morgi.gliniaka
14.10.07, 23:52
Jak juz powiedzialem, Amerkanie nie znaja swojego gadania.
Ja to wiem, bo juz nawet nauczyciel angielskiego gadania w Naszym Siole mi
powiedzial, ze gadam obco per fekt. Pani na stacji samolotowej w Miescie tez
mi to powiedziala. W koncu kto jak kto, ale taka pani musi sie znac, bo ona
codziennie gada obco do najrozmaitszych ludzi z obcych stron, nawet Chinczykow.
Wszystko to potwierdzilo sie juz na stacji samolotowej w Njujorku.
Gdy nareszcie wyszedlem z samolotu (aha, ta pani w fajnym mundurku w samolocie
stala przy drzwiach i wszystkich ladnie zegnala i gdy ja wychodzilem z
samolotu to ona sie usmiechnela do mnie i dala mi serwetke na pozegnanie), to
poszedlem z innymi do stanowiska wopistow. Gdy przyszla moja kolej, to
pokazalem im moj paszport.
Jeden z nich byl czarny jak diabel i zapytal:
Whut be de purpose uh yo' visit t'de United States?
Nie zrozumialem i musial mi tlumaczyc, az w koncu zrozumialem i dalem
odpowiedz. Przyczepil mi biala kartke w paszporcie i machnal reka.
Teraz trzeba bylo znalezc moja walizke. Martwilem sie, ze nie znajde, bo tam
musialo byc bardzo duzo walizek, ale okazalo sie, ze poznalem od razu. Tyle,
ze czekalem dlugo, bo wszystkie krecily sie na karuzeli, ale tylko po
dwadziescia na raz. Wzialem walizke i zaczal sie zastanawiac jak sie ze stacji
wydostac i jak dotrzec do miejsca gdzie mialem mieszkac. Ja mialem adres tego
miejsca, ale jak sie tam dostac. Przynajmniej mialem troche ichnich pieniedzy.
Zapytalem Amerkanina; uere is trajn?
Musial byc bardzo glupi, bo powiedzial; what kind of train?
Potem dodal: where is you tryin' t'get?
To robilo sie coraz bardziej meczace.
Pokazalem mu adres, X Canal Street, Manhattan.
Ah, dat's easy. Snatch de train t'Howard Beach, snatch de A train
Inwood-bound, t'Canal Street. Man!
Niby proste, ale z powodu glupoty Amerkanina wyladowalem w Ozone Park!
Po drugie, ten ich sablej wogole nie jest oznakowany. Gdyby nie to, ze znalem
doskonale ich gadanie i ze kazdy najglupszy Polak jest o niebo madrzejszy i
sprytniejszy od najmadrzejszego Amerkanina, to bym nigdy nie trafil na Kanal
strit.
W tym momencie zaszczekal lancuch i wlazl maz.
Nadau obrzucil go przenikliwym spojrzeniem i podchwytliwie zapytal; ktora godzina?
Nie wiem, nie mam zegarka, ale napewno kolo szostej, bo krowa chciala wracac
do obory.
Maz zdawal sie byc trzezwiejszy, niz przypuszczal Nadau. Lec no po gorzalke i
cos do zjedzenia!
Co ma byc, zapytal maz.
Mamy ochote na cos lepszego, kup spirytus i szynke Super Wol. Aha, i sok
malinowy Malina oraz jakies ciasto, moze byc Sekacz Augustowski, zarzadzil
Nadau. Yaponczyk, o dziwo, nie protestowal, ze on bogaty i temu podobne.
Jak zwykle, pod ich wplywem, postanowilem zrobic wyprawe do kuchni i cos
upitrasic. Nawet skok do monopolowego byl do wykonania, pomimo, ze niedziela i
prawie szosta po poludniu, co w moich okolicach grozi pocalowaniem klamki.