się ciekawe i godne zabrania. Oślepiony słońcem i śniegiem, po opuszczeniu hali
      przez chwilę nie wiem, gdzie się znajduję.
      W odległości kilkuset metrów dostrzegam szarozielony mundur przed wejściem do
      bunkra. Musi to być niemiecki żołnierz. Po raz pierwszy odczuwam na widok tego
      munduru radość i ulgę. Ostrożnie, jak nauczyłem się tego w ciągu trzech
      miesięcy mojego pobytu na Wschodzie, odszukuję najpierw mój samochód i ukrywam
      w bagażniku nową „zdobycz wojenną”. Chcę spróbować podjechać wozem możliwie jak
      najbliżej żołnierza, którego spostrzegłem z daleka, gdyż numer rejestracyjny z
      literą WH stanowi zawsze dla niemieckich jednostek najlepszą kartę wizytową,
      pozwalając im na szybkie przezwyciężenie nieufności, z jaką odnoszą się do
      każdego obcego munduru. Po krótkim błądzeniu po nieznanym terenie odnajduję
      drogę, która prowadzi mnie do wspomnianego bunkra.
      Wejścia do bunkra chronią podwójne zasieki z drutu kolczastego. Szum silnika
      mojego samochodu sprawia, że zza ciężkich pancernych drzwi ukazuje się
      zaciekawiony podoficer. Przedstawiam mu się i na szczęście nie pyta mnie o
      przepustkę zezwalającą na zwiedzanie twierdzy; kontrola przy wjeździe do
      twierdzy jak się zdaje, wystarcza my. Razem wkraczamy do dużego podziemnego
      pomieszczenia. Jestem zaskoczony widokiem ogromnych ilości karabinów
      maszynowych. Wszystkie są porządnie naoliwione i gotowe do strzału. Podoficer
      wyjaśnia: „Tutaj naprawiamy rosyjską broń, by mogła nam służyć”. Przy
      stanowiskach roboczych kilku żołnierzy zajętych jest składaniem i czyszczeniem
      rosyjskich pistoletów maszynowych oraz dział piechoty. Częstuję wszystkich
      szwajcarskimi cygarami i atmosfera robi się od razu bardziej poufała. Dowiaduję
      się, że rosyjska broń jest bardzo wysoko ceniona przez żołnierzy niemieckich. O
      wartości karabinu automatycznego mogę przekonać się osobiście, gdyż podoficer
      pozwala mi oddać z niego parę strzałów. Wydaje się zresztą, że każdy z ośmiu
      pracujących tutaj mężczyzn urozmaica sobie monotonne zajęcia częstymi
      ćwiczeniami w strzelaniu.
      Podoficer wyjaśnia mi, że amunicji i granatów ręcznych mają pod dostatkiem. Pod
      wpływem tych słów, świadczących o dość swobodnym pojmowaniu obowiązków
      służbowych, rodzi się we mnie myśl zdobycia takiego karabinu maszynowego na
      własność. Trzeba tylko rozegrać to dyplomatycznie, gdyż handel mieniem
      wojskowym karany jest śmiercią. Wyrażam więc moje życzenie posiadania takiej
      broni jako pamiątki. Podoficer i żołnierz wymieniają między sobą spojrzenia i
      po pięciu minutach uzgadniamy cenę na 70 złotych. Przeszmuglowanie karabinu w
      samochodzie poza teren cytadeli nie będzie trudne. Ów usłużny podoficer chce mi
      sprzedać amunicję do mojego karabinu, ale odmawiam, gdyż tę wezmę sobie sam ze
      znanego mi, niewyczerpanego magazynu i wypadnie to o wiele taniej.
      Ryzykując, że mogę zostać wyśmiany, opowiadam podoficerowi o tym, że podczas
      mojej wędrówki po cytadeli czułem obecność ludzi. Zamiast uśmiechu dostrzegam
      wyraz troski na jego twarzy. „To partyzanci. Wynieśli nam już pół cytadeli,
      łapaliśmy na tym mężczyzna, kobiety, a nawet dzieci. Jeśli nie znajdziemy
      wkrótce czasu, żeby całą zdobycz zamknąć pod klucz, po roku nic z tego nie
      zostanie”. Z jego relacji wynika, że pomimo starannej ochrony wszystkich wejść
      do twierdzy ciągle dostają się tutaj nieznanymi drogami rosyjscy cywile i
      uprawiają w taki czy inny sposób sabotaż. Polowanie na nich nie przynosi
      najczęściej żadnego rezultatu, ponieważ doskonale znają każdą ścieżkę i każde
      podziemne przejście. Niemcy mają więc tutaj do czynienia z przeciwnikiem,
      którego mimo wszystkich swoich zwycięstw nie mogą zwalczyć, z przeciwnikiem,
      który czasami walczy bez broni, ale pomimo to odnosi znaczne sukcesy.
      Jeden z żołnierzy pomaga mi przymocować drutem karabin do podwozia samochodu.
      Gdy w drodze powrotnej przejeżdżam obok niemieckiego wartownika, ten rzuca
      jedynie krótkie spojrzenie do wnętrza mojego wozu. Wygląda ono pusto i nie
      wzbudza podejrzeń. Wolno mi jechać dalej. Po południu, bogatszy o kilka nowych
      doświadczeń, melduję się u matki przełożonej w Brześciu.

      (Koniec tygodnia piątego)
      • fiodorus Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 5 07.08.04, 22:30
        Witaj Grba!!!
        Jak zwykle ciekawe posty!
        Może to otrzeźwi co poniektórych, wirtualnych pogrobowców III Rzeszy!!!
      • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień piąty - odcinek 5 07.08.04, 22:39
        grba napisał:

        > Kwadrans już błądzę samochodem w labiryncie zburzonych fortyfikacji i wśród
        > gruzów dawnych koszar, nie znajduję jednak niczego takiego, czego nie powinny
        > oglądać moje oczy. Nagle widzę duży plac, na którym stoją działa ogromnych
        > rozmiarów, jakiś jeszcze w życiu nie widziałem. Ta część twierdzy wydaje się
        > być mniej zniszczona od innych. Wejścia do kazamatów nie są zasypane.
        Ponieważ
        > śnieg nie jest tutaj odgarnięty, postanawiam dalszą wędrówkę odbyć pieszo,
        żeby
        >
        > nie utknąć samochodem gdzieś w zaspie. Pierwsze drzwi, które próbuję
        otworzyć,
        > są zamknięte. Drugie tak samo. Przy trzecich mam więcej szczęścia. Z pewnym
        > wysiłkiem udaje mi się usunąć duży drewniany rygiel, który je blokuje. I
        znowu
        > to samo wrażenie, że jeszcze wczoraj rozgrywała się tutaj walka. Niemcy nie
        > mieli czasu na przejrzenie zalegających tu ogromnych składów broni i
        amunicji.
        > Budynek w którym się znajduję, jest zupełnie nieuszkodzony. Leżą tutaj
        ułożone
        > w stosy pociski wszelkich kalibrów, od małych pocisków przeciwlotniczych aż
        po
        > wielkie pociski do dział, obok blaszane skrzynie z karabinami i amunicją do
        > broni maszynowej, woreczki z prochem, maski przeciwgazowe, różnego rodzaju
        > sprzęt i oporządzenie. Niektóre rzeczy są starannie ułożone, inne z kolei
        > pozostawione w największym pośpiechu. Znajduję przedmioty, a jakimi nigdy nie
        > spotkałem się ani w naszej, ani w niemieckiej armii, i próbuję uzmysłowić
        sobie
        >
        > ich zastosowanie. Zdaje się, że Rosjanie w wielu sprawach dotyczących
        > wyposażenia armii kroczyli własnymi, odrębnymi drogami.
        > Jestem w trakcie przymierzania rosyjskiego stroju maskującego, gdy znowu
        słyszę
        >
        > jakieś szmery. Czyżbym dostał bzika w tak krótkim czasie, jaki spędziłem na
        > Wschodzie? Zmuszam się do głośnego śmiechu w nadziei, że uda mi się pozbyć
        tego
        >
        > obrzydliwego uczucia, które nachodzi nas wtedy, gdy wyczuwamy i słyszymy
        > obecność kogoś, kogo nie możemy zobaczyć. Śmiech mój rozchodzi się szyderczym
        > śmiechem po wielkich halach. Nerwowo biegnę z jednego pomieszczenia do
        > drugiego, chwytając po drodze coraz więcej różnych przedmiotów, które wydają
        mi
        >
        > się ciekawe i godne zabrania. Oślepiony słońcem i śniegiem, po opuszczeniu
        hali
        >
        > przez chwilę nie wiem, gdzie się znajduję.
        > W odległości kilkuset metrów dostrzegam szarozielony mundur przed wejściem do
        > bunkra. Musi to być niemiecki żołnierz. Po raz pierwszy odczuwam na widok
        tego
        > munduru radość i ulgę. Ostrożnie, jak nauczyłem się tego w ciągu trzech
        > miesięcy mojego pobytu na Wschodzie, odszukuję najpierw mój samochód i
        ukrywam
        > w bagażniku nową „zdobycz wojenną”. Chcę spróbować podjechać wozem
        > możliwie jak
        > najbliżej żołnierza, którego spostrzegłem z daleka, gdyż numer rejestracyjny
        z
        > literą WH stanowi zawsze dla niemieckich jednostek najlepszą kartę wizytową,
        > pozwalając im na szybkie przezwyciężenie nieufności, z jaką odnoszą się do
        > każdego obcego munduru. Po krótkim błądzeniu po nieznanym terenie odnajduję
        > drogę, która prowadzi mnie do wspomnianego bunkra.
        > Wejścia do bunkra chronią podwójne zasieki z drutu kolczastego. Szum silnika
        > mojego samochodu sprawia, że zza ciężkich pancernych drzwi ukazuje się
        > zaciekawiony podoficer. Przedstawiam mu się i na szczęście nie pyta mnie o
        > przepustkę zezwalającą na zwiedzanie twierdzy; kontrola przy wjeździe do
        > twierdzy jak się zdaje, wystarcza my. Razem wkraczamy do dużego podziemnego
        > pomieszczenia. Jestem zaskoczony widokiem ogromnych ilości karabinów
        > maszynowych. Wszystkie są porządnie naoliwione i gotowe do strzału. Podoficer
        > wyjaśnia: „Tutaj naprawiamy rosyjską broń, by mogła nam służyć”. Pr
        > zy
        > stanowiskach roboczych kilku żołnierzy zajętych jest składaniem i
        czyszczeniem
        > rosyjskich pistoletów maszynowych oraz dział piechoty. Częstuję wszystkich
        > szwajcarskimi cygarami i atmosfera robi się od razu bardziej poufała.
        Dowiaduję
        >
        > się, że rosyjska broń jest bardzo wysoko ceniona przez żołnierzy niemieckich.
        O
        >
        > wartości karabinu automatycznego mogę przekonać się osobiście, gdyż podoficer
        > pozwala mi oddać z niego parę strzałów. Wydaje się zresztą, że każdy z ośmiu
        > pracujących tutaj mężczyzn urozmaica sobie monotonne zajęcia częstymi
        > ćwiczeniami w strzelaniu.
        > Podoficer wyjaśnia mi, że amunicji i granatów ręcznych mają pod dostatkiem.
        Pod
        >
        > wpływem tych słów, świadczących o dość swobodnym pojmowaniu obowiązków
        > służbowych, rodzi się we mnie myśl zdobycia takiego karabinu maszynowego na
        > własność. Trzeba tylko rozegrać to dyplomatycznie, gdyż handel mieniem
        > wojskowym karany jest śmiercią. Wyrażam więc moje życzenie posiadania takiej
        > broni jako pamiątki. Podoficer i żołnierz wymieniają między sobą spojrzenia i
        > po pięciu minutach uzgadniamy cenę na 70 złotych. Przeszmuglowanie karabinu w
        > samochodzie poza teren cytadeli nie będzie trudne. Ów usłużny podoficer chce
        mi
        >
        > sprzedać amunicję do mojego karabinu, ale odmawiam, gdyż tę wezmę sobie sam
        ze
        > znanego mi, niewyczerpanego magazynu i wypadnie to o wiele taniej.
        > Ryzykując, że mogę zostać wyśmiany, opowiadam podoficerowi o tym, że podczas
        > mojej wędrówki po cytadeli czułem obecność ludzi. Zamiast uśmiechu dostrzegam
        > wyraz troski na jego twarzy. „To partyzanci. Wynieśli nam już pół cytadel
        > i,
        > łapaliśmy na tym mężczyzna, kobiety, a nawet dzieci. Jeśli nie znajdziemy
        > wkrótce czasu, żeby całą zdobycz zamknąć pod klucz, po roku nic z tego nie
        > zostanie”. Z jego relacji wynika, że pomimo starannej ochrony wszystkich
        > wejść
        > do twierdzy ciągle dostają się tutaj nieznanymi drogami rosyjscy cywile i
        > uprawiają w taki czy inny sposób sabotaż. Polowanie na nich nie przynosi
        > najczęściej żadnego rezultatu, ponieważ doskonale znają każdą ścieżkę i każde
        > podziemne przejście. Niemcy mają więc tutaj do czynienia z przeciwnikiem,
        > którego mimo wszystkich swoich zwycięstw nie mogą zwalczyć, z przeciwnikiem,
        > który czasami walczy bez broni, ale pomimo to odnosi znaczne sukcesy.
        > Jeden z żołnierzy pomaga mi przymocować drutem karabin do podwozia samochodu.
        > Gdy w drodze powrotnej przejeżdżam obok niemieckiego wartownika, ten rzuca
        > jedynie krótkie spojrzenie do wnętrza mojego wozu. Wygląda ono pusto i nie
        > wzbudza podejrzeń. Wolno mi jechać dalej. Po południu, bogatszy o kilka
        nowych
        > doświadczeń, melduję się u matki przełożonej w Brześciu.
        >
        > (Koniec tygodnia piątego)



        Cytat - Chcę właśnie wziąć z wywróconej skrzyni rosyjskie pisma i czapkę jako
        pamiątkę po odważnych obrońcach cytadeli -.


        W Brześciu Litewskim w cytadeli - Rosyjska Czapka Bohatera Obrony -,kto bronił
        tę cytadelę przed tą rosyjską "czapką",Panie Grba?,ma Pan więcej "takich"
        bohaterskich obrońców tej cytadeli?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka