Dodaj do ulubionych

Z życia Polonusek

06.03.08, 21:40
Obserwuj wątek
    • krupniok_pl ___ Chapter 1 06.03.08, 21:41
      “Zawojowałam. Zwojowałam Amerykę. Myślałam że jestem jak Kolumb. Że jestem naj.
      Bo wiesz… Tu można albo wygrać życie, albo zaryć twarzą o dno świadomości.
      Zresztą... jak wszędzie chyba. Tylko… tylko, wiesz… tu jest inaczej”. Jak? –
      pytam. Jestem młoda i chcę wiedzieć, co można...

      Podobno jest poobijana. Kilka dni temu wyszła z aresztu. Czterdzieści osiem
      godzin wystarczyło by ciemna karnacja towarzyszek więziennej niedoli pokazała
      jej, gdzie jest miejsce Polek w Ameryce. Takich jak ona kiedyś. Pięknych,
      młodych, przebojowych... Bo Polki podobno są naj.

      Ma teraz czterdzieści lat i bywa czasem agresywna. Sytuacja z kelnerem w
      restauracji. Wybuchła kłótnia. Przyjechała policja. Wituś, boyfriend, uciekł. Na
      dnie.

      Dostała lanie na "good morning". Poprawkę na "good afternoon", na "good
      night"... i na wszelki wypadek na "see you soon". Żeby jej się nie wydawało, że
      jak sprząta i jest Polką w Ameryce... by nie ściągała nosem chmur.

      Mieszka na południu Chicago w nieciekawej dzielnicy. Ze swoim Witusiem. Wituś
      pewnego dnia oznajmił jej, że "nie będzie pracował" bo on się już w życiu
      narobił... Zapracował na odpoczynek w tej, jak sam określił, Chameryce.
      Zapracował na to, by zmusić Wiesię do tego, by pracowała na Niego. Czemu nie?

      „Przegrać życie w Ameryce? Też opcja... Przegrać..." - Wiesia zaciąga się
      papierosem. Unosi się dym. „Ty jesteś młoda" - mówi - „Masz jeszcze szansę...
      posłuchaj..."

      Wiesia przyjechała mając 20 lat. Jak wiele. Jak większość. I jak większości i
      jej uderzyły bąbelki do głowy. Upiła się szampańską Ameryką.

      Powodzenie? „O raaaany. Ilu ich było." Każdy pragnął się spotykać z piękną
      dziewczyną. Wysoka, smukła, gęste włosy. Inteligentna? Być może. Życie pokazało
      jednak, że nie wystarczająco. Bo Ameryka powinna nauczyć "jak myśleć o sobie",
      nauczyć pokory i tego ze uroda to często nie wszystko. Wychodziła do klubów,
      dyskotek. Mężczyźni stawiali drinki. Miała ciuchy i figurę. "Bo Polki są naj"-
      mawiała. „Najładniejsze, najzaradniejsze, najmądrzejsze..." Imponowało jej.
      Spojrzenia dwudziestolatków, ich zaczepki. Dojrzali panowie oferowali
      sponsoring. Czasami jakieś ostrzejsze propozycje. Była jak bogini. "Moja
      Afrodyta" - mawiał Wituś. A ona dumnie kładła głowę na jego ramieniu. Uciekło.

      Życie przeciekło pomiędzy palcami. „Ten cholerny czas za szybko tu biegnie..." -
      wzdycha. „Myślisz że tylko tutaj?" - pytam zaczepnie. Uroda zniknęła. Nie
      pozostało nic. Tylko dwadzieścia lat wyrwanych z pamiętnika. „Zmarnowałam życie
      w Ameryce, bo wydawało mi się..." - uśmiecha się pokazując braki w uzębieniu.
      Wituś kiedyś ją uderzyl. Darmowy dentysta.

      Poznała go na dyskotece. Miał gadane, miał czerwony samochód, "fajnie" się
      ubierał. Co więcej trzeba pięknej dwudziestolatce? Zakochać się. I się
      zakochała. Obiecywał. "Będziesz miała wszystko. Samochód, dom, ciuchy...
      Będziesz żyła jak królowa. Kocham Cię!" Została z nim. Bez gwarancji
      bezpieczeństwa - ślubu. Tak jest lepiej. Czas mijał. "Ameryka Ci to odbiera." -
      śmieje się - "poczucie przemijalności". "Przestań myśleć, że któregoś dnia
      BĘDZIE lepiej. Zrób coś."

      Pracowała jako kelnerka. "Na początek" - myślała. "Kiedyś pójdę do szkoły. Będę
      wykształcona. Żeby w Polsce myśleli, że do czegoś doszłam". "Nie odkładaj nic do
      jutra" - mówi. Czas mijał. Od świąt do świąt. Mijały lata, na szkołę nie było
      nigdy czasu. Były ważniejsze sprawy. Wyjścia z Witusiem, który coraz częściej
      zaglądał do kieliszka. I praca, i praca, i praca. Dała Bozia dziś, da i jutro...
      Dobiła 35 lat. Już nie pracowała jako kelnerka w drogim nocnym klubie. Podaje
      śniadania w kawiarni, gdzie każdego ranka staruszkowie zostawiają parę drobnych.

      Już nie jest taka ładna. Już nie jest pierwszej młodości. "Wituś, ale ten czas
      ucieka... pamiętasz jak się poznaliśmy?". Ale Wituś nie ma czasu na bajery. Jest
      głodny.

      „I naucz się myślec o sobie. Bo nikt nie zrobi tego za Ciebie". Koleżanki w
      Polsce mają już dzieci. Niektóre dwójkę. Marta jest pielęgniarką. "Ma takiego
      przystojnego i dobrego męża" - wzdycha -" A przecież to ja ładniejsza i niby
      mądrzejsza. Życie jest brutalne? A może trzeba pomyśleć" - ironizuje.Nie ma
      ubezpieczenia. Nie ma oszczędności. Nie odkładała na składki emerytalne. Nowe
      sukienki i kosmetyki były ważniejsze. Przecież zawsze będę młoda i silna i ładna.

      Mając dwadzieścia lat myślisz o tym, co będzie za kolejne dwadzieścia? Ona nie.
      Myślisz o tym, by wyjść do klubu? Znaleźć chłopaka, który postawi drinka i
      odwiezie dobrym samochodem. Ty pokażesz kawałek ciała, a on może zaprosi Cię na
      kolację i może „mylnie" potraktuje to jako pozwolenie do ściągniecia ci majtek.
      Może, a może nie. Mam nadzieję, że nie. Bo łatwiej jest znaleźć kogoś, kto
      "podobno" spełni Twoje marzenia? Za jaką cenę? I czy jest tego warta?

      Wiesia mówi że nie ma nic. Wyszła z aresztu. Nie miał kto za nią zapłacić. Nie
      ma pieniędzy na "rent". Wituś uciekł z restauracji, ale bardzo za nią płakał.
      Jest poobijana i nie moze iść do pracy. Nie ma dzieci. Nie ma nic. Nadzieję?
      Może, ale czy nie za mało? Nie za późno? Nigdy nie jest za późno. "Ja
      zmarnowałam życie w Ameryce. Nie pozwól by Ciebie spotkalo to samo. Ja też byłam
      piękna i młoda"
    • krupniok_pl ___ Chapter 2 06.03.08, 21:58
      Aneta. 32 lata. Kiedyś w Polsce cicha myszka. "Mól książkowy" - wspomina siostra
      - "Lubiała dużo czytać. Była inteligentna. I ładna. Tylko jakaś taka...
      nieśmiała zawsze. "Przyjechała do siostry, ustawionej w Stanach świeżej mężatki.
      "Bo w Ameryce taki dobrobyt". Jej też miało się udać. Miało. Miała pójść do
      szkoły. Chciała się uczyć. Miała ambicje. Wszystko w czasie przeszłym. Bo nie
      miała wystarczająco oleju w głowie? Bo kolejnej dziewczynie uderzyły bąbelki? Bo
      to Ameryka PODOBNO zmienia?

      Z początku to był dla niej szok. Nagle mężczyźni zaczęli się nią interesować. A
      o to w Stanach wyjątkowo łatwo, gdy jest się szczupłą i proporcjonalną. Patrzę
      na zdjęcia. "Wiesz... ja bym jej teraz nigdy nie poznała"... Książki poszły w
      bok. Nie ma rodziców, nie ma kontroli. Jest natomiast głupi wiek dwudziestu lat
      na pograniczu wolnej dorosłości. I znowu dyskoteki. Chyba żeby pokonać
      nieśmiałość zaczęła coś brać. Odważniejsze ciuchy nie czynią cię cwańszym w
      środku. Tabletka może pomóc. Na chwilę. Pracowała. Praca w biurze była źródłem
      sporych przychodów.Wymagała odwagi. Połączona ze sprzedażą, w tym z zyskiem od
      sprzedaży. A tam trzeba odwagi, tupetu.

      Jak na jej wiek zarabiała dobre pieniądze. Za nie wynajmowała mieszkanie i
      kupiła samochód. Wolność w Ameryce smakuje wyśmienicie. Status jakiego nie miała
      nigdy w Polsce. Tam, w podwarszawskiej miejscowości wszyscy mówili "ale się
      ustawiła w tej Ameryce". Nie przejmuj się tym, co mówią ludzie. Nie rób nic pod
      ich dyktando. Rób tak, by to Tobie było dobrze z sobą. (...) Banały. Puste
      frazesy. Szkoły nigdy nie było. Pojawiło się dziecko. Przypadkiem i za wcześnie.
      Siostra pomogła, ale dziewczyna nie była gotowa. Zabawa i praca. Nie życie
      rodzinne. Gdzie ta dziewczyna? Ta dobra, spokojna, miła dziewczyna? Tu jest
      Ameryka i każda wymówka była dobra. By nic nie robić. Nie ma czasu. Nie ma
      pieniędzy... Kiedy? Właśnie kiedy, jak nie teraz?

      Pewnego dnia spowodowała wypadek. Wtedy wyszło na jaw. Była pod wpływem
      narkotyku. Odwyk i kupa długów. Podrabianie czeków... Jej córka ma teraz pięć
      latek i jest urocza. Mama ją kocha, ale jest słaba. Za słaba. Zbyt wcześnie
      rzucono na jej barki dorosłość. Zachłysnęła się nią. Jej siostra ma teraz
      przybraną córkę. A mogło być trochę inaczej... Popełnić błędy, które później
      zostawiają blizny na całe życie jest łatwo. Zbyt łatwo.
    • krupniok_pl ___ Chapter 3 06.03.08, 22:03
      Martyna miała 25 lat. Przyjechała jak każda. Z marzeniem, że podbije Amerykę.
      Swoją wyjątkowością. Że się czegoś dorobi. To nic, że nie znała języka. To nic,
      że w szkole miała niemiecki. Dyplomowana absolwentka polonistyki na Krakowskiej
      Akademii Pedagogicznej. Uwielbiała dzieci. Z początku nie było łatwo. Ten język.

      Sprzątała. Było naprawdę ciężko. Niezwyczajna do pracy, raczej do studenckiego
      trybu życia, czytania książek nie mogła pogodzić się z codzienną harówką. Po
      pewnym czasie przyjechał do niej jej chłopak, Marek. Uwielbiał ją. Była jego
      muzą, księżniczką. On wrażliwy, spokojny, a jednocześnie wygadany i
      inteligentny. Pracowity. Szybko odnalazł się w nowym otoczeniu, postarał się
      nawet o sponsorowanie przez pracę.

      Ona wkrótce nauczyła się języka, zmieniła posadę. Zaczęła opiekować się dziećmi.
      Zarobki były niezłe. Stać ją było na wynajęcia nowego mieszkania i zakup
      samochodu. Kolejna dwudziestokilku-latka nie myślała o ubezpieczeniach,
      podatkach i składkach emerytalnych. "Przecież taka młoda jestem i mam na to
      czas..." Właśnie. On ją uwielbiał. "Moja mała Martynka" - mawiał. Chciał się
      ożenić. Ona nie była pewna. Ktoś z papierami by się przydał. Wiadomo, najlepiej
      jakiś bogaty Amerykanin... Ociągała się.

      Do momentu. Poznała chłopaka - Amerykanina. Czarujący, nawet przystojny
      "komputerowiec". I najważniejsze. PAPIERY. Rzuciła Marka. Minęły kolejne dwa
      lata. Marek cierpiał. Prosił, by wróciła. Chemia miłości nie trwa jednak
      wiecznie. Poznał kogoś, bo ileż można kochać i czekać? Na dzień dzisiejszy jest
      żonaty. Szczęśliwy. Za miesiąc przyjdzie na świat jego pierwsze dziecko. Kupił
      dom, ma dobrą pracę i zieloną kartę. Martynę wspomina z sentymentem. Ale to była
      przeszłość i jej decyzja. To ona chciała kogoś z papierami.

      Martyna rozstała się ze swoim informatykiem. Rzucił ją. Amerykański tryb życia i
      zamiłowanie do fast foodów sprawiło że dziewczyna sporo przybrała na wadze
      stając się żywą reklamą swojego stylu żywienia. Informatyk rzucił ją dla
      młodszej, drobnej blondynki, Polki zresztą. Kolejnej marzącej o papierach...
      Kiedy dowiedziała się że Marek jest żonaty przeszła załamanie. Ale sama wybrała.
      Teraz spotyka sie z jakimś Polakiem. Ma 38 lat i choć tak bardzo kocha dzieci,
      nie stać jej na własne. Poza tym... z kim? Pojawiły się problemy zdrowotne. "Te
      wszystkie lata zleciały jak jeden dzień. I co mam? Nic." A czas leci.

      Tak łatwo jest powiedzieć. Zastanowię się nad tym jutro. Tak łatwo powiedzieć
      jestem młoda i mam na to czas. Jestem ładna i zaczekam na mężczyznę na którego
      zasługuję, najlepiej bogatego i z obywatelstwem. Zbyt łatwo. Te parę dziewczyn
      mogło być teraz naprawdę szczęśliwe. Niewłaściwie rozegrały partią zwaną
      Ameryką. Chciały pójść i poszły na łatwiznę. Tu nie ma nic łatwo. I nie ma nic
      za darmo.

      Jak będzie z kolejnymi 20-latkami? Takimi, jakie mijamy w sklepach, przy kasach,
      czy w parkach przy opiece nad dziećmi? O ładnych buziach i delikatnych
      słowiańskich rysach, którymi się tak wszyscy zachwycają? Jak poradzi sobie
      kolejne pokolenie 20-letnich Polek w Ameryce? Coś zmieni?Zacznie myśleć?
      Inwestować w siebie? Przestaną łudzić się, że uroda i młodość to aż nadto? Wezmą
      się w garść i pokażą, że Polka potrafi dużo więcej niż tylko ugotować i dobrze
      wyglądać? Sprzątać i opiekować się cudzymi dziećmi? Że potrafi coś więcej niż
      tylko dobrze się sprzedać za niską cenę?Nie wiem. Czasy się zmieniają. Wiem. Ale
      ludzie? Nigdy? "Bo byłam piękna i młoda... I miałam tyle lat co Ty.

      Uważaj. Czas tu przecieka między palcami. Zaciśnij pięść. BO WARTO. A Polki i
      tak są NAJ."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka