squatt-n-leavitt
09.07.03, 06:01
Szakal, podchwycilem twoj watek...
"Euroleniuchy precz!
Skandal, wstyd, kompromitacja - tak politycy komentują opisane przez nas
poczynania grupki polskich obserwatorów w Parlamencie Europejskim.
Na okładce wczorajszego Życia Warszawy znajdowało się zdjęcie Andrzeja
Leppera i Krzysztofa Filipka zrobione podczas ostatniej sesji Parlamentu
Europejskiego w Strasburgu. Panowie zamiast obserwować pracę zachodnich
parlamentarzystów, zabawiali się na staromiejskim rynku. Była wycieczka
łódką, zwiedzanie katedry, zakupy i zimne piwo w kawiarni.
Ujawnione przez naszą gazetę beztroskie zachowanie polskich obserwatorów
zaniepokoiło marszałka Sejmu. - Będę wyjaśniał tę sprawę - zapowiedział
Borowski. Na jego interwencję liczy Marta Fogler z Platformy Obywatelskiej,
która zasiada w komisji europejskiej.
- Mam nadzieję, że marszałek wyciągnie konsekwencje wobec tych
parlamentarzystów. Poczynania klubu Samoobrony, o których donosi wasza
gazeta, to kompromitacja naszego kraju na arenie międzynarodowej. Do
Parlamentu Europejskiego powinni zostać wydelegowani najlepsi posłowie.
Fachowcy od stosunków europejskich, tacy, którzy władają zachodnimi
językami - mówi oburzona posłanka.
Zbulwersowania nie kryje także inny parlamentarzysta komisji europejskiej
Ryszard Zbrzyzny z SLD. - Nie wyobrażam sobie, jak można zachować się w ten
sposób na oficjalnej delegacji zagranicznej. To skandal. Jeżeli ktoś tak
traktuje obowiązki obserwatora, to co będzie, jak zostanie deputowanym do
Parlamentu Europejskiego? Może ci panowie mają odrobinę honoru i po tej
kompromitacji zrezygnują z dotychczasowej funkcji - mówi poseł.
Także Dariusz Rosati, były minister spraw zagranicznych, jest zaniepokojony
publikacją naszej gazety. - Misja polskich obserwatorów nie polega na
robieniu zakupów. Takie zachowanie fatalnie wpłynie na wizerunek Polski w
Parlamencie Europejskim. Szanuję odrębne poglądy Samoobrony, rozumiem, że są
eurosceptykami, jednak, wyjeżdżając na sesję do Strasburga, reprezentują
nasz kraj i nasz polski Sejm, więc powinni zachować się godnie. Tym bardziej
że podczas przemówień w polskim parlamencie mają pełne usta frazesów o
patriotyzmie - zauważa Dariusz Rosati. - Mam nadzieję, że zaobserwowane
przez reporterów ŻW praktyki nie są nagminne, bo jeśli tak, to jest to dla
mnie zachowanie jak najbardziej naganne - dodaje.
Witold Tomczak z LPR twierdzi, że opisane przez nas praktyki nie są wcale
rzadkie. - Są posłowie, którzy wpadają do gmachu Parlamentu Europejskiego
podczas sesji tylko po to, żeby podpisać listę na podstawie której wypłacana
jest dieta (256 euro za dzień) - mówi.
DATA:9.07.2003"