Dodaj do ulubionych

Kompilacja gaf polonijnych z forum

12.06.03, 17:26
Kompilacja gaf polonijnych z forum z roznych postow

----------------------------------------------------------

Nowy Jork ,Statua wolnosci, upalny dzien ...potworna kolejka czekajacych
na wejscie i wspinanie sie schodami do "glowy " - wszyscy chca podziwiac
widok na Manhattan- wtedy jeszcze z wiezami. Stoimy z kumpelami w tej
niemilosiernej kolejce juz od godziny , wokol najrozniejsi ludzie, slychac
rozmowy we wszystkich mozliwych jezykach. Przytepione sloncem i nudnym
czekaniem zaczelysmy plotkowac o stojacych obok nas- jakos szczegolnie
skupilysmy sie na parze z naburmuszonymi minami - glosno wymieniamy
komentarze na temat fatalnego makijazu kobiety , zlotych lancuchow na szyi
faceta, wybielonych wlosow, bialych skarpetek...Para stala troche za nami ,
caly czas - od poczatku kolejki az po schody na gore. Dla urozmaicenia
czekania zaczelysmy wymyslac idiotyczne historie o tejze parze - smialysmy
sie w glos , bez skrepowania uzywalysmy niecenzuralnych epitetow... Kiedy
w koncu nasza cierpliwosc zostala nagrodzona i bylysmy juz przy okienkach
widokowych na szczycie...uslyszalysmy za nami glosy oplotkowanej pary: "
Monika , zrobic ci tu zdjecie?"....


Paryz, stacja RER -u. Bylysmy z kolezankami troche "wypite" i
przyczepilysmy sie do siedzacego na laweczce lamusa. Najpierw dlugo i
gleboko zapatrzylam sie w jego oczy, po czym wymruczalam: "Zrobic ci laske,
cooo? Rozumiesz, no, rozumiesz?" Jedna z obecnych kolezanek zamierzala sie
nawet do przyklekniecia. Po kolejnym :" Rozumiesz???" lamus odparl
spokojnie: "Rozumiem, dziewczyny jakies podniecone...." To nie koniec
historii.Wskoczylysmy do nastepnego pociagu i tam smialysmy sie w
pozycji "kucznej". Pasazerowie patrzyli dziwnie, a jeden Murzyn usmiechal
sie do nas serdecznie. (W miedzyczasie usilowalysmy przytlumic nasze
zazenowanie licznymi wulgaryzmami.)Smiech Murzyna mnie
zaniepokoil: "Dziewczyny, moze on tez mowi po polsku?" "Tak, polski mowic,
opcja w szkola i troche rozumic!" To wszystko razem wygladalo jak film...


Lata temu (na przełomie 60-tych i 70-tych) zdychałem z upału w przedziale
pociągu jadącego z Conakry (stolica Republiki Gwinei) do wnętrza kraju. Nie
sam. Moimi towarzyszami, a zarazem przewodnikami było dwu gwinejskich
studentów pobierających nauki w Polsce (w tym momencie na wakacjach) oraz
zaspany, egzotycznie ubrany przedstawiciel miejscowej i z wyglądu
niecywilizowanej ludności. Ja zdychałem, zaś moi dwaj towarzysze z
ożywieniem gawędzil po francusku o tym i owym. W jakimś momencie wyczerpały
im się tematy, i zajęli się żartami dotyczącymi "mało cywilizowanego"
wyglądu siedzącego naprzeciw nich "tubylca". Po kilku minutach tenże tubylec
uniósł był wyżej zaspaną powiekę i piękną, literacką francuszczyzną zwrócił
był im uwagę, że to niegrzecznie obmawiać inne osoby. Moi przyjaciele
speszyli się nieco, ale po kilku minutach przeszli na angielski i po pewnym
czasie ponownie wrócili do obmawiani swego vis-a-vis. I tym razem skończyło
się to uwagą przekazaną w czystej angielszczyźnie. Jeden ze studentów
straszliwie zdenerwowany tą sytuacją wykrzyknął był po polsku: "jak sie
dalej będzie wtrącał to mu p...". Na to z drugiej stony ławki padła
błyskawiczna riposta: "TYLKO SPRÓBUJ!". Mimo regionalnego wyglądu nasz
współpasażer był doktorantem polskiej uczelni. To ustaliliśmy później.


LONDYN.STOIMI Z KUMPELĄ POD BUDKĄ TELEFONICZNĄ.KOLEJKA.NAGLE ONA ZACZYNA
MÓWIĆtongue_outATRZ JAKI WIEŚNIAK,CO ZA STRÓJ! JA:CICHO,MOŻE ROZUMIEĆ! ONA:CO TAKI
ĆWOK MOŻE ROZUMIEĆ CHŁOPAK ODWRACA SIĘ,A NA JEGO PLECAKU BYŁ NAPIS:ZWIĄZEK
HARCERSTWA POLSKIEGO.


numer wykonany przez mojego kuzyna koncowka lat 70' moj kuzyn mial ok. 4-5
latek mieszkali wowczas w akademiku do wujka przyszedl kolega "z afryki" i
z okazji niebecnosci tegoz wujka chwilke musial poczekac ciotka usadzila
goscia na kanapie, na drugim krancu usiadl rafalek delikatnie wedrowal "na
posladkach" w strone goscia jak znalazl sie na wyciagniecie reki - dotknal
palcem policzka goscia, obejrzal tenze palec uwaznie, i z wielka radoscia
ryknal w strone ciotki: -patrz mamo, nie brudzi!!! ciotka malo nie zeszla
ze smiertelnie wstydu a gosc tez mial ubaw


W bardzo eleganckim sklepie przymierzalam bluzke, ktora byla moim
niespełnionym marzeniem. Podjełam decyzje- kupuje! Zaaferowana wzielam
bluzke w rękę, ubrałam sie w swoje rzeczy, załozyłam kurtkę( to był
styczeń...) i idę do kasy dumna z siebie, że taki zakup włośnię robię. Stoje
przy kasie , ekspedientka wczytuje katre płatniczą , a ja widze ze patrzy
się na mnie wzrokiem, jak mi sie wydawało, pełnym podziwu. Myślę sobie: "
ooo zaraz powie ze mam fajna kurtkę..!" Ona rzeczywiście przemówilam.
Mówi: "pani kurtka.." Ja myślę: "wiedziałam!", ona: " jest załozona chyba na
lewą stronę.." Znaczenie wypowidzianych przez nia słów dotarło do mnie
dopiero po kliku sekundach. Patrzę na siebie, a ja mam moją piękna kurteczkę
założoną na lewą stronę, kapturem do środka i pół metrowymi metkami na
zewnątrz. Myslałąm , że padnę tam ze wstydu na miejscu trupem.. Ale
oczywiście komizm tej sytacji tak mnie rozbawił, że smiałam sie z siebie
jeszcze długi czas potem


Na koniec dnia roboczego, chciałam kupic jajka . Ma pani jeszcze jajka?
Ja nie, ale kolega może, Ej Janek, masz jaja na wierzchu?


Kolezanka odwiedzila Auchan...Kolejka przed kasa...Facet z kurczakiem tuz
przed nia. Polozyl kurczaczka na tasmie, ale poniewaz byla jakas dziura w
opakowaniu z kurczaka zaczelo cieknac. Kasjerka uruchomila tasme - a tu za
kurczakiem krwawa plama.... Kasjerka myk za telefon i na caly Auchan taki oto
tekst wyglosila: - Prosze o przybycie pracownika do kasy nr 6 wcelu
posprzatania tasmy. Panu z ptaka pocieklo...


lekcja fizyki. nauczycielka wyciągnęła elektroskop (tak to sie chyba nazywa)
ale powiedziała że nie działa nie wiadomo czemu. kolega z 1-szej ławki
powiedział, że spadła gumka-recepturka odpowiedzialna za napędzanie koła. na
co fizyczka "no to chodź, załóż gumkę"


Do moich zadań w pracy należy między innymi współpraca z agencjami
reklamowymi. Kiedyś (parę dni po podpisaniu umowy z nową agencją) zadzwonił
do mnie pan reprezentujący inną agnecję reklamowaą - z propozycją
współpracy. Odpowiedziałam: "Nie, dziękuję - właśnie zmieniłam partnera i
jestem bardzo zadowolona". smile Zorientowałam się dopiero przy
słowie "zadowolona" - oboje z facetem nie mogliśmy odłożyć słuchawek ze
śmiechu.


Zasłyszane: ksiądz chodzi po kolędzie, wchodzi do mieszkania: "Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus..." A kolega: "Nawzajem" smile))


Dobra, ale i tak przegracie z moim kumplem, który dostał się na ATK, z
braku innych uczelni, które chciałbyby go przyjąć, trafił pierwszy raz do
sekretariatu, zobaczył zakonnicę za biurkiem i tak zgłupiał, że
powiedział: "Zdrowaś Mario" zamiast "dzień dobry"


Kilka lat temu organizowałam wielką imprezę w klubie TANGO. Impreza tym
razem była zamknięta, za zaproszeniami a hostessy - licealistki miały
surowo przykazane, by absolutnie nie wpuszczać nikogo, kto nie ma
zaproszenia, zaś w sprawach trudnych i spornych, ale tylko naprawdę ważnych,
miały wzywać mnie celem wyjaśnienia. I rzeczywiście, w pewnej chwili wpada
do garderoby, gdzie przygotowywałam pokaz mody, hostessa z wypiekami na
twarzy i mówi: "Przepraszam, że przeszkadzam, ale musi Pani zejść na dół, bo
tam mamy taką jedną nachalną babę, co pcha się koniecznie do środka chociaż
nie ma zaproszenia! I jeszcze bezczelnie kłamie, że tu pracuje! Mówię Pani,
wystarczy popatrzeć, jak toto wygląda! My już normalnie nie dajemy sobie
rady, ci ochroniarze klubowi to ją chcieli wpuścić, ale my nie pozwalamy, bo
miałyśmy pilnować!" Zeszłam na dół i co widzę? Miotającą się w furii,
purpu
Obserwuj wątek
    • bozena_l czesc 2 12.06.03, 17:27
      w furii, purpurową... Małgorzate Potocką, byłą baletnicę, współwłaścicielkę
      klubu i twórczynię ich rewii! Myślałam, że w duszy skonam ze śmiechu! I moje
      hostessy okazały się bardziej przebojowe, niż ochrona i Pani Potocka razem
      wzięci!


      Kurs jazdy. Stoimy nadrodze podporządkowanej. Jestem zdenerowany jak diabli,
      instruktor chyba też trochę. Z prawego fotela pada propozycja "Może zapalimy",
      dotycząca samochodu. Kierowca, czyli niżej podpisany, broniąc zdrowego stylu
      życia: "Ja nie palę".


      Mialem wtedy kilka ( pozne lata 70-te ) lat i wlasnie odbywala sie pokazowa,
      wizytacyjna lekcja religii. Zaproszony byl Biskup i rodzice dzieci
      uczestniczacych w tej lekcji. Siostra zakonna zapytala jakie wielkie swieto
      wlasnie sie zbliza ( byl to koniec wrzesnia ). Oczywiscie wyrwalem sie do
      odpowiedzi i powiedzialem................. rocznica Wielkiej Rewolucji
      Pazdziernikowej. Na salce zapanowala cisza. Siostra zakonna poglaskala mnie ze
      smutkiem po glowie ( wiem to z relacji mamy )i powiedziala, iz w zasadzie
      chodzilo jej o troche inne swieto ............Swieto Zmarlych.


      do klasy mojego kumpla chodził koleś, straszny aktywista szkolny; teatr,
      prowadzący apele, przewodniczacy szkoly, itd...o nazwisku Bąk. Pewnego dnia w
      czasie trwania lekcji, słychać pukanie do drzwi, za chwilę wychyla sie głowa z
      zapytaniem do pani nauczycielki: "Czy może pani puścić bąka na próbę".


      Było to na zajęciach z informatyki. Tylko ja, 3 koleżanki i pan od
      informatyki. W pewnym momencie zaczęła dzwonić do mnie moja siostra, a że ja
      miałam wyłączony dźwięk to słyszeć było tylko buczenie. Pan od informatyki
      myślał, że to którejś z nas burczy w brzuchu, więc mówi: "O, słyszę, że ktoś
      jest głodny" A ja, zamiast najpierw pomyśleć, palnęłam: "Nie, to tylko mój
      wibrator" smile Wszyscy śmialiśy się przez całe zajęcia smile A pan na końcu
      stwierdził: "Co za grupa, nawet wibratory do szkoły noszą" smile


      Ktoś mi opowiadał o fanie zespołu I.R.A. który wybrał się w klubowej koszulce
      do Londynu.


      3) wiosna '82, upał, nabity autobus, gwar, jadę z mamą i nagle w tej ciszy
      rozlega się mój głosik (a jako dziecko mówiłem strasznie głośno): "mamusiu, a
      co to jest dyktatura?" Zapadła cisza, mama spłoszonym głosem mówi: "wiesz,
      synku, to na przykład w Gwatemali, policja bije ludzi, nie można głośno mówić,
      nie ma jedzenia..." A ja na to triumfalnie: "mamusiu, to zupełnie jak u
      nas!!!" Natychmiast wysiedliśmy i podobno przez tydzień mama bała się jechać
      tą linią...


      A to ja znam lepsze. Zbiera się grupa studentów przed pierwszymi zajęciami
      zaraz po 1-szym listopada. Wchodzi nastepny i woła: spóźnione życzenia z
      okazji wszystkich świętych.


      Pewmego dnia jedna z pracowniczek mojej firmy obchodzila 20-ste urodziny,
      ochoczo pospieszylem z zyczeniami "drugie tyle!!!" Ale obciach!


      pierwsza klasa szkoły średniej ,dzień drugi jeszcze się nie znamy ,przed
      pierwszą tego dnia lekcją ci z internatu gadają co wiedzą o
      nauczycielce ,która ma ją prowadzić , w międzyczasie podchodzi do nas
      szczupła dziewczyna ,z warkoczem i słucha "...ponoć bardzo seksi ...ostra jak
      siekiera...heksa straszna...jebol mówił , że pół szkoły marzy by ją
      przelecieć ..." itp Po chwili dziewczyna z warkoczem otwiera
      klasę ,zdezorientowani wchodzimy by usłyszeć "dzień dobry ,nazywam się Anna
      J. ,bedę was uczyć...."


      2 klasa liceum, lekcja łaciny, nauczyciel młody, tuż po studiach, przystojny
      jak marzenie... Wyczytuje listę uczniów, i wiem, że moje nazwisko też powinno
      się na niej znaleźć, ale nie ma, nie ma, nie ma... Zaniepokojona wołam: "Panie
      profesorze, dlaczego pan mnie przeleciał?"


      Moim znajomym zdarzyly sie w Niemczech dwa zabawne (dopiero po fakcie smile )
      nieporozumienia jezykowe: Jedna rodzina tlumaczyla znajomym, ze dzieci maja
      alergie na pylki (Allergie gegen Pollen). Udalo im sie powiedziec, ze dzieci
      maja "Allergie gegen Polen" - czyli alergie na Polakow/Polske.


      Swego czasu uczyłam się w Pradze w szkole polskiej....Oczywiście wszystkie
      dzieci wiedziały , że "szukać" to pie...rdolić...moim kolegom wpadł do głowy
      jeszcze inny pomysł - po czesku pejoratywnie - prostytutka to "szczietka" -
      więc koledzy chodzili po korytarzu szkoły czeskiej i mówili że"szukają
      szczotki"...


      Gdy byłam nastolatką ( dawno temu, w 1978 r ), pojechałyśmy z mamą i dwoma jej
      znajomymi do Leningradu.Znajoma mamy dobrze znająca język mieszkała u jednej
      ze swoich znajomych i nastawiała się na załatwienie jakichś spraw rodzinnych.
      My we trzy mieszkałyśmy u innych państwa i zwiedzałyśmy zabytki. Od razu
      pierwszego dnia gdy zostałyśmy już we trzy sam na sam z gospodarzami, pani G
      powiedziała nam że znajoma mamy będzie spała na łóżku ( to udało nam się
      zrozumieć, mimo że łóżko to po rosyjsku "krawat' "), natomiast mama i ja
      na "dywanie".Osłupiałyśmy, mama zaczęła tłumaczyć, że nie możemy spać na
      dywanie, bo będzie nam przecież twardo. Pani G osłupiała. Potem pokazała nam
      ten "dywan" i okazało się, że to kanapa... Drugim razem oznajmiłyśmy naszej
      gospodyni, że idziemy do "sklepu" po owoce. Miała bardzo dziwną minę, dopiero
      póżniej, od tej pani znającej język dowiedziałyśmy się, że "sklep" to
      grobowiec. Ale najlepszy numer udało nam się uskutecznić trzecim razem. Znajoma
      mamy z którą zwiedzałyśmy miasto chciała kupić kawior. Wiedziała, że można go
      kupić w luksusowym hotelu, w sklepiku dla cudzoziemców.Poszłyśmy tam i
      powiedziałyśmy, że chcemy kupić "kawior". Młodziutka sprzedawczyni spojrzała
      na nas jakoś trochę dziwnie i bardzo uprzejmie wyjaśniła nam, że u nich nie
      można kupić "kawioru" i że w sklepie gdzie go można kupić na "kawior" trzeba
      się zapisywać na rok naprzód.Byłyśmy mocno zdumione, bo przecież żaden turysta
      nie przyjedzie po roku aby kupić słoiczek kawioru! Tak nas to zdumiało, że
      opowiedziałyśmy to tej znajomej znającej perfekt rosyjski. Wwtedy okazało się,
      że chciałyśmy w tym hotelu kupić dywan! ( " kawior" to dywan, powinnyśmy
      prosić o "ikrę"). Nie muszę chyba dodawać, że do tego hotelu już nie
      poszłyśmy...


      Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angielski
      w normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem oczywiście zdarzały
      się gafy. Najlepsza z nich dotyczy restauracji smile) Nieświadomy gafy kumpel
      zamówił w knajpie steka słowami: - May I have a bloody steak, please? smile) Ja
      czerwony, krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz
      blacha, zanotował sobie w notesie i pyta: - Would you like to have it with
      some fucking potatoes, sir? (ang. bloody - cholerny, rough - krwawy, surowy)


      Kilka lat temu zwiedzałam z narzeczonym hiszpański interior.Małe miasteczko,
      upał, sennie. Daleko od turystycznych szlaków, więc nikt nie mówi po
      angielsku. Znaleźliśmy bank, ale nie mogliśmy sobie poradzić z bankomatem.
      Narzeczonemu coś strzeliło, że oni tu napewno mówią po niemiecku. Nie znamy
      tego języka, ale on dzieckiem w kołysce ogladał Klossa. Więc mówi do panienki
      w okienku z niezachwianą pewnością siebie: "Bankomat kaputt!". Panienka
      popatrzyła jak na pomylonego, obejrzała kartę, zawołała koleżankę, odbyły
      konsylium, przeprowadziły jakieś testy z czytnikiem, w końcu robi tryumfalną
      minę, oddaje kartę i mówi: "Bankomat gut.KARTA KAPUTT!"


      ale ostatnio popelnilem niezla gafe i to nastroilo mnie do rozpoczecia tego
      watku . A bylo to tak ,do jednej z moich przelozonych w czasie rozmowy
      pochwalilem jej syna ....ktory na moje nieszczescie okazal sie byc jej
      mezem ,kobieta delikatnie zwrocila mi uwage , ale chec do dalszej rozmowy
      minela niestety!!!! No i co gafa jak cholera!!!!

      Bedac na studiach (chemia), razu pewnego na zajeciach laboratoryjnych
      dokuczalismy sobie nawzajem z kolezanka z roku. Wykonujac swiczenie, katem oka
      zauwazylem, iz ww kump
      • bozena_l czesc 2 (koniec) 12.06.03, 17:28
        Bedac na studiach (chemia), razu pewnego na zajeciach laboratoryjnych
        dokuczalismy sobie nawzajem z kolezanka z roku. Wykonujac swiczenie, katem oka
        zauwazylem, iz ww kumpela przechodzi za moimi plecami. Nie zastanawiajac sie
        wiele, odepchnalem sie od blatu i trzasnalem ja tylkiem. Potem krzyknalem
        HAHAHA!!, odwrocilem sie z triumfem na twarzy i na wielkim, zeliwnym zlewie
        ujrzalem rozplaszczona .......pania profesor.


        Tego akurat nie przezylem tylko slyszalem ,ale warto to opowiedziec . Pewna
        kobieta ktora wyjechala do USA znajac juz troche jezyk angielski zaproszona
        na lody kilka dni po przyjezdzie postanowila sama zlozyc zamowienie i
        zaprezentowac swoj dobry akcet........powidziala zamiast ....peanuts ice
        cream ......penis ice cream , obsluga sklepu plus klientela podobno pokladala
        sie ze smiechu!!!!!!!


        Opowiedziała mi to koleżanka z pracy. W latach osiemdziesiątych jej rodzice
        weszli w jakieś spory finansowe z daleką rodziną rezydującą w USA. Ponieważ
        tamci nie chcieli oddać im pieniędzy, postanowiono namotać grubszą
        intrygę.Uradzili, że informacja o nagłej śmierci wspólnej prababci trafi do
        serc i sumień kuzynów (że niby będą się poczuwać do pokrycia części kosztów
        pogrzebu...). Żeby uwiarygodnić przekaz postanowili dołączyć dokumentację
        fotograficzną. Było to dość łatwe,bo sąsiad pracował w domu pogrzebowym i
        mógł wpuścić ich wieczorem do pomieszczenia z właściwym oprzyrządowaniem.
        Ubrali więc jak należy siebie i starszą panią, umieścili ją na katafalku itd.
        O umówionej godzinie przyszedł fotograf. Był obcy, więc mu nie mówili
        wcześniej, co jest naprawdę grane.Zrobił zdjęcia,ale zanim wyszedł zapytał
        teatralnym szeptem głowę rodziny ile ma być kompletów odbitek.Ten odparł, że
        jeden, na co słysząca to starsza pani odezwała się "i dla mnie jeden".Podobno
        fotograf tak uciekał, że zostawił sprzęt.


        Mój synek uwielbia jajka z niespodzianką, które kupowaliśmy zawsze w tej samej
        budce na osiedlu. Zawsze jednak maluch chciał wiedzieć czy wewnątrz znajduje
        się figurka, czy zabawka do składania, w związku z tym przykładał to jajko do
        ucha i potrząsał. Przemiły pan sprzedawca po jakimś czasie na nasz widok od
        razu zabierał się do sprawdzania zawartości jajka. Pewnego dnia chcąc być dla
        niego miła powiedziałam "No, no a pan to na sam mój widok już trzęsie jajkami".
        Od tej pory jajka z niespodzianką kupuję tylko w sklepie samoobsługowym...


        Kolejna gafa, tym razem mojego autorstwa: kiedyś na międzynarodowych
        warsztatach studenckich zastąpiłam chorą koleżankę przy prowadzeniu dyskusji
        (w języku angielskim). Na wstępie chciałam powiedzieć, że ona źle się czuje i
        potrzebuje odpoczynku, stąd zmiana, a grupa usłyszała "let her rest in
        peace"... (niech spoczywa w pokoju)


        1. Nasza nauczycielka biologii w liceum powiedziała kiedyś na zakończenie
        lekcji (chcąc zwrócić nam uwagę na to, z czego będzie pytać): - A na następną
        lekcję miejcie w pogotowiu narządy płciowe męskie i żeńskie... Rzecz jasna, w
        tym momencie klasa już leżała pod ławkami ze śmiechu.
    • Gość: Pampas Swietne, podeslij inne jak masz IP: *.fibertel.com.ar 14.06.03, 21:56
      Swietne, podeslij inne jak masz

      Dzieki ! Nareszcie jakies fajne rzeczy na tym forum !
    • Gość: Futtys super ! skad to wzielas ? IP: *.bootsit.com 14.06.03, 22:04
      super ! skad to wzielas ?
      • totato [...] 14.06.03, 22:05
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka