Dodaj do ulubionych

Kolorowe Toronto - z serii : Bozena L. opisuje

IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:34

Do konca roku co trzeci mieszkaniec ponadczteromilionowej metropolii Toronto
bedzie zaliczal sie do grup etnicznych, taktownie okreslanych jako "widoczne
mniejszosci". Mówiac mniej grzecznie - "kolorowych i skosnookich". Poza
setkami tysiecy przybyszów z Hongkongu, Chin, Korei, Wietnamu, Filipin,
Indii, Sri Lanki, Jamajki, sa jeszcze grupy etniczne nie nalezace do
"mniejszosci widocznych": ponad trzysta tysiecy Wlochów, ponad sto tysiecy
Portugalczyków, blisko sto tysiecy Polaków, dziesiatki tysiecy Ukrainców,
Greków itp. Co roku przybywa ponad siedemdziesiat tysiecy nowych przybyszów.

W Toronto jest w uzyciu ponad sto jezyków.

Podobne realia napotyka sie w innych wielkich miastach: Nowym Jorku, Los
Angeles i Miami, Vancouver i Montrealu, Londynie i Birmingham, Paryzu i
Marsylii, Berlinie i Hamburgu. Masowa imigracja jest problemem calego
bogatego swiata.
Tymczasem Polska staje wobec zadan "uszczelnienia" wschodniej granicy.
Domagaja sie tego Niemcy, domaga sie duza czesc polskiej opinii. Moze,
wyrzekajac sie emocji, warto zastanowic sie: czy masowa imigracja przynosi
zyski czy straty krajom docelowym? Czy uda sie uszczelnic granice?

Strata czy zysk

Na poczatku nalezy zrobic zasadnicze zastrzezenie. Opisy z Ameryki Pólnocnej
mozna przytaczac w kontekscie anegdotycznym, natomiast sytuacji na owym
kontynencie nie mozna w zadnej mierze porównywac z sytuacja w Polsce. Chodzi
tu nie tylko o nieporównywalna skale tych krajów i zjawisk. Chodzi równiez -
bedzie o tym mowa dalej - o kompletnie inna filozofie panstwa i inne
nastawienie do przybyszów. Lecz wlasnie dlatego warto o tym napisac.
W obecnej dekadzie USA przyjmuja od osmiuset tysiecy do miliona dwustu
tysiecy legalnych imigrantów co roku. Kanada, o dziewieciokrotnie mniejszej
liczbie ludnosci (zaledwie 30 milionów), bije rekordy: przyjmuje od dwustu
do dwustu piecdziesieciu tysiecy. To tak, jak gdyby Polska wpuszczala co
roku trzysta tysiecy przybyszów na stale.
Czy Waszyngton i Ottawa dzialaja z pobudek humanitarnych? Liczby sugeruja,
ze uchylanie bram granicznych musi sie oplacac.

Kwestia, czy imigrant pomnaza, czy uszczupla produkt krajowy, czy odbiera
prace miejscowym, czy tez wprost przeciwnie - przyczynia sie do powstania
nowych miejsc pracy, byla walkowana w mediach amerykanskich w zwiazku z
inicjatywa legislacyjna ograniczajaca naplyw imigrantów.

Z tej okazji w "Wall Street Journal" i "New York Timesie" przetoczyla sie
fala wypowiedzi za- i przeciwimigranckich. Szczuplosc miejsca pozwala mi na
przytoczenie tylko niektórych glosów.

Burza wybuchla po opublikowaniu przez senatora Spencera Abrahama,
przewodniczacego senackiej podkomisji ds. imigracji, danych, uzyskanych
przez zespól studiów nad imigracja Jamesa Smitha, ekonomisty z osrodka
badawczego Rand Corporation. Wedlug senatora, w wyniku symulacji ustalono,
iz imigracja do USA na obecnym poziomie przyczynia sie do wzrostu produktu
krajowego brutto o dwiescie miliardów dolarów rocznie. Abraham wyciagnal z
tego wniosek, iz w ciagu biezacej dekady poziom PKB w Stanach Zjednoczonych
wzrosnie, dzieki imigrantom, o gigantyczna wartosc dwóch bilionów dolarów.

To stwierdzenie okazalo sie nadinterpretacja danych. W dyskusji zabrali glos
dwaj profesorowie ekonomii z Uniwersytetu Harvarda, George Borjas i Richard
Freeman, obaj bedacy czlonkami wspomnianego zespolu. Wystepujac jednym
glosem w dyskusji, obaj uczeni zarzucili senatorowi manipulacje liczbami.
Ich konkluzja: imigranci przyczyniaja sie do wzrostu dochodów miejscowych
Amerykanów corocznie o sume netto od jednego do dziesieciu miliardów
dolarów.

Nowi imigranci (nie wszyscy!) bywaja dodatkowym obciazeniem dla budzetów
stanowych przez pierwsze dwadziescia lat swego pobytu w USA, dopiero pózniej
suma podatków przez nich placonych przewyzsza sumy doplat do ich pobytu, a w
dlugiej perspektywie - trzystu lat! - kazdy imigrant, za przyczyna wnuków i
prawnuków, wplaca w sumie o osiemdziesiat tysiecy dolarów w podatkach wiecej
do budzetu, niz z niego wyciaga. Jest to scisle fiskalne podejscie do
problemu: budzet stanowy - podatki kontra doplaty.

Natomiast przy szerszym, makroekonomicznym potraktowaniu problemu, okazuje
sie, ze rynek pracy i rynek kapitalowy zdecydowanie bardziej zyskuja, niz
traca na naplywie glodnych pracy przybyszów, zdecydowanych na harówke,
dorabianie sie, w perspektywie zas - zakladanie wlasnych interesów, które
wchlaniaja czlonków ich rodzin i innych czlonków tej samej grupy etnicznej.
Tylko dwie grupy ludnosci ponosza straty netto na rynku pracy: inni
imigranci, którzy musza konkurowac z najnowsza fala przybyszów, oraz ta
czesc miejscowej mlodziezy amerykanskiej, która nie konczy szkól srednich i
nie ma w zwiazku z tym zadnego przygotowania do pracy. Inne grupy ludnosci
zyskuja, i to wyraznie.

Przytoczylem powyzszy wyciag z argumentacji dwóch stron, aby unaocznic
konkluzje: ani jedna, ani druga strona nie kwestionuje faktu, iz imigracja
to oplacalny biznes. Róznia sie tylko ocena skali korzysci.

W innej fazie dyskusji na lamach wyzej wspomnianych dzienników zabrali glos
m.in. znany wszystkim George Soros oraz George Gilder, samodzielny pracownik
naukowy z Discovery Institute w Seattle. Soros napisal po prostu: gdyby w
latach czterdziestych Amerykanie stosowali obostrzenia imigracyjne, jakie
planuja obecnie, George Soros, obecnie obywatel amerykanski, z jego
rozlicznymi inicjatywami finansowymi i humanitarnymi, po prostu nie
zaistnialby w swiecie obrotu kapitalem oraz w swiadomosci spolecznej.
Urzednik imigracyjny nie wpuscilby ubogiego chlopca, wegierskiego Zyda,
który cudem ocalal z Zaglady, zle zas czul sie w kastowym spoleczenstwie
brytyjskim.

Geniusze z zagranicy

Drugi z autorów uzyl silniejszych slów i skojarzen w obronie imigrantów. Oto
synteza artykulu Gildera:
"Bez imigrantów USA nie zaistnialyby jako mocarstwo swiatowe. Bez imigrantów
USA nie zdolalyby zaprojektowac i wyprodukowac skomputeryzowanych rodzajów
broni, które zmusily ZSRR do szalonego wyscigu zbrojen, zakonczonego
kapitulacja. (...) Dzisiaj imigranci sa nam niezbedni juz nie z powodów
militarnych. Od naplywu ludzi z zewnatrz zalezy swiatowa dominacja
amerykanskiego przemyslu i nasza wysoka stopa zyciowa (...) Zeznajac
ostatnio przed komisja Kongresu, Ira Rubenstein, radca prawny firmy
Microsoft, oswiadczyl, ze zahamowanie naplywu imigrantów do USA
spowodowaloby 58-procentowy spadek zagranicznych dochodów jego firmy (...)
Amerykanskiej mlodziezy nie chce sie uczyc matematyki i nauk scislych. Jesli
mimo to Ameryka przewodzi swiatu w dziedzinie techniki, zawdziecza to
glównie przedsiebiorczosci i geniuszowi ludzi, zjezdzajacych do nas z calego
swiata. Decyzja ograniczajaca imigracje, rozwazana przez Kongres,
podminowuje podstawy amerykanskiego cudu cywilizacji technicznej".

W amerykanskich przepisach imigracyjnych jest klauzula, pozwalajaca na
szybkie wydanie zgody na wjazd osobom ubiegajacym sie o wize typu H-1B. Ten
typ wizy zarezerwowany jest dla kandydatów o najwyzszym poziomie
umiejetnosci w dziedzinach okreslanych przez wladze USA jako deficytowe.
Chodzi glównie o matematyków i programistów komputerowych, lecz równiez o
najwyzszej klasy specjalistów w innych dziedzinach, zwlaszcza o laureatów
nagród miedzynarodowych. W biezacym roku pula wiz tego typu wyniosla
szescdziesiat piec tysiecy i zostala wyczerpana do konca maja. W dwa
miesiace pózniej, Izba Reprezentantów i Senat w wielkim pospiechu uzgodnily
kompromisowa poprawke do ustawy imigracyjnej. Na mocy poprawki Amerykanie
przydzielili dodatkowe dwadziescia tysiecy wiz H-1B juz do konca wrzesnia, w
przyszlym roku podniosa limit do 95 tysiecy, w 2001 roku zas - do 115
tysiecy. Widac, ze istnieje kategoria imigrantów, za których USA gotowe sa
placic najwyzsza cene. Amerykanie wiedza, co robia.

Rok temu ogladalem program telewizyjny, poswiecony miedzy innymi firmie
Cypress Semiconductors w Kalifornii. Na dw
Obserwuj wątek
    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - ciag dalszy IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:36
      Rok temu ogladalem program telewizyjny, poswiecony miedzy innymi firmie
      Cypress Semiconductors w Kalifornii. Na dwunastu czlonków zarzadu, szesciu
      pochodzilo z Azji. Jedna trzecia zalogi - to imigranci. Na osmiu ostatnio
      przyjetych do pracy, wszyscy sa niedawnymi imigrantami. Szef firmy, T. J.
      Rodgers, twierdzi, ze kazdy pracownik przyjety do dzialu badan i rozwoju
      technicznego stwarza osiem nowych miejsc pracy. Nie ma mowy o zabieraniu
      pracy rodowitym Amerykanom.
      W Indiach, w takich osrodkach uniwersyteckich jak Bombaj, Hajdarabad i
      Bangalur, istnieja eksportowe wylegarnie specjalistów komputerowych. Obok
      nich kwitna biura posrednictwa pracy. Posrednik pracuje za pomoca telefonu i
      faksu: zbiera zamówienia z pólnocnoamerykanskiego rynku pracy i wychwytuje
      utalentowanych absolwentów. Nastepnie daje rekrutowanemu dwuletni angaz,
      darmowy bilet powrotny do USA lub Kanady (bilet musi byc powrotny, w
      przeciwnym razie ani Amerykanie, ani Kanadyjczycy nie dadza wizy) oraz
      dwuletnia wize upowazniajaca do podjecia pracy w jednym z tych dwóch krajów.
      Prawie nikt z rekrutowanych nie powraca do Indii. W ubieglym roku Indie
      wyslaly ta droga do Ameryki Pólnocnej okolo dwudziestu tysiecy absolwentów.
      Na przelomie stulecia ta liczba ma dojsc do stu tysiecy.

      Nie tylko specjalisci, równiez nisko kwalifikowani robotnicy, sa Ameryce
      potrzebni. Gospodarka Kalifornii weszlaby w gleboka recesje bez corocznego
      doplywu dziesiatków tysiecy migrantów, przewaznie nielegalnych, z Meksyku,
      Gwatemali i Salwadoru. Miejscowi nie chca wykonywac pracy i przyjmowac
      placy, na które godza sie nielegalni, zatrudniani natychmiast na
      plantacjach, w manufakturach tekstylnych, restauracjach. Lecz tu dotykamy
      kategorii migrantów, wywolujacych negatywne reakcje wsród zachodnich
      spoleczenstw i rzadów.

    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - czesc 3 IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:36
      Nielegalni i azylanci

      Oceny liczby nielegalnych migrantów sa trudne. Ujawniane bywaja (z pewnoscia
      nie calkowicie) przy okazji kolejnej amnestii, gdy nielegalni wynurzaja sie
      z podziemia. Liczbe nielegalnych, corocznie przenikajacych do USA,
      Waszyngton ocenia na kilkaset tysiecy do miliona. Jednak nikt naprawde nie
      wie, ilu ich przenika przez granice meksykanska - do Kalifornii i Teksasu.
      Amerykanie rozpoczeli tam budowe wysokiego muru granicznego. Przerwali
      budowe po protestach rzadu meksykanskiego. Pozostaja tysiace kilometrów
      plotu z drutem kolczastym, calodobowe patrole helikopterów i drogowe z
      noktowizorami wzdluz granicznej Rio Grande, rozswietlanie buszu reflektorami
      halogenowymi. Lecz schwytani i deportowani Latynosi zbieraja sily i próbuja
      szczescia ponownie - az do skutku. W czasie lipcowej fali upalów, gdy
      temperatura w Teksasie wahala sie od 40 do 45 stopni Celsjusza, teksascy
      farmerzy dokonywali makabrycznych odkryc. Setki latynoskich uciekinierów
      konczyly ziemska wedrówke na wysuszonych plantacjach bawelny i pastwiskach.
      W jednym przypadku znaleziono lezace pokotem czterdziesci dwa ciala.

      Okolo 26 milionów mieszkanców USA (blisko jedna dziesiata ludnosci) to
      ludzie urodzeni za granica - legalni imigranci. Liczba nielegalnych równiez
      idzie w miliony.

      Uprawnione jest pytanie: jesli naplyw imigrantów jest - jak wskazywalem
      wczesniej - zródlem bogactwa dla krajów docelowych, dlaczego wladze USA i
      innych krajów tak ostro przeciwstawiaja sie inwazji migrantów nielegalnych.
      Oczywiscie dlatego, ze - jak twierdza Amerykanie - gdybysmy nie wznosili
      barier zaporowych, wiekszosc ludnosci z krajów slabo rozwinietych
      zechcialaby wjechac do Ameryki z calym swym bagazem nedzy. Wiec nastawienie
      proimigracyjne jest jednak bardzo wybiórcze. Podania o imigracje ocenia sie
      obecnie glównie wedlug kryteriów wyksztalcenia i przydatnosci zawodowej.
      Coraz mniejsza wage ma argument o laczeniu rodzin, coraz wieksza -
      wyksztalcenie, mlody wiek, perspektywa szybkiej adaptacji na rynku pracy.

      Coraz rzadziej rzady sklonne sa tez przyznawac wjezdzajacym status uchodzcy
      politycznego, co laczy sie z natychmiastowymi doplatami ze skarbu:
      automatyczny przydzial zapomóg, darmowe kursy jezyka, subwencjonowane
      mieszkania. Nie humanitaryzm, lecz koszty staly za decyzja brytyjskiego
      rzadu z 27 lipca, na mocy której trzydziestu tysiacom azylantów hurtem
      przyznano prawo do stalego pobytu, jednoczesnie wycofujac sie z udzielania
      zapomóg pienieznych dla oczekujacych na przyznanie tego prawa. Bywalo, ze
      azylant czekal na decyzje do osmiu lat. Zapomogi dla azylantów kosztowaly
      rzad brytyjski czterysta milionów funtów rocznie.

    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - czesc 4 IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:37
      W Europie ostrzej

      Co piaty mieszkaniec Szwajcarii jest imigrantem. W Niemczech - co jedenasty,
      we Francji - co pietnasty. W Brukseli - co dwudziesty mieszkaniec jest
      Polakiem lub Polka. Wedlug londynskiego tygodnika "Economist", w Europie
      Zachodniej jest juz ponad piec milionów nielegalnych migrantów. O sytuacji
      we Wloszech swiadcza lipcowe bitwy miedzy policja i pólnocnoafrykanskimi
      przybyszami, zaludniajacymi wyspy Lampedusa i Pantelleria, polozone blisko
      wybrzeza Tunezji. Nielatwo jest pozbyc sie zdesperowanych przybyszów,
      uciekajacych przed nedza.

      Azylantów, czyli uciekajacych przed wojna lub przesladowaniami, wedlug prawa
      miedzynarodowego, pozbywac sie nie wolno. Jesli jednak w trakcie ucieczki
      zaczepili oni choc na chwile o kraj, uwazany za bezpieczny, wolno ich don
      deportowac.
      Z powyzszej mozaiki przykladów z Ameryki Pólnocnej i Europy Zachodniej mozna
      wyciagnac wnioski:
      1. Najkosztowniejsza dla kraju docelowego kategoria imigrantów sa azylanci;
      2. Najklopotliwsza, najbardziej kryminogenna - migranci nielegalni;
      3. Korzystna, w dluzszym terminie, kategoria jest imigracja legalna,
      kwalifikowana pod wzgledem wieku i przydatnosci zawodowej;
      4. Prawdziwa zyla zlota dla kraju docelowego sa imigranci mieszczacy sie w
      kryteriach amerykanskiej wizy H-1B.

      Obraz bylby wzglednie przejrzysty i móglby odnosic sie do przyszlosci
      Polski, czlonka UE i NATO, gdyby nie komplikowaly go róznice w dwóch innych
      sprawach.

      Filozofia panstwa

      Stany Zjednoczone i Kanada zostaly zbudowane przez imigrantów. Mówi sie o
      tym oficjalnie, zas przychylne - lub przychylnie obojetne - nastawienie do
      przybyszów jest na trwale zakodowane w swiadomosci spolecznej. Nikt nie
      zadaje pytan: skad i po cos przyjechal, co chcesz tu robic? Wiadomo:
      przyjechal, bo tu mu bedzie lepiej, z chwila otrzymania pozwolenia na pobyt
      staje sie Amerykaninem (Kanadyjczykiem), bedzie sie dorabial i ksztalcil
      dzieci. Nikogo nie obchodzi, jakim jezykiem mówi na ulicy i w domu. Dziecko
      urodzone w USA lub w Kanadzie, ma automatycznie prawo do obywatelstwa USA
      lub Kanady

      W Europie, poza Francja, jest inaczej. Mozna zostac obywatelem brytyjskim,
      nie mozna zostac Anglikiem lub Szkotem. W Niemczech mozna mieszkac i
      legalnie pracowac w drugim i trzecim pokoleniu, nie mozna zostac Niemcem,
      jesli Niemcem nie byl przynajmniej którys z prapradziadków. Trudno zas
      otrzymac niemieckie obywatelstwo, jesli nie jest sie Niemcem. Natomiast we
      Francji panuje doktryna asymilacyjna - panstwo wymaga, aby imigrant po
      otrzymaniu obywatelstwa stal sie Francuzem. Jean-Claude Barreau, doradca ds.
      imigracji w poprzednim rzadzie, mawial: "Gdy ktos imigruje do Francji,
      zmienia nie tylko kraj pobytu, lecz równiez swa historie - jego przodkami
      staja sie Gallowie".

      Nie wszyscy rodowici Francuzi akceptuja te doktryne. Wedlug badan
      "Eurobarometru" sprzed roku, ponad 46 proc. Francuzów przyznaje sie do
      "pogladów calkowicie lub czesciowo rasistowskich (ksenofobicznych)". W
      Belgii samodeklarujacych sie rasistów jest jeszcze wiecej - 55 proc., w
      Niemczech - 33 proc., w Wielkiej Brytanii - 32 proc., we Wloszech - 30 proc.
      W Portugalii, wychowanej na luzotropikalnej doktrynie braterstwa z
      róznokolorowymi obywatelami z kolonii - tylko 16 proc.

    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - czesc 5 IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:37
      Jak jest w Polsce

      Skala wielu krajów tu wymienionych, ich wagi gospodarczej i problemów z
      imigracja, moze wydawac sie nieporównywalna z polska skala. Prosze odniesc
      sie do zastrzezenia z poczatku artykulu, dotyczacego nieporównywalnosci
      Polski do USA i Kanady. Lecz wywazmy proporcje europejskie.

      Niektórzy twierdza, ze w skali Europy Srodkowowschodniej Polska nie wazy
      mniej, niz waza Niemcy w Europie Zachodniej. Wylaczajac z rachunku na pewien
      czas (oby jak najkrótszy) Ukraine, która wciaz jeszcze walczy o swój ksztalt
      spoleczny i polityczny, Polska dysponuje najwiekszym potencjalem ludnosci,
      terytorium, gospodarki, bogactw naturalnych, przede wszystkim zas - dynamiki
      na przyszlosc. Jest na te dynamike wiele dowodów, lecz nie tu miejsce na
      dygresje. Przede wszystkim jednak wazy na nasza korzysc perspektywa
      historycznego sojuszu wlasnie z Ukraina - korzystna dla obu naszych krajów i
      bardzo oczekiwana przez Zachód.

      Na przelomie tysiaclecia, sojusz to nie tylko wspólne manewry lub wspólny
      polsko-ukrainski batalion, lecz sojusz gospodarek, wzajemne przenikanie
      kultur, nade wszystko inne zas - kontakty ludzi. Swiadome sa tego obydwa
      rzady. Na poziomie spoleczenstw krzykliwy szowinizm antyukrainski w Polsce
      schodzi juz na margines, szowinizm antypolski zas na Ukrainie Zachodniej (w
      pozostalej Ukrainie nigdy wyraznie sie on nie zaznaczal) zmierza, miejmy
      nadzieje, w tym samym kierunku. Przyszly sojusz polsko-ukrainski, niezbedny
      dla obu trzezwo myslacych partnerów, moze kiedys byc oceniony przez historie
      na równi z sojuszem francusko-niemieckim na Zachodzie. Polska staje sie
      wielka szansa dla Ukrainy - jej pomostem do Europy. Zaczynaja to rozumiec
      sami Ukraincy. I dlatego glównie o Polsce i Ukrainie bedzie dalej mowa.
      Powrócmy jednak do sprawy imigrantów.

      Upraszczajac sprawe, mozna by powiedziec, iz od czasów Kazimierza Wielkiego
      (Zydzi) oraz ostatnich Jagiellonów ("Olendry", sprowadzani do osuszania
      blot) Polska nie ma tradycji imigracji planowej i zorganizowanej. Po
      ostatniej wojnie mielismy repatriantów - nie zas imigrantów. Ksenofobia,
      podejrzliwosc w stosunku do obcych, moze wiec byc traktowana jako naturalna
      konsekwencja braku doswiadczenia historycznego.

      Byloby to duze uproszczenie. Rzeczpospolita Obojga Narodów - od czasu
      spóznionej Ugody Hadziackiej z 1658 roku winna byc nazywana Rzeczpospolita
      Trojga Narodów - byla krajem ogromnym i par excellence wielokulturowym.
      Okresami doswiadczala migracji wewnetrznych. Bywalo fizyczne przemieszczanie
      sie ludzi: w wiekach szesnastym i wczesnym siedemnastym masy chlopstwa
      porzucaly zachodnie województwa w Koronie, uciekajac przed panszczyzna,
      batogiem, a nawet stryczkiem - na Ukraine, gdzie Ostrogscy, Zaslawscy,
      Wisniowieccy i Koniecpolscy nie zadawali glupich pytan, lecz dawali "wole" i
      ziemie pod karczunek. Któz obliczy, ile polskiego zywiolu wsiaklo wówczas w
      ruskie podglebie i pomoglo rozbudowac dynamiczny zywiol Kozaczyzny? Wiadomo,
      ze sejmy uchwalaly prawa, wymierzone przeciw uciekinierom (czy dzis
      nazwalibysmy ich azylantami?), a nawet ich nowym panom. Wiadomo tez, ze
      prawa te byly nieskuteczne. Nie mozna powstrzymac zywiolu, gdy napór staje
      sie przemozny.

      W obrazie polskich migracji elementem wazniejszym niz ucieczki bywaly fale
      akulturacji, trwajace az po wiek dziewietnasty, mimo rozbiorów i okupacji.
      Atrakcyjnosc polskiej kultury powodowala, iz akulturacja dzialala zwykle w
      sensie polonizacji - polonizowali sie Niemcy i Zydzi, Litwini i Rusini.
      Bywaly tez przypadki odwrotne. Zamiast wdawac sie w teoretyczne rozwazania,
      posluzmy sie przykladami.

      Czy metropolita halicki i arcybiskup lwowski Kosciola greckokatolickiego,
      wielka postac pierwszej polowy stulecia, byl Polakiem i nazywal sie - jak mu
      dano na katolickim chrzcie - Roman Szeptycki, czy byl Rusinem (Ukraincem) i
      nazywal sie Andrij Szeptyckyj? Oczywiscie, to drugie. Przyjmujac, za
      specjalnym pozwoleniem papieskim, swiecenia w klasztorze Ojców Bazylianów
      stal sie Ukraincem. To, ze matka jego byla Fredrówna z domu, ze za mlodu
      mówil niemal wylacznie po polsku, nie przeszkadza. Po prostu w owych
      czasach, na tamtych terenach, zmieniajac religie, zmienialo sie narodowosc.
      Oczywiscie, po pierwszej wojnie byl on obywatelem polskim, podobnie jak jego
      mlodszy brat, general Wojsk Polskich, Stanislaw Szeptycki, który pozostal
      Polakiem.

      Kim byl Maurycy Mochnacki, ta ikona polskosci? Oczywiscie Polakiem. Lecz
      zerknijmy do Slownika Biograficznego. Ojciec Maurycego, Bazyli, byl
      prawnikiem, dziadek Jan Chryzostom - wykladowca w Instytucie dla Parochów
      Unickich. Mochnaccy pochodzili, wedlug slownika, "z ruskiej rodziny
      mieszczanskiej". Byli tez inni Mochnaccy: ojcem Klemensa, polskiego
      dzialacza patriotyczno-rewolucyjnego z 1848 roku, urodzonego w powiecie
      sanockim, byl Eljasz, ksiadz greckokatolicki. A któryz z wyksztalconych
      Galicjan nie zna historycznej postaci Mikolaja Zyblikiewicza, czlowieka,
      który uratowal od ruiny Sukiennice? Prezydent Krakowa w latach 1874-1881,
      nastepnie marszalek krajowy Sejmu Galicyjskiego, syn rusinskiego kusnierza
      spod Sambora, do konca zycia mawial z duma "gente Ruthenus, natione Polonus
      sum". Byl pelnoprawnym Polako-Rusinem i nikt wówczas brwi nie zmarszczyl.
      Czy dzisiaj polski obywatel - Ukrainiec móglby byc prezydentem Krakowa?
      Pewno tak, choc niejeden marszczylby brwi. Chodzi o to, by w niedalekiej
      przyszlosci polskie brwi przestaly sie marszczyc. W tym kierunku idzie
      Europa i pociaga za soba Polske.

    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - czesc 6 IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:38
      Prawo wyboru

      W domu znajomej rodziny w Warszawie poznalem Jure. Barczysty
      trzydziestolatek byl inzynierem elektronikiem i Ukraincem. Znalazl przy owej
      rodzinie prace jako szofer, ochroniarz, ogrodnik i "zlota raczka". Nie
      wypadalo pytac, czy Jura pracowal w Polsce legalnie. Po trzech latach kupil
      uzywany niemiecki samochód i wrócil na Ukraine, by za reszte oszczednosci
      zalozyc interes. Mówil juz po polsku, czytal polskie gazety, ogladal polska
      telewizje, nasiaknal polskoscia. Domyslnosci czytelników pozostawiam
      odpowiedz na pytanie: z kim Jura zechce robic interesy i jaki kraj czesto
      odwiedzac, jesli mu sie powiedzie? Bogatsze od Polski kraje wydaja miliony
      na Alliance Francaise, Goethe Institut, British Council, by osiagnac to, co
      w przypadku Jury Polska osiagnela za darmo.

      Miedzynarodowa Konfederacja Wolnych Zwiazków Zawodowych (CISL) na poczatku
      sierpnia podala liczby: jest na swiecie na legalnych papierach okolo stu
      milionów imigrantów; ich liczba przyrasta co roku o szesc milionów.

      Polska jest u progu czlonkostwa w Unii Europejskiej, jedna noga zas w NATO.
      Te kluby dzentelmenów beda od nas oczekiwaly podjecia proporcjonalnego do
      naszych mozliwosci udzialu w przyjmowaniu fal imigracyjnych. Czas pomyslec,
      kogo wolimy: czy Cejlonczyków, Afganczyków i "afganców" ze Wspólnoty
      Niepodleglych Panstw, czy Ukrainców i Bialorusinów, którzy beda dobijac sie
      do polskich bram. Polska bedzie miala prawo wybierac, jesli juz teraz
      zacznie tworzyc spójna i zgodna z miedzynarodowym prawem polityke
      imigracyjna. Oczywiscie, bezwzglednym pierwszenstwem przy wpuszczaniu do
      kraju powinny cieszyc sie dawne polskie rodziny, zagubione w historii i w
      bezkresnych przestrzeniach Kazachstanu i innych republik. Lecz ci dawni
      rodacy, nawet nie mówiacy juz po polsku, nie beda imigrantami, lecz
      repatriantami, i nie o nich tu mowa. Po to, by uniknac zalewu migracja
      nielegalna, trzeba bedzie uchylic bram dla imigrantów legalnych i przyjmowac
      ludzi spelniajacych okreslone przez Polske warunki. Chodzi zwlaszcza o
      odpowiedz na pytanie: czy kandydat i jego rodzina rokuja nadzieje na
      wzglednie szybka akulturacje w polskim spoleczenstwie (oczywiscie, przy
      zachowaniu swej starej kultury). Wiekszosc rozwinietych krajów opiera swa
      polityke imigracyjna na zalozeniu, iz ludnosc dwukulturowa jest bogatsza
      duchowo i sprawniejsza zawodowo od jednokulturowej. O tym, aby udalo sie
      zatrzasnac polskie bramy na wschodniej granicy tak, jak to sobie niektórzy
      wyobrazaja, mowy nie ma.

      Doswiadczenie Rzeczypospolitej

      Ustawa o cudzoziemcach, obowiazujaca od 1 stycznia br., przyczynila sie do
      ograniczenia naplywu handlarzy bazarowych, sama w sobie nie zastapi jednak
      polityki imigracyjnej, która juz wkrótce okaze sie niezbedna. Streszcze
      czesc tekstu recenzji z ksiazki Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji.
      Tekst ukazal sie w "Plusie Minusie" ponad póltora roku temu:
      Huntington opublikowal mape Europy, na której gruba krecha odgraniczyl
      zasieg cywilizacji lacinskiej Zachodu od prawoslawnej Wschodu. Oto po
      zachodniej, czyli "naszej" stronie grubej linii znalazly sie kraje i
      regiony, niegdys bedace czescia szlacheckiej Rzeczypospolitej: pólnocne
      Inflanty (dzis Estonia), Kurlandia i byle polskie Inflanty (dzis Lotwa),
      Auksztota i Zmudz (dzis Litwa). Dalej linia biegnie przez Baranowicze i
      Pinsk na Bialorusi, przez Luck i Iwano-Frankiwsk (Stanislawów) na Ukrainie i
      przekracza Gorgany w Karpatach. To nie jest aluzja do mozliwosci przesuwania
      granic. Jest to obiektywne stwierdzenie, ze wschodnia granica Polski
      pozostanie porowata, poniewaz ludnosc po obu jej stronach umie porozumiewac
      sie w tym samym badz podobnym jezyku, chodzi do takich samych lub podobnych
      Kosciolów, zawiera malzenstwa i przelicza transakcje w tej samej walucie,
      która coraz czesciej staje sie polski zloty. Gdy przyblizy sie termin
      wejscia Polski do ekskluzywnych klubów Zachodu, tlok na tej granicy zrobi
      sie ogromny, zas w miare wzrostu zamoznosci Polski wzrastajaca liczba
      przybyszów bedzie próbowala osiedlac sie nad Wisla, zamiast - jak
      dotychczas - traktowac Polske jako tranzytowy korytarz do Niemiec.

      Nieliczne, krzykliwe grupy w Polsce moga podniesc lament, ze oto Ukraincy
      beda zabierac nam piastowska ziemie, ze grozi nam "ukrainizacja" badz zgola
      "rusyfikacja". Na zarzut o zaborze ziemi mozna odpowiedziec slowami ministra
      Bronislawa Geremka w odpowiedzi na pretensje niemieckich wygnanców do
      polskiej ziemi: "jest to po prostu smieszne". W zwiazku z innymi pretensjami
      mozna odeslac ewentualnych zaniepokojonych do rozmowy z prof. dr. Jerzym
      Kloczowskim oraz do jego przemówienia w Akademii Mohylanskiej w Kijowie
      (obydwa teksty w "Plusie Minusie" nr 27, 4-5 lipca br.). Profesor mówi w nim
      o "doswiadczeniu Rzeczypospolitej, ujetym w kompromisie Unii Lubelskiej 1569
      roku, jako jednym z najbardziej trwalych i ciekawych doswiadczen
      integracyjnych dawnej Europy". Krytyków tego doswiadczenia ze strony
      ukrainskiej (w przyszlosci zapewne tez bialoruskiej - Lukaszenka nie jest
      wieczny), trzeba zapewnic, ze Polska nie ma zamiaru wskrzeszac dawnych form
      federacji i polskiej dominacji i ze nie o zaden Kulturkampf tu chodzi. To
      jest wykluczone - ukrainscy lwowiacy i kijowianie moga byc spokojni. To oni
      sami - w swoim czasie i kazdy na swój sposób - beda chcieli zapoznac sie z
      polskim modelem kulturowej koegzystencji.

      Lecz czy Polacy beda gotowi przyjac ich przychylnie?

    • Gość: Bozena L Re: Kolorowe Toronto - koniec IP: *.sympatico.ca 04.07.02, 20:38
      Nie przesadzajmy z rasizmem

      Zachodnie media wyrobily Polakom opinie rasistów i ksenofobów. Ten wizerunek
      ulega poprawie od chwili wyboru papieza Polaka oraz narodzin "Solidarnosci".
      Uderzmy sie jednak w piersi: wprawdzie Polak nie wysysa rasizmu z mlekiem
      matki, jednak ksenofobia ma w Polsce stara tradycje.

      Prof. dr Janusz Tazbir wywodzi jej poczatek od katastrofy najazdu
      szwedzkiego. Zalamala sie wówczas filozofia rzeczypospolitej szlacheckiej,
      uwazanej przez ówczesna klase polityczna za najlepsze panstwo na swiecie.
      Ignorujac fakt, iz pod sztandary szwedzkiego luteranskiego króla przeszly
      wówczas rzesze polskiej katolickiej szlachty (wlacznie z przyszlym hetmanem
      i królem Janem Sobieskim), klasa polityczna obciazyla wina za katastrofe
      "obcych". Rozwazano mozliwosc wygnania z Polski Zydów i luteranów, skonczylo
      sie w 1658 roku na arianach. Od tego czasu niektórzy (podkreslmy -
      niektórzy!) Polacy nauczyli sie obciazac "obcych" wina za wiekszosc klopotów
      narodowych.

      Jak z bagazem ksenofobii zmiescimy sie w Unii Europejskiej? Jak planowac
      polityke imigracyjna, która bedzie wkrótce niezbedna?

      Sadzac z przytoczonych wczesniej danych Polacy nie sa gorsi od Francuzów i
      Belgów, stanowiacych wszak podobno "zdrowy trzon" Unii. Tak wiec nie
      przesadzajmy z rasizmem i ksenofobia Polaków. W Polsce sa jeszcze poklady
      ignorancji; zaradzic na nia moze intensywna edukacja spoleczenstwa w szkole
      i w telewizji. Dokladnie taka, jaka Kanadyjczycy prowadza w swym kraju od
      pólwiecza. Kanada uwazana jest dzis za najprzychylniejszy przybyszom kraj na
      swiecie. Nie zawsze tak bylo.

      "Jedna swolocz"

      W latach trzydziestych przy wejsciach do niektórych parków w Toronto
      widnialy napisy: "Zydom i psom wstep wzbroniony". Zachowaly sie fotografie.
      Johnny Lombardi, torontonski impresario wloskiego pochodzenia, pisze we
      wspomnieniach, iz latem 1933 roku wybral sie na plaze nad jeziorem Ontario.
      Barczysty straznik zagrodzil mu droge przy wejsciu, mówiac, ze Zydów nie
      wpuszcza. Johnny byl niski i czarniawy. Na uwage, iz ma do czynienia z
      Wlochem, straznik odszczeknal: Jedna swolocz! (Same stuff).

      A jak bywalo w Polsce? Moja babka byla swiadkiem w 1914 roku, jak rosyjski
      stójkowy odprawial od bramy Parku Saskiego w Warszawie (wówczas jeszcze
      otoczonego parkanem) dwóch Zydów w chalatach. Zydzi byli wpuszczani jedynie
      w "europejskich" ubiorach. Zapamietalem, ze babka - Polka i katoliczka -
      bynajmniej nie dziwila sie zakazowi, uwazala go za czesc naturalnego
      porzadku swiata. Niedawno, gdy stary Zyd - chyba rabin - w chalacie i
      szerokim kapeluszu wchodzil do pewnego waznego urzedu w Warszawie, urzednicy
      pospiesznie podstawiali krzeslo, aby sobie spoczal. Sam widzialem. Jestesmy
      juz innym spoleczenstwem, zas od poziomu edukacji w szkole i w mediach oraz
      od madrosci i spójnosci przyszlej polityki imigracyjnej (powtarzam - tego
      nie unikniemy!) zalezec bedzie, jak szybko Zachód zacznie wreszcie
      porównywac Polske z Kanada, zamiast - jak to nieslusznie czasem jeszcze
      czyni - z Ciemnogrodem.
      • bruno.5 Re: Kolorowe Toronto - koniec 04.07.02, 21:32
        Gość portalu: Bozena L napisał(a):

        Johnny Lombardi, torontonski impresario wloskiego
        pochodzenia, pisze we
        > wspomnieniach, iz latem 1933 roku wybral sie na plaze nad jeziorem Ontario.
        > Barczysty straznik zagrodzil mu droge przy wejsciu, mówiac, ze Zydów nie
        > wpuszcza. Johnny byl niski i czarniawy. Na uwage, iz ma do czynienia z
        > Wlochem, straznik odszczeknal: Jedna swolocz! (Same stuff).

        Znaczy juz tak nie ma ?Znow spoznilem sie ,tym razem o 69
        lat !!!!Pozdrowienia .
        • Gość: Beata Brawo Bozenko oby tak dalej ! IP: *.sympatico.ca 06.07.02, 03:14

          Brawo Bozenko oby tak dalej !

          smile
        • Gość: Niezalezny Re: Kolorowe Toronto - koniec IP: 144.138.143.* 23.08.02, 01:06
          Widac raj dla kobiet z polski -polki tam sie bawia !!
      • Gość: tato Re: Kolorowe Toronto - koniec IP: *.rrcnet.com 23.08.02, 01:28
        Gość portalu: Bozena L napisał(a):

        > Nie przesadzajmy z rasizmem
        >
        > Zachodnie media wyrobily Polakom opinie rasistów i
        ksenofobów. Ten wizerunek
        > ulega poprawie od chwili wyboru papieza Polaka oraz
        narodzin "Solidarnosci".
        > Uderzmy sie jednak w piersi: wprawdzie Polak nie
        wysysa rasizmu z mlekiem
        > matki, jednak ksenofobia ma w Polsce stara tradycje.
        >
        > Prof. dr Janusz Tazbir wywodzi jej poczatek od
        katastrofy najazdu
        > szwedzkiego. Zalamala sie wówczas filozofia
        rzeczypospolitej szlacheckiej,
        > uwazanej przez ówczesna klase polityczna za najlepsze
        panstwo na swiecie.
        > Ignorujac fakt, iz pod sztandary szwedzkiego
        luteranskiego króla przeszly
        > wówczas rzesze polskiej katolickiej szlachty
        (wlacznie z przyszlym hetmanem
        > i królem Janem Sobieskim), klasa polityczna obciazyla
        wina za katastrofe
        > "obcych". Rozwazano mozliwosc wygnania z Polski Zydów
        i luteranów, skonczylo
        > sie w 1658 roku na arianach. Od tego czasu niektórzy
        (podkreslmy -
        > niektórzy!) Polacy nauczyli sie obciazac "obcych"
        wina za wiekszosc klopotów
        > narodowych.
        >
        > Jak z bagazem ksenofobii zmiescimy sie w Unii
        Europejskiej? Jak planowac
        > polityke imigracyjna, która bedzie wkrótce niezbedna?
        >
        > Sadzac z przytoczonych wczesniej danych Polacy nie sa
        gorsi od Francuzów i
        > Belgów, stanowiacych wszak podobno "zdrowy trzon"
        Unii. Tak wiec nie
        > przesadzajmy z rasizmem i ksenofobia Polaków. W
        Polsce sa jeszcze poklady
        > ignorancji; zaradzic na nia moze intensywna edukacja
        spoleczenstwa w szkole
        > i w telewizji. Dokladnie taka, jaka Kanadyjczycy
        prowadza w swym kraju od
        > pólwiecza. Kanada uwazana jest dzis za
        najprzychylniejszy przybyszom kraj na
        > swiecie. Nie zawsze tak bylo.
        >
        > "Jedna swolocz"
        >
        > W latach trzydziestych przy wejsciach do niektórych
        parków w Toronto
        > widnialy napisy: "Zydom i psom wstep wzbroniony".
        Zachowaly sie fotografie.
        > Johnny Lombardi, torontonski impresario wloskiego
        pochodzenia, pisze we
        > wspomnieniach, iz latem 1933 roku wybral sie na plaze
        nad jeziorem Ontario.
        > Barczysty straznik zagrodzil mu droge przy wejsciu,
        mówiac, ze Zydów nie
        > wpuszcza. Johnny byl niski i czarniawy. Na uwage, iz
        ma do czynienia z
        > Wlochem, straznik odszczeknal: Jedna swolocz! (Same
        stuff).
        >
        > A jak bywalo w Polsce? Moja babka byla swiadkiem w
        1914 roku, jak rosyjski
        > stójkowy odprawial od bramy Parku Saskiego w
        Warszawie (wówczas jeszcze
        > otoczonego parkanem) dwóch Zydów w chalatach. Zydzi
        byli wpuszczani jedynie
        > w "europejskich" ubiorach. Zapamietalem, ze babka -
        Polka i katoliczka -
        > bynajmniej nie dziwila sie zakazowi, uwazala go za
        czesc naturalnego
        > porzadku swiata. Niedawno, gdy stary Zyd - chyba
        rabin - w chalacie i
        > szerokim kapeluszu wchodzil do pewnego waznego urzedu
        w Warszawie, urzednicy
        > pospiesznie podstawiali krzeslo, aby sobie spoczal.
        Sam widzialem. Jestesmy
        > juz innym spoleczenstwem, zas od poziomu edukacji w
        szkole i w mediach oraz
        > od madrosci i spójnosci przyszlej polityki
        imigracyjnej (powtarzam - tego
        > nie unikniemy!) zalezec bedzie, jak szybko Zachód
        zacznie wreszcie
        > porównywac Polske z Kanada, zamiast - jak to
        nieslusznie czasem jeszcze
        > czyni - z Ciemnogrodem.

        ................Ufffffffff..............
        Ale dlugi material.
        Ja tez bym sie wkurwil by to przeszlo bez echa.........

        Napewno w Europie jakis slad zostawisz.
        • Gość: alka Re: Festiwal Bozenki L. IP: *.oc.oc.cox.net 23.08.02, 02:48
          Gratulacje dla Bozenki L, "prawdziwej gwiazdy tego forum", ktora (-ego)z cicha
          adoruje za caloksztalt, za zacytowanie wlasciwego tekstu we wlasciwym miejscu.

          Podoba mi sie glowna idea, mimo dlugosci, pieknie i przejrzyscie wylozona.

          Chcialabym jeszcze poznac zrodlo, bo nigdzie nie znalazlam.
          Podejrzewam "Rzepe", czy slusznie?
          A autor?
        • Gość: tato Re: Kolorowe Toronto - koniec IP: 168.143.113.* 23.08.02, 03:08
          .................A mi sie podobalo.........
          A tam glupoty jakies pierdolicie............
          To dobry tekst,troche pro ameryka,ale to nic......
          • Gość: alka Re: Kolorowe Toronto - koniec IP: *.oc.oc.cox.net 23.08.02, 06:25
            Gość portalu: tato napisał(a):

            > .................A mi sie podobalo.........
            > A tam glupoty jakies pierdolicie............
            > To dobry tekst,troche pro ameryka,ale to nic......




            No cos ty tato, mnie sie tez podobalo i to, co powiedzialam, powiedzialam ze
            szczerego serca! Zero ironii.
            Bozenka L. jest w scislym gronie moich forumowych ulubiencow!
    • matka_boska Re: Kolorowe Toronto - z serii : Bozena L. opisuj 22.08.02, 20:35
      Nie ustaje w modlitwie o wasze dusze
    • ozpol Re: Kolorowe Toronto - czy oczekujesz odpowiedzi ? 23.08.02, 01:59
      No to ladnie to zrobilas ale co dalej?
      chcesz naszej opini czy potwierdzenia ze przecztalismy (ja tak) czy pochwaly za
      tak wielki wysilek (dzieki) ale poco
      • Gość: Mississauga Re: Kolorowe Toronto - czy oczekujesz odpowiedzi IP: *.sympatico.ca 23.08.02, 16:08
        Masz racje Ozpol! Bozenka to czasu duzo ma, albo jeszcze nie sprawdzila w
        slowniku znaczenia slowa "plagiat." Jak sprawdzi, to znow dostaniemy artykul na
        40 stron. Za to tez nas tu nie lubia, bo wszystko, co robimy, musi byc
        skomplikowane, wzniosle i pseudo-naukowe, by przykryc ignorancje i brak
        rzeczywistego tematu. A tym czasem "...rzeczywistosc skrzeczy. Polecam kurs na
        UofT: Effective Writing 101.
        • Gość: Gnat U of T: Effective Writing 101 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.08.02, 21:45
          To go wez! Mozesz czegos sie nauczysz.
          Najwyrazniej przydalby ci sie bo gledzisz bez widocznego punktu docelowego.





          Gość portalu: Mississauga napisał(a):

          > Masz racje Ozpol! Bozenka to czasu duzo ma, albo jeszcze nie sprawdzila w
          > slowniku znaczenia slowa "plagiat." Jak sprawdzi, to znow dostaniemy artykul
          na
          >
          > 40 stron. Za to tez nas tu nie lubia, bo wszystko, co robimy, musi byc
          > skomplikowane, wzniosle i pseudo-naukowe, by przykryc ignorancje i brak
          > rzeczywistego tematu. A tym czasem "...rzeczywistosc skrzeczy. Polecam kurs
          na
          > UofT: Effective Writing 101.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka