prpa
04.11.09, 19:13
juz myslalam sobie, ze bedzie ok. Przeciez jem jak jestem glodna. I to coraz
bardziej "normalne" posilki, nawet kilka obiadow sie napatoczylo. Na swoj
brzuch patrzec nie moge, ale nogi jakies takie chude, cholewka kozakow (ktora
byla przylegla) teraz odstaje tak, ze reke moge wlozyc:/ Wiec mysle sobie,
bede jesc. I jadlam.
Comiesieczne wazenie u lekarza. Ja czulam, ze nie moze byc dobrze. I tak tez
bylo- 1kg w gore. Po ostatnich 2 kg zrzuconych to byl dla mnie lekki szok, tak
sie modlilam do tej wagi, zeby pokazala mniej, ale nie!
Trzeba sie wziac za siebie, masakra, jak ja moglam przytyc?! Ciagle mysle o
jedzeniu, a dokladnie potwarzam sobie jak mantre: "nie wolno ci jesc, jestes
syta". Mam 3 tyg do kolejnego wazenia u lekarza. Jak nie zgubie tego
cholernego kilograma to chyba przestane calkiem jesc...
Nie waze sie w domu. Boje sie wagi. Boje sie tego, ze jak zobacze, ze mimo
ograniczenia jedzenia nadal tyje, przestalabym jesc calkiem. Pozostaje mi
comiesieczne wazenie u lekarza.
A lekarze?
dr "jak z jedzeniem? Lepszy apetyt?"
krece przeczaco glowa, wchodze na wage- 1 kg wiecej niz ostatnio
dr "o! Bardzo dobrze!"
ja widzac cyfre na wadze "O Boze..."
"nie o Boze, tylko wszystko na jak najlepszej drodze, pani i tak wazy
stanowczo za malo"
Najgorsze, ze widze co napisalam i "normalnie" powinnam sie postukac po
glowie, na widok takiej wiadomosci jak ta, napisana przeze mnie. Ale ja tak
czuje, co ja na to poradze. Moje zycie kreci sie wokol (nie)jedzenia.