Dodaj do ulubionych

o 6-tej rano?!??!

28.10.06, 17:41
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3708469.html
nasze chlopaki to maja energie....prawdziwe zuchy!
Obserwuj wątek
    • piss.doff Re: o 6-tej rano?!??! 28.10.06, 19:00
      -najpierw bylo czterech. W tym momencie policjant popelnil blad nie potrafiac
      kontrolowac sytuacji. Jak widac z opisu prowodyrem byl jeden, ten ktory uderzyl
      w twarz. Policjant to jakas d. a nie policjant, nie umie kontrolowac sytuacji i
      dystansu. Wyslac tlusciocha na treningi do najblizszej hali sportowej. The
      bright side: z tych 10-u ktorys bedzie gadal. Za kilka dni oczekuje raportu ze
      zlapano wszystkich.
    • _czosnek_ Re: o 6-tej rano?!??! 28.10.06, 21:02
      Juz sie pucujesz szmaciarzu z hameryki?
      • harlista Re: o 6-tej rano?!??! 28.10.06, 23:10
        Najwidoczniej dlugo cie tu nie bylo.
        Nie ma juz szmaciasza.
        Zastapil go szmaciarski, ktorego z kolei zastapil syfiasz
    • waldek.usa Czemu nie... 29.10.06, 21:27
      sie bawie, sie pragne szalec, godzina niewazna.
      Purytanska krew w Nowej Anglii sie zagotowala, hehehe.



      Panowie wybieraja Panie, Panow wybiera policja...Z szaconkiem, bo sie skonczy zle!
    • waldek.usa Przy okazji przypomnial mi sie artykul: 29.10.06, 21:30
      No i co to sie, panie szanowny, w tej Warszawie w sobote dzialo...

      A bylo tak:


      Ok. 250 członków i sympatyków partii RACJA Polskiej Lewicy wzięło udział w
      sobotę w Warszawie w marszu przeciwko klerykalizacji kraju przechodząc spod
      Sejmu na Plac Zamkowy. Godzinę po nich niemal tą samą trasą, ale w odwrotnym,
      kierunku maszerowali młodzi narodowcy. Obyło się bez bezpośredniej
      konfrontacji.
      Przemawiający do uczestników marszu, który odbywał się pod hasłem "Dość
      państwa klerykalnego" poseł Piotr Gadzinowski (SLD) i przewodniczący partii
      RACJA Jan Barański podkreślali, że nie chcą walczyć z ludźmi, "którzy mają
      Boga w sercu", ale nie chcą klerykalizacji kraju.

      "Artystom zamyka się wystawy, zamyka się kluby, piętnuje się nieprawomyślne
      koszulki z napisami np. "usunęłam ciążę", redaktorzy czasopism już cenzurują
      swoją twórczość, jak trzeba, to za pomocą nożyczek" - wyliczał Barański. "Nie
      chcemy tego" - deklarował. Jego zdaniem, również plany PiS stworzenia ośrodka
      monitorowania mediów i Narodowego Instytutu Wychowania są "niebezpieczne dla
      demokracji".

      Przed rozpoczęciem marszu przedstawiciele manifestantów - Piotr Gadzinowski i
      szef partii RACJA złożyli w Kancelarii Sejmu petycję do parlamentarzystów z
      apelem, by stanowione prawo szanowało wszelkie mniejszości: etniczne,
      seksualne i religijne.

      Patronat honorowy nad imprezą objęli: prof. Maria Szyszkowska, prof. Barbara
      Stanosz, posłowie SLD: Joanna Senyszyn i Piotr Gadzinowski, Roman Kotliński -
      redaktor naczelny tygodnika Fakty i Mity, Czesław Janik - prezes
      Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo "Neutrum".

      Ok. godz. 13 demonstranci wyruszyli w stronę Placu Zamkowego. Na czele nieśli
      transparent z podobizną o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja z
      napisem: "Takiej władzy mówimy NIE". Wznosili hasła: "Kraju Polan, powstań z
      kolan!", "Dość dyktatu konkordatu" "Księża na księżyc", "Polska laicka, nie
      katolicka" i "Warszawiacy, chodźcie z nami"; niektóre z nich znalazły się na
      transparentach.

      W drodze na Plac Zamkowy manifestanci chcieli złożyć w Pałacu Prezydenckim
      petycję wzywającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego do walki z klerykalizacją.
      Pracownicy ochrony budynku nie przyjęli jednak dokumentu, tłumacząc, że nie
      są do tego upoważnieni - poinformował PAP rzecznik RACJI Daniel Ptaszek.
      Zapowiedział, że petycja zostanie w poniedziałek wysłana do Kancelarii
      Prezydenta

      Przed godz. 15 marsz dotarli na Plac Zamkowy. Czekała tu ok. 40 osobowa
      grupa - niemal samych młodych mężczyzn - z ruchu Narodowego Odrodzenia Polski
      i Organizacji Narodowo Radykalnej. Policja zatrzymała jednak marsz RACJI pod
      kościołem św. Anny nie dopuszczając do bezpośredniej konfrontacji z
      narodowcami.

      Skończyło się na słownych utarczkach: kiedy ONR i NOP ruszyli w stronę pl.
      Trzech Krzyży mijani uczestnicy antyklerykalnego marszu wykrzykiwali w ich
      stronę: "Precz z faszyzmem". "Miejsce lewicy jest na szubienicy", "Bóg, Honor
      i Ojczyzna", "Naszą drogą nacjonalizm" - odpowiadali narodowcy.

      W asyście policjantów manifestacja ONR i NOP dotarła pod pomnik Witosa, gdzie
      odczytano deklarację o historii i celach ONR. Uczestnicy spotkania nie
      chcieli rozmawiać z prasą. Z napisów na transparentach wynikało, że byli
      m.in. z Sosnowca i Zagłębia Dąbrowskiego.

      Po demonstracji panowie Gadzinowski i Baranski udali sie do znanego
      lokalu "Puszkin" przy ulicy Swietojanskiej 2 w celu pokrzepienia sie
      przebojem restauracji: Wedzony Śledź Cara Mikołaja I.

      Wszystko wydawalo sie byc w porzadku, nawet policja poszla, gdy nagle w
      drzwiach pojawil sie gosc, z sumiastymi wasami, nie pierwszej mlodosci,
      nieduży brunet w rogowych okularach, z miejsca wypijając pięć kieliszków
      wódki do jednej gęsiej wątróbki.

      Ale to był dopiero początek; w chwilę później tajemniczy gość przesiadł się
      do stolika p.p. Gadzinowskiego i Baranskiego i skinął na kelnerów.

      Już pan podawa pipek z farfelkami, tudzież boczek z perliczki, oraz
      niezależnie golonkie od indyka z grochem piure! Się rozumie samo przez
      siebie, mnóstwo alkoholu czyli wódki, psia krew, wyborowej, cholera ciężka!
      Się bawię, się pragnę szaleć. Już pan skaka do kuchni tam i z powrotem, bo w
      tę chwilę pójdę rozbić lustro za sto dwadzieścia złotych z butelką szampana w
      małe drobnostki, że o skleić nie będzie mowy! Michał Fiedorowicz Szelechow
      się nazywam. Ja jestem sztabs praporszczyk lejb gwardii najcięższej
      artylerii. Największy ruski książę i petersburski kozak! Pan wisz, co ja mogę
      zrobić? Przestrzelić z rewolwerem bufet, tudzież bufetowej, to jest dla mnie
      możno powiedzieć drobna szczegóła, takie cóś nic.

      Gospodarz lokalu słuchał z przerażeniem wynurzeń niezwykłego gościa, ale
      widząc, że ten nie wprowadza swych pogróżek w czyn, postanowił obrócić
      wszystko w żart.

      Wasza książęca jegomość tylko chce mi tak przestraszyć, żeby wszystko było
      korekt punktualno podane i rachunek niedrogi. Figielman kochany, zabawidamek
      szanowny, koszerny kozak!

      Tu właściciel restauracji tak się rozbawił, że dał gościowi lekką sójkę w bok.

      Nagle nastąpiło coś nieoczekiwanego.

      Kogo pan poszłeś piknąć w klatkie piersiową?! Samego najpierwszego
      pogromszczyka! Z kim się pan odważasz żarcikować? Ja cię pokażę, gdzie trawa
      rośnie!

      Tu książę Szelechow dobył rewolweru i począł zeń łupić raz koło razu. Co było
      dalej, nie da się opisać. Dość powiedzieć, że lokal nagle opustoszał, a już w
      chwilę później został otoczony przez posterunkowego policji.

      Książę Szelechow po wylegitymowaniu okazał się panem Lejba W., statystą scen
      żydowskich...

      Sprawa zostala skierowana do sadu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka