munde
28.08.02, 18:52
Sad w Detroit w stanie Michigan oczyscil z zarzutow mezczyzne, ktory spedzil
17 lat w wiezieniu skazany za zgwalcenie i zamordowanie 16-latki. Po
przeprowadzeniu testow DNA okazalo sie, ze skazany nie mogl dokonac zbrodni.
54-letni Eddie Lloyd trafil do wiezienia w 1985 roku. Sad skazal go wtedy na
dozywocie na podstawie zeznania, w ktorym przyznal sie do zamordowania
nastolatki. Mezczyzna zlozyl zeznanie w szpitalu psychiatrycznym, gdzie
przebywal na leczeniu. Lloyd twierdzi, ze do przyznania sie do winy namowili
go policjanci. Funkcjonariusze mieli twierdzic, ze pomoze to w wyploszeniu
rzeczywistego sprawcy.
Do uniewinnienia doprowadzila organizacja Innocence Project. Jej
przedstawiciele przez 7 lat zabiegali o przeprowadzenie testow DNA. Po
porownaniu probek zebranych w czasie sledztwa z kodem genetycznym Lloyda
eksperci wykluczyli jego udzial w zbrodni.
Lloyd jest 110 skazanym przez amerykanskie sady, ktory po testach DNA zostal
oczyszczony z zarzutow. Zyje tylko dlatego, ze w stanie Michigan, gdzie
popelniono morderstwo, nie orzeka sie kary smierci. Przed 15 laty sedzia,
ktory skazywal Lloyda na dozywocie, podkreslal bowiem, ze zasluguje on na
stryczek.
To kolejna odpowiedz na pytanie , dlaczego tylu w USA garuje w wiezieniach...