carrramba
25.09.04, 18:02
Eksperyment na linii Warszawa- Berlin
Mimo że obraz pokazywany na ekranach zamontowanych na stacjach metra
Alexanderplatz w Berlinie i Centrum w Warszawie jest niewyraźny, udało nam
się przekazać berlińczykom numer telefonu. A oni oddzwonili!
Przypomnijmy, skąd ekrany wzięły się na obu stacjach. Niemiecki muzyk Georg
Klein wymyślił i zrealizował słowno-wizualne dzieło "Trasa Berlin -
Warszawa". W przejściach podziemnych przy stacjach metra Alexanderplatz w
Berlinie i Centrum w Warszawie zawisły dwa wielkie białe ekrany, na których
zamontowane zostały małe kamerki. Filmują przechodniów spieszących na stację
i z kilkusekundowym opóźnieniem przekazują obraz na ekran. Obraz jest czarno-
biały i niezbyt wyraźny. To celowy zabieg artystyczny, bo praca Georga Kleina
mówi o tym, że nie zawsze potrafimy się porozumieć i zrozumieć. U nas w
Warszawie po prawej stronie ekranu widzimy siebie, a po lewej berlińczyków,
którzy w tym samym czasie znajdują się na stacji Alexanderplatz. Wczoraj o
godz. 18 zobaczyliśmy się po raz pierwszy. Instalacja w przejściu podziemnym
przy stacji metra Centrum (wejście od strony pl. Defilad) będzie czynna do 28
listopada.
Jak było w Warszawie?
Przed warszawskim ekranem grupa ludzi. Przed berlińskim też. Jak tu się
porozumieć? Nie można słowem, trzeba gestem. I to bardzo zamaszystym, bo
naprawdę niewyraźnie nas widać. Machamy więc, oni odmachują. Rysujemy w
powietrzu wielkie serce, oni wysyłają nam całusy. Oni pokazują zapiski na
kartoniku. Wzruszamy ramionami, bo napisów nie widać. Nagle koleżanka
pokazuje: "Zadzwońcie do nas". Oni kiwają głowami, że OK, że notują numer. My
wołami kreślimy w powietrzu wielkie cyfry naszego numeru komórkowego. Oni
zapisują długopisem na etykiecie butelki piwa. Podyktowałyśmy, ale w ferworze
zapomniałyśmy podać numer kierunkowy. Załamujemy ręce. Nagle dzwonek
telefonu! W słuchawce: "Halo Warsaw!". Dodzwonili się! Wymieniamy się
numerami telefonów, umawiamy na kolejne spotkanie. Na zakończenie pokazują
nam butelkę piwa i mówią: "Polnische bier!". Wzruszamy się. To się nazywa
braterstwo między narodami.
A jak w Berlinie?
U nas organizatorzy wybrali dla instalacji wprawdzie jeden z najbardziej
ruchliwych węzłów komunikacyjnych - stację metra Alexanderplatz - ale,
niestety, jej najbardziej odludny zakątek. W czasie piątkowej godziny szczytu
przemknęło tamtędy zaledwie kilku przechodniów, a i oni - spiesząc się lub
może widząc zebrany tłumek wernisażowych gości i kilka kamer TV - ominęli
ekran szerokim łukiem. W oddali, w pustym korytarzu podziemia, z hukiem
ćwiczył nastoletni deskorolkarz. Do ledwo widocznych na jasnozielonych
kafelkach ekranu postaci z Warszawy machali więc wczoraj tylko organizatorzy
i zaproszeni na otwarcie goście. Zobaczymy, jak będzie przez kolejne dni.
Co na to nasze forumowe oszołomstwo, importowane wirtualnie z Niemiec?