Dodaj do ulubionych

Advance Australia Fair

IP: *.clover.com.au 07.02.02, 08:44


Ostatnio dużo się tu dyskutuje, czy warto z Polski wyemigrować, i za ile. Każdy
musi sam za siebie zdecydować. Ale pamiętać należy, że nigdy nie należy mieszać
rzeczy tylko pozornie ze sobą związanych. W podanych poniżej parach rzeczy do
wyboru, które trzeba sobie dobrze przemyśleć jeszcze przed wyjazdem, "jedno"
i "drugie" są to zupełnie odrębne konkurencje, wymagające zupełnie odmiennego
spojrzenia na świat i całkiem różnych predyspozycji psychicznych


- Komfort psychiczny i ogólna wygoda z tego, że za granicą nikt ci nie chce
wleźć na głowę, to jedno;
- Tłuczenie kasy na okrągło, 24 / 7 / 365, to drugie.


- Mieszkanie za granicą po to, żeby mieć stabilność, pewność jutra dla siebie
i rodziny, święty spokój od "polskiego kotła", Lepperlandu, , ogólnej
niemożnosci, pobożności, czy polskiego imperium absurdu, to jedno;
- Robienie za granicą kasy, po to, żeby ją potem w Polsce wydać, to drugie.


- Zarobienie za granicą na przyzwoite życie, bez wielkich luksusów, ale i bez
radykalnych niedostatków, to jedno;
- Dojście za granicą do dużych pieniędzy, to drugie.


- Stopniowa integracja z nowym krajem bez nacisków, bez dyskryminacji, z
własnej dobrej woli i chęci, aż do przyjęcia z czasem obywatelstwa nowego kraju
zamieszkania - to jedno;
- Agresywna postawa roszczeniowa (mię się należy!) albo niezachwiane
przekonanie o własnej wyższości, czyli jazda bez trzymanki na wysokim koniu
polskiego konkwistadora, zesłanego przez Boga, żeby łupił zachodnich
prymitywów, to drugie.


Tak jedno jak i drugie jest do załatwienia. Jedno można trochę łatwiej, z
drugim jest przeważnie trudno. Każdy może sobie satysfakcję czerpać albo z
jednego, albo z drugiego. Ale musi sobie od samego początku zdawać sprawę, na
czym stoi.

Sam mogę się powoływać tylko na własny przykład. Mieszkam w Australii od dobrze
ponad 20 lat. Żadnych wielkich pieniędzy tu nie zrobiłem i pewnie już nie
zrobię.

Jeżdżę starym samochodem, latam samolotami na najtańszych biletach, nie chodzę
dwa razy dziennie do knajpy, garnitury kupuję gotowe z wieszaka, zamiast szyć
na miarę, na wakacje latam do północnego Queenslandu, Nowej Zelandii albo na
wyspy Pacyfiku, zamiast do Europy albo Stanów.

Ale żyję spokojnie, w przyzwoitych warunkach, we własnym domu, na który sam
uczciwie zarobiłem własną pracą, otoczony rodziną, którą tu sobie założyłem;
moje dzieci chodzą do dobrych szkół; nie siedzę po uszy w długach; kiedy chcę
się napić przy obiedzie wina, otwieram butelkę, która ma korek, a nie zakrętkę.
Jestem luźny, refleksyjny, zadowolony z życia. W Polsce mam rodzinę, ale jak
przylatują z wizytą i opowiadają o realiach krajowych, to wrzód żołądka mi się
zaczyna robić i ciśnienie krwi wzrasta od samego słuchania, więc zaraz sięgam
po korkociąg i im też nalewam, żeby przestali.

Potem rodzina z Polski odlatuje z powrotem, lamentując na sydneyskim lotnisku
jakby wjeżdżali windą na szafot, a ja jadę swoim starym samochodem z powrotem
do domu. Ruch jak jasna cholera, słońce świeci, ocean się iskrzy, klimatyzacja
dmucha chłodem, zaraz mi się nastrój poprawia. Tradycyjnie nastawiam sobie w
takich momentach refleksji za kierownicą moją ulubiona płytę CD z super cool,
jazzową wersją australijskiego hymnu narodowego "Advance Australia Fair", James
Morrisson Big Band.

W wersji oficjalnej, ten hymn to nudnawa politgramota. Ale w tej wersji, której
ja chetnie słucham, jajarskiego jazzowego pastiszu, ostre wejście saksofonów w
pierwszym takcie to sama przyjemność. Z przyjemnością słucham, jak zaraz po
saksofonach klezmerzy Jima Morrissona dają czadu w puzony, i myślę, że to
bezczelne ciągnięcie łacha z hymnu powstało przecież na oficjalne zamówienie
australijskiego federalnego ministerstwa kultury i sztuki, w 1988 roku, jako
część obchodów 200-lecia Australii, gdzie niczego się nie traktuje ze
śmiertelną powagą.

W Polsce, za nagranie podobnie pozbawionej szacunku dla hymnu państwowego,
jazzowej wersji "Mazurka Dąbrowskiego", polskie ministerstwo kultury i sztuki
nie tylko nie zapłaciłoby jazzmanom za robotę, ale kazałoby ich wytarzać w
smole i pierzu za obrazę Boga, Historii, ducha przodków, Pana Prezydenta i
Matki Boskiej Częstochowskiej.

Dalej idzie doskonałe, długie solo trąbki; kontrabas w tle wibruje w tylnych
głośnikach niskim tonem; perkusja szura rytmicznie; lawina samochodów już
ciągnie ostro, szybkościomierz oscyluje dookola 110 km/h. Zaczynam sobie,
cokolwiek fałszywie, nucić razem z lekko przepitym barytonem Morrissona ten
hymn, którego prawie nikt tutaj nie zna na pamięć: "…we've golden soil and
wealth for toil / our home is girt by sea / our land abounds in nature's
gifts / of beauty rich and rare / in history's page / at every stage / advance
Australia fair / in joyous voices let us sing / advance Australia fair...".
Czuję się u siebie.

Po raz kolejny, jak codzień od ponad dwudziestu lat, dziekuję dobremu Panu
Bogu, że kiedy byłem młody, dał mi dość odwagi, żeby na zalanej deszczem ulicy
smutnego zachodnioeuropejskiego miasta cisnąć do śmietnika gazetę ze zdjęciem
Jaruzelskiego na pierwszej stronie i powiedzieć głośno: "pierdolę, nie wracam".
Nigdy potem nie przyszło mi tego momentu objawienia zesłanego przez opatrzność,
czyli iluminacji, żałować.

A Giertych z Lepperem, i wszyscy inni dzisiejsi arbitrowie patriotyzmu chłopa
przypisanego do ziemi, mogą mnie pocałować w dupę.


Stary
Sydney
Obserwuj wątek
    • Gość: zbylu Re: Advance Australia Fair IP: *.*.*.* 07.02.02, 09:42
      popieram w 100% to co napisales.

      napisz jednak cos o australijsko-nowozelandzkich
      problemach z dziura ozonowa - ostatnio dowiedzialem sie
      o tym i troche to ostudzilo moj zapal na emigracje w ta
      czesc swiata w ktorej Slonce jest piekne jak nigdzie
      indziej ale nie mozna z niego korzystac sad((

      czy to prawda ???
      • Gość: Stary Re: Advance Australia Fair IP: *.clover.com.au 07.02.02, 11:16
        Gość portalu: zbylu napisał(a):

        > popieram w 100% to co napisales.
        >
        > napisz jednak cos o australijsko-nowozelandzkich
        > problemach z dziura ozonowa - ostatnio dowiedzialem sie
        > o tym i troche to ostudzilo moj zapal na emigracje w ta
        > czesc swiata w ktorej Slonce jest piekne jak nigdzie
        > indziej ale nie mozna z niego korzystac sad((
        >
        > czy to prawda ???

        I tak, i nie.

        Dziura ozonowa jako taka nie siega wybrzezy Australii ani NZ, niemniej sredni
        poziom UV wzrosl w ciagu ostatnich kilkunastu lat o okolo 10%. Bardzo wysoka jest
        incydencja bardzo niebezpiecznego raka skory - czerniaka zlosliwego (melanoma), w
        ciagu calego zycia co drugi Australijczyk bedzie to mial, ale jest to raczej
        wynikiem bardzo duzej liczby dni slonecznych i zachowan na sloncu niz dziury
        ozonowej.

        W Sydney slonce swieci przez okolo 300 dni w roku, gdzie indziej nawet wiecej.
        Poza tym tu jest kultura plazowa i kult sportow na swiezym powietrzu, jest
        cieplo, duzo chodzi sie w szortach i koszulkach z krotkimi rekawami, co tez nie
        jest bez wplywu.

        Niemniej melanome diagnozuje sie tu wczesnie, przy okazji kazdej innej wizyty u
        lekarza mozna sobie kazac fachowo obejrzec pieprzyki, plamki etc., albo robic
        sobie przeglad u specjalisty od tych rzeczy raz do roku. Wczesnie wykryta
        melanoma jest uleczalna (chirurgicznie) w zasadzie na 100%. W powszechnym uzyciu
        sa wszelkiego rodzaju preparaty przeciwsloneczne z bardzo wysokim wspolczynnikiem
        oslonowym SPF (SPF15, 30, 40). Coraz wiecej ludzi kapie sie w koszulkach z
        dlugimi rekawami.

        Jak ktos bardzo sobie ten ultrafiolet bierze do serca, to wystarczy rutynowo
        nosic dlugie spodnie i koszule z dlugimi rekawami. Ogolnie, nie panikuj - nawet w
        krajach, gdzie incydencja HIV jest wysoka, ludzie dupcza sie dalej, a do pandemii
        jeszcze daleko.
        • Gość: zbylu Re: Advance Australia Fair IP: *.*.*.* 07.02.02, 15:31
          masz rzecz jasna racje, ale tym razem i ja powiem I TAK
          I NIE.

          otoz wg stastystyk w Nowej Zelandii rocznie srednio
          dochodzi do 200.000 przpadkow zachorowan na raka skory
          - to b. duzo moim skromnym zdaniem na tak male
          spoleczenstwo.

          natomiast dziura ozonowa ma tutaj wplyw raczej
          zasadniczy poniewaz jest wiele miejsc na swiecie gdzie
          slonce swieci podobnie dlugo w ciagu roku a ludzie nie
          kapia sie w koszulkach ani nie potrzebuja przy kazdym
          dluzszym pobycie na sloncu uzywac kremow z filtrem 60
          czy wiecej...

          nie odbierz mnie zle - nie probuje Ci niczego udowodnic
          bo sam jestem wielkim fanem Autralii i Nowej Zelandii
          (za niecaly miesiac sam tam lece) ale zjawisko moim
          zdaniem b. grozne... sad a szkoda bo chcialbym bez
          stresu polezec sobie na plazy bez kozucha na sobie.
          • luiza-w-ogrodzie Re: Advance Australia Fair + slonce 08.02.02, 00:49
            Zbylu,

            Owszem, sloneczko w Australii moze byc grozne, coz, taki tu klimat i jest to
            naprawde MALY SZCZEGOL w porownaniu z caloksztaltem zycia tutaj. Styl zycia
            jest zdrowszy niz w Polsce, klimat tez. Sa wypracowane sposoby na unikniecie
            niebezpieczenstw takich jak rak skory.

            1. Unikac slonca miedzy 11 rano a 3 o poludniu (siedziec pod parasolem,
            drzewem, zakladac koszulki anty-UV, kapelusze, okulary)
            2. Nie opalac sie metoda nalesnika na patelni. Na plazy po tym mozna odroznic
            Australijczyka od turysty - ten ostatni rozdziewa sie prawie do naga i lezy na
            piasku chlonac slonce kazdym milimetrem skory.
            3. Uzywac kremow przeciwslonecznych, gdy sie juz rozbierzesz.
            4. Odwiedzac Skin Cancer Clinic.

            Regularnie plywam, wiec spedzam duzo czasu w wodzie, w odkrytym basenie, ale
            slonce nie spedza mi snu z powiek: uzywam kremu, chodze do kliniki dwa razy w
            roku, zas idac na plaze na caly dzien zabieram koszulke anty-UV i namiot
            plazowy. Makijaz ktorego uzywam zawiera skladniki chroniace przed
            promieniowaniem UV (oprocz raka mozna dorobic sie na sloneczku prozaicznych
            zmarszczek i tym sie bardziej martwie wink). Moje dzieci sa wytrenowane w
            rezimie przeciwslonecznym i jak dla wiekszosci australijskich dzieciakow jest
            to dla nich normalne ze slonce jest grozne.

            Zycze spedzenia wielu milych chwil na australijskich plazach - marzec juz moze
            byc troche chlodny, ale ocean bedzie mial 23 stopnie. Baw sie dobrze, Zbylu

            Opalona Luiza-w-Ogrodzie
            • Gość: maz Re: Advance Australia Fair + slonce IP: *.arach.net.au 08.02.02, 04:47
              Luiza - nie przesadzaj.
              Australijczycy ,a szczegolnie Australijki lubia wystawiac swoje wdzieki do
              slonca i czesto widac jak leza plackiem na plazy.Popularne sa rowniez plaze dla
              nudystow i tzw kluby "sunseekers" czyli tez dla nudystow.
          • Gość: Piotr God Defend New Zealand IP: *.dialup.xtra.co.nz 08.02.02, 11:20
            Gość portalu: zbylu napisał(a):

            >
            > otoz wg stastystyk w Nowej Zelandii rocznie srednio
            > dochodzi do 200.000 przpadkow zachorowan na raka skory
            > - to b. duzo moim skromnym zdaniem na tak male
            > spoleczenstwo.
            >

            Bylbym wdzieczny za podanie zrodla tych danych. Sam niedawno czytalem,
            ze liczba przypadkow czerniaka w NZ spada w poniewaz ludzie bardziej na
            slonce uwazaja. Czyba troche pogrzebie aby te dane zweryfikowac...
            Slonce owszem, bywa tu wredne (poparzenia slonecznego mozna dostac
            w kilkanascie minut), ale wystarczy nabrac kilku prostych przyzwyczajen:

            - krem z filtrem 30
            - kapelusz
            - nie lazic za duzo po otwartym terenie kolo poludnia.

            Coraz czesciej tez widuje ludzi z parasolkami w dni sloneczne. Inna zwiazana
            ze sloncem uciazliwoscia jest mala ilosc pylu w atmosferze. Powoduje to, ze
            rano i wieczorem mozna dostac z niskiego kata ostrym swiatlem prosto w oczy.
            Bywa przykre przy jezdzie samochodem lub rowerem - dobrze jest miec pod reka
            ciemne okulary.
            Jesli chodzi o Nowa Zelandie (tutaj Australijczycy beda udowadniac wyzsosc
            swojego kraju) to liczba dni slonecznych jest znacznie mniejsza niz w Australii
            (dla Auckland chyba kolo 200 rocznie) - deszcz czasami bywa mila odmiana czasami
            bywa uciazliwy - zalezy ile trwa.
            Tak wogole to jak komus ma sie cos przykrego przydarzyc, to sie zdarzy gdzie by nie
            pojechac. W Nowej Zelandii predzej czy pozniej trafi sie na silne trzesienie ziemi,
            a jak ktos ma pecha to zalapie sie i na wybuch wulkanu. W Australii mozna zalapac
            sie na pozar buszu, cos malego i jadowitego albo cos duzego i zebatego. W Polsce
            mialem watpliwa przyjemnosc byc we Wroclawiu i okolicach Opola podczas powodzi
            w 1997. Po mordzie natomiast mozna dostac w kazdym kraju.

            Przykrosci ze strony natury moga byc podobne dokladnie wszedzie - dla mnie wieksze
            znaczenie maja potencjalne przykrosci ze strony ludzi. Podpisuje sie pod tym co napisal
            Stary obiema rekami, dodam tylko ze w moim jak na razie krotkim pobycie w tym
            kraju jedna roznica w stosunku do Polski ma ogromne znaczenie: tutaj nie musze sie
            zastanawiac czy, komu, za co i ile dac w lape. Nigdy tego nie umialem robic przez co
            stwierdzilem, ze do zycia w Polsce jestem kompletnie nieprzystosowany.

            Tez lubie sobie czasami zanucic "God Defend New Zealand" - moze nie ma tak chwytliwej
            melodii jak hymn australijski, ale coz lubie ten kraj i tyle. I moga sobie Australijczycy
            (szczegolnie ci z nowozelandzkim obywatelstwem) wieszac psy na NZ. Owszem, nie dorobie
            sie wielkich pieniedzy, jezdze 9 letnim samochodem, jak sobie kupie dom to bede go
            splacal przez 20 lat, czasami pada przez 2 dni pod rzad - ale - zyje sie jakos spokojniej,
            bezpieczniej, mniej stresowo, dookola jest zielono jak cholera - wybralem sobie ten
            kraj na dobre i na zle, lubie go i zostaje. A dziura ozonowa czy wulkan pod stopami
            wedlug mnie nie umywaja sie do polskiego piekielka.

            Piotr
            • Gość: zbylu Re: God Defend New Zealand IP: *.*.*.* 08.02.02, 11:38
              nareszcie sie odezwales Piotrze smile

              pytasz o zrodlo:

              www.wce.ac.nz/cancer/lifestyles_sun/signs.html

              oto one. smile

              chyba wpisalem o jedno '0' za duzo w tych statsach - my
              fault smile
              ale zjawisko jako takie jest grozne...

              anyway - bede mial okazje sie sam o tym przekonac bo 28
              lutego jak wszystko pojdzie OK mam samolot do Auckland.
              wiec obaczymy... szkoda jednak ze problem dziury
              ozonowej tak pechowo zgromadzil sie w okolicach
              antypodow sad((

              pozdrowienia!
      • Gość: G'day Re: Advance Australia Fair IP: *.tmns.net.au 16.02.02, 06:17
        Gość portalu: zbylu napisał(a):

        > popieram w 100% to co napisales.
        >
        > napisz jednak cos o australijsko-nowozelandzkich
        > problemach z dziura ozonowa - ostatnio dowiedzialem sie
        > o tym i troche to ostudzilo moj zapal na emigracje w ta
        > czesc swiata w ktorej Slonce jest piekne jak nigdzie




        > indziej ale nie mozna z niego korzystac sad((
        >
        > czy to prawda ???

        Absolutna!!! i jezeli to ma byc powodem twojej decyzji to w zadnym przypadku
        Australia nie jest dla ciebie.

    • luiza-w-ogrodzie Re: Advance Australia Fair 08.02.02, 00:32
      Stary,

      Jak zwykle hymn pochwalny ku czci Australii...

      Pokazales dwa krancowe sposoby na zycie w Australii, ale mozna zyc "pomiedzy",
      zapewniam Cie. Znam duzo ludzi ktorzy sie tu dorobili w ciagu 8-10 lat, teraz
      zwolnili tempa i zyja cieszac sie australijskim luzem. Co powiedziawszy, musze
      wspomniec ze znam takich, ktorzy od pierwszej minuty wiedzieli, ze oni tu tylko
      na chwile, zeby sie dorobic - zazwyczaj narzekaja na wszystko co australijskie,
      po paru latach wracaja do Polski i sa nieszczesliwi.

      Sama siedze tu prawie 10 lat, pierwsze 4 lata przeszlam bardzo ciezko dzieki
      zawirowaniom w zyciu osobistym, a przeciez nigdy mi do glowy nie przyszlo, ze
      zle wybralam miejsce do zycia. Owszem, nie wszystko tutaj jest uslane rozami
      ale mnie tu dobrze i podzielam Twoj fanatyzm wink

      Stary, oprocz fanatyzmu dzielimy to samo zboczenie: pod prysznicem albo jadac
      do pracy czesto spiewam OBIE zwrotki "Advance Australia Fair". Na przemian
      z "Once a jolly swagman camped at a billabong/under a shadow of coolibah
      tree..."

      Zycze wielu lat spiewania

      Luiza-w-Ogrodzie
      • Gość: maz Re: Advance Australia Fair IP: *.arach.net.au 08.02.02, 00:53
        Jeszcze raz ,wszystko sprowadza sie do kazdego czlowieka indywidualnie.
        To tylko od nas zalezy sukces ,czy porazka ,a nie od miejsca zamieszkania.
        Australia jest OK ,ale osobiscie jestem z takich co prawie wszedzie czuja sie
        dobrze ,a pisze to na podstawie doswiadczen z podrozy i mieszkania w kilku
        czesciach swiata.
        Co do tej dziury ozonowej,to nie ma co wpadac w panike.Tak jak pisal Stary
        AIDS istnieje a ludzie sie dupcza ,mozna dozucic do tego palenie
        papierosow ,czy chocby jazde samochodem .
        Jezeli w Australi ktos lubi sporty wodne lub chociaz samo przebywanie nad
        woda,to radzil bym uzywac kremow filtrujacych ,juz moze nie tylko z obawy przed
        rakiem skory ,ale chocby jako oslone przed poparzeniem ,bo odbicia slonca od
        wody sa bardzo intensywne i latwo mozna sie zrobic na "lobster",a szczegolnie
        zalecane jest to dla ludzi przyjezdzajacych z krajow o niskim stopniu
        naslonecznienia.
    • optymistka Re: Advance Australia Fair 08.02.02, 08:06
      Gość portalu: Stary napisał(a):
      > Ostatnio dużo się tu dyskutuje, czy warto z Polski wyemigrować. >


      * odwieczna tęsknota do czegoś innego, z nadzieją lepszego*


      > Komfort psychiczny i ogólna wygoda z tego, że za granicą nikt ci nie chce
      wleźć na głowę,>
      > Mieszkanie za granicą po to, żeby mieć stabilność, pewność jutra dla siebie
      i rodziny, >



      * Większość marzy o tym co powyżej, dla tych rzeczy chętnie opuściłaby
      Polskę.
      Ponieważ, bez pieniędzy nigdzie żyć się nie da, więc są pytania
      o pracę i płace. *




      > Po raz kolejny, jak codzień od ponad dwudziestu lat, dziekuję dobremu Panu
      > Bogu, że kiedy byłem młody, dał mi dość odwagi, powiedzieć głośno: "pierdolę,
      nie wracam".>


      *Zapominasz dodać, że dzieki temu, iż pochodzisz z Polski - jesteś
      teraz tu gdzie jesteś, zadowolony jak mówisz.
      Był to czas, kiedy mogliście wyjechać, przyjmowano was bez większych
      problemów (bez znajomości języka, konkretnego zawodu), za to też wypadałoby
      podziękować Najwyższemu.
      Dziś niestety nie ma takich mozliwości wyjazdu !
      A wielu by chciało, własnie dla tego komfortu psychicznego.

      Pozdrawiam wszystkich szczęśliwców w Australii, kraju moich marzeń.
      • Gość: Stary Re: Advance Australia Fair IP: *.clover.com.au 08.02.02, 11:05
        optymistka napisał(a):

        >
        >
        >
        > > Po raz kolejny, jak codzień od ponad dwudziestu lat, dziekuję dobremu Panu
        >
        > > Bogu, że kiedy byłem młody, dał mi dość odwagi, powiedzieć głośno: "pierdo
        > lę,
        > nie wracam".>
        >
        >
        > *Zapominasz dodać, że dzieki temu, iż pochodzisz z Polski - jesteś
        > teraz tu gdzie jesteś, zadowolony jak mówisz.
        > Był to czas, kiedy mogliście wyjechać, przyjmowano was bez większych
        >
        > problemów (bez znajomości języka, konkretnego zawodu), za to też wypadałob
        > y
        > podziękować Najwyższemu.
        > Dziś niestety nie ma takich mozliwości wyjazdu !
        > A wielu by chciało, własnie dla tego komfortu psychicznego.
        >
        > Pozdrawiam wszystkich szczęśliwców w Australii, kraju moich marzeń.




        Myscie i wyscie - wyscie mogliscie a mysmy nie moglismy... Mysl tak dalej, a do
        konca zycia bedziesz uboga duchem i sfrustrowana.

        Po pierwsze,
        wielu sie nie zdecydowalo, chociaz mogli, wiec interwencja boska umozliwiajaca
        wziecie odwagi w obie rece byla zdecydowanie pomocna; wielu sie zreszta nie
        przystosowalo psychicznie i wrocilo, byly przypadki samobojstw, alkoholizm,
        prostytucja. Luksusu Zachodu jakos w tamtych latach nie zauwazylem. Moment
        historyczny byl taki, jaki byl, a za historie XX wieku osobiscie nie odpowiadam.

        Po drugie,
        wielu, ktorzy chcieli, nie zalapalo sie. Nikogo nie przyjmowano "na krzywy ryj"
        za same miejsce urodzenia, zawsze byla mniejsza lub wieksza selekcja, na kazdego
        Polaka wypadalo w kolejce trzech Rumunow, jeden Wegier i dwoch NRD-owcow. Nie
        wiem, jak kto, ale ja znalem juz wowczas biegle angielski w mowie i pismie,
        mialem tez zawod, doswiadczenie i zachodnie referencje, nikt mi laski nie robil.
        Moglem jechac do Australii, Kanady lub USA, zadecydowal okres oczekiwania, dla
        Australii najkrotszy.

        Po trzecie,
        Australia przyjmuje do dzisiaj 85 000 osob rocznie. Kryteria sa pod
        www.immi.gov.au, w ambasadzie Australii w W-wie mozna za 25 PLN kupic Migration
        Pack, gdzie wszystko jest wrecz lopatologicznie objasnione. Spelnic kryteria -
        prawda, ze ostre, ale kiedys na studia w Polsce byly takie same albo ostrzejsze -
        i w swiat. Tylko, ze w swiecie trzeba oderwac raczki od pupy i cos dla siebie
        zrobic, zamiast bezustannie narzekac, jaki to ten swiat Polakom niezyczliwy, bo
        jakby im byl zyczliwszy, to dopiero by pokazali!

        No i jeszcze trzeba miec odwage wlasnych marzen. Komfort psychiczny bez zadnego
        wlasnego wkladu i ryzyka moralnego to kazdy by chcial.

        • Gość: czytacz Re: Advance Australia Fair IP: *.dialup.optusnet.com.au 08.02.02, 13:59
          I to jest to,Stary!Podpisuje sie czterema lapami pod "to jedno" i "myscie i
          wyscie".Mam troche kontaktu z Polska i widze,ze ten problem wciaz pokutuje,
          ciagle jakies zale, pretensje,ze wam to dobrze itd.A ja wciaz pamietam okres
          wyjazdow,kiedy znajomi mowili mi abym dal znac jak tam jest to wtedy moze by
          sie zdecydowali itd..Lata mijaja i wciaz czekaja.Nie na moj znak tylko na
          wlasna decyzje,a w/w leca.Zawsze mozna,chciec to moc,tylko te raczki co z nimi
          zrobic aby od d... oderwac?
        • optymistka Re: Australia i piękna przyroda 08.02.02, 18:45
          Gość portalu: Stary napisał(a):
          < Mysl tak dalej, a do konca zycia bedziesz uboga duchem i sfrustrowana. >


          * Ja nie będę, bo radość życia mnie rozpierasmile
          Ale za to ty............., bo tak to juz jest; że z młodych,
          zbuntowanych wyrastają starzy sfrustrowani.*


          > Po pierwsze, wielu sie nie zdecydowalo, chociaz mogli>


          * I pewnie dziś swej decyzji nie żałują*


          < wielu sie zreszta nie przystosowalo psychicznie >


          * wiemy, wiemy *


          < Nikogo nie przyjmowano "na krzywy ryj" >


          * przynajmniej trzeba było byc na bakier z Polską, prawda ?*



          > No i jeszcze trzeba miec odwage wlasnych marzen.>

          * A może nie brak odwagi, tylko klatka zwana "brak pieniędzy"
          powstrzymuje niektórych od realizacji swych marzen.
          To prawda, że Australia jest krajem moich marzeń, ale nie jest to
          równoznaczne z emigracją. Ot poznać, pomieszkać kilka miesięcy w domku
          z widokiem na ocean, a najlepiej mieć taki swój domek na stałe.
          Poniewaz marzenia lubią się spełniac: kto wie, kto wie....










          • Gość: wess Re: Australia i piękna przyroda IP: *.tpgi.com.au 08.02.02, 19:12
            Zeby sie jakos dalo zyc sa moim skromnym zdaniem potrzebne 3 podstawowe
            elementy:
            zdrowie, szanujaca sie rodzina i sadysfakcja z wykonywanej pracy inaczej jest
            tylko wegetacja niezaleznie gdzie sie zyje
          • Gość: Stary Re: Australia i piękna przyroda IP: *.clover.com.au 08.02.02, 22:23
            optymistka napisał(a):

            > Gość portalu: Stary napisał(a):
            > < Mysl tak dalej, a do konca zycia bedziesz uboga duchem i sfrustrowana. 
            > 2
            >
            >
            > * Ja nie będę, bo radość życia mnie rozpierasmile



            Winszuje.



            > Ale za to ty............., bo tak to juz jest; że z młodych,
            > zbuntowanych wyrastają starzy sfrustrowani.*


            Bog zaplac za troske, ale tyle lat sobie poradzilem to i dalej jakos sobie
            poradze.
            >
            >
            > > Po pierwsze, wielu sie nie zdecydowalo, chociaz mogli>
            >
            > * I pewnie dziś swej decyzji nie żałują*


            Roznie, jak to w zyciu - jedni zaluja, inni nie.


            > < wielu sie zreszta nie przystosowalo psychicznie >
            >
            > * wiemy, wiemy *


            No i chwala Bogu ze i tacy sa - jakby im nie bylo, kto by ci dostarczal
            satysfakcji, optymistko?


            >
            > < Nikogo nie przyjmowano "na krzywy ryj" >

            > * przynajmniej trzeba było byc na bakier z Polską, prawda ?*


            ??? Mozesz rozwinac? Kraje osiedlenia rekrutowaly osiedlencow, potencjalnych
            obywateli, ludzi przydatnych dla wlasnych spoleczenstw, a nie komandosow do
            zrzutu na tylach Ukladu Warszawskiego. Nie wiem jak kogo, ale mnie nikt nie
            pytal, czy jestem na bakier, czy nie na bakier. Mozesz zreszta ten "bakier"
            zdefiniowac? Jesli chodzi ci o to, ze emigranci mieli dosyc PRL i nie chcieli tam
            dluzej mieszkac, to tak bylo, ale to "na bakier z Polską" brzmi jak Trybuna
            Ludu circa 1983. Wytlumacz, co masz na mysli.
            >
            >
            > > No i jeszcze trzeba miec odwage wlasnych marzen.>
            >
            > * A może nie brak odwagi, tylko klatka zwana "brak pieniędzy"
            > powstrzymuje niektórych od realizacji swych marzen.


            Ci, z ktorymi wyjezdzalem, rzadko mieli trzy grosze przy duszy.


            > To prawda, że Australia jest krajem moich marzeń, ale nie jest to
            > równoznaczne z emigracją. Ot poznać, pomieszkać kilka miesięcy w domku
            > z widokiem na ocean, a najlepiej mieć taki swój domek na stałe.
            > Poniewaz marzenia lubią się spełniac: kto wie, kto wie....


            No, a ja chcialbym miec magiczne ciasteczko, takie, zeby je zjesc, ale je dalej
            miec...i najlepiej zeby ono bylo za darmo...i dywan latajacy, i haslo do Sezamu...
            Marz dalej o magicznych silach, ktore ci zalatwia domek z widokiem na ocean. Do
            emigracji, a nawet mieszkania dluzej gdzies indziej trzeba chodzic po ziemi.
          • Gość: Mars Re: Australia i piękna przyroda IP: 195.94.204.* 14.02.02, 14:25
            optymistka napisał(a):


            > > No i jeszcze trzeba miec odwage wlasnych marzen.>
            >
            > * A może nie brak odwagi, tylko klatka zwana "brak pieniędzy"
            > powstrzymuje niektórych od realizacji swych marzen.
            > To prawda, że Australia jest krajem moich marzeń, ale nie jest to
            > równoznaczne z emigracją. Ot poznać, pomieszkać kilka miesięcy w domku
            > z widokiem na ocean, a najlepiej mieć taki swój domek na stałe.
            > Poniewaz marzenia lubią się spełniac: kto wie, kto wie....
            >
            Brak pieniedzy? To zwykla wymowka tych ktorzy boja sie realizowac swoje marzenia.
            Tak sie zlorzylo, ze mieszkalem przez kilka lat w Australii. Mimo iz wyjechalem
            tam z rodzicami, bylo to wbrew moim planom i zamierzeniom. Wyjezdzajac
            postanowilem, ze wroce. I wrocilem po 8 latach do Polski majac $300 dolcow w
            kieszeni nie bardzo majac gdzie mieszkac. Ale uparlem sie i udalo sie. Po 6
            latach mieszkania w Polsce moge stwierdzic, ze nie byl to dla mnie stracony czas.
            Bardzo wiele sie w tym czasie nauczylem, przedewszystkim tego, ze chciec, to moc.
            Nota bene, jest to jedna z rzeczy ktora strasznie mnie w Polsce denerwuje.
            Zamiast zaczac dzialac, to wiekszosc polakow rozklada rece i jeczy, ze im sie
            nalezy.
            • Gość: Sylwia Re: Australia i piękna przyroda IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 14.02.02, 14:59
              Gość portalu: Mars napisał(a):
              < mieszkalem przez kilka lat w Australii. Mimo iz wyjechalem tam z rodzicami,
              bylo to wbrew moim planom i zamierzeniom. Wyjezdzajac postanowilem, ze wroce.
              I wrocilem po 8 latach do Polski. Po 6 latach mieszkania w Polsce moge
              stwierdzic, ze nie byl to dla mnie stracony czas. >



              Tak bardzo podoba mi sie Twoja wypowiedź, że nie mogłam sie oprzeć
              by sie nie odezwać.
              Wiele lat temu, gdy oboje z mężem chcielismy wyjechać z Polski,
              właśnie nasze dzieci powiedziały "NIE".
              Ostatecznie zostaliśmy, nie jest nam źle tutaj, lecz w moim sercu
              chyba juz na zawsze pozostanie taka "malutka ciekawość" tego, czego
              nie poznałam.

              Co przeważyło, że wybrałeś Polskę ??
              Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i życzę wszelakiej pomyslności.


    • Gość: Lombat Re: Advance Australia Fair IP: *.uws.edu.au 18.02.02, 01:00
      Dziekuje Stary za doskonala wypowiedz o tym, czego nalezy
      oczekiwac na emigracji. Dla mnie emigracja to czas spedzony by
      zostac pelnoprawnym czlonkiem spolecznosci, w ktorej dobry Bog
      dal mi szanse zyc i pracowac. Niestety wsrod znajomych imigrantow,
      niekoniecznie z kraju nad Wisla, mozna spotkac postawy roszczeniowe
      Niekiedy spotykamy takze osobnikow przygotowanych do strzyzenia
      glupich australijskich baranow. Po kilku spotkaniach z takimi zaczelem
      rozumiec Paulinke H.
      P.S.Stary fajnie piszesz ale gdzie jadac z lotniska jedziesz 110 km/h ?

      Z szacuneczkiem
      Lombat (zachodnio-) Sydnejski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka