Gość: Mirko
IP: 65.206.44.*
06.02.02, 16:19
Zamiast omawiać BZDURNE kąpanie się w stawach, spanie w butach czy dzieci bez
opieki, proponuję zająć się TROSZECZKĘ poważniejszymi tematami, które nas,
często obcokrajowców w USA, dotyczą i po "9-11" MOGĄ DOTYCZYĆ NIECO BARDZIEJ
niż powyższe bzdury przedstawiane przez kolegę dyskutanta Jabolka, jako
niezwykle istotne jakoby.
Z dzisiejszego http://www.dziennik.com
INS przetrzymywal Polaka przez miesiac w areszcie
Od wiezienia do wiezienia
Piotr Zdanowicz, student Politechniki Bialostockiej, przyjechal 7 wrzesnia 2001
r. do Chicago na miesiac miodowy z poslubiona trzy tygodnie wczesniej zona.
Urzednik INS nie przepuscil go przez kontrole na lotnisku. Przez prawie miesiac
trzymano go w roznych wiezieniach w stanie Illinois.
"Wszystko zaczelo sie 7 wrzesnia 2001 roku powiedzial "Nowemu Dziennikowi"
Piotr Zdanowicz, ktory studiuje obecnie w Bialymstoku. Miala to byc moja
trzecia wizyta w Chicago". Do ataku na gmachy WTC w Nowym Jorku bylo jeszcze
cztery dni i kontrole na lotniskach nie byly tak surowe jak obecnie.
"Podczas gdy przechodzilismy przez kontrole paszportowa, pani oficer
przeciagnela moj paszport przez czytnik" relacjonowal Piotr. Urzedniczka dlugo
spogladala na ekran komputera, po czym wspomniala cos o jakims prawie jazdy.
Potem opuscila swoje stanowisko i kazala na siebie czekac. Po chwili wrocila i
poprosila zarowno Piotra, jak i poslubiona 18 sierpnia 2001 roku zone do malego
biura. Tam ich rozdzielono. Piotr musial udac sie do pokoju przesluchan, zona
zostala w poczekalni. Dalsza opowiesc Polaka przypomina juz najgorszy koszmar.
"Wzieto mnie w krzyzowy ogien pytan" opowiadal Piotr. Jego angielski nie byl
na tyle dobry, aby moc plynnie odpowiadac na pytania, poza tym byl bardzo
zdenerwowany. Poprosil o tlumacza, ktory jednak denerwowal przesluchujaca go
urzedniczke INS bo, jak twierdzila "za duzo ze mna rozmawial". Zalatwila wiec
tlumacza przez telefon, ktoremu Piotr juz nie mogl zadawac pytan. Przeszukano
takze jego portfel i bagaz.
Po co prawo jazdy?
W czasie przesluchania od razu wyszlo na jaw, dlaczego urzedniczka INS
postanowila go zatrzymac. "Bez przerwy pytala mnie, po co zrobilem prawo
jazdy" powiedzial Piotr.
W czasie pobytu w Chicago rok wczesniej, w 2000 roku, wujek Piotra dal mu
samochod do dyspozycji. Oswiadczyl jednak, zeby wyrobil sobie prawo jazdy, "aby
nie lamac prawa" co Piotr uczynil. Wedlug urzedniczki INS to wlasnie stalo sie
podstawa do podejrzen, ze Piotr, wykorzystujac wyrobione prawo jazdy, pracowal
jako taksowkarz. Mowila mu, ze zna sie na takich, jak on i wie, ze wielu
studentow przyjezdza do USA na kilka miesiecy, a potem wraca do kraju
pochodzenia i za zarobione pieniadze studiuje lub kupuje sobie samochody.
Oczywiscie wyjasnienia Piotra, ze tego nie robil, nie trafialy na podatna
glebe, a po tym, jak okazalo sie, ze zona Piotra przyjechala do Chicago na
paszport z panienskim nazwiskiem, urzedniczka ponownie wyszla z pokoju. Wrocila
po kilkunastu minutach, usiadla przy komputerze i zaczela pisac. Trwalo to
kilka godzin, z przerwa na lunch. Zapytala go tylko, czy zamierza odwolac sie
od jej decyzji. Krancowo wyczerpany fizycznie i psychicznie, glodny,
zdenerwowany Polak nie stawial oporu. Wszystkie podsuwane papiery podpisywal.
Dowiedzial sie, ze zone tez odprawiono z kwitkiem miala wracac tego samego
dnia samolotem do Polski. Bez meza.
W wieziennej celi
"Po podpisaniu dokumentow uradowana urzedniczka zawolala dwoch mlodych
pracownikow biura INS, ktorzy zaprowadzili mnie do celi na lotnisku"
powiedzial Piotr. Po drodze eskortujacy smiali sie z Piotra, ze posiedzi sobie
kilka miesiecy w celi z Pakistanczykami. Tak to przerazilo Piotra, ze zaczal
blagac o mozliwosc zatelefonowania do konsulatu polskiego w Chicago, kontaktu z
zona (potem okazalo sie, ze, owszem, do konsulatu moze dzwonic, ale po drugiej
stronie ciagle odpowiadala maszyna).
Przed wejsciem do celi kazali wyciagnac sznurowki, smiejac sie z niego caly
czas. W celi pod scianami stali sami Chinczycy.
"Zaczalem walic w drzwi, zadajac zobaczenia sie z zona" przypomina sobie te
koszmarne momenty Piotr. Nie otrzymal zadnej odpowiedzi. Zmeczony usiadl w celi
i zasnal na chwile. Po jakims czasie drzwi od celi otworzyly sie i dostal
kanapki. Piotr wyblagal w koncu widzenie z zona.
To od niej dowiedzial sie, ze INS postanowil go przetrzymac, gdyz podobno stara
sie o azyl polityczny. Piotr byl w szoku, poniewaz o nic takiego nie prosil.
Probowal wyjasniac sprawe, domagal sie powrotu z zona tego samego dnia. Oficer
zmianowy spokojnie powiedzial mu jednak, zeby sie nie przejmowal za 3,
najwyzej 4 dni bedzie z powrotem w kraju. Po wzieciu odciskow palcow i
zrobieniu mu zdjecia zaprowadzili go z powrotem do celi. Tam, razem z
Chinczykami, siedzial juz inny Polak, mieszkaniec Dabrowy Tarnowskiej (rowniez
podejrzewany o prace na wizie turystycznej, poniewaz znaleziono przy nim
amerykanskie prawo jazdy).
Od wiezienia do wiezienia
Z lotniska przewieziono go nastepnego dnia do Elgin, miasteczka na
przedmiesciach Chicago, gdzie spedzil samotnie w celi caly weekend. W
poniedzialek 10 wrzesnia 2001 roku przyjechalo dwoch funkcjonariuszy INS i
zabralo Piotra (wraz z trzema Chinczykami i dwoma Meksykanami) do jednego z
osrodkow regionalnych INS w Chicago w dzielnicy Broadview. Przewozono ich w
kajdankach. W osrodku otrzymal zielony kombinezon wiezienny. Caly czas mowil do
straznikow, ze nie chce zadnego azylu, chce z powrotem do Polski. Napisal nawet
pisemne oswiadczenie w tej sprawie. Powiedziano mu, ze dolacza je do akt.
Z Broadview pojechal do obskurnego komisariatu w Woukeegun, godzine drogi od
Chicago. Tu spedzil noc, po czym wrocil 11 wrzesnia 2001 do Broadview. W czasie
jazdy oficer sluchal radia, z ktorego podano wiadomosci o ataku na WTC w Nowym
Jorku i na Pentagon. Wieczorem przewieziono Piotra do kolejnego komisariatu
Stonepark, rowniez w Chicago.
"12 wrzesnia rano zakuto mnie w kajdany jak morderce na biodro zarzucono mi
lancuch, do ktorego przykuto rece, zalozono kajdany na nogi" opowiadal Piotr.
Wpakowano go do furgonetki i zabrano w szesciogodzinna podroz w upale do obozu
dla imigrantow Tri Country Detention Center w Shawnee w stanie Illinois. "Oboz
wygladal jak normalne wiezienie, z wysokim plotem i drutem kolczastym"
wspominal Piotr. Tam spotkal kilku rodakow, ktorzy czekali na swoje procesy.
Zaden z nich nie chcial wracac do Polski. Od nich dowiedzial sie, ze w Shawnee
moze spedzic nawet swieta Bozego Narodzenia.
Koniec gehenny
Przez caly czas zarowno zona, jak i ciotka Piotra z Chicago, wydzwanialy do
biur INS w Chicago. W czasie jednej z rozmow powiedziano im, ze Piotr "nie chce
wracac do Polski".
W koncu dostal odpowiedz na podanie skierowane do urzednika, ktory prowadzil
jego sprawe. Urzednik pisal w nim, ze w tym tygodniu, czyli z koncem wrzesnia,
Piotr wroci do Polski.
Zakutego w kajdanki przetransportowano go z powrotem ze Shawnee do Broadview
(kolejne 6 godzin bez jedzenia i kropli wody). Jeden ze spotkanych tam wiezniow
powiedzial mu, zeby sie nie zdziwil, jak potrzymaja go jeszcze kilka dni. I
rzeczywiscie zamiast na lotnisko przewieziono go furgonetka do Brookfield na
przedmiesciach Chicago. Tutaj trzymano go w jednoosobowej brudnej celi. Po raz
kolejny nie pozwolono mu zadzwonic do ciotki. W Brookfield spedzil cztery
dni. "Byly to najgorsze dni mojego zycia wyznal Piotr. Nigdy nie
przypuszczalem, ze dzien moze sie tak dluzyc".
W koncu, 4 pazdziernika, zawieziono go na lotnisko O'Hare. Byl brudny,
nieogolony, z nerwow nie mogl nic przelknac. Zauwazyl, ze urzednicy INS
wyciagaja jego "cywilne" ubranie i zrozumial, ze tym razem juz naprawde wraca
do Polski.
W samolocie od stewardesy otrzymal paszport i inne dokumenty. W jednym z nich
zobaczyl oficjalne uzasadnienie p