Gość: mamamałej
IP: *.euro / *.euro-net.pl
13.12.03, 01:54
Mąż przebywa nielegalnie w USA od prawie 10 lat. /Figuruje w danych ambasady/
11-letniej córce, która go nie pamięta, a "zna" tylko z krótkich rozmów
telefonicznych, dotychczas to nie przeszkadzało. Niedawno jednak, po kilku
rozmowach z psychologiem, okazało się, że córka czuje się gorsza od innych
dzieci, niechciana i odrzucona przez ojca. Z bardzo śmiałego i otwartego
dziecka staje się smutna i wyobcowana.
Boi się pojechać do Taty na wakacje, ale mówi, że musi, bo wydaje się jej,
że też by ją polubił, a jeśli nie, to niech powie odważnie, że jej nie chce.
Ma do niego żal, że nic nie zrobił, aby poznać własne dziecko.
Wydaje mi się, że do mnie również, że nie potrafię jej pomóc w ich
spotkaniu, a ja naprawdę nie wiem, co zrobić w tej sytuacji.
Tata sądzi, że jego przyjazd, a przede wszystkim możliwość powrotu do USA,
to kwestia 2 lat.
Mimo obaw puściłabym ją samą, mogłabym też pojechać z nią, choć niechętnie.
Nie wyobrażam sobie życia poza Polską, mam tu własne sprawy, zobowiązania
rodzinne i ciekawą pracę.
Chciałabym jednak wiedzieć, czy w ogóle warto próbować uzyskać wizę. Odmowa
byłaby kolejnym przeżyciem dla dziecka. Nie bez znaczenia są również koszty
dojazdu do Warszawy i opłat wizowych.
Może ktoś słyszał o podobnej sytuacji?
Dodam, że dorosłe "dziecko" trzykrotnie było na wakacjach u taty i zawsze
wracało w terminie na kolejny rok studiów.
Sprawa nielegalnego pobytu męża wyszła na jaw, gdy średnie dziecko starało
się o pobyt w amerykańskiej szkole średniej - zaznzaczyło w dokumentach, że
ojciec przebywa za granicą /za radą adwokata ojca/
Jeśli chodzi o najmłodsze, to naprawdę chodzi o pobyt wyłącznie turystyczny -
3,4 tygodnie.
Będę wdzięczna za wszystkie rady.