Wybory sie zblizaja, a ja sie zastanawiam - dlaczego w Polsce
nie za bardzo jest na kogo glosowac? Owszem, jest wielu zacnych
ludzi, ale za ich plecami... szkoda mowic. Taki kraj, taki koloryt.
"Ciesz sie, ze nie urodziles sie na Bialorusi" - mysle sobie.
Ale dreczy mnie pytanie - dlaczego tak niewiele wartosciowych
jednostek angazuje sie w polityke? Osob, ktore maja wizje, maja
pomysl jak urzadzic nasze polskie stado - a nie jak je wydoic.
I moze jest tak, i dlatego zamieszczam ten watek na tym akurat
forum, ze te "wartosciowe osoby" po prostu z Polski wyjezdzaja.
Znamy z historii przyklady jak to centra cywilizacyjne drenuja
z zasobow intelektualnych swoje peryferia. Na przyklad Imperium
Osmanskie. Grecja, Bulgaria i po czesci Balkany do dzis odczuwaja
to "zlamanie kulturowego kregoslupa" - gdy najlepsi przechodzili na
islam, bo tylko to umozliwialo im rozwoj i wykorzystanie swoich
talentow. Czy to jest po prostu taka smutna zasada? Taki odsiew
negatywny na roznych poziomach - ludzie bez ikry zostaja nauczycielami,
ludzie bez talentu zostaja w Polsce.
Coz takiego maja w sobie ci wartosciowi, szczegolni, ktorzy zostali,
ze zostali?
Mam 24 lata, jestem studentem, za rok, jak dobrze pojdzie, zaczne
placic podatki [dotad pracowalem tylko na czarno - na zachodzie

],
i tak sie rozgladam, o co chodzi w tym panstwie, kto je prowadzi,
z jakich pobudek - i brakuje mi autorytetow z ktorymi chcialoby mi sie
pracowac. Po prostu.