radca
15.03.04, 17:34
bydgoszcz.naszemiasto.pl/wydarzenia/347699.html
" Wybór ojca
Poniedziałek, 15 marca 2004r.
Jarek Pińkowski, ojciec pięciorga dzieci, które do jutra mają być odebrane
rodzicom i oddane do domu Dziecka w Trzemiętowie - o czym pisaliśmy w
piątkowym Magazynie ?Expressu? - w czwartek wieczorem powiesił się na klamce
u drzwi łazienkowych.
Gdy go odcięto, był już siny, z niewyczuwalnym tętnem. Teraz o jego życie i
zdrowie walczą lekarze Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu
nad Wisłą. Nie wiadomo, jak długo mózg był niedotleniony i czy Jarkowi
kiedykolwiek wróci świadomość.
Już przed wypadkiem leczył się w poradni zdrowia psychicznego, a na swoim
koncie miał prawie dwadzieścia prób samobójczych. Po raz pierwszy jednak nie
posłużył się lekami psychotropowymi i zostawił list pożegnalny obciążający
wymiar sprawiedliwości.
W piątkowym wydaniu magazynu ?Expressu Bydgoskiego? opisaliśmy tragedię
zamieszkałej w podbydgoskim Cielu rodziny Pińkowskich. Na wniosek kuratora
sprawującego dozór nad dziećmi po ograniczeniu władzy rodzicielskiej Sąd
Okręgowy w Bydgoszczy postanowił umieścić całą piątkę pociech (wszystkie w
wieku szkolnym) w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Decyzję taką sąd
uzasadnił informacjami uzyskanymi od kuratora i brakiem współpracy rodziców z
nim, lekarzami i szkołą. Wspomniał również o agresywnym zachowaniu ojca,
problemach wychowawczych z dziećmi w szkole i ?niewydolności wychowawczej?
matki.
Dla dzieci, nawet tych sprawiających trudności wychowawcze, a tym bardziej
dla rodziców, decyzja sądu, na dodatek wskazująca datę - do 16 marca
bieżącego roku - była niechcianym i krzywdzącym wyrokiem. Dla nich dom
rodzinny, nawet przeludniony, ale z rodzicami, choćby niewydolnymi
wychowawczo, znaczył więcej aniżeli najlepszy nawet dom dziecka, zapewniający
spokój i lepsze warunki do nauki. Im bliżej było terminu, tym bardziej
miotali się Pińkowscy. - Broniliśmy się przed oddaniem dzieci - ale jakie
szanse ma rodzina uboga i niewykształcona? -z żalem pyta Ewa. - Nawet po
wypadku pani z opieki społecznej powiedziała, że ani artykuły w gazecie, ani
nic innego nam nie pomoże i dzieci i tak będą od nas zabrane. Dodali nam 200
złotych na sklep i tyle pomocy gminy.
Jarek też nie widział żadnych szans na uratowanie dzieci, oprócz, jak to
nazwał, swego poświęcenia. Krytyczny wieczór
Oszczędzali, więc szybko kładli się spać: żeby nie wypalać światła. Grało
radio, oglądali po cichutku program w telewizji. Nagle, dziesięć minut przed
dziesiątą wieczór, Jarek wyszedł na korytarz i, jak mówią dzieci, zrobiło się
jakoś cicho.
- Pomyślałam, że jest w toalecie i że ja też pójdę się umyć. Wyszłam na
korytarz i wtedy go zobaczyłam. Na podłodze, z przywiązanym do klamki
sznurkiem do wiązania worków na szyi. Wpadłam w taką panikę, że nawet go nie
odcięłam, zrobił to szwagier, po którego pobiegłam do mieszkania teściowej
piętro niżej. To on udzielił mężowi pierwszej pomocy.
Reanimacja nie przyniosła rezultatów, bo Jarka pogotowie zabierało
nieprzytomnego. Trafił na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej w bydgoskim
Bizielu, potem przewieziono go do szpitala w Świeciu. Przyjechała policja,
prokuratura. Wzięli ze sobą list pożegnalny Jarka.
?Do Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy. Proszę o wszczęcie śledztwa przeciwko
sędzinie ... (imię i nazwisko znane redakcji), która chce mi zabrać dzieci
bezpodstawnie. Dzieci bardzo przeżywają odejście od rodziców i dlatego ja
odebrałem sobie życie - przez sędzinę (to samo nazwisko) - żeby uratować
dzieci. Jest Pani tego winna - mojej śmierci. Za moją śmierć i poświęcenie
powinna odpowiadać pani (nazwisko sędziny) przed Najwyższym Trybunałem. Życzę
Pani odpowiedniej kary. Jarosław Pińkowski. 11.03.2004.? "
- jestem glebko poruszony i wstrzasniety ta tragedia i zadaje sobie pytanie:
+ czy musialo do tego dojsc + ?
radca