Dodaj do ulubionych

Kutz o historii Śląska

10.09.04, 22:09
Felieton z 10 września 2004r.
Śląska biała plama

Powinniśmy być wdzięczni dziennikarzom katowickiej "Gazety Wyborczej" za
wywołanie dyskusji wokół mitu wieży spadochronowej w parku katowickim.
Nareszcie miał miejsce spór wokół historii regionalnej, od dawna zaciemnianej
i zakłamywanej. Historii Górnego Śląska, która dotąd nie została napisana, i
nie zostanie napisana, póki nie znajdzie się historyk, który zdolny będzie na
spojrzenie niezależne, uwolnione od doktrynalnych szańców niemieckiego i
polskiego myślenia nadrzędnością interesu państwowego wobec Górnego Śląska.

Patriotyzm staroświecki i rzewny

Górny Śląsk od czasów Bismarcka traktowany jest przez polityków przedmiotowo:
z chłodem, dystansem i utylitarnie, jak wszystko, co obce. I taki wyrobił się
standard traktowania Górnego Śląska. Trwa do dziś i nikogo nie dziwi, bo
utwardził się w świadomości powszechnej jak asfalt.

Publiczna dyskusja o małym epizodzie ostatniej wojny jest także dlatego cenna
i ciekawa, bo ujawnia poziom dzisiejszego pojmowania historii Górnego Śląska.
Jest on staroświecki i rzewny, bo na poziomie przedwojennego, urzędowego
patriotyzmu Michała Grażyńskiego, jego doktryny politycznej anektowania i
repolonizowania Górnego Śląska na siłę. I z niej się wywodzi. Ja jestem
z "korfanciorzy" i mnie ona nie satysfakcjonuje. Bo doktryna Grażyńskiego nie
odbiegała daleko od praktyk niemieckich. Była rewersem tego samego myślenia i
podobnego traktowania Ślązaków. Dla Niemców śląski węgiel, huty i tani śląski
robotnik od połowy XIX wieku nabierały fundamentalnego znaczenia w gospodarce
i realizacji agresywnej, prowojennej polityki zewnętrznej Niemiec. Z czasem
interes Rzeszy nakazywał przekabacić Ślązaków na Niemców, co radykalnie
przyśpieszyło przebudzenie narodowe i w efekcie doprowadziło do powstań.

Cesarskie cięcie

Dla Piłsudskiego powstania były wmanewrowaniem go w konflikt z Niemcami i
związane z tym perypetie międzynarodowe, co burzyło jego plany i stało się
zawadą w działaniach na Kresach Wschodnich. Kresy zachodnie były mu obce, a
państwa polskiego nie stać było na wojnę na dwóch odległych frontach.
Prawdopodobnie te racje legły u podstaw inicjatywy Romana Dmowskiego, który w
imieniu polskiego rządu złożył na konferencji pokojowej w Paryżu propozycję
umożliwiającą Niemcom urodzonym na Górnym Śląsku udział w plebiscycie. Był to
najprostszy sposób zapewnienia Niemcom zwycięstwa i legalnego pozbycia się
śląskich kłopotów. Dmowski zadowoliłby się tym, co kapnęłoby z paryskiego
stołu konferencyjnego, a "kapnęło" zaledwie dwoma powiatami wschodnimi:
katowickim i pszczyńskim. Można przyjąć poszlakę, że był to uzgodniony sposób
Piłsudskiego, by mieć kłopot z głowy. Istotnie, dyplomatyczny scenariusz
Dmowskiego powiódł się - Niemcy wygrali plebiscyt - ale skutki przyniósł
odwrotne, bo doprowadził do gwałtownego wybuchu III powstania. Szeregi
powstańcze od pierwszego powstania wzrosły czterokrotnie, a w trzecim
wynosiły już 40 tys. Górny Śląsk wybrał swój los. Nie wiem, jak całą tę
sprawę nazwać, ale posiłkując się terminologią ginekologiczną, nazwę powrót
Górnego Śląska do Polski wymuszeniem porodu przez cesarskie cięcie.

Odstawieni

Polityka Grażyńskiego po przewrocie majowym, kiedy przejął władzę w
Katowicach, była kontynuacją stanowiska ujawnionego w Paryżu. Przede
wszystkim przystąpił do robienia porządków, czyli do rozprawienia się z
Korfantym i jego zapleczem, i do likwidacji autonomii. Ten scenariusz także
się udał: Korfanty rychło wylądował w więzieniu, a Ślązacy utracili swój
autonomiczny samorząd. Zostali odstawieni i odtąd nie mogli już stanowić o
sobie i swoich sprawach. Skończyła się demokracja i zaczęła się
repolonizacja, bo Grażyński uważał, że Ślązacy są na tyle zniemczeni, że dla
ich dobra trzeba nad ich polskością popracować i nimi rządzić. Zaczęła się
powtórka z historii. Zasada była prosta: albo jesteś Polakiem, albo Niemcem.
Poprzednio było odwrotnie. O jakiejkolwiek śląskości nie mogło być mowy.

O piekle okupacyjnym nie ma co wspominać. Śląsk wcielono do Rzeszy i Niemcy
brali odwet na miejscowych "spolonizowanych", a przede wszystkim na
powstańcach. Każdy dowódca niemieckiej kompanii miał przy sobie książkę
adresową wrogów, więc kiedy wchodził do zdobytej miejscowości, wiedział
dokładnie, gdzie kogo szukać. Tubylców posegregowano w grupy narodowościowe:
powstańców czekało "rozwiązanie ostateczne", reszta szła do swojej roboty
albo do wermachtu.

W 1945 roku przyszło kolejne piekło, tym razem koloru czerwonego. Liczne
filie obozu w Auschwitz, ledwo co opuszczone, zapełniły się miejscową
ludnością. Parę tysięcy Ślązaków - w majestacie pełnego bezprawia - straciło
w nich życie. W tym także powstańcy. W Zabrzu, Bytomiu, Gliwicach i na
Opolszczyźnie odbyły się wielkie łapanki na ludzi, których wywożono do ZSRR.
Oblicza się, że uprowadzono 200 tys. Dziś mówi się, że to było "nasze śląskie
Jedwabne".

Zrzucić głupotę z piedestału

O wszystkich tych sprawach - które tu omawiam - do 1989 roku nie było wolno
mówić. Nie było tych spraw. Przez całe siedemdziesięciolecie po aneksji
Śląska powstała fałszywa wiedza o regionie, pisano zakłamane prace
doktorskie, wydawano podłe podręczniki, urządzano idiotyczne sesje naukowe.
Wszystko wedle politycznych receptur rządzących Śląskiem. Teraz żyjemy w
wolnym kraju i zakazana wiedza, dzięki działalności Instytutu Pamięci
Narodowej, zostaje ujawniana, ale jak dotąd nie znalazł się historyk, który
wyzwoliłby się z historycznych dybów, z obręczy utrwalonych kłamstw, i był
zdolny do napisania historii opartej na prawdzie o Górnym Śląsku i od strony
losu jego mieszkańców. O tragedii manipulowania ludźmi. To jest wielki worek
do przekłucia, w którym mieści się wszystko - począwszy od wojny
siedmioletniej, aż po ostatnią "restrukturyzację górnictwa" pana Steinhoffa.

Górny Śląsk jest nadal białą plamą, którą trzeba się zająć. W porzucaniu
starych kostiumów i poczciwych stereotypów, w odwadze odsłaniana skrywanych
prawd widzę źródło prawdziwego współczesnego patriotyzmu.

Na koniec dodam, że sprawa mitu wieży spadochronowej nigdy mnie specjalnie
nie podniecała, ponieważ nie lubię, kiedy dorośli wyręczają się dziećmi w
uprawianiu wojny. Mieliśmy tu, nie tak dawno, do czynienia z trzema
powstaniami. Była to zabawa ludzi dorosłych, którzy najpierw przeszli
specjalne przeszkolenie w koszarach, potem przeżyli wojnę na wielu
niemieckich frontach i jak z niej wrócili, także w proteście przeciw swoim
wojennym gehennom, szli do powstań. Nigdzie nie natknąłem się na informację
(zajmuję się tymi sprawami od lat), aby w śląskich powstaniach uczestniczyły
dzieci. I to jest bardzo mądre. Bo na wojnę idzie się, aby zabijać lub być
zabitym. Nie ma zbrodni większej niż zabijanie dzieci, ale także zbrodniczym
jest posługiwanie się nimi w wojennych działaniach.

W naszym kręgu cywilizacyjnym nie powinno być sprawy, która nakazywałaby
dzieciom - Boże, nawet dziewczynkom! - uczestniczyć w procederach wojennych.
To bardzo źle świadczy o dorosłych i ich państwie. To głupota, a głupoty
polityków nie powinno wynosić się na piedestały.
Obserwuj wątek
    • Gość: miamore Re: Kutz o historii Śląska IP: *.arcor-ip.net 11.09.04, 12:26
      Powstanie warszawskie, harcerze ,harcerki, tak to swiadczylo o glupocie polskich
      politykow.No niestety ta glupota przetrwala do dzis. Pomietam jak wbijano mi do
      glowy te brednie.
      • Gość: Pytek Re: Kutz o historii Śląska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.04, 13:11
        We cym Woom zawoudzajoom Harcery?
        • Gość: miamore Re: Kutz o historii Śląska IP: *.arcor-ip.net 11.09.04, 13:30
          A w tym ze harcerow na wojne sie nie posyla.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka