Dodaj do ulubionych

Amerykańskie (pozbawienie) wolności. Moja wersja.

IP: 65.206.44.* 06.02.02, 16:19
Zamiast omawiać BZDURNE kąpanie się w stawach, spanie w butach czy dzieci bez
opieki, proponuję zająć się TROSZECZKĘ poważniejszymi tematami, które nas,
często obcokrajowców w USA, dotyczą i po "9-11" MOGĄ DOTYCZYĆ NIECO BARDZIEJ
niż powyższe bzdury przedstawiane przez kolegę dyskutanta Jabolka, jako
niezwykle istotne jakoby.

Z dzisiejszego http://www.dziennik.com

INS przetrzymywal Polaka przez miesiac w areszcie
Od wiezienia do wiezienia

Piotr Zdanowicz, student Politechniki Bialostockiej, przyjechal 7 wrzesnia 2001
r. do Chicago na miesiac miodowy z poslubiona trzy tygodnie wczesniej zona.
Urzednik INS nie przepuscil go przez kontrole na lotnisku. Przez prawie miesiac
trzymano go w roznych wiezieniach w stanie Illinois.

"Wszystko zaczelo sie 7 wrzesnia 2001 roku ­ powiedzial "Nowemu Dziennikowi"
Piotr Zdanowicz, ktory studiuje obecnie w Bialymstoku. ­ Miala to byc moja
trzecia wizyta w Chicago". Do ataku na gmachy WTC w Nowym Jorku bylo jeszcze
cztery dni i kontrole na lotniskach nie byly tak surowe jak obecnie.

"Podczas gdy przechodzilismy przez kontrole paszportowa, pani oficer
przeciagnela moj paszport przez czytnik" ­ relacjonowal Piotr. Urzedniczka dlugo
spogladala na ekran komputera, po czym wspomniala cos o jakims prawie jazdy.
Potem opuscila swoje stanowisko i kazala na siebie czekac. Po chwili wrocila i
poprosila zarowno Piotra, jak i poslubiona 18 sierpnia 2001 roku zone do malego
biura. Tam ich rozdzielono. Piotr musial udac sie do pokoju przesluchan, zona
zostala w poczekalni. Dalsza opowiesc Polaka przypomina juz najgorszy koszmar.

"Wzieto mnie w krzyzowy ogien pytan" ­ opowiadal Piotr. Jego angielski nie byl
na tyle dobry, aby moc plynnie odpowiadac na pytania, poza tym byl bardzo
zdenerwowany. Poprosil o tlumacza, ktory jednak denerwowal przesluchujaca go
urzedniczke INS bo, jak twierdzila "za duzo ze mna rozmawial". Zalatwila wiec
tlumacza przez telefon, ktoremu Piotr juz nie mogl zadawac pytan. Przeszukano
takze jego portfel i bagaz.

Po co prawo jazdy?

W czasie przesluchania od razu wyszlo na jaw, dlaczego urzedniczka INS
postanowila go zatrzymac. "Bez przerwy pytala mnie, po co zrobilem prawo
jazdy" ­ powiedzial Piotr.

W czasie pobytu w Chicago rok wczesniej, w 2000 roku, wujek Piotra dal mu
samochod do dyspozycji. Oswiadczyl jednak, zeby wyrobil sobie prawo jazdy, "aby
nie lamac prawa" ­ co Piotr uczynil. Wedlug urzedniczki INS to wlasnie stalo sie
podstawa do podejrzen, ze Piotr, wykorzystujac wyrobione prawo jazdy, pracowal
jako taksowkarz. Mowila mu, ze zna sie na takich, jak on i wie, ze wielu
studentow przyjezdza do USA na kilka miesiecy, a potem wraca do kraju
pochodzenia i za zarobione pieniadze studiuje lub kupuje sobie samochody.
Oczywiscie wyjasnienia Piotra, ze tego nie robil, nie trafialy na podatna
glebe, a po tym, jak okazalo sie, ze zona Piotra przyjechala do Chicago na
paszport z panienskim nazwiskiem, urzedniczka ponownie wyszla z pokoju. Wrocila
po kilkunastu minutach, usiadla przy komputerze i zaczela pisac. Trwalo to
kilka godzin, z przerwa na lunch. Zapytala go tylko, czy zamierza odwolac sie
od jej decyzji. Krancowo wyczerpany fizycznie i psychicznie, glodny,
zdenerwowany Polak nie stawial oporu. Wszystkie podsuwane papiery podpisywal.
Dowiedzial sie, ze zone tez odprawiono z kwitkiem ­ miala wracac tego samego
dnia samolotem do Polski. Bez meza.

W wieziennej celi

"Po podpisaniu dokumentow uradowana urzedniczka zawolala dwoch mlodych
pracownikow biura INS, ktorzy zaprowadzili mnie do celi na lotnisku" ­
powiedzial Piotr. Po drodze eskortujacy smiali sie z Piotra, ze posiedzi sobie
kilka miesiecy w celi z Pakistanczykami. Tak to przerazilo Piotra, ze zaczal
blagac o mozliwosc zatelefonowania do konsulatu polskiego w Chicago, kontaktu z
zona (potem okazalo sie, ze, owszem, do konsulatu moze dzwonic, ale po drugiej
stronie ciagle odpowiadala maszyna).

Przed wejsciem do celi kazali wyciagnac sznurowki, smiejac sie z niego caly
czas. W celi pod scianami stali sami Chinczycy.

"Zaczalem walic w drzwi, zadajac zobaczenia sie z zona" ­ przypomina sobie te
koszmarne momenty Piotr. Nie otrzymal zadnej odpowiedzi. Zmeczony usiadl w celi
i zasnal na chwile. Po jakims czasie drzwi od celi otworzyly sie i dostal
kanapki. Piotr wyblagal w koncu widzenie z zona.

To od niej dowiedzial sie, ze INS postanowil go przetrzymac, gdyz podobno stara
sie o azyl polityczny. Piotr byl w szoku, poniewaz o nic takiego nie prosil.
Probowal wyjasniac sprawe, domagal sie powrotu z zona tego samego dnia. Oficer
zmianowy spokojnie powiedzial mu jednak, zeby sie nie przejmowal ­ za 3,
najwyzej 4 dni bedzie z powrotem w kraju. Po wzieciu odciskow palcow i
zrobieniu mu zdjecia zaprowadzili go z powrotem do celi. Tam, razem z
Chinczykami, siedzial juz inny Polak, mieszkaniec Dabrowy Tarnowskiej (rowniez
podejrzewany o prace na wizie turystycznej, poniewaz znaleziono przy nim
amerykanskie prawo jazdy).

Od wiezienia do wiezienia

Z lotniska przewieziono go nastepnego dnia do Elgin, miasteczka na
przedmiesciach Chicago, gdzie spedzil samotnie w celi caly weekend. W
poniedzialek 10 wrzesnia 2001 roku przyjechalo dwoch funkcjonariuszy INS i
zabralo Piotra (wraz z trzema Chinczykami i dwoma Meksykanami) do jednego z
osrodkow regionalnych INS w Chicago w dzielnicy Broadview. Przewozono ich w
kajdankach. W osrodku otrzymal zielony kombinezon wiezienny. Caly czas mowil do
straznikow, ze nie chce zadnego azylu, chce z powrotem do Polski. Napisal nawet
pisemne oswiadczenie w tej sprawie. Powiedziano mu, ze dolacza je do akt.

Z Broadview pojechal do obskurnego komisariatu w Woukeegun, godzine drogi od
Chicago. Tu spedzil noc, po czym wrocil 11 wrzesnia 2001 do Broadview. W czasie
jazdy oficer sluchal radia, z ktorego podano wiadomosci o ataku na WTC w Nowym
Jorku i na Pentagon. Wieczorem przewieziono Piotra do kolejnego komisariatu ­
Stonepark, rowniez w Chicago.

"12 wrzesnia rano zakuto mnie w kajdany jak morderce ­ na biodro zarzucono mi
lancuch, do ktorego przykuto rece, zalozono kajdany na nogi" ­ opowiadal Piotr.
Wpakowano go do furgonetki i zabrano w szesciogodzinna podroz w upale do obozu
dla imigrantow Tri Country Detention Center w Shawnee w stanie Illinois. "Oboz
wygladal jak normalne wiezienie, z wysokim plotem i drutem kolczastym" ­
wspominal Piotr. Tam spotkal kilku rodakow, ktorzy czekali na swoje procesy.
Zaden z nich nie chcial wracac do Polski. Od nich dowiedzial sie, ze w Shawnee
moze spedzic nawet swieta Bozego Narodzenia.

Koniec gehenny

Przez caly czas zarowno zona, jak i ciotka Piotra z Chicago, wydzwanialy do
biur INS w Chicago. W czasie jednej z rozmow powiedziano im, ze Piotr "nie chce
wracac do Polski".

W koncu dostal odpowiedz na podanie skierowane do urzednika, ktory prowadzil
jego sprawe. Urzednik pisal w nim, ze w tym tygodniu, czyli z koncem wrzesnia,
Piotr wroci do Polski.

Zakutego w kajdanki przetransportowano go z powrotem ze Shawnee do Broadview
(kolejne 6 godzin bez jedzenia i kropli wody). Jeden ze spotkanych tam wiezniow
powiedzial mu, zeby sie nie zdziwil, jak potrzymaja go jeszcze kilka dni. I
rzeczywiscie ­ zamiast na lotnisko przewieziono go furgonetka do Brookfield na
przedmiesciach Chicago. Tutaj trzymano go w jednoosobowej brudnej celi. Po raz
kolejny nie pozwolono mu zadzwonic do ciotki. W Brookfield spedzil cztery
dni. "Byly to najgorsze dni mojego zycia ­ wyznal Piotr. ­ Nigdy nie
przypuszczalem, ze dzien moze sie tak dluzyc".

W koncu, 4 pazdziernika, zawieziono go na lotnisko O'Hare. Byl brudny,
nieogolony, z nerwow nie mogl nic przelknac. Zauwazyl, ze urzednicy INS
wyciagaja jego "cywilne" ubranie i zrozumial, ze tym razem juz naprawde wraca
do Polski.

W samolocie od stewardesy otrzymal paszport i inne dokumenty. W jednym z nich
zobaczyl oficjalne uzasadnienie p
Obserwuj wątek
    • Gość: Mirko Amerykańskie (pozbawienie) wolności. C.d. IP: 65.206.44.* 06.02.02, 16:26
      ...chyba nieco za dużo chciałem wtłoczyć w dopuszczalne miejsce i urwało.

      Zakończenie historyjki z Chicago:

      "W samolocie od stewardesy otrzymal paszport i inne dokumenty. W jednym z nich
      zobaczyl oficjalne uzasadnienie prawie miesiecznej gehenny. Informacja mowila,
      ze wjezdzajac na lotnisko w Chicago 7 wrzesnia 2001 mial niewazny paszport i
      wize!"


      • drapieznik Mirko 06.02.02, 17:18
        W Ameryce, wolnym kraju, obowoiazuje kilka zasad a jednymi z nich sa "Pogoda
        tylko dla bogaczy" i "Smiec jest przemieszany z diamentami".

        Ten nieszczesnik mial pecha. To samo moze sie zdarzyc wszedzie, tylko nie dadza
        kanapki. Dobrze, ze byl z Chinczykami, widac go uszanowali, bo mogl dostac
        jakichs pederastow.

        1. Rodak w celi to wiadomo. Jajlepiej z tego samego miasta.
        2. Nie podpisywac.
        3. Nie zosatwiac pustych kartek.
        4. Policjant/urzednik NIE JEST twoim przyjacielem, nawet jak sie przymila i
        obiecuje.
        • Gość: Mirko Re: Mirko IP: 65.206.44.* 06.02.02, 18:34
          Mnie nie zaciekawił aż tak bardzo ten konkretny i pechowy dla głównego aktora
          przypadek.
          Mnie ciekawi system, w/g którego takie przypadki są możliwe i zdarzają się
          ostatnio w imię "walki z terroryzmem" jakby coraz częściej.

          USA, kraina mleczkiem i tanią benzyną płynąca, tudzież kraj wolności
          osobistych, wydają się coraz bardziej i skuteczniej izolować od reszty
          cywilizacji, obrażając się natychmiast na wszystkich, którzy nie lubią bejzbola
          i władz Izraela.


          • Gość: Mirko Po zastanowieniu... IP: 65.206.44.* 06.02.02, 19:06
            Jako turysta, w roku 2000, żeby zrobić w Chicago prawo jazdy Stanu Illinois (za
            radą wujka) - chłopak musiał jednak coś lekko namieszać, jako że z wizą B1/B2
            NIE MIAŁ PRAWA a raczej legalnego sposobu na zrobienie tego podstawowego
            amerykańskiego dokumentu.
            Z treści artykułu nie wynika, czy była to "krzywa" karteluszka SSN, czy co.
            Coś jednak chyba namieszał, co być może wykryli, wpuścili w komputer i to tam
            sobie czekało. Jak się pojawił po roku po jego drugiej stronie - to oni cap go
            za dupę i do karceru.
            • drapieznik Mirko... 06.02.02, 19:21
              Ciekawe.

              WIesz, to zalezy jak sobie te wolnosci ktos zdefiniuje. Tak na ogol to nie sa
              one dla wszystkich jednakowe chyba, ze na papierze. W dniu 9/11 facet w okolicy
              uzmyslowil sobie, ze musi cos zrobic sam z tym problemem. Polecial do rywala-
              Araba, ktory mu odbil dziewczyne i go zastrzelil. Tak po prostu. Dziwil sie, ze
              go zamkneli. Inny, Arab (pelno tych Arabow tutaj), akurat stal u znajomego w
              businesie i zdal sobie sprawe, ze zapomnial prawo jazdy. No wiec znajomy mowi:
              wskocz w samochod i przywiez. Na to ten Arab odpowiedzial: jezeli bede jechal a
              mnie zatrzymaja, to nie wyjde zywy. Wzial taksowke. Madry facet.

              Teraz to lepiej tu Arabem nie byc. Taka wolnosc dla Arabow. Ale natomiast
              czarni, z piorem czy z okiem, Polacy i Hiszpanie maja raj na ziemi. Jak sie
              wszyscy ciesza, ze wolnosc na pstrym koniu jezdzi.
              • jot-23 Re: Mirko... 06.02.02, 19:35
                drapieznik napisał(a):

                > Ciekawe.
                >
                > WIesz, to zalezy jak sobie te wolnosci ktos zdefiniuje. Tak na ogol to nie sa
                > one dla wszystkich jednakowe chyba, ze na papierze. W dniu 9/11 facet w okolicy
                >
                > uzmyslowil sobie, ze musi cos zrobic sam z tym problemem. Polecial do rywala-
                > Araba, ktory mu odbil dziewczyne i go zastrzelil. Tak po prostu. Dziwil sie, ze
                >
                > go zamkneli. Inny, Arab (pelno tych Arabow tutaj), akurat stal u znajomego w
                > businesie i zdal sobie sprawe, ze zapomnial prawo jazdy. No wiec znajomy mowi:
                > wskocz w samochod i przywiez. Na to ten Arab odpowiedzial: jezeli bede jechal a
                >
                > mnie zatrzymaja, to nie wyjde zywy. Wzial taksowke. Madry facet.
                >
                > Teraz to lepiej tu Arabem nie byc. Taka wolnosc dla Arabow. Ale natomiast
                > czarni, z piorem czy z okiem, Polacy i Hiszpanie maja raj na ziemi. Jak sie
                > wszyscy ciesza, ze wolnosc na pstrym koniu jezdzi.

                hej,

                spojz na te strone

                www.austinagainstwar.org/racist_attacks.html

                widac ze sie BARDZO wyslili zeby dociagnac te liste do 50-ciu

                np. cytuje:

                "30) On Wednesday morning, three Sikh men waiting at Grand Central Terminal for a
                Connecticut-bound train were stopped and had their bags searched by the police."


                to ze "lepiej tu nie byc Arabem" moze byc dosc mylna percepcja, mysle ze
                spoleczenstwo zachowalo sie bardzo powsciagliwie ( byly chyba 2 przypadki
                podpalenia wlasnosci, jakies sklepy, wiem ze sie sasiedzi zrzucili w obu
                przypadkach na pokrycie szkod)

                na razie
              • Gość: Renka Re: flaki sie przewracaja IP: *.home.cgocable.net 06.02.02, 19:47
                od tych glupot i bzdur wypisywanych w obronie PRZESTEPCOW. Sami piszecie,
                durnie o pracy na czarno, czy myslicie, ze tlumacze ISN nie kumaja? To sa
                egzekutorzy prawa, ktore musi byc chronione.Oni czytaja forum jak kazdy z nas,
                nie musza sie wypowiadac.
            • Gość: aj Re: Po zastanowieniu... - no wlasnie IP: *.methodstudios.com 06.02.02, 19:39
              Po pierwsze chcialbym miec pelny obraz sytuacji. Troche mi sie nie chce
              wierzyc, ze za DL ktos sie peta przez miesiac po wiezieniach w
              kajdankach. Ja mialem kolegow, ktorzy "namieszali" o wiele wiecej i po
              krotkich wyjasnieniach na lotnisku nigdy nie mieli zadnych klopotow.
              Bardzo jest latwo wykreowac obraz "potwora z INS" i straszyc nim opinie
              publiczna bez proby zdobycia wyjasnien drugiej strony. Ja pamietam, ze
              gdy pierwszy raz wrocilem do US uzywajac mojej nowej lsniacej GC i
              urzednik powital mnie "welcome back HOME", pokochalem INS wink.
              A po drugie nigdy nie moge sie nadziwic madrosci Polakow z Chicago i
              wartosci ich dobrych rad. Po co komu amerykanskie DL gdy jest na
              wakacjach? Jakis przekret jest tu oczywisty. Po trzecie bez znajomosci
              angielskiego latwo jest o nieporozumienia i falszywe interpretacje (warto
              w tym miejscu podziekowac konsulatowi polskiemu, jak zwykle
              udowodnili swoja przydatnosc). Po czwarte nie mam nic przeciwko
              zaostrzonemu traktowaniu podejrzanych przyjezdnych, jesli ma to mnie
              lub innych tu mieszkajacych ochronic przed utrata zycia lub zdrowia.
              Niestety takie czasy, ze sasiad moze okazac sie terorysta. I w sumie
              rozpatrywanie polityki miedzynarodowej US itp nie ma na tym etapie juz
              zadnego sensu.
      • Gość: Malina Re: Amerykańskie (pozbawienie) wolności. C.d. IP: *.tnt1.chatham.on.da.uu.net 07.02.02, 00:50
        Gość portalu: Mirko napisał(a):

        > ...chyba nieco za dużo chciałem wtłoczyć w dopuszczalne miejsce i urwało.
        >
        > Zakończenie historyjki z Chicago:
        >
        > "W samolocie od stewardesy otrzymal paszport i inne dokumenty. W jednym z nich
        > zobaczyl oficjalne uzasadnienie prawie miesiecznej gehenny. Informacja mowila,
        > ze wjezdzajac na lotnisko w Chicago 7 wrzesnia 2001 mial niewazny paszport i
        > wize!"
        >
        >

        Mam tylko jedno pytanie : Czy jego paszport i wiza byly faktycznie niewazne?

        Jesli tak to na co on liczyl , na drapane?
    • Gość: a psik Re: Amerykańskie (pozbawienie) wolności. Moja wersja. IP: 192.168.1.* 06.02.02, 20:06
      jak facet bedzie a jajami to napisze ksiazke zarobi miliony (jak bedzie mial
      dobre pioro) i bedzie dziekowal ze mu sie to przytrafilo. Ja bym jeszecze
      dolozyl jaks watek romansowy albo rozwinal temat jazdy taksowaka w trakcie
      ataku na WTC. (watek patriotyczny)
      A jak nie: no coz dolaczy do narzekaczy na forum "Polonia"
      z wyrazami szacunku
    • node Re: Amerykańskie (pozbawienie) wolności. Moja wersja. 06.02.02, 22:32
      Tak dla rownowagi.
      Kiedys wracalem po swietach do USA na polskim paszporcie. Chyba lotnisko w
      Chicago (na 90%). Kolajka do odprawy paszportowej - ze 100-200 ludzi -
      przylecialy wlasnie samoloty z Polski i jakiegos kraju azjatyckiego. Stoje
      mniej-wiecej w polowie kolejki. W pewnym momnecie podchodzi do mnie ochroniarz
      (policjant?)i zaprasza mnie, zebym poszedl do odprawy dla obywateli USA - bo
      tam nie ma kolejki. Tlumacze mu, ze nie jestem obywatelem USA. On - 'nie
      szkodzi' i tylko usmiecha sie. Dalej byla juz normalna, sprawna odprawa.
      • Gość: Kazy Re: Amerykańskie (pozbawienie) wolności. Moja wersja. IP: *.proxy.aol.com 07.02.02, 04:28
        Dostac sie w maszyne bezmyslnej biurokracji mozna wszedzie.
        Zatrzymanie i aresztowanie przy przekraczaniu granicy moze byc z roznych
        powodow. Blad w dokumentach, posiadanie przy sobie dokumentow innej osoby lub
        przedmiotow mogacych wywolac podejrzenia u urzednikow celno/paszportowych.
        Niewlasciwa odpowiedz na pytanie o co przy slabszej znajomosci jezyka nie jest
        trudno. Posiadanie prawa jazdy amerykanskiego przez osobe z wiza turystyczna
        juz jest podejrzane. Wyglada na to ze jesli takowe sie ma, lepiej przez granice
        nie przewozic.
        Podam przyklad powodu odmowy vizy amerykanskiej. Bylo to za czasow komuny.
        Jednym z pytan zadanym przez konsula kobiece ze wsi bylo. Czy nalezy do jakiejs
        partji lub organizacji. Do PZPR ani ZSL nie nalezala.Odpowiedziala wiec ze
        tylko do kolka rozancowego. Odpowiedz konsula byla. Pani wizy do Ameryki nie
        otrzyma. Konsul nie wiedzial co to jest "kolko rozancowe", skoro nie istnije na
        oficjalnej liscie organizacji, jest tym bardziej podejrzane.
        • Gość: Mirko Nie znając bliższych szczegółów... IP: *.union01.nj.comcast.net 07.02.02, 05:44
          ...można sobie tylko pogdybać, t.j. założyć jakiśtam mniej lub bardziej realny
          scenariusz wydarzeń.

          1. Facet miał prawo jazdy, którego nie powinienbył mieć. O to wyraźnie w
          historyjce początkowo poszło, choć autor nie wspomniał o co konkretnie.
          Oczywiście posiadanie prawa jazdy samo w sobie nie jest nielegalne, nielegalne
          może być natomiast jego zdobycie.
          Żeby obecnie (i w wymienionym w artykule roku 2000) móc podejść do testu
          (kilkanaście prostych pytań z odpowiedziami do wyboru, test z jazdy albo
          zwolnienie na podstawie zagranicznego prawa jazdy + uśmiech do zdjęcia),
          trzeba się okazać kilkoma miejscowymi dokumentami, których teoretycznie, jako
          turysta nie miał szans legalnie mieć.
          Podobnie jak w wiekszości wolnorynkowych/"wolnoamerykańskich" krajów wiele a
          raczej wszystko da sie kupić. W tym jednak miejscu łamie się z prostej kilka
          poważnych i najczęściej federalnych praw.
          Dodatkowo, w jakimś prowincjonalnym, niedużym biurze Wydz. Motoryzacji cała
          procedura może się odbywać w 4 oczy z jednym urzędnikiem, co też może otwierać
          pewne możliwości.
          Chicago i Stan Illinois należą do raczej nasyconych imigrantami. Czujność i
          kontrole mogą być częstsze niż gdzie indziej.
          Albo jeśli n.p. podał w podanku o prawo jazdy jakieś nieprawdziwe dane
          (uprzednie wypadki, zmyślone informacje z powodu braku prawdziwych) mogło to
          wyjść dopiero z czasem.
          Mógł o tym nawet nie wiedzieć i jeździć sobie spokojnie. Potem wyjechał (a
          Amerykanie zasadniczo nie sprawdzają i nie dbają o to kto wyjeżdża). Rok
          później pojawił się na granicy i z komputera wyskoczyła jakaś informacja,
          natychmiast ukąsiła go w tyłek i zrobił się kipisz.
          2. Tak naprawdę wcale też nie wiadomo jak kto się zachowywał. Może w gąszczu
          pytań przyłapali go (znowu?) na jakimś kłamstwie? Może myśleli, że
          przyłapali?
          Może poniosły go nerwy, wkurzył czymś wypytujących i postanowili dać mu
          nauczkę?
          3. Kilka dni później nastąpił 11-ty września. Nikt nie wie, czy INS czasem nie
          "zamroziło" wszystkich spraw osób zatrzymanych za nawet najmniej groźne
          przewinienia, żeby czasem o jednego za dużo czy za szybko nie wypuścić.
          Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, ze miesiąc odsiadki temu właśnie
          zawdzięczał...
          Większość bandziorów z 11-wrzesnia, mimo dosyć zakazanych arabskich pysków
          była się w stanie wtopić w tłum m.in. posługując się amerykańskimi prawami
          jazdy, których jako "turyści" nie powinni byli mieć a jednak mieli.

          • Gość: bogdan Re: Nie znając bliższych szczegółów... IP: *.proxy.aol.com 07.02.02, 08:17
            a tak powaznie mowiac
            w jakim kraju turysta podczas wakacji moze wyrobic prawo jazdy odpowiadajac na
            kilka pytan?
            Moze tu jednak tej wolnosci za duzo bylo????
            W jakim kraju grupa cudzoziemcow moze pobierac lekcje latania samolotami-no
            chyba nie w Afganistanie?
            • Gość: Mirko W jakim kraju? IP: 65.206.44.* 07.02.02, 15:05
              Na pewno nie w takim, gdzie żeby gdzieś zamieszkać trzeba się w efekcie pojawić
              w merostwie czy Meldungsamcie.

              Jeśli tak się dalej i głębiej pozastanawiać, to rozmaite ekscesy graniczne, tuż
              pod szyldem INS i "Welcome", mogą się m.in. brać z tego, że USA to kraj w
              którym jak już się wyjedzie z wózkiem bagażowym z lotniska - to kamień w wodę
              czyli szukaj wiatru w polu. Mam znajomych, którzy od czasu jak tymi wózkami
              wyjechali siedzą tu (oczywiście nielegalnie) po blisko 20 lat. Pracują,
              pokupowali domy, rozliczają się z podatków, jeżdżą na narty do Utah i surfować
              na desce do Kalifornii, ale wodospadów Niagara - z powodu bliskości granicy -
              za skarby świata nie chcą oglądać.
              Oczywiście nie oznacza to, że ekscesy powinny mieć miejsce, jedynie tylko
              tłumaczy nieco, dlaczego czasem mają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka