krupniok_pl
16.02.08, 19:42
(...) Obudził się zlany potem. Druga w nocy. Miał sen, koszmar. Przyśniło mu
się, że do fabryki, w której nielegalnie pracuje, wpadł urząd imigracyjny. Ze
Stanów został deportowany do Polski. Z ulgą przetarł czoło – to był tylko sen.
Nie chciał wracać do tego ciągłego strachu o jutro, całodniowego ślęczenia pod
blokiem z kumplami. Ale to był tylko zły sen.
Dalej jest w mieszkaniu u siebie w Chicago, a nie na osiedlu Nowa Huta w
Krakowie. Teraz jest u siebie. A ten koszmar to tylko sen - sen imigranta,
podobno przytrafia się każdemu po roku, czy dwóch niepewnego pobytu na
obczyźnie. Podobno jest jak dobra wróżba. Oznacza, że zostaniesz w Ameryce już
na zawsze...
Ilu imigrantów miewa takie sny?
Po roku, a może kilku pobytu w Stanach, wydaje się im, że jest już tak dobrze,
że nie może być lepiej. Nigdzie. Że wszędzie może być tylko gorzej, a
zwłaszcza w Polsce.
Bo tam podobno nie ma pracy, a jak już jest, to płacą marnie.
Bo stamtąd podobno każdy ucieka, gdzie może. Młody, stary, lekarz, murarz,
budowniczy, po studiach, albo i bez. Do Anglii, Irlandii, Norwegii...
Bo tam w Polsce wszystko trzeba załatwiać po znajomości i pod stołem,
najlepiej za odpowiednią opłatą. To tam rząd na oczach narodu bije sie o
łapówki, a głowy państwa najchętniej zostałyby scięte przez samych obywateli.
To tam Kółko Wzajemnej Adoracji pod patronatem Ks. Rydzyka mówi ludziom co
jest dobre, a co złe, a on sam dociera do wiernych własnym nowym helikopterem,
podczas gdy Górskie Pogotowie Ochotnicze ledwo może odpalić swój stary by
lecieć na ratunek rannym...
Bo tam, w Polsce, ci którzy byli bogaci stali się jeszcze bardziej bogatsi, a
biedni jeszcze biedniejsi.
Powiedzcie szczerze, czy to tylko siła zakodowanego w podświadomości stereotypu?
Mentalność społeczna?
A może to media kreują taki wizerunek kraju?
..............................
Telefon do Polski.
Co słychać u bliskich?
To co zwykle – odpowiadają. Nic. Bieda z nędzą, niby jakoś lepiej, ale
wykorzystują w pracy... zero szacunku, kierownik krzyczy, a sąsiadkę zwolnili.
Te same meble pamiętają czasy sprzed Wałęsy. Miło by było dostać jakąś paczkę
z butami, może laptopa.
Patrzysz na zdjęcia wysłane przez kuzyna spoza miasta.
W tle rozlatująca się buda psa. Cholera – do czego wracać?.
.............................
A ta noc to tylko koszmar. Nie obudziłeś się na lotnisku w Polsce. Dalej tu
jesteś. Dopóki szczęśliwie nie wygrasz zielonej karty, bądź twoja sytuacja się
nie wyjaśni, jesteś w Ameryce.
„Bo przecież nigdzie nie może być lepiej niż w Ameryce?”.
Mimo to gdzieś w podświadomości pamiętasz zapach polskiego lasu, trawy...
nawet piaskownicę spod własnego bloku...
Zapach wielkanocnych jajek i bukszpanu wetkanego w koszyczek.
Pamiętasz niedzielne spotkania u babci i ciotki... z sałatką jarzynową i
włączonymi „Milionerami” z TVN-u w tle.
Gdzieś podświadomie myślisz, że przecież tam, mimo wszystko, nie było Ci źle.
Przecież przez pierwsze pół roku po przylocie do Stanów nienawidziałeś tego,
jak sam określałeś, kiczowatego kraju.
Coś jednak ciągnie Cię z powrotem do korzeni. Do Polski.
................................................
Maciek przyleciał do USA bo uciekł. Nie poszło mu na studiach, nie znosił ich.
Wtedy dla młodych ludzi w Polsce nie było wyboru. Albo studia, albo praca w
Tesco na pół etatu. Dusił się. Wyjechał.
Trzy lata w Stanach minęły szybko. Maniakalnie odkładał pieniądze. Mieszkanie
w basemencie w Chicago dzielił z kolegą. Z początku postawił sobie za cel-
$30,000. I wracam-.
Po trzech latach osiągnał wymarzoną kwotę. Zasuwał każdego dnia i każdej nocy.
Na dwie zmiany. Sprzątał kina. Każdej nocy wyrzucał śmieci, odkurzał te same
sale, zbierał te same opakowania po kukurydzy.
Miał dość. Dość Ameryki i dość tej codziennej harówki.
W Stanach, w przeciwieństwie do Polski stać go było na wiele. Na nowy samochód
wydał ponad $20,000. Rozbił się.
Kupił motor.
Materialne kółko obłedu kręciłoby się dalej, ale...
No właśnie?
Maciek tęsknił szalenie za krajem, miejscem, gdzie wszyscy mówili tym samym
językiem i śmiali się z tych samych żartów, miejscem gdzie był jego prawdziwy
dom, jego korzenie.
-To może zrozumieć tylko ktoś, kto wyjechał- mówi – i teoretycznie nie może
wrócić – jak ja.- Ameryka to nie Anglia, gdzie lecisz do Polski na weekend.
Stąd jak wyjedziesz, nie masz powrotu...- chyba że masz zieloną kartę.
Codzienna rutyna tych samych czynności i przede wszystkim życie bez
konkretnej, lepszej, przyszłości powodowała iż czuł że wariuje. Zapragnął
zmiany. Poleciał do NY. Wrócił po trzech tygodniach. Nie chciał się wypowiadać.
-Polska – powiedział.- Wracam-
Z początku przekładał kupno biletu z miesiąca na miesiąc. Ale pewnego dnia
zadzwonił i powiedział – To koniec - Tym razem wylatuję-.
Nie wierzyłam – poleciał.
Kontakt zniknął. Po półtora roku dostałam maila z załączonym zdjęciem. Maciek
dobrze wyglądał. Obejmował w pasie miłą brunetkę. Są zarączeni. W Polsce
odnalazł swoją miłość i szczęście.
-Z początku to był koszmar – pisał.
Pierwsze dwa tygodnie polskiej bajki po powrocie z daleka, a później szarość
codzienności. Walił głową w ścianę, zastanawiając się, co narobił. Czemu
wrócił do Polski. Po co to zrobił... To, za czym tak tęsknił, co tak
gloryfikował przez wszystkie lata na obczyźnie, to tylko kolejna szara
codzienność – tyle że polska.
Nie było godziny, minuty, by nie myślał jak wrócić z powrotem do USA... Szukał
pracy, owszem, w Kielcach jakieś oferty były. Za naprawdę marne grosze. A on
chciał więcej.
Po miesiącu miał dość. Rodzice kłócili się, on znów musiał zamieszkać z nimi.
Ci, co za nim tak tęsknili, nagle zupłnie im spowszedniał.
Odnalazł kontakt. Kogoś, kto za duże pieniądze przemyci go przez granicę.
Chciał wrócić do Chicago, do swojego kina, do swojego nielegalnego statusu
imigranta.
I wtedy pomyślał że zaraz. -Nie po to marzyłem o powrocie do własnego kraju,
by teraz z niego uciekać-.
Zebrał się w sobie, choć było trudno. Rozejrzał za szansą dla siebie. Odnalazł
ją. Wyremontował stare budynki należące do rodziny i puścił w wynajem. Przed
budynkami zorganizował całodobowy parking. Zajęło to trochę czasu, ale jest
dumny, że było warto.
Na zdjęciach widać, że jest szalenie szczęśliwy.
Pisze, że w Polsce da się żyć godnie i na poziomie. Trzeba tylko mieć pomysł
na siebie i życie. I może odrobinę szczęścia.
-Głowa do góry. Warto. Mam wszystko czego pragnąłem-.
Ameryka była dla niego lekcją. Poznał mnóstwo ludzi. Wielu pomógł, wielu nie
było tego wartych, ale to już inna historia. Widział wzloty i upadki, cierpiał
gdy cierpieli inni. Poznał smak imigracji, jej ciemne zaplecze zwłaszcza. Znał
sen imigranta i ten trud wyboru – tu, czy tam. On podjął własną decyzję.
Wrócił do siebie i jest szczęśliwy.