grafiti
11.09.04, 04:12
http://www.kontrateksty.pl/index.php?
action=show&type=news&newsgroup=3&pf=1&id=274
Gosc w dom – wróg w dom, czyli jak Polska traktuje uchodzców z Wietnamu
Krzysztof Lozinski :: Polska :: 5 wrzesnia 2004, 14:05
Siedze przy jednym stole z kilkoma Wietnamczykami. Wsród nich drobna kobieta
w ciazy. Uciekla z Wietnamu przed procesem. Grozi jej wiele lat wiezienia, a
zeby tylko wiezienia – obozu koncentracyjnego o warunkach, przy których
bledna stalinowskie lagry, po torturach, przy których blednie Pawiak i Al.
Szucha. Zlapano ja na kolportowaniu nielegalnych wydawnictw. W ostatniej
chwili uciekla do Polski. Polska odmówila jej statusu uchodzcy, bo wedlug
polskich urzedów Wietnam, z siecia obozów koncentracyjnych, z powszechnym
stosowaniem tortur, z azjatyckim okrucienstwem wobec wszelkiej opozycji,
jest „krajem bezpiecznym”. Polski urzednik stwierdzil, ze skoro sprzedawala,
a nie rozdawala, „bibule”, to prowadzila „dzialalnosc gospodarcza”, wiec nie
jest uchodzca politycznym. I mówi to urzednik polskiego panstwa, które
uzyskalo wolnosc po tym, jak wszystkie podziemne wydawnictwa ksiazkowe, Nowa,
Krag, CDN… sprzedawaly swoje produkty!
Wietnamskie mity
Ludzie uciekaja z Wietnamu, bo w tym kraju rzadzi nieludzki rezim, panuje
terror i panuje nedza. Brak jest rzetelnych badan, na podstawie których mozna
by stwierdzic, jaka czesc uchodzców emigruje z powodów politycznych. Istnieja
jednak dane posrednie pozwalajace przypuszczac, ze jest to polowa przybyszów
z Wietnamu do Polski. Byc moze jest to nawet wieksza czesc populacji
Wietnamczyków w Polsce. Obecnie przebywa w Polsce okolo 30 tysiecy
Wietnamczyków, a kilka lat temu bylo to nawet 50 tysiecy. Znaczna czesc z
nich przebywa nielegalnie, bo legalnie przebywac nie moze z przyczyn lezacych
po stronie Panstwa Polskiego. Polacy na ogól blednie uwazaja Wietnamczyków za
imigrantów ekonomicznych.
Ogromna fala ucieczek z Wietnamu rozpoczela sie zaraz po zwyciestwie
komunistów w krwawej wojnie Pólnocy z Poludniem. Zginelo w niej okolo 20
milionów ludzi, z czego znaczna wiekszosc z reki wojsk komunistycznych.
Ludzie Zachodu nie znaja historii Wietnamu i historii tej wojny. Wiekszosc z
nich zyje w przekonaniu, ze byla to inwazja Stanów Zjednoczonych na
niepodlegly Wietnam, zas Vietkong byl „partyzantka narodowo wyzwolencza”.
Jedyna zbrodnia tej wojny, o jakiej slyszeli, to zbrodnia w My Lai, gdzie
zolnierze USA zabili okolo 300 osób. O tym, ze komunisci zabili w tym kraju,
w czasie wojny i po jej zakonczeniu, kilkanascie milionów ludzi, Zachód nie
chce wiedziec. Nie chce tez przyjac do wiadomosci, ze Vietkong byl regularna,
umundurowana, jednolicie (i bardzo obficie) uzbrojona armia inwazyjna
Pólnocy. Uzywal czasami metod partyzanckich, ale uzywal tez artylerii oraz
napalmu. Powszechna jest niewiedza o tym, ze walki toczyly ze soba ogromne,
kilkumilionowe, armie Pólnocy i Poludnia, i to na nich, a nie na Amerykanach,
spoczywal glówny ciezar tej wojny. Zupelnie nieznany jest na Zachodzie udzial
w tej wojnie ZSRR i Chin.
Wypaczony obraz tej wojny wynieslismy z filmów, takich jak „Pluton” i „Czas
Apokalipsy”, filmów zreszta swietnych, ale ludzie Zachodu na ogól nie
rozumieja, ze demokracje, takie jak USA, otwarcie ujawniaja zbrodnie swych
wojsk, zas dyktatury o swych zbrodniach hermetycznie milcza lub wrecz klamia.
Dyktatury dopuszczaja sie znacznie wiekszych zbrodni, ale nie ma tam
rozrachunkowych filmów i dziel literackich. Nie ma zadnego rozrachunku –
zbrodniarze dostaja ordery. Komunisci równali z ziemia wsie, zakopywali ludzi
zywcem w ziemi, trzymali w „tygrysich klatkach”, palili napalmem. Tymczasem
ludzie Zachodu przypisuja napalm tylko Amerykanom, tak jakby bylo on ich
wynalazkiem (byl w powszechnym uzyciu od I wojny swiatowej). Zbrodniarze
amerykanscy z My Lai staneli przed sadem, zbrodniarze z Vietkongu dostawali
awansy.
Za ten wypaczony obraz placi dzis ludnosc Wietnamu, bo zwyciezcy komunisci
nie spotkali sie z potepieniem swiatowej opinii. Potepienie zarezerwowano
wylacznie dla USA. To dlatego polski urzednik wysyla do Wietnamu mloda
dziewczyne w ciazy, na wieloletnie wiezienie i tortury, moze nawet na smierc.
To dlatego uwaza on Wietnam za „kraj bezpieczny”.
Gdy waleczny Vietkong na kilka godzin zajal miasto Hue, jedyna rzecza, jakiej
dokonal bylo rozstrzelanie kilku tysiecy ludzi uznanych przez komisarzy za
inteligentów. By dostac kule wystarczylo nosic okulary. Masowe mordy
kontynuowano po zdobyciu Poludnia. Nie ma na ten temat scislych danych, ale
prawdopodobnie zamordowano wtedy okolo miliona ludzi. Kolejna zbrodnia byla
gehenna „boat peoples”. Ludzie uciekali przez morze na sajpanach i malych
lódkach. Strzelaly do nich kutry patrolowe marynarki Pólnocy, w tym jednostki
nalezace do ZSRR, a tylko przemalowane na wietnamskie. Sowieckie mysliwce
posylaly na dno kruche lódki nie troszczac sie o los rozbitków, którym na
pelnym morzu nikt nie przychodzil z pomoca. Zginelo, wedlug szacunków, 700
tysiecy ludzi. Nieliczni, którzy przezyli, dotarli miedzy innymi do Hong
Kongu, gdzie zostali internowani. Trzymano ich przez wiele lat za drutami.
Buntowali sie – strzelala do nich policja. Po latach wydano ich Wietnamowi,
gdzie najczesciej trafili do obozów koncentracyjnych. Czesc z nich, to bylo
juz nowe pokolenie mlodych ludzi, nastolatków i dzieci urodzonych w obozie
internowania. Byly tam nawet dzieci rodziców, którzy sami urodzili sie za
drutami. Wedlug autorek jedynej ksiazki o Wietnamczykach w Polsce, Teresy
Halik i Ewy Nowickiej, byla to „emigracja edukacyjna”.
Szerzacy sie w tej chwili w czesci panstw Zachodu antyamerykanizm i mit
hippisów unikajacych udzialu w wojnie wietnamskiej powoduja, ze zbrodniami
wietnamskich komunistów zajmuja sie bardzo niemrawo nawet takie organizacje
jak Amnesty International, które z drugiej strony bardzo starannie
dokumentuja najmniejsze nawet naduzycie ze strony USA. To tez bije w
zniewolony naród. Stereotyp zlych Amerykanów i dobrego Vietkongu jest tak
mocny, ze nawet dziennikarze, wymieniajac „ostatnie bastiony komunizmu” na
swiecie, wymieniaja Kube, Koree Pólnocna, Chiny a pomijaja Wietnam, Laos i
Kambodze. Zupelnie tak, jakby w Wietnamie rzadzili demokraci a Hun Sen byl
liberalem.
Droga do Polski
Polska polityka wizowa wobec Wietnamu da sie strescic jednym haslem – zadnych
wiz dla Wietnamczyków! Wizy do Polski dostaja tylko funkcjonariusze rezimu i
wyjezdzajacy na oficjalne imprezy, zwykli ludzie nie. Opozycjonisci – tym
bardziej nie. Dlaczego tak sie dzieje? Niestety w naszym MSZ ciagle maja
bardo silne wplywy ludzie, którzy razem z wietnamskimi towarzyszami
studiowali na Akademii Im. Feliksa Dzierzynskiego w Moskwie. Dziala tez
prorezimowy lobbing niektórych poslów SLD, miedzy innymi Piotra
Gadzinowskiego i Cezarego Stryjaka oraz czesci srodowiska akademickiego
zwiazanego z simologia i wietnamistyka. Ambasada w Hanoi i konsulat w
Sajgonie wyjasniaja, ze otrzymaly „stanowisko Strazy Granicznej”, mówiace, ze
Wietnamczyków „i tak sie nie wpusci na teren RP”. Jesli jest to prawda, to
znaczy, ze Straz Graniczna prowadzi nielegalna polityke imigracyjna, do czego
absolutnie nie ma prawa.
Droga ucieczki do Polski zaczyna sie dla Wietnamczyka od poteznej lapówki
danej milicjantowi (4-10 tys. dolarów). Dla tych ludzi to suma astronomiczna.
W Wietnamie nie ma mafii, ani gangów na wzór chinski. Te role spelnia milicja
i partia. To milicja zajmuje sie nielegalnymi przerzutami ludzi za granice.
Zatrzymanemu opozycjoniscie milicja czesto stawia wrecz ultimatum –
emigrujesz (oczywiscie placac za to nam) lub idziesz siedziec. Uciekinier
jest przekonany, ze poza gra