emre_baran
24.12.03, 13:35
Jak zwykle w okresie swiatecznym kiedy siedze sobie w biurze, i nie zajmuje
sie sprzataniem [co sobie zostawiam zawsze na drugi dzien swiat w razie
watpliwosci] pozawlam sobie na chwile refleksji, na mala malutka odrobinke bo
refleksja czyli zastnawianie sie na czym kolwiek jest szalenie niebezpieczna i
jak kto pamieta zeszly rok to musialem sie objesci starymi mandarynkami
[sfermentowanymi] zeby powstrzymac proces refleksji, odbicia czyli patrzenie
na siebie poprzez odbicie siebie w spolecznym zwierciadle. Tym razem w
naturalny sposob [jakoze los rzucil mnie w objecia socjalzmu] zreflektowalem
sie nad "pomoca spoleczna" kamieniem milowym i wegielnym lokalnego ustroju,
ktory w uproszczeniu polega na tym ze sie daje tym co nie maja na koszt tych
co maja. Z biurokracja w roli Janosik, Wila Tela, czy rumcajsa w zaleznosci o
lokalizacji. To w zasadzie jest swietna pomysl bo zabier tym co sie czasu nie
maja cieszyc, zajmowac, uzywac przyjemnosciam zycia bo zbyt zajeci sa
pracowniaem a daje tem co pracowac niechca/niemoga/sytuacja rodzinna im nie
pozwal/ czy maja calkowicie innym w kazdym wypadku usprawiedliwiony
(usprawiedliwianiem zajmuje sie tzw. panstwo socjalistyczne). Jakie to
wszystko moze miec konsekfencje, tak daleko moja refleksja sie nie posuwa, jak
dlugo Ci, ktorym z jakis przyczyn udaje sie pracowac i zpodkrazonymi oczyma
wracaja do swoich rodzin a raczej do lozek zeby powstac kolejnego dnia do
pracy wytrzymaja siezar pomocy socjalnej w postaci mniej wiecej drugiej polowy
spoleczenstwa sochjaliztycznej jewropy.