Dodaj do ulubionych

40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo?

03.12.04, 15:36
40 dzien 'czysty', a jestem bulimiczka od 5ciu lat. W prawie kazdej chwili
mysle by wrocic do milego nalogu, ale na razie udaje mi sie wytrwac,
zaznaczam w kalendarzu kazdy nastepny dzien-sukces. Dotychczas, w ciagu tych
5cu lat nie udalo mi sie wytrwac dluzej niz tydzien, i to rzadko.

Trzy sprawy sa najbardziej pomocne:
duzo zajec, jesli ich nie ma to sobie organizuje (bo czesto zarlam z nudy),
finanse, podliczylam, ile juz wydalam, ile to kosztuje codziennie (w moim
wypadku min 20zl), porownuje z kosztem 'bezpiecznego' posilku dla zabicia
pokusy;
no i najtrudniejsze - mniej sie przejmuje wygladem, mam osobe, ktora i tak
mnie lubi,
To ostatnie (tzn zaakceptowanie grubszego cizla) jest jednak najtrudniejsze,
bo przytylam (4 kilo), a nie chce dalej tyc, wiec nie wiem jak to bedzie dalej
(Kiedys juz przezylam 30 kilo nadwagi, nie chcialabym do tego powrocic, a to
nie jest trudne, wlasciwie juz mam ochote na 'bezpieczne' obzarstwo, tzn
takie, ktore potem wyladuje w kiblu).
Jak sobie radzicie z jednoczesnie walka z bulima ale i nietyciem?
Pozdrawiam wszystie rozumiejace ten koszmar nalogu.
Obserwuj wątek
    • theniebiesky Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 03.12.04, 16:15
      gratulacje! tez mam ten problem - to jakby posiadanie schizofrenicznej natury -
      z jednej strony nie można myslec obsesyjnie o jedzeniu, ale z drugiej jak o nim
      nie myslec kiedy nie chce sie być grubą? Wobec tego moze programowo nie chciec
      byc szczupłą, bo szczupłość=obsesja = całe to bagno? I co? Jednak nie, prawda?
      Zazdroszczę ludziom, którzy po prostu jedzą i nie liczą w głowie ile kalorii
      wynosi kazdy kęs. To jak robienie zakupów- w radosnym nastroju, wybieranie
      dobrych, zdrowych i niedrogich rzeczy a nastęnego dnia zżeranie wszystkiego jak
      leci+ wyprawa do sklepu po pączki i kamyki brzeskie
      • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 03.12.04, 16:48
        Bardzo dzieki za odzew. To moj debiut na forum, wiec mam treme.

        Czytalam wiele postow, dotyczacych bulimii i anoreksji, i odnosze wrazenie, ze
        to tak latwo dawac komus rady, albo oburzac sie, ze ktos chce byc szczuply, ze
        to chore, i tak tonem mentorskim...
        Ja bylam juz i gruba (85 kilo przy wzroscie 170) i szczupla (55)i lepiej byc
        szczupla. Wtedy tak lekko sie chodzi, mozna zalozyc kazde ubranie, seks jest
        przyjemniejszy. Gdy jest sie grubym i przy kazdym kroku czuje sie to cialo,
        spodnie coraz wieksze trzeba nosic, w lustrach widzi sie nieakceptowana figure.
        To latwo powiedziec, ze trzeba przede wszystkim przejmowac sie swoim wnetrzem,
        ale czlowiek to takze cialo, i nie mozna lekcewazyc tego elementu naszego bytu.
        to tak w nawiazaniu do dyskusji, ktore prowadze sama ze soba, ze czemu sie
        przejmuje, ze przytyje, ze najwazniejsze nie czuc tego zwierzecego przymusu
        ulegania nalogowi. Ale jestesmy otoczeni kultura szczuplych, i mi tez podobaja
        sie szczuple dziewczyny. Dlatego rozumiem, ze ktos moze chciec byc
        anorektyczka. Z mojego doswiaczenia bycia szczupla, moze nawet przez moment
        chuda (teraz jestem tak po srodku, 59 kilo) pamietam zaskoczenie, ze gdy
        osiagnelam juz te wymarzona wage, to wcale nie bylo nagle wszystko cudowne,
        wielkie powodzenie, faceci sie za mna ogladaja, itd. Wszystkie problemy poza
        tym jednym byly nadal nierozwiazane. Jednak wole byc szczupla niz tym worem
        sadla, ktorym bylam.

        Jakie wrazenia po tak dlugim okresie 'czystym'? Lepszy nastroj, mam wiecej
        chumoru, jestem mniej spieta, mniej sie kloce z facetem Mam wiecej czasu, bo
        przeciez te akcje - zakupy, 15-20 minut przyjemosci (potem obrzeranie nie jest
        juz takie przyjemne), zwracanie, to wszystko jest bardzo czasochlonne, jesli do
        tego dodac jeszcze czas pracy aby zarobic na te wydatki, to zdecydowanie mam
        wiecej czasu.

        Rzeczywiscie to schizofrenia - wszedzie dochodza do nas kobiet przekazy, ze
        mamy byc szczuple, na ulicy tyle szczuplych kobiet, a to takie trudne, bo
        trzeba troche byc glodnym. To nie fair, faceci tego nie musza.
    • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 03.12.04, 17:28
      Gratuluję! To jest ogromna sztuka tak nagle wyrwać się z tego g***a i trwać
      w "czystości". Dzisiaj jest dopiero mój 9-ty dzień, ale to i tak sukces, bo w
      ciągu ostatnich kilku miesięcy byłam zdolna wytrwać zaledwie 3-4 dni w
      najlepszym przypadku... Kilka lat temu wyrwałam się pierwszy raz, na 5 lat (po
      4 latach w chorobie), ale w tym czasie i tak zawsze myślałam o tym, czy
      przypadkiem nie zjadłam za dużo, czy nie utyję i czy mogłabym troszkę schudnąć,
      choćby kilogram, niezależnie od tego, czy ważyłam 53 czy 49 kilo. Tej obsesji
      na punkcie jedzenia i tycia chyba już nigdy nie można się pozbyć, jeśli się
      było bulimiczką :-( Teraz też każdego dnia myślę o tym, jak miło byłoby się
      najeść przeróżnych pyszności, a przy tym nie ponosić konsekwencji... Na
      szczęscie na razie nie ulegam pokusom i staram się wierzyć, że któregoś dnia
      cudownym sposobem przestanę tęsknić do obżarstwa.
    • sara_87 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 04.12.04, 01:49
      gratuluje, rozumiem Cię bardzo. Ostatni raz wymiotowała w połowie wakacji,
      przedostatni jeszcze przed nimi. Nie wydaje mi się zebym przytyła, no może z
      1kg, ale mało mnie to obchodzi...Mi pomogło racjonalne podejście: przecież tyle
      pieniędzy ląduje w kiblu...to też strata czasu, miałam taki okres, że
      planowałam kiedy nikogo nie będzie w domu zeby móc sie spokojnie najeść, a
      potem to zwrócić...na nic innego nie było czasu...przemówiło do mnie to, że
      przestałam miesiączkować...już prawie pół roku nie mam okresu...wizyte u
      ginekologam mam dopiero w styczniu...boje sie, że zazaszły u mnie jakieś
      nieodwracalne zmiany...ale mniejsza z tym...przestałam tez liczyc obsesyjnie
      kalorie, pamiętam taką sytuacje: obudziłam się w nocy strasznie głodna, poszłam
      do kuchni zjadłam kromkę chrupkiego pieczywa....przeraziłam się że przecież w
      nocy się nie je, że na pewno utyję, i zaczęłam robić brzuszki, przysiady itp...
      Nie powiem, pomaga mi tez to, że widze, że podobam się niektórym facetom, tzn
      że nie jestem przecież taka okropna...
      • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 04.12.04, 20:01
        Bardzo dziekuje za odzew.

        Moze bysmy sobie stworzyly taki zestaw pomocnych metod, regul, ale tak z
        praktyki, nie z teorii, potem w chwili ataku mozna probowac je przerabiac. Dla
        mnie bardzo ryzykowne jest zaprzestanie 'czystosci' chocby na 1 dzien, bo to
        potem idzie lawina, wracam do starych nawykow, i tygodni, miesiecy trzeba aby
        znow miec sile na walke. Ten nalog jest wlasciwie bardzo wygodny, ma sie
        przyjemnosc, potem do kibla, i koniec. No jeszcze te psychiczne sprawy, zle
        samopoczucie, no i kasa.

        Wiesz Kusiorku, jesli przezywasz jedna kromke to chyba raczej zmierzasz w
        kierunku anoreksji, ale wiem ze granica jest cienka, i tu i tu (w b. i w a.) to
        jest obsesja. Napisz jakie konkretnie sprawy powstrzymuja cie od zarcia bez
        opamietania. Rozumiem kasa, ale mozna to sobie zracjonalizowac, ze ten jeden
        raz... (ja tak zawsze robilam), i tak codziennie byl ten jeden raz... Gratuluje
        skutecznosci powstrzymywania sie. Ja nie wiem jak dlugo wytrzymam, caly czas
        mam ochote, lubie ogladac 'te zabronione cudownosci' (nie bede wymieniac,
        oczywiscie chodzi o rozne rodzaje ciast, itd).

        Moje metody:
        1. Np dzis, ide ulica, juz czuje ze zaczyna sie racjonalizowanie, ze tylko ten
        jeden raz, ze mam powod (akurat stres, wiec bym sobie ulzyla), i skrecam do
        pierwszego spozywczaka i kupuje zwykla bulke, jakis owoc. I zaspokajam ten maly
        glod. I po jakichs 15 minutach (osrodek glodu chyba reaguje wlasnie po 15 min),
        juz nie czuje sie tak panicznie. I mniej juz sobie wyobrazam, jak to byloby
        milo.

        Wiec male conieco
        Ale z tych dozwolonych, absolutnie zadnych slodyczy czy innych swinstw, bo
        wtedy reakcja lancuchowa...

        2. Finanse, podliczamy na jakie wakacje moglybysmy pojechac, gdyby nie te
        nagromadzone przez lata, spuszczone w kiblu banknoty.
        Ja jeszcze robie zakupy na zas, by nie chodzic codzien do sklepu. Mozna tez
        sobie zamrozic sobie kase na koncie internetowym. (Ale to tylko byloby
        czesciowa przeszkoda, gdybym zalamala sie, jednak troche sobie utrudniam)

        Wiec motywacja, konkretna finansowa, co sobie kupimy za zaoszczedzone
        pieniadze, mozna sie nagradzac malymi prezencikami.

        3. To, co dla Kusiorka nie jest problemem (zazdroszcze oczywiscie), czyli - co
        tu bedziemy sie oszukiwac - ze szczuple bardziej podobamy sie, komu chcemy sie
        podobac, takze sobie.

        Czyli argument estetyczny

        4. Nie jestesmy juz jak zwierzeta, potrafimy kontrolowac nasze zachowanie.

        Wiec powtarzam sobie, jestem swiadomym czlowiekiem, nie poddaje sie bezmyslnie
        nalogowi.

        5. Mamy wiecej czasu, bez tego rytualu, mozna wiec z czasem cos przyjemnego
        zrobic.

        Czyli - szkoda czasu.

        6. To absurd, 10 minut przyjemnosci, a potem i tak bede glodna, wiec lepiej
        troche zjesz, za 10 razy mniejsza sume.

        Czyli - wyobrazamy sobie ten koncowy element naszego rytualu (glowa w kiblu), a
        nie te przyjemne sprawy.

        Napiszcie, co sadzicie z praktyki o takich metodach, co dziala w waszym
        przypadku.
        Nie mam internetu w domu, wiec nie moge zbyt czesto zagladac, choc mam wielka
        ochote, jak tylko bede przy komp, zajrze (regularnie, to tak 2, czasem 3 razy w
        tyg), wiec nie gniewajcie sie gdy nie bede odpowiadac od razu, jesli
        oczywisicie komus bedzie chcialo sie kontynuowac moj wate.

        Patrze do kalendarza, dzis jest dokladnie moj 43 dzien 'czysty', pewnie sie
        zalamie (jestem raczej pesymistka z natury), ale moze nie.
        Pozdrawiam i zapraszam do wymiany doswiadczen, opinii, wrazen.
        Katarzyna
        • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 04.12.04, 20:07
          PS,
          Ta czesc o kromce, o ewent. an., i braku problemow z waga byla adresowana
          oczywiscie do Sary (oczywiscie Kusiorek tez pewnie nie ma problemow z waga,
          czego wszystkim kobietom zazdroszcze)
          Pozdrawiam
        • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 07.12.04, 13:39
          Jak czytam te słowa, to mam wrażenie, że Twoje życie jest takie poukładane,
          każdy krok przemyślany... A u mnie chaos, to mi sprawy nie ułatwia... Nigdy nie
          wiem, kiedy zjem i jestem zawsze nieprzygotowana na głód, a jak mnie dopadnie,
          to do sklepu po batona, albo po ciacho do cukierni (UWIELBIAM słodycze) no i
          zaczyna się... Tak było. Teraz dalej chodzę nieprzygotowana i dalej ratuję się
          batonami, ale już nie zawsze i nie ma rozwoju akcji wraz z dobrze znanym
          zakończeniem. Codziennie mnie korci, żeby ten jeden raz zaszaleć, ale tak jak
          Ty wiem, że to pociągnie za sobą lawinę, dlatego nie pozwalam sobie na to.
          Myślę wtedy:
          1) pieniądze w kibel, a bez tego jest ich mało
          2) strata czasu
          3) spuchnę
          4) będzie mnie boleć brzuch
          5) będą boleć zęby
          6) a jak ktoś mnie przyłapie?
          7) będę mieć doła, że się poddałam
          8) potem jeszcze bardziej zgłodnieję
          9) znowu mnie wciągnie
          10) chcę być NORMALNA!!!
          To wystarcza. I tak już 13 dzień. Optymistycznie zaczynam patrzeć w przyszłość.
          Pozdrawiam.
          • iiifa Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 07.12.04, 14:41
            Dziękuje, poczytałam, poczułam się lepiej...
            Walcze z wami. Chora od 5 lat. Krótkie przerwy. Codziennie mówie ze to ostatni
            raz. Mania zakupów, wydawanie full pieniędzy, strata czasu, ból brzucha.
            Mam dość!
            Od dziś mówie nie i będę tu zaglądać.
            Pozdrawiam.
            • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 08.12.04, 18:46
              Hej kolezanki

              Do Kusiorka:
              ... taka uporzadkowana, bo to pisanie jest takie troche terapeutyczne, na
              papierze to jest takie uporzakowane, poza tym na mnie dziala (troche) jak cos
              napisze. Ale pamietaj, ze to pierwsza proba 'czystego' zycia od 5 lat, wiec ja
              oczywiscie wiem, co to 'pojscie w rejs' o 1 w nocy, wizyty w kilku nocnych
              sklepach, bo to obciach kupowac tyle slodyczy w jednym...

              Poza tym u mnie jest rzeczywiscie podzial na dobre i niedobre jedzenie. I tak
              bylo odkad jestem w nalogu. Gdy zre, to swinstwa, ale potem (po wizycie w
              kiblu) jem tzw zdrowe rzeczy, np zadnych slodyczy, tlustych rzeczy niewiele,
              zadna pizza, czy inne hamburgery.

              A dlaczego bola cie zeby? Ja po ataku zawsze mylam zeby, te wszystkie kwasy,
              czy co tam, aby nie niszczyly zebow, w koncu dentysta drogi. I jakos nie psuja
              mi sie zbytnio, kontroluje regularnie.

              I dlaczego boli was (ciebie i iiifa) brzuch? Ja jak wyrzygalam, to czulam sie
              lekko, taka przeczyszczona (i gotowa oczywiscie do nastepnej tony zarcia).
              Potem oczywiscie trzeba cos niewiele (ale tych nietuczacych rzeczy) zjesc, bo
              inaczej poziom cukru spada znacznie, i pojawia sie znow ten wilczy apetyt na
              zarcie.

              To spuchniecie, to rozumiem ten okropny podbrodek? Rzeczywiscie, to tak
              chomikowo wyglada, tego nie da sie uniknac. Wlasnie, gdy to pisze, to
              sprawdzilam, czy mam jeszcze powiekszony, chyba troche jeszcze tak.

              Problem, ze ktos domysli sie. No to oczywiscie bardzo stresujace.

              Dzis 46 dzien.

              Swieta niedlugo, ten koszmar ciast, kotletow i innych tluszczy. Inni zmuszanja
              nas do zarcia, nienawidze tej polskiej goscinnosci. Pamietam dwa lata temu,
              zamykalam sie z torba foliowa, i staralam sie robic 'to' po cichu, a potem
              trzeba to bylo gdzies wyniesc, okropne.
              Jak sobie radzicie w czasie swiat? Ja mowie ze nie jem slodyczy, ale sa afery,
              wszyscy sie obrazaja, mimo, ze odmawiam, czestuja do obrzydzenia, okropne. Juz
              mam stres.
              Co sadzicie o tej cholernej polskiej goscinnosci, nietolerancyjnosci, jesli
              ktos np nie chce zrec ton ciast i salatek w majonezie?
              Pozdrawiam, dzieki za odzew, to bardzo wzmacnia, ze wiem, ze sa gdzies ludzie z
              podobnym problemem.
              • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 08.12.04, 19:45
                dopisek

                Przeczytalam jeszcze raz, 13 dzien to wielkie osiagniecie, to naprawde bardzo
                duzo!!
                A nie moglabys zamiast batonow zjesc bulke, np razowa, tez sie troche najesz, a
                nie bedziesz miala wyrzutow, ze przytyjesz? Bo od takich mysli krotka droga do
                rezygnacji, ze skoro juz sie zaczelo slodycze, to mozna dalej i moze skonczyc
                sie w kiblu.
                Trzymam kciuki
                • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 08.12.04, 20:01
                  Właśnie przeczytałam ten dopisek. Nie potrafię całkowicie zrezygnować ze
                  słodyczy. Próbowałam nie raz. Chodziłam zła, jadłam więcej, bo mi ciągle czegoś
                  brakowało. Muszę codziennie coś słodkiego zjeść, żeby czuć sie komfortowo,
                  tylko uważam, żeby nie przeholować z ilością. Może z czasem uda mi się bardziej
                  ograniczyć spożycie słodkości, ale stopniowo, nie wszystko na raz. Ale dzięki
                  za radę. Myslę, że w ramach eksperymentu w najbliższym czasie spróbuję!
              • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 08.12.04, 19:53
                Czemu bolą mnie zęby? Po pierwsze podsumowując dwa okresy choroby ( z 5-
                letnią przerwą, nie licząc epizodów) trwało to łącznie jakieś 5-6 lat, wymioty
                codziennie (lub prawie codziennie) nawet do 3x dziennie. Oczywiście po każdym
                takim zajściu myłam zęby bardzo dokładnie, żułam gumy bezcukrowe. Ale - po
                drugie - jakiś czas temu zaczęły mi się odsłaniać korzenie ( to chyba
                paradontoza?) i te miejsca bolą, czymkolwiek się je podrażni. Na szczęście
                jeszcze się nie psują...

                A czemu boli brzuch? Dlatego, że potrafiłam się najeść po granice
                możliwości, a kiedy wymiotowałam i chciałam się dokładnie wyczyścić, to do tego
                opijałam się kilkakrotnie dużą ilością wody i robiłam TO kilka razy pod rząd w
                ciągu ok. pół godziny. Bolał mnie i rozepchany żołądek, i wymęczone mięśnie.

                A co do świąt... Od dobrych kilku lat są dla mnie koszmarem, a nie
                odpoczynkiem od codzienności w miłej, rodzinnej atmosferze... I to wszystko
                przez żarcie! Najgorzej jest w wigilię. W ostatnich latach zmuszona byłam
                zasiadać przy trzech wigilijnych stołach w jeden wieczór! Choćbym z każdego
                wzięła potrawy tylko na spróbowanie, to i tak byłam mocno przejedzona... A
                potem albo wymioty, albo ziółka, albo i jedno i drugie... A na drugi dzień
                rodzinny, świąteczny obiad i ciasta jedzone przez tydzień. Dramat. Na szczęscie
                nikt na siłę nie przymusza mnie do jedzenia, choć odmówić muszę kilkakrotnie,
                żeby dali mi spokój, ale mnie samej ciężko powstrzymać się, kiedy leży przede
                mną lub w bliskim zasięgu tyle pyszności. Słodyczy odmówić sobie nie potrafię.
                Po prostu ubolewam nad tym, że święta celebruje się przy zbyt suto zastawionym
                stole. Moim zdaniem tu nie o to przecież chodzi! Ale takie już
                przyzwyczajenie...
                Boję się, co będzie w tym roku, będzie szczególnie ciężko, bo jeśli choć ten
                raz się złamię, cała moja praca włożona w walkę z choroba może pójść na marne i
                znów wpadnę w pułapke bulimii. Jedno jest pewne: nie dam się namówić na więcej
                niż jedną kolację wigilijną!!! Postanowiliśmy z mężem losować, do kogo w tym
                roku pójdziemy. A na następny rok pójdziemy tam, gdzie nas nie będzie tym
                razem. To się wydaje nam najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. Wszystkie strony
                muszą to zaakceptować i już!

                Tymczasem zmagam się z pokusami dnia codziennego już 14-ty dzień i staram
                sie optymistycznie patrzeć w moją "jedzeniową" przyszłość. Dzięki Wam, że
                piszecie, to trochę jak terapia grupowa :) Mnie przynajmniej pomaga, wiem, że
                nie jestem sama, że jest więcej dziewczyn i kobiet, które zmagaja się z tak
                idiotyczną chorobą jak bulimia, przed Wami przynajmniej nie musze sie wstydzić.
                Jest tylko jedna osoba w moim otoczeniu, której miałabym odwagę powiedzieć o
                tym, co się ze mną dzieje, ale ostatnio mam z nią bardzo ograniczony kontakt,
                więc to forum jest dla mnie jedynym sposobem, aby wyrzucić z siebie wszystko
                to, co mnie męczy i co zawsze duszę w sobie. Pozdrawiam Was wszystkie
                serdecznie!
                • iiifa Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 09.12.04, 12:31
                  Zęby - bolą, chociaż też zawsze myje po "zabiegu", rzuje gumy itd. Wydaje mi
                  sie ze to szkliwo sie bardzo męczy i niszczy (od palca(y) w buzi, od kwasu...)
                  Brzuch - dokładnie Kusiorku, jeśli najjem sie do granic wytrzymałości (stan w
                  którym nawet juz stać nie mogę) kiedy zwymiotuję boli, mięśnie bolą i żołądek -
                  dziwny, straszny ból.
                  Dzięki ze jesteście. Widzę że jest dużo takich jak ja :(
                  Podjęłam walkę. Dużych osiągnięć brak. Ale najważniejsze jest - wiem ze musze z
                  tym skończyć i chce to zrobić.
                  Odnośnie świąt - zawsze w święta pozwalam sobie na wiele, ale potem musze
                  odżałować. Tzn. następne dwa tyg. dieta (oczywiście przeplatana wymiotami :
                  (...) - tak było do tej pory.. a może w tym roku będzie inaczej..?? czas pokaże!
                  POZDRAWIAM.
                  • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 09.12.04, 21:48
                    co do zebow,
                    Moj dentysta powiedzial, ze te nerwy przy dziaslach sie odslaniaja, i wtedy
                    boli, bo nieprawidlowo sie myje zeby. Ja o tym tez nie wiedzialam i tez mnie
                    bolalo. Wiec on mowi, ze szczotka czysci sie tylko w jednym kierunku, od
                    dziasla, czyli gorne zeby z gory na dol, dolne odwrotnie. Ja tak myje od roku i
                    nie bola mnie. Sprobujcie, zobaczycie ze bedzie lepiej.

                    Ja tez oczywiscie zawsze zarlam do nieprzytomnosci, popijajac woda, i potem
                    kiedy nie moglam juz ani kesa, to do kibla. A potem ulga, choc oczywiscie
                    wyrzuty sumienia, ze sie zeszmacilam, itd, zawsze to bylo ostatni raz, pewnie
                    znacie to doskonale.

                    Kusiorku, myslalam o tobie, o tym uzaleznienu od slodyczy. Ja tez oczywiscie
                    jestem uzalezniona i dlatego nie jem wcale. To tak jak z alkoholem, z
                    papierosami, kazda mala dawka jest niebezpieczna, bo mozna pojsc na calosc.
                    Wiem, ze gdybym zaczela, to z kontrola byloby bardzo trudno, wiec boje sie
                    nawet najmniejszy kawalek, choc oczywiscie od malego kawalka sie nie utyje, ale
                    chodzi wlasnie o to uzaleznienie.
                    Wiem, madrze sie.

                    Sluchalam rok temu audycji o wychodzeniu z b., wypowiadaly sie tam dziewczyny
                    leczace sie, i mowily, ze dla nas najlepsza terapia jest ustalic sobie co sie
                    bedzie jadlo, kiedy, i trzymac sie tego. Miec tez pod reka male co nieco na
                    wypadek wilczego glodu, gdy przechodzimy obok cukierni, itd. Najwazniejsze to
                    nie dopuscic do poczucia glodu. Prez jakis czas o odchudzaniu trzeba zapomniec.
                    Wiec moze bys tak np nosila ze soba jakas bulke z serem, czy cos, by nie jesc
                    tych batonow, bo boje sie, ze to moze oslabic twoja wole i wrocisz na droge b.
                    Moze sprobuj tak przez 3 dni, koniecznie sniadanie, a potem tez wedlug planu,
                    nawet jesli nie bedziesz glodna. Sprobuj, a potem zobaczysz.

                    Bardzo trzymam za ciebie kciuki, to chyba 14 dzien.
                    U mnie niedlugo, 50, sama nie moge w to uwierzyc, mysle jak by to uczcic.

                    Ja chcialabym sie troche poodchudzac przed sylwkiem, ale absolutnie bez b., a
                    nie wiem czy jestem wystarczajaco silna.

                    Zapraszam inne kolezanki do walki.

                    A tych metod, o ktore sobie wymieniamy, chyba najbardziej pomocne dla mnie to
                    aby nie byc glodnym, (ale tez nie zrec rzeczy od ktorych sie b. tyje) no i sie
                    czyms zajac. Bo te pozostale metody to latwo ominac, np gdy nie mialam kasy, to
                    potrafilam pozyczyc od kogos, klamiac, ze to na cos waznego.
                    Pozdrawiam
                    • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 10.12.04, 16:22
                      PS
                      Napisz jeszcze,jak udalo ci sie wytrzymac tamte 5 lat, czy przytylas, jak to
                      bylo, ze nie mialas ochoty na wielkie zarcie zakonczone wiadomo gdzie.
                      • kusiorek Re 5 lat 10.12.04, 18:07
                        Chorowałam od ok. 4 lat (a zaczęło się od odchudzania w wieku 15 lat), kiedy
                        poznałam mojego obecnego męża i niedługo potem zaszłam w ciążę. Im dłużej
                        trwała, tym bardziej byłam pewna, że czas z TYM skończyć. Gdzieś w VI-VII
                        miesiącu ostatni raz zwymiotowałam po jedzeniu. Ważyłam już wtedy jakieś 10
                        kilo więcej niż przed ciążą, więc nie zależało mi już na utrzymaniu figury.
                        Odżywiałam się raczej racjonalnie, nie chodziłam głodna, przybierałam na wadze
                        powoli, więc czułam się dobrze. Nie było mi wtedy trudnio się przestawić na
                        zdrowy tryb życia. Urodziłam dziecko. Straciłam je - ale to osobna historia. Po
                        2 tygodniach żałoby postanowiłam wrócić do szkoły (III kl. liceum dla
                        dorosłych, wcześniej zawaliłam 2 lata), musiałam się czymś zająć, żeby nie
                        zwariować. Po ciąży zostało mi 10 dodatkowych kilogramów, z którymi czułam się
                        bardzo źle. Stopniowo ograniczałam ilość jedzenia, ale nie liczyłam kalorii,
                        jadłam wszystko. W ciągu pół roku bez wielkich wyrzeczeń zgubiłam ok. 9 kilo.
                        Bulimia nie wracała, choć sporadycznie zdarzało mi się zjeść za dużo i wtedy
                        wymiotowałam, żeby nie utyć, albo czasem piłam ziółka na przeczyszczenie, bo
                        bardzo pilnowałam wagi. To były pojedyncze takie sytuacje w ciągu roku. Jeśli
                        chudłam lub tyłam, to w granicach 2 kilo. W rok po I porodzie znów zaszłam w
                        ciążę. Dalej pilnowałam, żeby nie przybierać na wadze zbyt wiele, ale w
                        granicach rozsądku. Przez całą ciążę przybrałam 12 kilo, po urodzeniu syna
                        wróciłam do wagi sprzed ciąży bez trudu. Wahania wagi wynosiły u mnie 2-3(4)
                        kilo. Rok temu, po 5 latach spokoju przyszedł wielki kryzys małżeński. Nie chcę
                        wnikać w szczegóły, ale pojawił się inny facet w moim życiu. Chciałam mu się
                        podobac, więc... schudłam. 3 kilo w miesiąc. Niby nie tak dużo, ale z kości na
                        ości. Ważyłam 48 kilo przy wzroście 167 i dość ciężkich kościach. Zrobiło się
                        straszne bagno w moim życiu, które o włos nie zakończyło sie rozpadem
                        małżeństwa. W krytycznym momencie moja waga spadła do 47 kilo. Mnie się to
                        podobało, ale organizm długo z tym nie wytrzymał. Ciało i psychika domagały się
                        jedzenia, a ja nie chcialam przytyć. Zaczęły się ataki, najpierw pojedyncze,
                        potem coraz częstsze i częstsze, po 2 miesiącach wymiotowałam już prawie
                        codziennie, czasem 2 razy dziennie. I tak było przez ostatnie pół roku, aż do
                        dnia, od którego nie wymiotuję, czyli 25.11. (dziś już 16-ty dzień). Obecnie
                        ważę ok. 50 kilo i staram się nie tyć, tak jak to było przez te 5 spokojnych
                        lat...
                        Teraz trudniej jest mi zapanować nad atakami, bo ważę 10 kilo mniej niż wtedy,
                        gdy pierwszy raz 6 lat temu żegnałam się z bulimią, więc musze mniej jeść chcąc
                        zachować obecną wagę. Na razie się udaje, ale nie przestaję się bać... Czuję
                        się, jakbym ciągle była na diecie i to mnie trochę męczy. Może to nierozsądne,
                        ale liczę na to, że się przyzwyczaję.
                        • karen.v2 Re: Re 5 lat 13.12.04, 16:32
                          czesc kusiorku! jakos twoje wpisy najbardziej przypadly mi do serca:) jestem
                          nulimiczka od ponad 3 lat. wczesniej chorowalam na anporeksje(2 lata) jak
                          mialam 15. teraz mam prawie 23, cudownego mezczyzne u boku i...fatalne widoki w
                          przyszlosc...mam pytanie? czy maz cie bardzo wspiera w chorobie, w
                          samopoczuciu??bo moj wojtek to tak srednio, czasem nawet mowi ze to ze rzygam
                          psuje nasze relacje...planujemy slub, kocham go ,...tak strasznie sie boje!!!
                          • kusiorek Re: Re 5 lat 13.12.04, 16:55
                            Dzięki za uznanie ;)) Mój mąż nie wie, że choruję. Najczęściej "sesje"
                            jedzeniowe odbywały się pod jego nieobecność. Czasem zdarzało się, że był
                            obecny i wiedział, że wymiotuję. Zawsze mówiłam, że się przejadłam, że bardzo
                            boli mnie brzuch i dłużej nie wytrzymam, sam mówił "to ulżyj sobie". Ale kiedy
                            to się zdarzało znowu i znowu, i coraz częściej, to strasznie go to zaczęło
                            wkurzać, zaczynał nawet okazywać swoje obrzydzenie. Pytał czemu tyle jem, że
                            potem wymiotuję. Nie umiałam mu powiedzieć prawdy i nie chciałam. Odpowiadałam
                            tylko, że tak mi coś smakowało, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zjeść
                            więcej i tak z rozpędu..., że sama nie umiem tego wyjaśnić. On obserwował takie
                            moje zachowania raz na 1-2 tyg, kiedy wydawało mu się, że to często, podczas
                            gdy to się działo prawie każdego dnia. Obawiałam się jego reakcji i coraz
                            bardziej zaczynałam się wstydzić. Dalej się ukrywałam i powoli dojrzewałam do
                            decyzji, żeby samotnie z tym skończyć. Dziś 19-ty dzień "czysty".
                            Jego wsparcie polega na tym, że jest ze mną, jesteśmy razem, znów blisko po
                            wielkim kryzysie, jest blisko przy mnie zawsze, kiedy go potrzebuję, mogę mu
                            sie wyżalić prawie ze wszystkiego, a kiedy nie chcę mówić o tym, co mnie gnębi,
                            mówię po prostu, że nie wiem co mi jest, ale jest mi bardzo, bardzo źle, a
                            wtedy on stara się zrobić wszystko, abym poczyła się lepiej. To jest dla mnie
                            wystarczające wsparcie. Nie chcę go dobić wyznaniem, że ciężko zarobione przez
                            niego setki złotych spuszczałam w kanał, czym przyczyniłam się do tego, że mamy
                            długi. Potajemnie, ale z poświęceniem robie teraz ile mogę, żeby to naprawić.
                            Wiem, że gdybym mu powiedziała, dalej by mnie kochał, ale to byłby niepotrzebny
                            szok. Dlatego milczę. Jakoś sobie z tym nawet ostatnio radzę :)
                            Pozdrawiam!
                            • karen.v2 Re: Re 5 lat 13.12.04, 17:35
                              nie wiem ile masz lat ani ile jestescie razem, ale ja bym nie dala rady nie
                              mowic o tym ze wymiotuje mojemu chlopakowi.tez z nim mieszkam, jest obok mnie
                              przwie zawsze kiedy go potrzebuje, ale moj problem tkwi nie w tym ze on nie
                              wie, ale w tym ze wie, bardzo chce mi pomoc a nie wie jak. a ja z kolei sie
                              boje ze przez to mozemy sie rozstac:(
                              bardzo mnie cieszy wiadomosc ze bulimiczka moze miec dziecko, sliczne, nowe
                              zycie:) chyba dobrze zrozumialam z twoich listow, ze udalo ci sie miec dziecko
                              mimo wczesniejszych problemow.
                              ja bardzo chce miec dziecko i boje sie ze mrzeze mnie bedzie chore albo ulomne:(
                              jakos dzisiaj zajrzalam na te strone bo mam kryzys:( nie rzygalam od prawie 2
                              tygodni ale dzis cos we mnie nie wytrzymalo.moze to przez ten weekend w szkole?
                              mam za duzo na glowie...
                              jakos to bedzie!
                              trzymaj sie cieplutko!!napisz czasem! ja tez napisze!
                      • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 10.12.04, 20:26
                        PS: Dzisiaj niestety zjadłam sporo słodyczy... :( Oprócz słodkiego tylko
                        obwarzanka i 2 kromki chleba. Bez sensu, dieta - śmietnik. Rzucam sobie
                        wyzwanie: weekend bez cukierków, czekolady, ciastek itp. Czy wytrzymam? Hmmm...
                        Zobaczymy.
                        Katarzyno, proszę napisz, jakim cudem udało Ci się porzucić te wielkie i puste
                        kalorie? Jak Ci się udaje wytrzymać bez tego smaczku? Dla mnie to jest coś jak
                        z działu "niewiarygodne ale prawdziwe". Ja nie potrafię sobie odmówić, jeśli
                        mam dostęp, kiedy go nie mam, szukam za wszelka cenę, nieraz nawet
                        podświadomie. W skrajnych sytuacjach śni mi się, że pochłaniam słodycze w
                        wielkich ilościach i budzę się przerażona...
                        • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 15.12.04, 18:50
                          Ciesze sie, ze to forum zyje, ze piszecie dziewczyny. Poniewaz to dla mnie
                          bardzo wazne wsparcie (54 dzien), wiec chyba bede pisala, jak nawet nie bedzie
                          innych forumowiczek, ale moze tak zle nie bedzie.

                          Wlasnie przeczytalam Kusiorka wpisy, i jestem pod wrazeniem oczywiscie twojej
                          wagi, ideal. Ja balam sie wejsc na wage przez ostatnie 3 tygodnie, dzis weszlam
                          i nie utylam wiecej, ale i tak od poczatku mojej walki 2 kilo, wiec jest z
                          czego schudnac. Teraz niestety 59, przy wzroscie 179, to okropnie duzo. Mysle,
                          zeby zaaplikowac sobie tygodniowa glodowke (taka na sokach) przed sylwestrem,
                          to zawsze dzialalo, tak 3 kilo, moze 2 na tydzien. Ale boje sie, ze nie
                          wytrzymam i zaczne znow zygac, wiec ciagle sie wacham.

                          A co do slodyczy. Jestem od nich uzalezniona, tzn ze jedzenie ciastek,
                          ciasteczek jest dla mnie najwieksza rozkosza (najbardziej lubie kruche z
                          owocami, np tarty, albo wz-tki, albo rozne z czekolada, serniki, pierniki itd).
                          Znam wszystkie cukiernie z okolicy i wszedzie gdzie poprzednio mieszkalam. Wiem
                          gdzie mozna dostac swietne i swierze ciastka o 21.30, a nawet pozniej, tylko
                          wtedy drozej. Oczywiscie sni mi sie, ze jem wz-tki, ze jem ich duzo, no i sie
                          budze. Acha, jeszcze przed rzuceniem nalogu poznalam nowe lody Garcana, tego od
                          Zielonej Budki, bardzo dobre.

                          A jak mi sie udaje nie jesc. No zastepuje innymi rzeczami. Ja takze bardzo
                          lubie warzywa, na widok salatek (ale bez majonezu) leci mi slinka, czy
                          smazonych warzyw, i innych dozwolonych jedzonek. Autentycznie. Ja w ogole
                          bardzo lubie jesc, wiec wybieram sobie te dobre rzeczy, ktore mozna bardzo
                          dobrze przyrzadzic. W kazdej wegetarianskiej restauracji mozna zobaczyc jak to
                          dozwolone jedzenie moze byc fantastyczne.

                          Ja jestem chyba tak uwarunkowana, zawsze byl u mnie podzial na dobre dla mnie i
                          niedobre dla mnie pokarmy. Te niedobre jadlam w momentach ataku, a te dobre po
                          powrocie z kibla.

                          Ten glod na slodycze najczesciej powstaje gdy jest sie po prostu glodnym. Wiem,
                          ze to latwo powiedziec. Gdy jemy slodycze poziom cukru gwaltownie rosnie, po
                          wizycie w kiblu gwaltownie spada, i wtedy trzeba dalej rzrec, bo trudno
                          wytrzymac to oslabienie.

                          Ja balabym sie nawet zaczac jesc slodycze, bo jestem pewna, ze nie zaspokoilby
                          mnie ten maly kawaleczek (mowia, ze od tego sie przeciez nie tyje itd), bo
                          wtedy rzucilabym sie na stos tych kawaleczkow. Po prostu taki mam uzalezniony
                          charakter, jak alkoholik nie moze nawet kieliszka wodki. Wiesz jak moj facet
                          (on wie o moim 'problemie') np je kawalek czekoladki, to ja prosze zeby
                          chuchna, i wzdycham ze smutkiem i zazdroscia, a potem jem sucharka, czy cos w
                          tym rodzaju, smiejemy sie z tego.

                          Musze juz konczyc, choc chetnie popisalabym jeszcze.
                          Wiec Kusiorkum, moze sprobuj czyms zastapic, jesli to mozliwe.

                          Trzymam kciuki za karen i pozdrawiam
                          • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 15.12.04, 21:13
                            Katarzyno!!! Zszokowałaś mnie stwierdzeniem, że 59kg przy 179cm wzrostu
                            to "okropnie dużo"! Co Ty wypisujesz?! Wiesz, że mamy identyczne BMI? Właśnie
                            to obliczyłam. A ja przez wszystkich jestem uważana za bardzo szczupłą, a przez
                            niektórych wręcz za chudą! Fakt, że moje kości (te w nogach niestety) są dość
                            grube i one sporo ważą, ale mam przyjaciółkę, która ma kości drobne, a ważąc
                            58kg przy wzroście 173cm wyglądała idealnie! Proszę, nie pisz, że chcesz sobie
                            zrobić głodówkę, bo to może sprawić, że znów wpadniesz w tą pułapkę, a przecież
                            wcale tego nie potrzebujesz!

                            Dziś jest 21-szy dzień mojej walki (już 3 tyg!!!), ale nie całkiem na "czysto".
                            Wymiotowałam z powodu niestrawności, okropnie się męczyłam (
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=592&w=15178955&wv.x=2&a=18578794 ).
                            Dzisiaj już krążyły mi myśli po głowie, by ten jeden raz to zrobić, ale nie
                            odważyłam się! Bardzo boję się, że na jednym razie nie skończyłoby się...
                            Problem polega na tym, że ciągle wydaje mi się, że jem za dużo, mam wyrzuty
                            sumienia, myślę "zjadłam za dużo, pozostaje mi dopchać się dla przyjemności
                            jedzenia i zwymiotowac, żeby nie utyć" i wtedy ocieram się o załamanie, ale
                            wchodzę na wagę (niemal codziennie...) i okazuje się, że przez te 3 tyg.
                            zgubiłam kilogram. Ale to męczy...

                            Potrafiłam wytrwać weekend bez słodyczy, ale z niecierpliwością oczekiwałam
                            poniedziałku, rano wstałam i od razu poszłam po czekoladkę... Ciężko jest
                            poprzestać na jednym kawałku, a każdy następny zjedzony sprawia, że chcę
                            jeszcze i jeszcze... Bardzo muszę się pilnować. Ja tak samo znam wszystkie
                            cukiernie w okolicy swojej, domów moich bliskich i nie tylko... Nauczyłam się
                            do nich nie zaglądać. Tylko od czasu do czasu, bardzo rzadko - od tych 3-ech
                            tygodni. Ale teraz wielkimi krokami zbliża się jedzeniowy koszmar świąt, a u
                            mnie w rodzinie robi się tak dużo ciast...

                            Tak pomyślałam sobie, że my - bulimiczki - mamy idiotyczne problemy, tak z
                            punktu widzenia przeciętnego człowieka. Czy jest możliwe, że zaczniemy kiedyś
                            żyć bez obciążenia jedzeniowymi dylematami? To jest chyba mało prawdopodobne,
                            wydaje mi się, że to już na zawsze zostaje gdzieś w naszych głowach... A jak Wy
                            myślicie?

                            Pozdrawiam Was i życze Wam i sobie też, żebyśmy przestały patrzeć na nasze
                            ciała tak bardzo krytycznie, w końcu to tylko ciała... W końcu nie mamy wagi
                            wypisanej na czole, jeśli nawet przytyjemy 1,2,3 kilo i tak raczej nikt tego
                            nie zauważy.
                            • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 16.12.04, 18:20
                              Mala korekta. Ba, gdyby to bylo 179 wzrostu to ok, ale to jest 170. Wiec 59 kg
                              przy 170. Jednak to nie takie wazne, kazdy ma jakas swoja idealna wage, cialo,
                              w ktorym dobrze sie czuje. Moja waga idealna to jakies 52-4 kilo (wtedy chyba
                              mialybysmy podobne BMI). Musialam kupic nowe spodnie, we wszystkie stare
                              obcisle dzinsy nie wchodze, przy talii mam walki, uda grube, nad kolanami
                              walki. Nie poszlabym na basen Oczywiscie wiem, ze sa kobiety grubsze, itd, itd,
                              ale taki argument na mnie nie dziala. Chodze na takie zajecia sportowe, gdzie
                              widzimy sie w lustrze, i ja widze te roznice, i jak tluszcz w talii podskakuje
                              mi przy cwiczeniach, wyglada to okropnie. Wstrzymuje sie na razie z
                              odchudzaniem bo bardzo sie ciesze, ze udalo mi sie tyle dni wytrzymac bez
                              atakow. Jest to dla mnie niesamowite. Przez te 5 lat wielokrotnie probowalam,
                              zapisywalam strony motywujac sie, ale nigdy nie wychodzilo, ulegalam pokusie.
                              Dopiero teraz to forum i takie publiczne 'obietnice', oswiadczenia sa bardzo
                              dla mnie pomocne, motywujace, zobowiazujace. Polecam innym uzaleznionym.

                              To niesamowite, ze mimo jedzenia slodyczy (fakt ze troche) nie utylas.
                              Przeczytalam na innym forum, ze odradzalas komus glodowke, ze lepiej i
                              skuteczniej jest sie odchudzac racjonalnie. Rzeczywiscie jestes tego dowodem,
                              naprawde podziwiam. Ale ja jestem zupelnie inna, nie moge w
                              polowie 'zabronionego' jedzenia przestac, musze sie najesc, no wiec wpychalam
                              do oporu i potem do kibla. Teraz tez sie najadam, ale takimi nie bardzo
                              kalorycznymi rzeczami, wiec jakos tam trzymam wage. Masz racje, do konca zycia
                              dieta.

                              Ja nie rozumiem tych roznych diet w czasopismach dla kobiet. Piekne zdjecia
                              potraw, dlugie opisy, dlugie przygotowania, roznorodnosc. A przeciez osoba
                              odchudzajaca powinna wlasnie nie miec ochoty na jedzenie. Takie smakowite dania
                              tylko podkrecaja glod. Ja zawsze jadlam wtedy niezachecajace do jedzenia
                              rzeczy, np rozne bezcukrowe sucharki i inne swinstwa. Dobre tez sa rozne diety
                              plynne, po mniej sie tych sokow trawiennych wydziela, i czlowiek mniej mysli o
                              jedzeniu. Generalnie jednak odchudzanie, jesli skuteczne, zawsze to byl smutny
                              okres, bylo mi ciagle zimno, bylam ospala, podkrecal mnie jednak efekt - np 3
                              kilo w ciagu tygodnia.

                              Ty potrafilas 'bez problemu', 'bez wyrzeczen' schudnac, dla mnie to nie do
                              pojecia, ja tak nie potrafie. Nawet sport wzmaga we mnie apetyt. Wiec dzialaja
                              u mnie tylko radykalne metody.

                              Super, ze sie trzymasz, absolutnie nie zalamuj sie, ze byla wpadka, jestes
                              usprawiedliwiona, ze to niestrawnosc (i nie zaczynaj liczenia dni od nowa!)

                              Swieta to napewno bedzie koszmar jedzeniowy. Ja 'wytresowalam' swoja rodzine,
                              ze nie jem slodyczy itd (oczywiscie mialam ataki, ale w ukryciu). Nie kazdy
                              jednak tak moze. Pamietaj, ze nawet te dwa dni mozna wykreslic sobie, ale potem
                              wrocic do tego sukcesu, czyli 20 (?) dni. Trzymam kciuki przede wszystkim,
                              zebys 'nie pojechala', i nie zrezygnowala, i po swietach dalej walczyla.
                              Oczywiscie byloby cudownie, gdybys dala rade w sieta, ale to naprawde bardzo
                              bardzo trudne. Ja mocno wierze, nawet jestem pewna, ze dam rade, ale ja mam
                              mnostwo potraw 'dozwolonych', ktorymi mozna sie najesc, wiec jest mi latwiej.

                              I jescze jeden dopisek. Na temat zwierzania sie facetowi, czy innym bliskim
                              osobom. Ja powiedzialam mojemu dopiero po 2 latach znajomosci, bardzo oglednie,
                              potem gdy sie oswoil, wyjasnilam bardziej na czym to polega. Przede wszystkim
                              opisalam mu to jako nalog, on zna osobe wychodaca z nalogu, wiec rozumie, ale
                              tak nie do konca, troche to dla niego dziwne, takie 'niepowazne'. Natomiast
                              nigdy nie robilam tego przy nim, i przy komkolwiek, zawsze w samotnosci, ale ja
                              mam latwiej, bo mieszkam sama.

                              Pozdrawiam, pisz, trzymaj sie.
                              • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 16.12.04, 18:39
                                Jeszcze dopisek, pytanie.
                                Jak sobie radzisz z dolami? Przedtem to bylo latwe, ide do sklepu, stos
                                cudownego jedzenia, rozkosz jedzenia, ktora przeradza sie w opychanie do
                                niemozliwosci, potem wszystko laduje wiadomo gdzie. I czuje sie oslabiona, ale
                                jakos tak 'oczyszczona', taki atak jakos tak usunal smutek.
                                Wczoraj, gdy mialam duzego dola, zadrinkowalam, ale to nie jest dobra metoda,
                                bo nastepnego dnia czulam sie fatalnie. No i to tez moze przerodzic sie w
                                kosztowny nalog. Jak sobie teraz radzic, gdy nie chce sie juz
                                wspierac 'przyjaciolka b.'?
                                • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 17.12.04, 16:47
                                  No cóż, jest różnica między 179 a 170 cm. Obiektywnie patrząc na pewno nie
                                  jesteś gruba. Ale my już mamy takie skrzywienie, że zawsze wszystko
                                  wyolbrzymiamy. Ja pierwszy raz zaczęłam się odchudzać, kiedy ważyłam 54 kilo
                                  przy obecnym wzroście (167). Wyglądałam dobrze, ale zapatrzyłam się na
                                  modelki... Prawda jest taka, że ja nigdy nie będę miała figury modelki, choćbym
                                  ważyła 3-5-10 kilo mniej, bo mam taką budowę - mocno zbudowane kolana, przez co
                                  nogi ogólnie są wizualnie grubsze i cięższe. Wtedy tego nie rozumiałam, za
                                  wszelką cenę chciałam być chuda i zgrabna. Wpędziłam się w chorobę. A w
                                  krytycznym momencie przytyłam do 64 kilo i czułam się jak wieloryb. Oczywiście
                                  chciałam ukryć swoją tuszę pod obszernymi swetrami i spódnicami do kostek i
                                  wyglądałam przez to jeszcze gorzej. Później schudłam, ale z "pomocą". W każdym
                                  razie chodzi mi o to, że rozumiem to, że ze swoim ciałem czujesz się źle. Ja
                                  mam taką obsesję, że zawsze chcę być chudsza niż jestem. Zawsze chcę, żeby to
                                  był ten jeden kilogram mniej. Ostatnio sama sobie ciągle wmawiam, że to głupie,
                                  że jestem przecież chuda (żebra można policzyć), a pewnych rzeczy nie da sie
                                  zmienić (te nogi...). Teraz staram się po prostu nie utyć.

                                  Co do diet z gazet to nigdy żadnej nie stosowałam. Ja w ogóle nie umiem
                                  stosować diety! Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jeść coś narzuconego odgórnie,
                                  zagłuszając własne potrzeby, zachcianki. Nawet kiedy się odchudzałam, jadłam
                                  wszystko, na co miałam ochotę, tylko mniej, przez co było to może dla mnie
                                  łatwiejsze do zniesienia. Dlatego chudłam bez wyrzeczeń. Teraz jest trochę
                                  ciężko, bo się przyzwyczaiłam do ogromnych ilości jedzenia, nie jest łatwo
                                  przerwać posiłek, zanim brzuch nie jest całkiem wypełniony. Zwłaszcza po
                                  ciężkim stresującym dniu, jak dzisiaj. Nie radzę sobie dobrze ze stresem. Teraz
                                  właśnie jadłam i jeszcze dojadam i wcale nie mam ochoty przestać, chcę jeść i
                                  jeść, ale wiem, że tak właśnie zaczyna się atak. Muszę już przestać. Nie
                                  znalazłam na razie żadnego rozsądnego sposobu na rozładowanie, ogólnie jestem
                                  bardzo nerwowa, od kilku dni to się nasila, złoszczę się i krzyczę z byle
                                  powodu. Dzisiaj w pracy się rozpłakałam i nie mogłam sie długo uspokoić. Trochę
                                  pomaga mi pisanie. Przez wiele lat pisałam pamiętnik, tam przelewałam wszystkie
                                  silne emocje. Teraz trochę pomaga to forum. Tylko tu mogę się otworzyć. I
                                  zagadzam się z tym, że ono mobilizuje. Choć dzisiaj jestem bardzo bliska
                                  załamania i nie wiem jak ten dzień się zakończy... Będę się starać nie poddać.
                                  Muszę się czymś zająć...

                                  Pozdrawiam
                                  • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 21.12.04, 19:26
                                    Hej,
                                    Skasowalo mi post, pisze jeszcze raz
                                    A moze sprobuj, jak chcesz sie obrzerac jesc cos od czego sie nie tyje, np
                                    jablka (ja potrafie zjesc kilogram od razu, i czuje sie najedzona), plyny tez
                                    szybciej zaspokajaja glod. Ja wiem, ze w takiej chwili ma sie ochote jedynie na
                                    te zabronione rzeczy, ale moze powiedz sobie, ze najpierw zjesz (te zdrowe), a
                                    potem, jesli jeszcze bedziesz miala wilczy apetyt, to... I zobaczysz, ze bedzie
                                    lepiej, po prostu sprobuj.

                                    Dzis taki krotki liscik, bo wyjezdzam i przed wyjazdem mam duzo roboty. Tam
                                    raczej nie bedzie internetu, wiec jesli nie wczesniej, to nastepny wpis po
                                    sylwestrze.

                                    Wiesz, wydaje mi sie, ze z osob ktore zagladaja do tego forum, czyli ktore sa
                                    bulimiczkami niewielu udaje sie wytrwac, wiec trzymaj sie, bo te twoje niedlugo
                                    30 dni (a moje niedlugo 60), to bardzo duzo. 30 dni to miesiac! Niech to cie
                                    podtrzymuje w chwilach zwatpienia, ktore napewno sie zdarza. Moze ktos tu
                                    zajrzy, przeczyta twoj post i pomysli, ze mozliwe jest zycie bez tego latwego
                                    pocieszenia w niekontrolowanym zarciu.

                                    Pozdrawiam swiatecznie, zapraszam kolezanki do wspolnej rozmowy, komu sie
                                    udaje, niech podzieli sie swoimi metodami, kto ma watpliwosci, pytania, niech
                                    pisze napewno odpowiemy.
                                    • banshee1 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 26.12.04, 02:35
                                      czesc dziewczyny

                                      Wszlam pierwszy raz i doznalam szoku - te same mysli i problemy , wiem ze to
                                      zabrzmi banalnie ale jak sie jest chorym to Ci sie wydaje, ze to tylko Ciebie
                                      drecza koszmary jedzeniowe. Nie wiem kiedy sie zaczelam moja historia choroby.
                                      Jestem dosc wysoka 179 cm i nigdy nikt mnie nie uwazal za grubaske, a ja
                                      pewnego dnia zaczelam myslec o dietach - wazylam wtedy jakies 70 kg...i
                                      zaczelam cwiczyc intensywnie i wykluczac slodycze i inne zle potrawy - biegalam
                                      codziennie 1 h chocby zamiec sniezna ja musialam wstac o 6 rano - akurat
                                      bieganie sprawia mi przyjemnosc - zawsze lubilam sport...i oczywiscie na
                                      warzywkach i owocach i czasem gotowanym miesie waga spadla w szybkim tempie i
                                      tak cudnie wygladalam...pojechalam do Anglii i zaczelam smakowac slodyczy i jak
                                      zaczelam od kostki to skonczylam na calej czekoladzie i jedzenie o 24 w
                                      restauracji w ktorej pracowala tez zrobilo swoje tzn przytylam do 64 kg (max).
                                      Wrocilam po wakacjach na studia i wrocilam do biegania (a przestalam bo
                                      skrecilam kostke) i staralam sie nie jesc slodyczy z marnym skutkiem...az do po
                                      swietach 26.12.03 mocne postanowienie i dieta Atkinsa...oczywiscie
                                      wytrwalam,pozniej ze wzgledu na zdrowy rozsadek rzucilam diete i zaczelam na
                                      warzywach i owocach plus 30 a potem 45 minut cwiczen codziennie...i tak w ciagu
                                      ok 2 miesiecy z 64 do 55 kg - wysportowana sylwetka - tylko ze bliscy zaczeli
                                      mi mowic, ze zle wygladam i jestem za chuda - dodam, ze nie tknelam nawet
                                      kostki czekolady i co najwazniejsze wcale na slodycze nie miala ochoty -owoce z
                                      musli rano wystarczyly - tylko, ze po raz drugi ustal mi okres co mnie
                                      martwilo! Skonczylam studia i postanowilam jechac do Anglii i tam stalo sie
                                      najgorsze zaczelam jesc te niedozwolone rzeczy i wymiotowac - technika
                                      objadanie potem duzo wody i wymiotowanie - nie stosowalam palca...przytylam
                                      waze teraz po 9 miesiacach 62 kg i wymiotuje codziennie i mimo prob nie
                                      potrafie sobie poradzic. O moim problemie wie moj brat, siostra i mama - mam
                                      chlopak w Anglii niesamowitego on nie wiem - przy nim jestem taka szczesliwa,
                                      ze nawet jesc mi sie nie chce i nie wymiotuje. Przylam na swieta do Polski z
                                      postanowienie zaprzestania i nadal moze udalo mi sie na jeden dzien. Wracam za
                                      3 dni do Anglii i postanowilam udac sie do Psychologa bo wiem, ze sobie z tym
                                      sama nie radze i nie poradze. Chce wrocic do zdrowej diety, ladnie wygladac tzn
                                      57 kg ale najwazniejesz chce przestac obsesyjnie myslec o jedzeniu i obudzic
                                      sie pewnego dnia i zjesc kawalek czekolady bez wyrzutow i checi zjedzenia calje
                                      tabliczki jak inni szczesliwi i zdrowi ludzi. Jak macie dla mnie jakies rady
                                      jak walczyc z choroba to....pozdrawiam i zycze wam sily do walki i
                                      wytrwalosci!!!
    • gabii6 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 26.12.04, 10:43
      Hej,moze powinnas isc na silownie ,aerobik.To pomaga.sprobuj!
      • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 30.12.04, 18:09
        Witam,
        Niedlugo 70 dni ‘czystych’, juz robi to na mnie mniejsze wrazenie.
        Swieta udalo mi sie przetrwac. Metody, jak dotychczas, wiec bede sie powtarzac:
        nie chodzilam glodna (zadnego calodniowego postu wigilijnego, bo wtedy
        oczywiscie rzucilabym sie na jedzenie, no i wiadomo co potem), wiec wieczorem
        na Wigilie bylam w stanie zjesc rozne rzeczy po trochu. Oczywiscie zadnych
        slodyczy. No i unikalam tych ciezkich potraw, co to pol nocy by sie jeczalo,
        tak tylko odrobine na probe, by nie czepiali sie, ze nie doceniam. Obylo sie
        wiec bez wizyt wiadomo gdzie. To naprawde nie jest takie trudne, jesli nie
        siadamy do stolu wyglodzeni. No i naprawde jest wiele bardzo dobrych potraw,
        ktore mozna smialo jesc, wiec to nie jest meczarnia. I nie mam tu na mysli
        listkow salaty na rozne sposoby, ale prawie wszystko, oprocz slodyczy i
        tlustych rzeczy (troche tluszczu, np. oliwy jest ok).

        Tak wiec te moje metody sa dobre, aby pozbyc sie nalogu, tyje sie nieduzo, albo
        wcale, ale to chyba nie jest metoda, aby schudnac. A przede mna schudniecie.
        Zrobilam porzadki w szafach, no i szkoda tych fajnych ubran, ktore sa teraz za
        male. Ale na razie nie mam tak silnej motywacji, mam inne sprawy na glowie, no
        i balabym sie powrotu pani B., tego potwora, ktory towarzyszyl mi przez
        ostatnie 5-6 lat.

        Banshee,
        Witaj, Twoja historia to tez moja historia i wielu innych dziewczyn, kobiet.
        Tez bylam na Atkinsie pare miesiecy, ale ani nia schudlam, wrecz troche
        przytylam, ani nie stracilam ochoty na slodycze, to bylo rownolegle, Atkins
        normalnie, a gdy ataki, to slodyczne, no i wtedy kibel. Atkins, czyli brak
        weglowodanow, dziala (w moim przypadku) negatywnie na nastroj, wiec z ulga
        powrocilam do dawnego sposobu odzywiania, czyli warzywa, kasze, chude mieso,
        owoce.

        Jesli czytalas wczesniejscze nasze posty, to pewnie mozesz sobie stworzyc jakis
        zestaw rad. W moim przypadku to dziala: nie byc glodnym (miec zawsze cos
        dobrego, ale nietuczacego w lodowce), no i jesc te 'dozwolone' rzeczy, czyli
        prawie wszystko oprocz slodyczy i tlustosci. Juz dosc dlugo udaje mi sie bez
        atakow (70 dni niedlugo po 5 latach bulimii). Bardzo mi tez pomaga pisanie
        tutaj, to bardzo mobilizujace, ze tak wszem i wobec (nawet jesli niewiele osob
        to czyta) oglaszanie, ze sie trzymam. To jest pomocne. Sprobuj, i pisz. Ja
        napewno odpisze. Tylko, ze jesli planujesz rzucenie 'przyjazni z pania B.', to
        trudno to byloby polaczyc z odchudzaniem sie, przynajmniej mi jest trudno.
        Jednak duzo radosci daje mi, ze nie mam tych atakow, to na razie musi
        wystarczyc.

        A jak tam Kusiorek? Trzymasz sie, czy zalamka?
        Pozdrawiam
        • kusiorek Trwam i nie odpuszczam :D 31.12.04, 15:12
          Żyję, żyję i trzymam się nawet nieźle! Święta nie okazały się takie straszne
          jak myślałam. Musiałam stawiać silny opór swojemu łakomstwu, ale skosztowałam
          wszystkiego, na co miałam ochotę, nie głodowałam, a przy tym ani trochę nie
          przytyłam. Wielki sukces! Oczywiście każdy chciał mi wcisnąć do brzucha i na
          wynos ile się dało, ale nic z tego! Byłam twarda. Ciasto ze świąt jeszcze w
          domu leży i już się psuje, a jeszcze nie przejedliśmy go... W zasadzie obecnie
          jem głównie ciasta, bo mi ich żal wyrzucać, a na niewiele więcej mogę sobie
          pozwolić nie chcąc przytyć.

          Dziś jest mój 37-my dzień. Niesamowite! Przez ten czas schudłam 1.5 kg, co było
          dla mnie niewykonalne w okresie, kiedy jeszcze wymiotowałam. Ogólnie wszystko
          jest oki, tylko wkurza mnie to, że ciągle żyję pod presją swojej wagi. To
          strasznie męczące. Niemal codziennie o tej samej porze kontroluję, czy
          przypadkiem mi nie przybyło 1 deko. Bezsens, przecież tego i tak nikt by nie
          zauważył, a poza tym co to kogo obchodzi, ile ważę...

          Cóż, mam nadzieję, że kolejnym moim sukcesem już w Nowym Roku będzie pozbycie
          się obsesji na punkcie swojej chudości...

          Pozdrawiam, życzę szczęścia i sukcesów w 2005 roku, oby spełniły się Wasze
          marzenia i nadzieje!
    • kusiorek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 03.01.05, 17:28
      Dzisiaj jest mój 40 dzień. Jeszcze kilka tygodni temu nie wierzyłam, że jestem
      w stanie tyle przetrwać bez objadania się i wymiotowania, dzisiaj nie
      dopuszczam do siebie możliwości zaprzepaszczenia tego, co już udało mi się
      osiągnąć. Nie twierdzę jednak, że życie nagle stało się cudne i kolorowe, że
      pozbyłam się trosk. O nie! Owszem - zupełnie inaczej teraz wygląda każdy mój
      dzień: nie tracę czasu na seanse jedzeniowo-kiblowe, nie muszę się obawiać, że
      ktoś zobaczy, nie muszę się przed nikim wstydzić (nawet przed sobą), nie ma
      ryzyka, że ominie mnie jakaś atrakcja w czasie, kiedy będę TO robić, lub chować
      się w domu z powodu okropnego wyglądu po akcji, nie muszę myśleć o tym, że na
      pewno przytyję, jeśli nie znajdę sposobu na dyskretne pozbycie się balastu, nie
      muszę zastanawiać się, skąd wykombinować pieniądze na seansik i jak potem
      wytłumaczyć się mężowi z wiecznie pustego portfela... Nie boli mnie brzuch, nie
      bolą już prawie zęby, nie boję się swego oddechu, nie kołacze mi serce,
      zniknęły drżenia rąk, nóg, opuchnieta twarz, ślady na dłoniach... Ale czuję się
      tak, jakby jakaś kurtyna opadła. Bulimia przesłaniała mi całe moje życie. Teraz
      dopiero zaczęłam na prawdę dostrzegać to, co dzieje się ze mną i wokół mnie.
      Zaczęłam realnie przeżywać swoje życie. Swoje emocje. Dramat. Z tym jest bardzo
      ciężko. Nie radzę sobie dobrze z negatywnymi sytuacjami i emocjami, których
      doświadczam tak wiele. Chodzę przeważnie przygnębiona, martwię się wszystkimi
      drobiazgami, które są dla mnie przeszkodą, każdy mały problem to dla mnie duży
      problem, a na prawdę duży problem to... coś nie do przeskoczenia. Jestem
      przeogromnie zakompleksiona pod każdym względem, biorąc pod uwagę zarówno
      wygląd jak i osobowość. Ciągle wydaje mi się, że każdy na mnie krzywo patrzy i
      że jestem beznadziejna... Takie życie nie cieszy. Mam nadzieję, że to w końcu
      osłabnie i minie, ale ile przyjdzie mi jeszcze tak się męczyć? Tak czy inaczej -
      wolę to niż powrót do bulimii.

      Zaczął się nowy rok mojego życia, wiążę z nim nowe nadzieje. Staram się
      wierzyć, że wszystko w moich rękach i że mogę wiele zdziałać, jeśli znajdę w
      sobie motywację i siłę do działania. Mimo marnych efektów nie daję za wygraną.
      Nie pozwolę sobie zmarnować kolejnego roku! Mam zamiar walczyć z moją obsesją
      na punkcie wyglądu: zerwać z miłością do chudości, a raczej do wiecznego
      odchudzania (jeszcze 1 kilo, to może jeszcze 1...) i z przekonaniem, że jestem
      brzydka, brzydsza niż inne i przez to niewarta uwagi. Zaczynam od zaprzestania
      codziennego ważenia. Na początek nie częściej niż 2x w tyg. I przestaję
      wygniatać syfki, których nie ma. A co dalej zobaczy się. Muszę chyba nauczyć
      się szczerze i często uśmiechać. Niby prosta rzecz, ale nie dla mnie. Bo
      brzydkie usta, bo krzywe zęby, itd...

      Cóż, kończę. Będę tu zaglądać. Zachęcam inne dziewczyny do walki ze swoją
      bulimią i swoimi słabościami i do pisania, jak sobie radzicie. Pozdrawiam.
      • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 06.01.05, 21:43
        Hej kusiorku i pozostale forumowiczki,

        Bardzo sie ciesze, ze udalo ci sie przetrwac swieta, piszesz, ze jadlas tez
        ciasta, to dla mnie kompletnie nie do pojecia, to dowod jaka jestes silna
        psychicznie, a nie jak piszesz, slaba. Ja zalamalabym sie momentalnie,
        skonczyloby sie, jak dawniej, wiadomo gdzie, no i forsa wydana. Nie wiem jak
        poradzic ci w sprawie tych spraw psychicznych. Mi pomaga pisanie, rozwazam
        sobie za, przeciw, analizuje, takie oczyszczenie psychiczne. Ale to latwo
        mowic, przez ostatnie 5 lat wielokrotnie probowalam zmotywowac sie pisemnie do
        porzucenia nalogu, a dopiero to forum mi naprawde pomoglo. Moze napisz
        dokladniej jakie masz problemy, ja, inne forumowiczki moze podzielimy sie
        swoimi przemysleniami, a samo wypisanie sie juz pomaga. Tylko oczywiscie trzeba
        pisac w sposob ogledny, aby niemozliwa byla identyfikacja.

        A co do wazenia sie, to moze nie zarzucaj tego, ale moze raz w tygodniu
        wystarczy? To dla mnie niesamowite, ze trzymasz linie, i nawet chudniesz bez
        wspomagania sie b., tym potworem. Tu niestety nie pomoge ci, bo ja bylam gruba
        (grubsza niz teraz o 23 kilo), i to bylo okropne, czulam sie jak zwierze,
        niestety trzeba sie przejmowac figura, tak jak przejmujemy sie cialem, bo
        jestesmy cialem, nie tylko dusza, osobowoscia, itd. Tylko nie do obsesji
        oczywiscie.

        Swieta minely spokojnie. Czytalam niedawno inne forum, na ktorym dziewczyna
        pisala o 100 dniach wolnosci od nalogu, o poczuciu dawno przebzmialej wolnosci.
        Dzis szlam ulica i o tym myslalam. To rzeczywiscie tak jest, jakby ktos zdja mi
        z nog lacuchy, jeszcze z taka kula, jak maja wiezniowie. Mijam rozne sklepy,
        cukiernie, ktore doskonale znam od strony zawstydzonego kupowania olbrzymich
        ilosci wiadomo czego, i jestem wolna, bezpieczna, to niesamowite uczucie. Moge
        myslec o innych sprawach. Tak jak ty kusiorku, mam teraz wiecej czasu. I
        jeszcze jeden zysk: nie musze juz doswiadczac tego wyrazu pogardy (?), ironii,
        domyslu w oczach sprzedawczyni, w ktorej sklepie robilam 'te' zakupy, tzn bylo
        kilka takich nienawistnych mi osob. Ja wtedy sobie racjonalizowalam, ze co to
        ja obchodzi, ze moge robic co chce itd, ale zawsze sie wstydzilam. Oczywiscie
        mozliwe, ze te moje wrazenia to byla moja fantazja, ale to dobrze, ze nie musze
        juz tego czuc. Czuje sie wolna.

        Na tamtym forum ktos napisal, ze nie zgadza sie, ze to nalog na cale zycie, jak
        alkoholizm. Z tym sie nie zgadzam, mysle, ze juz zawsze bede musiala uwazac.
        Mimo, ze nie rzygam, to jeden powazny problem pozostal. Otoz ja nie znam
        uczucia najedzenia, dopiero gdy jestem obzarta, to nie jem dalej. I ja teraz
        nie jem slodyczy, ani tlustych rzeczy, ale nie mniej taki mechanizm jest chyba
        jednym z objawow tej choroby. Np potrafie zjesc kilogram owocow, i jescze
        dopchac bulka. Niby bardzo nie przytyje, ale to uczucie nazarcia sie jest
        nieprzyjemne, szczegolnie jesli to jest wieczorem (moja dawna ulubiona pora
        atakow).

        I tu przystepuje do kolejnej proby opanowania potwora. Sprobuje, tzn obiecuje,
        ze nie bede obzerac sie na noc. Oczywiscie chce schudnac, to glowny powod
        (teraz waze 60 kilo), ale takze chodzi mi o opanowanie tego mechanizmu zarcia
        bez konca, bo to takie zwierzece. Inny powod, to chce moc chodzic w obcislych
        dzinsach, a nie w tych luznych, maskujacych. No i jest jescze powod, na ucho
        powiem kusiorkowi, ten sam, dla ktorego ona kiedys sie odchudzala. Wiec
        publicznie oswiadczam. Na razie nieobzeranie sie na noc, a potem cos wiecej. Bo
        tym razem chce stracic pare kilo w sposob rozsadny, nie glodowka, ktora zawsze
        powodowala u mnie depresje no i oczywiscie ataki b. A tego potwora juz nie
        chce. Pozdrawiam.
    • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 12.01.05, 19:20
      Tym razem krotko (choc pewnie i tak nikt tego nie czyta)
      Pisze przede wszystkim, aby forum nie zdechlo.

      80 dzien 'czysty' mina niedawno i 7, czy 8 dzien nowego, rozsadnego
      (=powolnego) odchudzania. Na razie polega ono na tym, ze nie zre na noc, nie
      jem miedzy posilkami, slodyczy i tluszczy oczywiscie nie, ale to jest aktualne
      odkad potrafie rzyc bez atakow bulimii.

      Po 3 dniach tej rozsadnej diety (wczesniej zawsze odchudzalam sie przez
      glodowki - skuteczne, ale z atakami b.) niecierpliwie weszlam na wage (choc
      mialam wazyc sie co tydzien). No i co? I nic. Ani grama nie schudlam. Teraz
      troche po spodniach czuje, ze jest lepiej, ale na razie nie waze sie, by sie
      nie zniechecic. Mam duza motywacje, dosyc waklkow tluszczu w talii, i sporo
      zajec (sesja egz, a jeszcze praca), wiec mam o czym myslec, nie musze glownie
      zajmowac sie jedzeniem.

      Moze ktos chce sie dolaczyc do takiego odchudzania. Mozna by porownac wyniki.
      Zapraszam.
      • k_79 Ja czytam!!! 13.01.05, 13:04
        Hmmm - ja czyli 'kusiorek' pod nowym loginem. Od teraz 'k_79'. Nieważne.

        Ja tu często zaglądam, to jeden z niewielu wątków na forum, gdzie można
        przeczytać coś budującego! Cieszę się, że jest ktoś, kto pisze o tym, jak
        dobrze sobie radzi w walce z chorobą, że jest ktoś, kto zachował zdrowy
        rozsądek i wykorzystuje to we właściwy sposób! Gratuluję Ci z całego serca!

        Nie zniechęcaj się tym, że waga od razu nie zaczęła spadać, kiedy machina
        ruszy, od razu zobaczysz efekty, a jeśli nie przestaniesz odżywiać się tak jak
        piszesz, na pewno ubędzie Ci parę kilo.

        Ja mam dzisiaj swój 50 dzień. Ostatnio miałam grypę, niestety tą postać
        żołądkową, wszystko we mnie stało, jadłam mało, a miałam wrażenie, że tyję,
        puchnę, chciało mi się wymiotować (raz niestety do tego doszło). Po 3 dniach
        leczenia poczułam się dobrze, przemiana materii nagle ruszyła. I... szok: 48
        kilo. Nie planowałam tego, byłam zaskoczona. Z jednej strony fajnie schudnąć,
        ale rozsądek mówi, że to już przesada. No i moja reakcja, moje zachowanie -
        mogę jeść i nie tyć! I co? Słodycze!!! Taaak... Znowu więcej słodyczy... I
        obawa przed przytyciem. Znowu poczułam się tak, jak rok temu tuż przed
        początkiem ataków. Ta sama sytuacja: choroba, schudnięcie, radość, folgowanie
        zachciankom, początek wzrastania wagi, rozczarowanie i niezadowolenie z tego
        powodu, a potem początki ataków... Tym razem nie może do tego dojść!!! Dlatego
        koniec z objadaniem się słodyczami, choć chuda jestem. Im więcej jem słodyczy,
        tym więcej ich chcę ("może jeszcze jedną kostkę czekolady, to tylko jedna
        kostka, jedna czy dwie - jaka to różnica, jeszcze jedna też nic nie zmieni..."
        itd), a im więcej ich zjem, tym większe wyrzuty sumienia, poczucie ociężałości,
        przepełnienia, poczucie winy, utraty kontroli, wtedy jestem na skraju
        odporności psychicznej, wtedy atak jest o krok...

        Dzisiaj boję się sięgnąć nawet po jedną kostkę czekolady, choć leży na
        wyciągnięcie ręki. Boję się znów wpaść w to błędne koło. Nie zamierzam już
        chudnąć, ale nie chcę tyć, a słodycze = tycie. Tycie = załamanie... Jestem
        więźniem swojej wagi :( Smutne, ale prawdziwe.

        Ostatnio przestaję wierzyć w to, że jeszcze kiedyś będę umiała żyć normalnie...
        Chude ciało zbyt wiele dla mnie znaczy i nie rozumiem dlaczego. Gdybym mogła
        przytyć kilka kilogramów i nie martwić się tym, żyć z nimi w zgodzie, nie
        czując się pozbawioną atrakcyjności, byłoby zupełnie inaczej... Ale mimo to
        będę próbować. To jedyne, co mi pozostaje, skoro chorobę chcę zostawić w
        przeszłości.

        Katarzyno, pisz! Twoje słowa są wiele warte, Twoje metody godne naśladowania.
        Może znajdą się osoby, które pójdą za Tobą i z Twoją pomocą wyjdą z choroby.

        Powodzenia!
        • 2roses Re:ja tez czytam 13.01.05, 15:40
          tez czytam ten wątek,podziwiam was i gratuluje wytrwalosci w abstynencji.Przy
          okazji musze się pochwalic ze dla mnie zacząl sie cudowny czas,to juz 6 dzien
          w "czystosci".zaczelam od przejscia na diete kopenhaską,no powiedzmy troche
          zmodyfikowalam ją:)tzn.jem troszke wiecej produktów glównie wieczorem jak mnie
          ssie w zołądku(jakas mandarynka albo jablko,czy kubek bulionu z kostki pomagaja
          oszukac głód)i jakos leci,juz nawet doszlo do tego ze od kilku dni mam w szafce
          paczke wafelków kokosowych,które kupilam na wypadek jakby ktos wpadl na
          kawe,wczesniej takie zapasy bylyby niemozliwe,a teraz jak otwieram szafke w
          kuchni i widze je na półce ,to o dziwo ich widok w ogóle mnie nie rusza.niby
          taka mala rzecz a cieszy:)))Pozwole sobie teraz opisac swoją historie,jak kogos
          to nudzi to niech opusci ten fragment.

          tak,jestem bulimiczka,wymiotowalam z przerwami od wrzesnia2003.początkowo tylko
          w domu moich rodziców jak przyjezdzalam w odwiedziny z miasta gdzie
          studiuje.dlaczego to sie zaczelo?otóz klasycznie bardzo boje sie przytyc,a oni
          (glównie mój ojciec)zmuszali mnie do jedzenia posilków.Musze przy okazji
          nadmienic ze dla mnie jedzenie normalne tj.sniadanie,obiad,kolacja nie
          istnieje.Tak jest od czasu kiedy zaczelam wielkie odchudzanie,bo tak musze
          chyba nazwac utrate ok.37kg nadwagi.dokonalam tego dzieki diecie i sporej dawce
          ruchu(bulimia byla mi obca wtedy)w sumie tego ubytku bylo 2kg wiecej,ale przez
          bulimie i minione swieta,podczas których tez wymiotowalam,przytylam te
          2kg.kiedy odmawialam jedzenia tego co moja rodzina,to slyszalam ciągle docinki
          o tym ze wpadne w anoreksje,ze przesadzam z tym odchudzaniem i ze mam isc do
          lekarza zrobic badania,bo na pewno mam anemie...no i zaczynala sie wielka
          klótnia czesto z wyzwiskami itd.(dodam ze nigdy anemii nie mialam,czesto sie
          badam i wszystkie wyniki sa w normie.ale rodzice jak to rodzice są
          nadopiekunczy,martwia sie i chyba nie zauwazyli faktu ze od kilku lat ich
          dziecko jest juz dorosle i chca nadal kontrolowac moje zycie,a przynajmniej
          miec na nie wplyw.wiec znalazlam sposób (wtedy wydawal mi sie genialny)aby"wilk
          byl syty i owca cala"-dla swietego spokoju jadlam normalnie a potem wszystko
          lądowalo w kibelku...tak sie zaczelo,a potem szkoda gadac.zoladek mi sie
          rozkurczyl i chcialam jesc coraz wiecej i czesciej,zaczelam miec ochote na
          slodycze i tluste dania które w okresie mojej diety mogly dla mnie nie istniec
          (tzn.inni sobie wsuwali pizze,pierogi,lody,ciasta itd.ale mnie to nie ruszalo i
          nie cierpialam z tego powodu ze ja tego nie jem).do tego waga w pewnym
          momencie, pomimo tego ze jadlam niewiele przestala spadac,a ja chcialam jescze
          zgubic kilka kg.pomyslalam sobie ze to niesprawiedliwe i tak nie chudne a
          ciągle sobie odmawiam tych wszystkich smakowitosci.zaczelam jesc coraz wiecej i
          to same niezdrowe tuczace rzeczy,potem wyrzuty sumienia,stes i ogromny stach ze
          przytyje jak to w sobie zatrzymam.zaczelam regularnie wymiotowc od pazdziernika
          ubieglego roku,nawet po kilka razy dziennie,nie tylam ale tez i nie
          chudlam.nawet nie zauwazylam jak wpadlam w to bledne kolo sklep-zakupy-biegiem
          do domu-zarcie na maksa-i kibek...zaczelam sie coraz gorzej czuc,ale udawalam
          sama przed sobą ze wszystko jest w porzadku,ze to nic takiego,jednak problemy z
          koncentracja,no i przede wszystkim z psychiką i poczuciem wlasnej wartosci
          stawaly sie nie do zniesienia.ciągle bylam zmeczona,spiaca i na nic nie mialam
          ochoty(tj.po napadzie),ewentualnie mialam ochote na powtórne wyjscie"po
          zakupy".zaczelam juz myslec ze z tego nie wyjde,ze potrzebuje terapii czy
          jakies innej formy pomocy.poszperalam w internecie i tak trafilam na to
          forum.calkiem niedawno,przed swietami B.N.najpierw niewiele mi to
          pomoglo,namierny apetyt i chec tego calego szalenstwa byla silniejsza ode mnie
          i wciąz to we mnie tkwilo.bylo mi o tyle lepiej ze teraz mialam swiadomosc ze
          nie tylko ja mam takie problemy.ale nadszedl nowy rok i chec
          odmiany.potrzebowalam jaszcze tygodnia aby sobie wszystko poukladac w
          glowie,przewartosciowac.

          nie powiem ze bylo latwo,ze jest latwo,to cholernie ciezka praca,walka z samym
          sobą.pierwsze dwa dni bez obzarstwa i wymiotów byly koszmarem.raz nawet wyszlam
          z domu z zamiarem jeszcze ten jeden raz,ostatni...ile to razy sobie to
          obiecywalam.ale postanowilam ze najpierw zalatwie pewną sprawe na miescie i
          dopiero potem jesli bede miala ochote to sobie ulze.szlam po miescie i wiecie
          co?-minelo,przeszlo.bylam w szoku,przeszlam obok tego sklepu z lakociami które
          mialam wczesniej zamiar kupic prawie obojetnie.zaczelam czuc ze odzyskuje
          kontrole,ze jezeli raz udalo mi sie "to"pokonac to moze kolejny raz tez sie
          uda.i tak trwam 6dzien,to jest naprawde niesamowite.wiem ze pisze o tym tak
          jakbym juz byla wyleczona,ale wiem ze tak nie jest,ze"to"moze powrócic,dlatego
          wyzej napisalam w czasie terazniejszym ze jestem bulimiczką,a to ze cala reszta
          jest w czasie przeszlym to tez taka moja wlasna forma terapii:)jak rozdzial
          ksiazki który chce zamknac i wierze ze zamknelam,to jak zaklinanie przeszlosci
          do której nie chce wracac juz nigdy.teraz wiem ze na pewno nie chce i nie
          zmarnuje tego.napisze tylko tyle ze z kazdym dniem jest latwiej opierac sie
          pokusie,(najgorsze są początki które trzeba przetrzymac),czuje ogromną radosc
          ze moge odchaczyc w kalendarzu kolejny dzien,jestem pelna optymizmu.warto z tym
          zerwac,wychodzac z tego odzyskuje sie to co jest bezcenne-wlasne zycie...

          a co mi pomaga w chwilach slabosci,gdy pojawia sie natretna mysl?otóz rozmawiam
          sama ze sobą:)tlumacze sobie jak krowie na rowie ze jest mi to niepotrzebne,ze
          moge sie obyc bez tego,ze bede sie lepiej czula,teraz juz moge do siebie
          dotrzec,slucham wewnetrznego glosu,wczesniej ten"drugi glos"byl silniejszy.na
          pewno wiecie o co mi chodzi.robie tez bilans zysków i strat,cos na ksztalt tych
          wszystkich porad o których czytalam w tym watku,no i motywacja,za miesiac mam
          pewną uroczystosc na której chce b.dobrze wyglądac a dodam ze pomalutku waga
          znów ruszyla w dół:)ale nie ekscytuje sie juz tym tak bardzo,grunt ze odzyskuje
          spokój,pogode ducha i wiare ze to ja jestem kowalem swojego losu.

          pozdrawiam wszyskich a w szczególnosci kusiorka i katarzyne2005
          trzymam kciuki:)
    • k_79 50 dni i... PORAŻKA!!! 14.01.05, 20:11
      A jednak niestety ZROBIŁAM TO!!! Po 50 dniach walki! I to przez SŁODYCZE!!!!!!!
      Szkoda słów... Ale nie czuję się załamana, raczej zła na siebie, że pozwoliłam
      sobie na to. Nie myślcie, że tak łatwo się poddam - o nie! Od jutra liczę dni
      od nowa! W końcu każdy ma prawo do porażki, to jeszcze nie koniec świata,
      prawda?

      Pozdrawiam Was i życzę wytrwałości.
      • katarzyna2005 Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 15.01.05, 18:46
        Bardzo, bardzo sie ciesze, ze ktos to czyta. Ja nie przerwe pisania, na pewno
        do wagi 53-4 kilo (a moze nawet 52), a moze i potem, bo to forum bardzo mi
        pomaga. A juz chcialam wymyslec sobie interlokutora, by 'komus' sie zwierzac,
        ale na razie taki desperacki krok nie jest konieczny.

        Kusiorku,
        Absolutnie nie zaczynaj liczenia od nowa! To za duza kara! Moze odlicz
        sobie 'za kare' 2, czy nawet 3 dni, ale to wszystko. Te 50 dni, to niesamowity
        sukces, pokazalas jaka jestes silna, i glupia jedna zalamka tego nie zniweluje.
        To tak ladnie wyglada w kalendarzu, i jest mobilizujace. Ja moje liczby pisze
        na kolorowo, obrysowuje sloneczkiem na zolto.

        Slodycze
        Jak juz pisalam, dla mnie to nie do wyobrazenia rozkosz, ze mozna jesc
        slodycze, nie tyc, i objesc sie bez b. Ja tak nie potrafie, ale podziwiam. Dla
        mnie, jak juz o tym pisalam, to bylaby najlepsza droga do powtrotu w objecia
        potwora B. Prosta sciezka do zatracenia, do tego koszmaru zeszmacenia, straty
        czasu (=zycia) i pieniedzy (praca na marne) z powodu codziennego zygania.

        Slodycze sa wiec out, i niestety wszystkim bede to radzic.
        Pamietajmy, ze jest wiele innych pysznych rzeczy, naprawde, nie mam na mysli
        listkow salaty na bezcukrowych sucharkach. Np, niedawno zrobilam na swieta
        pyszny bigosik, ale taki bez boczkow, tlustych kielbas, itd. Za to z suszonymi
        sliwkami, rodzynkami, chudym mieskiem, itd. Pyszny. I mozna smialo jesc. Moje
        ostatnie odkrycie: otreby granulowane o smaku sliwek, jablek. Miesza sie to z
        kefirem (jogurt raczej nie, bo ma cukier, mleko w proszku, i czesto cukier).
        Wiem, ze 'otreby' to brzmi fatalnie, ale to sa takie inne, spreparowane, ze
        mozna jesc. Z tym jogurtem sie to miesza, i jest dobre, a przede wszystkim
        sycace. Ja to jem na kolacje, bo od niedawna 'rozsadnie' sie odchudzam.
        Codziennie tez pije swiezo wycisniete soki: marchew + jablko, burak +jablko,
        seler+jablko. To troche roboty z myciem sokowirowki, ale pycha, takie swieze.
        No i troche tych cukrow czlowiek pije, i bez wyrzutow sumienia.

        Roze,
        Bardzo dziekuje za wlaczenie sie do naszych rozmow.
        Mam za soba bardzo podobna historie - wielkie odchudzanie (ok 30 kilo, wiec nie
        tyle co ty, ale tez cos, i tez bez bulimii), a potem wpadlam w bulimie.
        Wiesz, moze lepiej byloby mowic rodzinie, czy przy roznych
        takich 'jedzeniowych' okazjach, ze np nie masz ochoty na cos tam (oczywiscie te
        tluszcze, czy inne slodycze), ludzie na ogol tego nie rozumieja, z rodzice
        sobie to anorektycznie interpretuja. Ja przestalam mowic, ze nie jem slodyczy i
        tlustych rzeczy, albo, ze nie pije kawy, czy herbaty, bo mam wrazenie, ze to
        odbierane jest jako dziwactwo. Po prostu mowie, ze nie mam ochoty, jestem
        najedzona (na imprezy nie chodze glodna), czy cos w tym rodzaju. Pamietam, gdy
        sie odchudzalam, i schudlam pierwsze 10 kilo mama powitala mnie (nie mieszkam z
        rodzicami), ze jestem 'za chuda', przy 73 kilo (170 wzrostu), wyobrazacie
        sobie? Oczywiscie nienawidzilam ja za to, ze zadnego wsparcia, tylko mnie
        jescze zniecheca. Tlumaczylam wiele razy, ale to nic nie daje. Mysle wrecz, ze
        niektorzy woleli by, abym nie trzymala sie tych swoich zasad, abym sie
        zeszmacila, bo wtedy moglibysmy np rozmawiac o klopotach, a tak osoba 'z
        sukcesem' psuje nastroj ogolnego narzekania. Wiec, roze, moze nie tlumacz sie
        rodzicom, czy komukolwiek, ale rob swoje (my tutaj, czy prawdziwe przyjaciolki,
        na pewno cie zrozumiemy, ale 'na zewnatrz' jest z tym trudniej).

        Inna sprawa, twoja dieta.
        Czy jestes pewna, ze jestes na tyle silna, zeby jednoczesnie 'zegnac' sie z b.
        i odchudzac sie? Moim zdaniem, na poczatku absolutnie najwazniejsza rzecza jest
        nie byc glodna, a to raczej trudno pogodzic z odchudzaniem. 6 dni, to juz cos,
        ale jestes w bardzo, bardzo trudnym momencie, mozesz latwo wrocic, wiesz do
        czego. Ta euforia (ja tez przezylam to wiele razy w czasie 5 lat b.) moze
        wywolac u ciebie wrazenie, ze dasz sobie rade ze wszystkim, nie tylko z
        nierzyganiem, ale i odchudzaniem, a do tego dochodza stresy z rodzicami. To
        bardzo trudna sytuacja. Moze wstrzymaj sie ze 20, albo 30 dni? Oczywiscie bez
        obrzerania sie (szczegolnie na noc), a z najadaniem sie dobrymi rzeczami.

        Psychoterapia.
        Jak juz pisalam, niespecjalnie wierze, ale moze komus pomoze. Dla mnie to jest
        oddawanie odpowiedzialnosci za wlasne sprawy w czyjes rece (na zasadzie, niech
        ta osoba namowi mnie do rozsadku, niech ona o to sie stara), z tabletkami jest
        podobnie. Jest jeszcze ryzyko nieprofesjonalnej pomocy mimo dyplomow (sprawa
        tego psychologa Samsona, i pare innych przekonuje, ze dyplomy nie sa
        gwarancja). Mam do tego takze dosc cyniczne podejscie, ze ci ludzie czesto
        traktuja to jako biznes, dla nich im czesciej i dluzej do nich sie chodzi, tym
        lepiej, szkoda byloby mi kasy. Ale moze tobie by pomoglo, i moze finansowo to
        nie ma dla ciebie znaczenia, nie wiem.
        Pozdrawiam.

        Uwaga, uwaga, po cos ok 5 dniach bylo na wadze 2 kilo mniej! Teraz jest wiec
        58. To bylo przedwczoraj, oczywiscie wczoraj i dzis tez sie wazylam, ale nie ma
        cudow, ciagle 58.

        Otoz przezylam maly romansik, raczej wirtualny (choc nie przez internet), sama
        to na razie zawiesilam, ale kosztowalo mnie to sporo emocji. Duzy high
        emocjonalny (te sny na jawie...), a potem koniec, zadnych kontaktow, koszmar.
        Pustka, dol, ciagle mi zimno, czuje sie jakby mnie nie bylo, bo nie ma tej
        osoby, powoli wykonuje wszystkie czynnosci, a nie ma w tym tresci. Koszmar. Za
        jakies 2 tygodnie znow sie spotkamy, ale nie wiem, czy chce znowu takie
        chustawki gora-dol, wszystko jest cudowne (tylko nie mozna nic robic bo caly
        czas ma sie ochote na te osobe jedynie) a potem swiat jest pusty, ja nic nie
        warta, jakby nic mnie w zyciu nie interesowalo. Okropne.
        Pozdrawiam
        • katarzyna2005 Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 15.01.05, 19:05
          Dopisek do kusiorka,
          Nie przejmuj sie, ze chcesz byc chuda, to normalne. Taki jest swiat, ze sa
          jakies estetyczne 'wymogi', np ze ladnie byc chuda (oczywiscie nie
          anorektycznie), ale np tak, jak Magdalena Cielecka, albo Ostaszewska. Mi sie
          takie figury bardzo podobaja, i nie przemawiaja do mnie artumenty typu, ze
          zewnetrze jest niewazne, liczy sie co jest w srodku, i aby wyrwac sie z bulimii-
          anoreksji nalezy zaakceptowac grubsze cialo. Bzdura. Zawsze jakos korygujemy
          cialo, czy farbujac wlosy, czy pozbywajac sie pryszczy, czy
          chudnac. 'Naturalny' wyglad, to co - kompletny brak dyscypliny, obzeranie sie,
          i wmawianie sobie, ze jak ktos mnie kocha naprawde to akceptuje mnie taka jaka
          jestem? Ale ja sama sie nie kocham wtedy i nie akceptuje.

          Ale to teksty nie do ciebie, bo z tej wagi (48) to niesamowita z ciebie laska.
          Bardzo zazdroszcze, tez mam nadzieje do powrotu do takich proporcji. Bede wtedy
          mogla nosic spodnice mini, obcisle sukienki. Ty tak teraz mozesz, i pewnie jest
          ci bardzo przyjemnie, jak faceci sie gapia. Wiec nie mysl o 'nieprzejmowaniu'
          sie waga, ale moze nie jedz slodzyczy, bo boje sie wiesz czego, a takie
          slodycze to kuszenie wiesz czego...
        • 2roses Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 16.01.05, 15:18
          Katarzyno dzieki za wsparcie i zrozumienie.to dla mnie bardzo wazne,bo nie jest
          latwo samemu zmagac sie z b.z rodzicami to jest ciezka sprawa,bo oni odbierają
          moje ujmijmy to tak"zdrowe odzywianie"jako chec dalszego chudniecia i uwazaja
          ze jest mi to niepotrzebne,wręcz przeciwnie mówią ze powinnam przytyc,bo bycie
          chuda mi nie pasuje.ciezko im wytlumaczyc ze przez diety mam spowolniona
          przemiane materii i musze uwazac na te wszystkie kalorie zeby wlasnie nie
          przytyc.moje BMI miesci sie w dolnej granicy normy,ale moje cialo nie wyglada
          jeszcze tak jakbym tego chciala.ja nie chce byc chuda raczej szczupla i
          zgrabna,miec wysportowana sylwetke.inna sprawa ze ja chyba widze siebie inaczej
          niz inni mnie postrzegają i nie jestem zadowolona z tego co widze:"brak"
          tylka,maly biust,wąskie biodra,niewyraznie zarysowane wciecie w talii-czyli
          brak wszystkich atrybutów kobiecosci.bardziej zalezy na proporcjach niz na
          liczbach(mam na mysli wage i centymetry).ostatnio z kolezanka zrobilysmy
          eksperyment i porównalysmy swoje wymiary.ona jest osoba bardzo szczuplą i o
          dziwo nasze pomiary bylay podobne,niemal identyczne,jedynie w pasie mam kilka
          cm wiecej.to byl jej pomysl,chciala mi pokazac ze jestem szczupla i ze nie mam
          potrzeby dalej sie odchudzac.nie wiem dlaczego ja widze siebie inaczej.to jak
          widzenie siebie w krzywym zwierciadle.to strasznie skomplikowane,bo nie zawsze
          tak jest np.wczoraj czulam sie piekna i zgrabna,bylam na imprezie,zero
          kompleksów,nie moglam sie opędzic od facetów.to mile podobac sie plci
          przeciwnej,ale problem najwiekszy tkwi w tym ze ja chce sie podobac sobie i to
          zawsze.pewnie nie jest to mozliwe,ale jeszcze sie nie przeprogramowalam na inne
          myslenie.

          co do diety to juz z niej zrezygnowalam,przerwalam ją,bo 2dni temu mialam atak
          tzn.znowu wyszlam po"zakupy"i to do nocnego sklepu.dobrze ze wybralam ten dalej
          polozony od domu,bo czas jakos go zlagodzil i wprawdzie nakupowalam róznych
          slodyczy(na które juz w sklepie przeszla mi w zasadzie ochota i kupowalam
          nazwijmy to "na sile") ale w domu zjadlam tylko 2lyzki kremu czekoladowego i mi
          przeszlo,wypalilam sie i kompletnie mi nie smakowalo.bardziej zastanawiam sie
          teraz nad psychologia tego ataku,co go wywolalo,aby móc mu w pore
          przeciwdzialac i pokonac.to nie byl glód ale reakcja na stres i chec jego
          rozladowania.wieczorem dostalam wiadomosc(pozytywną)od przyjaciela.wywolala ona
          jakies dziwne podekscytowanie.mialam czekac jeszcze na potwierdzenie tej
          wiadomosci i w tym czasie nie moglam sobie miejsca znalezsc,skupic sie na
          zadnej czynnosci,stracilam swój wewnetrzny spokój,nie moglam siedziec i
          czekac...wniosek-nadmierne pobudzenie,emocjonalne hustawki,bez wzgledu na to
          czy pozytywne czy negatywne pchają mnie do tego.wiem teraz ze pomaga mi
          chodzenie,szybki spacer,pomaga poskladac mysli,uspokoic sie.musze byc czujna i
          uwazac na to.jem teraz rozsądnie,czesciej w niewielkich ilosciach.rzeczywiscie
          zegnanie sie z bulimia i odchudznie jednoczesne moze przyniesc fatalne skutki,a
          na tym pierwszym zalezy mi o wiele bardziej.na diete moze przyjdzie czas
          pózniej.nie znaczy to ze zrezygnowalam z utraty tych kilku kg,zmienilam po
          prostu metode.stawiam na sport który uwielbiam,poniewaz poprawia mi
          samopoczucie i pozwala pozbyc sie negatywnych emocji.takze dzis na basen.
          nie wiem czy ten atak mozna uznac za porazke(chyba czesciową)bo wprawdzie nie
          wywolalam wymiotów,choc wyrzuty sumienia byly,ale utracilam na moment kontrole
          nad sobą,swoim umyslem,cialem,a przeciez ta choroba na tym wlasnie bazuje.

          nie napisalam wczesniej o tym co sie stalo,poniewaz nie chcialam demobilizowac
          innych osob,które moglyby pomyslec,o tak bardzo chciala,byla taka pewna siebie
          i przegrala.albo ze skoro jej sie nie udalo to ja tez na pewno z tego nie
          wyjde.nie,dalej wierze ze uda sie te chorobe pokonac wygrac z nią.zdaje sobie
          tez sprawe z tego ze nie bedzie to latwe,ale trzeba walczyc,nie
          rezygnowac,podnosic sie po porazkach i isc dalej(to do kusiorka-katarzyna ma
          racje nie ma sensu liczyc od nowa,odnioslas wielki sukces i jedna wpadka nie
          moze tego przekreslic.jestesmy tylko albo az ludzmi ze swoimi
          slabosciami,ulegamy pokusom i to jest naturalna kolej rzeczy).
          nie chodzi o to aby byc wobec siebie poblaliwym,ale tez chyba trzeba umiec
          sobie wybaczac drobne potkniecia i nie dązyc do perfekcjonizmu.ja mam ku temu
          zapedy-albo czarne albo biale,wszystko albo nic,ze skrajnosci w skrajnosc:)a
          wiem ze tak nie mozna,wiec jesli zaliczymy wpadke,to nie zawracajmy z drogi juz
          raz obranej,ale kroczmy nią dalej,pomimo plotków,pomimo przeszkód.Kazdy dzien
          bez b.(objadania sie ,wymiotów)traktuje jak maly diamencik i licze na to ze w
          miare uplywu czasu uzbieram ich calą kopalnie;)

          pozdrowienia dla wszystkich walczących z wszelkimi zaburzeniami odzywiania
          i chcącymi wyzdrowiec,przylaczajcie sie ,trzymam za nas kciuki
          • k_79 Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 18.01.05, 16:26
            Hej Dziewczyny! Mam taki problem, że zaglądam tu niemal codziennie i czytam
            wasze wypowiedzi, ale ostatnio rzadko i krótko bywam sama, więc brakuje mi
            możliwości, żeby pisać "bezpiecznie", chociaż tak bardzo bym nieraz chciała...
            Dzisiaj też będzie krótko, ale nadrobię to w miarę możliwości.

            2roses- fajnie,że dołączyłaś do nas, w grupie raźniej! Bądź twarda i walcz, nie
            przejmuj się kiedy czasem coś idzie nie tak. Chyba niewiele jest osób takich
            jak Katarzyna, które radzą sobie tak wspaniale (w moim odczuciu przynajmniej).

            Mnie wydawało się, że już nie będę wymiotować. Nie udało się. Czasem nie radzę
            sobie z pokusami, z emocjami. Nie daję rady i odpuszczam... Wczoraj był
            kryzysowy dzień. Straciłam kontrolę. Znowu to zrobiłam... I to podczas
            obecności męża, nawet to mnie nie powstrzymało... Nie zorientował się. Tym
            razem mnie to zdarzenie dobiło. Drugi raz w ciągu 4 dni! Oczywiście nie
            zamierzam się poddać, walczę dalej i postanowiłam się zaprzeć, więcej do tego
            nie dopuścić! Może macie rację, by nie liczyć od nowa, w końcu cały czas
            walczę, tylko są dni, kiedy przegrywam. Te dwa dni w kalendarzu odliczę, dziś
            napiszę 53/2 (zielone 53 zwycięskie dni/ czarne 2 przegrane) zamiast 55. Idę
            dalej!

            Nie miejcie mi za złe, że piszę o tym, co nie powinno się zdarzyć, ale przecież
            nie będę kłamać, że wszystko układa się wspaniale, kiedy tak nie jest. Chcę,
            żeby każda osoba, która będzie to czytać, widziała, że można przegrać, ale nie
            poddawać się, uparcie dążyć do wyznaczonego celu, nie bacząc na przeciwności
            losu i chwilowe niepowodzenia. Raz na wozie, raz pod wozem... Samo życie!

            Pozdrawiam Was serdecznie i piszcie! Ja też będę. Jak czas pozwoli...
            • k_79 Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 18.01.05, 16:34
              PS: Już nie 48 tylko trochę więcej, ale dokładnie nie wiem, nie chcę się ważyć,
              bo kiedy widzę, że masy przybywa, łatwo wpadam w panikę. Nie jestem laska.
              Jestem górą za chuda!!! (dołem ok, ale co z tego jak chodzę grubo ubrana, bo mi
              ciągle zimno) A jednak tak wzbraniam się przed przytyciem. Kocham te małe
              liczby... :(
            • niobe5 Re: 50 dni i... PORAŻKA!!! 18.01.05, 17:11
              Uwazam, ze to bardzo dobry pomysl nie liczyc od nowa. Wkoncu caly czas
              walczysz. Zaluje, ze ja po ok. 100 dniach walki zaczelam liczyc od nowa. Ze mi
              nikt wtedy nie poradzil aby odjac pare dni i walczyc dalej...
              Badz dzielna i nie poddawaj sie. Pomysl sobie, ze to byla mala wpadka i
              kontynuuj walke!

              PS. Ja po raz kolejny licze on nowa (bez sensu :) ), ale tym razem czuje sie
              bardzo silna i wiem, ze mi sie uda. Dzien 4.....
              • katarzyna2005 mala wpadka emocjonalna ale bez b. 20.01.05, 17:37
                Rozlozylo mnie dzis to co zawsze - ktos w pracy nawalil, ja to przezywam,
                obwiniam sie, mysle jak to naprawic, i rozklada mnie taka sytuacja kompletnie.
                A powinnam sie teraz uczyc bo mam sesje (mam taka prace, ze nie jestem w pracy
                non stop), i zamiast tego siedze i mysle.
                Przymiezalam sie do wyobrazen roznych babeczek z owocami, sernikow, i tak
                dalej, cukiernia wolala do mnie z oddali, ale to nie bylo takie silne,
                pomyslalam jedynie ze jestem glodna i zjadlam obiad, ale czas stracony na mysli
                o nawalaczach.

                Rose, k_79, wy obie jestescie szczuple, ja to bym chciala miec problem malego
                tylka i szczuplych bioder, bo maly biust to juz mam, i to akurat nie jest dla
                mnie problem. Wrecz mysle, ze najfajniej miec maly biust. Duzy starzeje sie
                bardzo szybko. Poza tym sa te staniki wonder-bra, rzeczywiscie powiekszaja, i
                mozna czuc sie seksy.

                No wiec wchodze na wage, i niespodzianka - 60 kilo, jak dawniej. Starannie
                wykreslam cyferki, znowu numer jeden od jutra. Naprawde odchudzanie jest
                trudniejsze niz pozegnanie z b.

                Stoje w moim nocnym sklepie (wspomnienia dawnych wypraw wiadomo po co), kupuje
                te jabka na zabicie smutku magicznej liczby 60, a obok chlopak, prosi kolejno
                (byla godz 22.30) drazetki kakaowe, gdy dowiedzial sie, ze sa kokosowe i
                mleczne wzia wszystkie trzy, batonik Prince Polo 3 rozne smaki, chrupki dwa
                rodzaje, sok, coca cole, pierniczki, i w ostatniej chwili przypomnial sobie
                o 'Pieguskach'. Znamy takie zachowanie, prawda? Mialam wrazenie, ze glupio bylo
                mu to wszystko zamawiac, i dla zagluszenia glupiego uczucia mowil takim tonem
                pewnym siebie, ze niby zniego nie lakomczuch, ale koneser, zmienial wybor,
                zastanawial sie. Ciekawe, czy tez zaczynal uczte tuz po wyjsciu ze sklepu,
                takie przyjazne sa wtedy zaciemnione ulice...

                Dzis 90-tka. Nie kusi mnie tak bardzo, choc troche to prawie codziennie, nawet
                snilo mi sie. Bardziej przejmuje sie tym odchudzaniem, a musze stracic pare
                kilo, bo chce kogos 'oszolomic boskim cialem', jednak bede musiala powrocic do
                starej metody - soki, plyny przez jakis czas, to przynajmniej jest skuteczne.
                Ale to po sesji, wiec juz niedlugo.

                Moj darmowy internet nieaktualny, w domu nie mam, wiec korzystam z kawiarenek,
                wiec nie moge zbyt czesto, choc tez chcialabym codziennie.

                Podtrzymujcie kobiety to forum, jak mnie nie bedzie, by nie zdechlo.
                Pozdrawiam.

                Moze to glupie, i przesadzam, ale czy taka 2 obok pieknej 52 nie kusi? Moze,
                nie nasuwa zlych oslabiajacych mysli, albo 'karzacych' wyrzutow?
                Rose, rob swoje i nie przejmoj sie rodzicami. Reflekcja po tej imprezie, gdzie
                takie mialas triumfy - rzeczywiscie najlepsza ocene ma ta osoba/osoby dla nas
                wazne, bo my mozemy miec skrzywiona. Ale nie tyj.
                • k_79 Re: mala wpadka emocjonalna ale bez b. 20.01.05, 18:00
                  Jesteś wielka. Podziwiam Cię Katarzyno! Ja w tym sklepie bym pewnie nie
                  wytrzymała i kupiła zestaw podobny do tego, który zamówił ten chłopak przed
                  Tobą... No i ten spokój z jakim przyjęłaś bądź co bądć przeklętą dla siebie 60-
                  kę... Niepojęte dla mnie.

                  Co z tego, że ja (nawiasem mówiąc mam na imię Karolina, nie ma sensu tego dalej
                  ukrywać bo i po co) i 2Roses jesteśmy szczupłe? To wcale nie ułatwia, mnie
                  wręcz utrudnia drogę do wyzdrowienia. Ty możesz więcej zjeść i nie utyć,
                  wprawdzie może nie schudniesz, ale nie chodzisz głodna. A ja nie chcąc utyć nie
                  dojadam, a potem kończy się to buntem mojego organizmu...

                  Ja pokazałam, jaka jestem słaba. Wczoraj był trzeci przegrany dzień i w dodatku
                  podwójnie... Załamka! Byłam zdruzgotana totalnym brakiem nawet resztek
                  samozaparcia... Mój organizm po prostu odmawia podporządkowania się rygorowi
                  małych dawek jedzenia, a ja tak uparcie chcę być szczupła (hmmm... w sumie
                  chyba raczej chuda). Przytycie choćby pół kilo to już dla mnie dramat. I jak ja
                  mam się wyleczyć???

                  Zaczęłam dzisiaj walczyć od nowa na poważnie. Nie liczę dni tak całkiem od
                  nowa, bo przecież przetrzymałam te 50 bez podknięcia, uważam to za spory
                  sukces. Po prostu od dzisiaj liczę dalej, dziś 51. Uważam, że tak będzie
                  najlogiczniej. Jest to jakaś kara za okazanie słabości, ale nie jest to
                  demobilizujące, jak opisywanie tego jako .../... -o czym napisałaś. Zobaczymy,
                  co będzie dalej. Dzisiaj jest kiepsko, mam podły nastrój, dół emocjonalny. Znów
                  mam ochotę to zrobić, ale mam siłę się temu przeciwstawić, więc robie to. Może
                  jutro będzie lepiej...
                  • katarzyna2005 Uwaga - alarm dla k_79, i pare dopiskow 21.01.05, 20:48
                    Karolina (jestes pewna, ze to bezpiecznie podawac swoje imie?)
                    Tak obawialam sie, ze to byla bardzo niebezpieczna druga wpadka. Chcialam
                    przeanalizowac obie, ale widze, ze podstawowy jest stary problem, czyli ze jesz
                    za malo, a to co jesz jest widac 'niebezpieczne' i dlatego jesz tego malo.
                    Oczywiscie, ze trzeba przejmowac sie pol kilo nadwagi, jesli to moze sie
                    powtarzac, to potem robi sie pare kilo. I nie przejmoj sie, ze po tym
                    chorobowym (to raczej normalne) schudnieciu powrocilas do normalnej wagi, tak
                    na ogol sie dzieje. A teraz do rzeczy.

                    Przede wszystkim mozna jesc sporo, a nie te odchudzajace male porcje, i nie
                    tyc, ale pod warunkiem, ze nie je sie niebezpiecznych rzeczy!
                    Tak wiec: warzywa, owoce, kefiry, maslanki, cherbaty (ziolowe, owocowe), jajka
                    na twardo, chude mieso, chuda ryba, troche orzechow, pestech dyni, troche
                    muesli, kasze, nie za duzo chleba, najlepiej razowy, albo te chrupkie pieczywo
                    Wasa (ale nie to 'lekkie' bo ono jest mniej sycace, lepsze jest to normalne).

                    Te wszystkie bezpieczne rzeczy ja jem i jem do najedzenia sie w porze
                    sniadaniowej i obiadowej, w kolacyjnej raczej uwazam, glownie na weglowodany
                    (fasole, chleby), bo moze po prostu brzuch bolec i ciezko sie spi po tym. Ale
                    jesli ma sie ten wielki apetyt wieczorem, to prosze bardzo - nawet kilo jablek
                    (jest mnosto przepysznych gatunkow, i to tanie), wprawdzie brzuch troche bedzie
                    bolal przez jakas godzine, ale potem bedzie lepiej.

                    Te wszystkie bezpieczne rzeczy sa niedrogie, dobre, ja tak jem i bardzo
                    niewiele przytylam przez te trzy miesiace od rzucenia nalogu (w sumie jakies 1-
                    2 kilo, bo znow mam 58 kilo), a przez pierwsze 2-3 tygodnie naprawde sporo
                    jadlam tych jablek. Najtrudniej bylo mi zrozumiec, ze jak jestem tak bardzo
                    najedzona, ze to nie jest na tyle niebezpieczne, ze musze isc do kibla. Bo
                    mialam ten odruch, gdy tak samo sie czulam po tych tonach slodyczy, no ale
                    wiadomo, ze wtedy jest inaczej. Teraz mozna jesc wiecej, byle te bezpieczne
                    rzeczy! I nie nalezy obawiac sie uczucia najedzenia, to nie zagraza jesli nie
                    zremy ciastek i lodow i tak dalej.

                    A jak to jest jak jemy te male porcje nie unikajac niebezpiecznych rzeczy? Byc
                    moze tez nie przytyjemy, ale jestesmy glodne, cierpimy, marzymy o wiekszej
                    ilosci slodyczy (taki kawaleczek ciasta tylko nas podkrecil). A glod to
                    najwiekszy wrog nasz a najwiekszy sprzymiezeniec Pani B. A chyba nie chcemy
                    wracac w jej objecia, choc ona bardzo tego pragnie i nas wzywa w swoje potworne
                    czeluscie. Wiec drugi atak jest juz bardzo niebezpieczny, ze otworzy sie ta
                    tama i poplyniemy z pradem. Karzemy sie glodzeniem, ale to zbyt wiele, to
                    sprzyja powrotowi do B. Wlasnie wtedy trzeba bardzo o siebie zadbac, opiekowac
                    sie soba, czyli zdrowe, dobre jedzenie, cieple kapiele, cieple ubieranie sie. I
                    jeszcze jedna wazna rzecz.

                    Musimy bardzo dbac o nasze estetyczne poczucie wartosci. Tzn maksymalnie dbac o
                    wyglad. Ja od tamtej pory znow zaczelam malowac paznokcie, ukladam wlosy prawie
                    codziennie, staram sie chodzic w rzeczach, w ktorych jest mi ladnie. Aby gdy
                    patrzymy w lustro nie zalamywac sie. Karolina, chodz w tych rzeczach, ktore
                    podkreslaja twoja swietna figure. Maly dol to przeciez najwazniejsze! Gore
                    mozna powiekszac stanikami, sa tez te rozne seksowne bluzki i sweterki. A
                    szczuply dol wlasnie mozesz podkreslic spodniczka, jesli lubisz, fajnymi
                    spodniami. Moze zmien fryzure, zafarbuj sobie wlosy, czy cos. Nie chce
                    powiedziec,ze zle wygladasz i dlatego musisz cos zmienic, ale ze musisz dodawac
                    sobie takich przyjemnosci, bo to bardzo wazne dla nas.

                    Dzieki za komplement. Tak na razie sie bardzo nie przejmuje, bo mam duzo zajec,
                    ale to za chwile sie skonczy i raczej sprobuje tej mojej diety sokowej (nie
                    chce mowic glodowki, bo to tak groznie brzmi), bo chce miec efekty. A pomaga mi
                    tez, ze mam spora motywacje. Na razie, trzymaj sie i pisz, czy nareszcie jesz
                    rozsadnie, czyli nie glodujesz, ale jesz dobre rzeczy. Nawet, gdybys miala
                    teraz 'czarna serie', to pamietaj, ze wytrwalas ponad 50 dni, a lata tkwilas w
                    poddaniu sie temu potworowi B., wiec walka jest mozliwa.

                    2 roses,
                    Ten twoj atak, to nie atak, tylko powod do dumy. Wiesz, nie przypominam sobie,
                    zebym kiedykolwiek podczas mojej 5-letniej kariery nakupila slodyczy i nie
                    zjadla tego, nawet, jesli juz mi sie odechciewalo. Chocbym miala 2 razy biegac
                    do kibla, musialam wszystko wp.... Wiec to naprawde imponujace.
                    Tylko nie odchudzaj sie na razie, jedz nietuczace rzeczy, z tych
                    podziwiajaceych facetow na imprezie to ci naprawde zazdroszcze.

                    niobe,
                    4 dni to naprawde duzo, ja pamietam, ze zalamywalam sie na ogol na trzeci dzien
                    pod wieczor. Bywalo dluzej, ale to gdy nie mialam kasy, wiec zadna zasluga.
                    Trzymaj sie rady takie same jak dla Karoliny i Roses i pozdrowienia.
                    • k_79 Re: Uwaga - alarm dla k_79, i pare dopiskow 22.01.05, 15:29
                      Masz rację, że znalazłam się na prostej drodze do stęsknionej pani B. i to z
                      własnej winy. Jestem na siebie zła. Lecz ja nie potrafię wyrzec się całkowicie
                      pewnych rzeczy (te cholerne słodycze...) i źle znoszę choćby minimalny przyrost
                      masy ciała niezależnie od tego ile ważę. To jest właśnie psychologiczny
                      problem, z którym sobie nie mogę poradzić. Piszesz "pół kilo nadwagi", ale to
                      nie o to chodzi. Ja mam niedowagę, aby ją utrzymać, muszę jeść mniej niż
                      potrzebuję na prawdę, ja nie powinnam się martwić przybraniem pół kilo, bo
                      powinnam przybrać nawet więcej, tylko się tego boję, a gdybym jadła tyle, ile
                      mi trzeba, przytyłabym trochę i utrzymywała prawidłową wagę, na co moja
                      skrzywiona psychika po prostu się nie godzi.

                      Wiem, że można jesć sporo zdrowych i lekkich rzeczy, ale świadomość, że to co
                      zjadłam nie tuczy,a służy zdrowiu,nie sprawi, że znikną wyrzuty sumienia
                      wywołane uczuciem sytości w żołądku. Ja nie mogę czuć sytości, nie umiem czuć
                      się z tym dobrze. Kolejny psychologiczny problem...

                      Nie wiem, co dalej ze mną będzie. Oczywiście będę próbować dalej, ale po tych
                      wpadkach straciłam pewność siebie. Czas pokaże... Dziś jest dobrze i tym się
                      cieszę.

                      Jeśli chodzi o dbanie o siebie, to oczywiście nie zaniedbuję tego. Zawsze dbam
                      o fryzurę, makijaż, paznokcie, z ciuchami trochę gorzej, bo niewiele mam
                      takich, w których czuję się sexi, a w których zimą nie marznę, na nowe
                      pieniędzy brak (od czasu do czasu jakiś drobiazg), ale w miarę możliwości
                      staram się podkreślać, to co w figurze korzystne, a ukrywać to, co mniej
                      atrakcyjne. Lubię się podobać. Niestety spódniczki odpadają, bo umarłabym z
                      zimna, taki straszny ze mnie zmarzluch, a wyziębienie sprzyja niestety moim
                      napadom wilczego apetytu. Czekam niecierpliwie na wiosnę...

                      No właśnie. Niestety chyba dotyczy mnie ta depresja sezonowa, dodatkowe
                      utrudnienie... + problemy małżeńskie + niezaleczone zauroczenie + problemy
                      finansowe + niepewność w sferze zawodowej + problemy z dzieckiem... Moja
                      psychika jest bardzo obciążona, a rzadko mam okazję wyżalić się komuś zaufanemu.

                      Cóż, nie mam wyjścia, próbuję dalej. Katarzyno, dzięki za rady, ja na prawdę
                      bardzo je cenię, tylko nie wszystkie umiem zastosować w swoim życiu. Mam
                      nadzieję, że to się niedługo zmieni. Życz mi szczęścia i przełamania złej
                      passy...
                      • k_79 Re: Uwaga - alarm dla k_79, i pare dopiskow 22.01.05, 18:29
                        PS: Zapomniałam jeszcze wspomnieć o tym, że rzuciłam palenie 2 tygodnie temu...
                      • maybe123 co do niedowagi, i tak masz szanse na zdrowienie 24.01.05, 07:52
                        podziele sie moimi doswiadczeniami, moze to cos pomoze
                        ja tez jestem szczupla, w/g norm mam lekka niedowage. wiec jak zrezygnowalam z
                        bulimii to po prostu balam sie na pocztku co bedzie. Ale powiedzialam sobie,
                        okej, sprobuje, i dopoki beda to 2-3 kg to nie bede panikowac. Najwyzej potem
                        spanikuje :) Ale na razie - nie. Daje sobie szanse. Blady strach ktory na mnie
                        pada gdy waga pokazuje 1.5 kg wiecej lagodze mowiac sobie, no, to jest jeszcze
                        w ramach planu.

                        zgadzam sie ze bardzo pomaga dbanie o siebie, i zaspokajanie checi napchania
                        sie czyms w miare nieszkodliwym (u mnie to zupa miso... duzo cieplej, kojacej
                        zupy miso). A potem, gdy sie siedzi z pelnym zoladkiem, wiara w to ze za
                        godzine juz bedzie lepiej nawet bez podrozy do kibla. I jest lepiej.

                        Ja zaczelam tez chodzic na silownie, glwnie aeroby i troche, naprawde troche
                        ciezarow. Podchodze do tego ostroznie bo nie chce zamienic wymiotow na godziny
                        cwiczen. Staram sie przyhamowac chec dania sbie w kosc. Zauwazylam naprawde
                        duzo plusow cwiczenia:

                        - jest co robic z tym czasem ktory w przeszlosci przeznaczalam na b. (np.
                        samotne niedzielne przedpoludnie)

                        - 1-2 h 'po' jestem glodna w przyjemny, zdrowy sposob, i jestem w stanie
                        traktowac jedzenie jako potrzebny mojemu cialu budulec. Boze, co za cudowna
                        zmiana :)

                        - potrafie sie nawet troszke cieszyc na przyrost wagi (choc dalej bardziej sie
                        ciesze, gdy spada - i jak tu mi dogodzic ;) gdyz mowie sobie, oto efekt mojej
                        pracy, wreszcie przyrastaja mi miesnie! po paru tyg. juz *widze* zmiane,
                        wreszcie mam odrobine ksztaltu na ramionach a nie patyki-cherlaki, a wiem, ze
                        jezeli nie dostarcze organizmowi bialka, witamin, itp. to nici beda z tej moje
                        pracy

                        jednym slowem aktywnosc fizyczna pomaga mi przeobrazic stosunek do jedzenia i
                        wagi, juz nie jest to jednoznaczne "im mniej tym lepiej." Ale naprawde musze
                        uwazac zeby nie dawac sobie w kosc cwiczeniami, bo pokusa jest.
                        • 30stka Re: co do niedowagi, i tak masz szanse na zdrowie 24.01.05, 09:18
                          Cześć Dziewczyny! Ja też sobie (pełna podziwu) czytam Wasz wątek i cieszę się,
                          że walczycie i odnosicie sukcesy w Tej walce! Życzę wytrwania na tej drodze i
                          pokochania życia na nowo (bez tego diabła - bulimii). Powodzenia! Magda
    • maybe123 czy moge dolaczyc? 22.01.05, 02:32
      staram sie bardzo wyzdrowiec. choruje od...ech...15 lat, ale ostatnio cos sie
      we mnie zmienilo i poczulam, ze jestem gotowa. no coz, b. duzo mi pomogla
      przetrwac, choc tez i wiele zabrala z zycia. no wiec wreszcie poczulam sie
      gotowa - i tak po kilku falstartach od 31.XII mialam *tylko* dwie wpadki.

      dla mnie to ogromny sukces, bo przedtem wymiotowalam praktycznie codziennie,
      czasem 3x dziennie...wiec jakby nie patrzec uniknelam przynajmniej dwudziestu
      wypraw do kibla. Wierze ze ten sukces tez jest wazny, bardzo wazny, i warto
      walczyc o niego dalej. Nie chce sie czuc jak szmata dlatego ze dwa razy nie
      dalam rady...

      przyjmiecie mnie dziewczyny? nie moge czytac/pisac codziennie, ale bede
      zagladac.
      • k_79 Re: czy moge dolaczyc? 22.01.05, 15:05
        Droga Maybe! Pisz i nie pytaj czy możesz! Myślę, że każda z nas się ucieszy, że
        znalazła się kolejna osoba, która chce się zmierzyć z potworem! Cudownie, że
        jakoś sobie radzisz. 2 wpadki w ciągu 3 tygodni po latach choroby to świetny
        wynik. Tak trzymaj i nie poddawaj się, nawet jeśli będą kolejne.

        Napisałaś akurat w momencie, kiedy ja przechodzę kryzys w swojej walce. Miałam
        bardzo brzydki tydzień. Byłam na skraju załamania, ale na nowo odnajduję w
        sobie siłę, by kontynuować mordowanie tej zmory. Nie wiem, czy mi się uda, ale
        wciąż zamierzam próbować, nie zniechęcam się i to jest najważniejsze - nie
        tracić wiary, że może się udać, mimo niepowodzeń. Idź za przykładem Katarzyny,
        to osoba, która radzi sobie z chorobą jak nikt inny, a jej wskazówki są na
        prawdę bardzo cenne i tylko od Ciebie zależy, czy zaufasz jej doświadczeniu. Ja
        ufam, ale na razie nie mam dość siły, by wyrzec się swoich złych nawyków
        żywieniowych i niestety szkodzę sobie. Mam nadzieję, że się wreszcie zdobędę
        któregoś dnia na to, żeby porzucić to, co mi nie służy.

        Czytaj, pisz, kiedy możesz i walcz!
        • maybe123 dziekuje :-) 23.01.05, 02:53
          wierz, zauwazylam ze nielatwo jest wyjsc na prosta po wpadkach i staram sie
          pamietac ze to nie bedzie "jeden raz, jeden dzien" - ale nawet jesli nastepnego
          dnia nie bede wymiotowac, to i tak bede toczyc ciezka walke. I jeszcze pare dni
          po. Wiec niech Cie to nie zniecheca ze jest trudno. Wywalcz jeden dzien, ba,
          pol dnia, i pamietaj ze kazda godzina bez bulimii to godzina *blizej* do
          dobrego samopoczucia, nawet jesli w danej chwili wydaje sie ze wytrwanie nie ma
          sensu. ma, ma, ma, ma!!

          moja ostatnia wpadka byla w niedziele i mialam potem trzy ciezkie dni -
          pierwszego myslalam ze nie wytrzymam. Dzis jest piatek i czuje sie dobrze, ba,
          bylam nawet szczesliwa rano, ale pod wieczor i ze spora porcja jedzenia na
          liczniku (bez objadania) juz mi humor zrzedl... no trudno. bede sie trzymac.
          mam taka alternatywe: obudzic sie jutro znowu szczesliwa albo sie poddac
          1 'maly' raz i miec przed soba trzy dni katorgi, ciezkiej walki ze soba aby nie
          wpasc w ciag.

          wypowiedzi Katarzyny bardzo cenie za uczciwosc; otwartosc i uczciwosc i
          nazywanie rzeczy po imieniu, co jak zauwazylam owocuje tym ze i inne osoby w
          tym watku trzymaja ten wysoki standard.

          co do Twojej walki, i patrzac na moje zycie, powiem tylko ze my bulimiczki mamy
          czesto ogromnie duzo sily. tak duzo, ze sie nie poddajemy w naszych obowiazkach
          (praca, szkola, dom), nie wkurzamy sie, nie mowimy "nie dam rady" tylko
          ciagniemy rozne wozki, swoje i nie swoje, gramy rozne role, spelniamy
          oczekiwania, chronimy innych. Mowimy, a przynajmnie ja mowie, "jeszcze tylko to
          i to, a potem zadbam o siebie". Bierzemy dla siebie tylko jedzenie, i nawet to
          oddajemy. Cholernie duzo sily. Tak mysle. Pytanie jak ja zaprzac w walce o
          swoje zdrowie.

          k_79, trzymam kciuki za Ciebie.
          • katarzyna2005 Przechodzac musialam zajzec 23.01.05, 17:08
            Hej maybe, hej Kar.
            Oczywiscie, to nie jakis klub, kazdy moze pisac, im wiecej nas tym lepiej,
            wiecej doswiadczen, wsparcia, pomyslow.

            Gratuluje maybe, najtrudniejszy chyba jest ten okres tuz po wpadce, bo to tak
            kusi, takie latwe, choc chwilowe rozwiazanie problemu, to zapomnienie w ataku
            jest tak silne, ze nie mysli sie o dalszych konsekwencjach, tylko o
            przyjemnosci, ktora przeciez jest w atakach, dopiero potem, no i w trakcie
            kupowania jest okropnie. Ale tez pamietam to podniecenie, gdy wbiegalam po
            schodach, myslalam sobie, to jest szczescie, i to bez konsekwencji. To jak z
            kazdym nalogiem, daje jakies zapomnienie, odprezenie, choc przez chwile, wiec
            ze wytrzymalas co najmniej te trzy dni, to bardzo duzo.

            Kar., nawet jesli masz czarna serie, co nie dziwne, bo to taki mechanizm ktory
            tez znam, gdy sie zacznie, bardzo trudno sie wyrwac. Paradoksalnie potem jest
            latwiej, ale zaczac, wytrzymac te pierwsze kilka dni, tydzien jest bardzo duzym
            sukcesem Mi nie jest teraz trudno, z czasem zdobywa sie wiec jakas sile, nawet
            mnie to nie kusi, tzn malo kusi, nie na tyle bym ulegla, mimo, ze mam pieniadze
            w kieszeni, sklepow jest duzo wokol. Czas buduje pancerz. Wiec nie wiem jak u
            ciebie, ale nabierz znow sil, przekonania, i zycze dalszych dni, do 60, 70 itd.

            Na poczatku jest jeszcze jedna bardzo trudna rzecz. Ten nalog daje duzo
            przyjemnosci, oprocz stresow i ponizajacej swiadomosci niewolnictwa. Na
            poczatku trudno to czyms zastapic, a ten poczatek to wlasciewie liczy sie w
            miesiacach. Wszystkie inne alternatywy wydaja sie mniej intensywne, bardziej
            blade. U mnie bylo latwiej, ze mam sporo zajec, przedtem mialam wiecej czasu, i
            to byl powazny wybor - albo zawalac sprawy, albo probowac odrzucic ten sposob
            tracenia czasu. Niektorzy przezucaja sie na inne nalogi, i to moze byc tez
            niezly pomysl, bo sa bardziej i mniej szkodliwe nalogi. Latwy wybor to alkohol,
            ale to raczej niemozliwe do ukrycia, gdy mamy rodzine, itd, no i gdy pracujemy,
            to tez trudniej (choc pozostaja wieczory). Ale mozne tez wciagnac sie w
            internet, ja to po czesci robie, dlatego nie korzystam w domu, a wychodze, bo
            inaczej zbyt duzo czasu bym na to poswiecala. Ale ten maly nalog, czyli to
            forum jest jednoczesnie bardzo dobre dla mnie, bardzo mi pomaga, to pisanie.
            Poczatkowo jedynie czytalam, teraz pisze. I zapraszam innych, nawet jesli
            jestescie w aktywnym nalogu, to piszcie o czym chcecie, jakie macie problemy,
            ktos tu na pewno odpowie. A moze znajdziecie sile na wspieranie sie innymi
            rzeczami, nie uwodzicielska pania B.
            • katarzyna2005 Re: No wiec odchudzam sie 24.01.05, 17:18
              Troche boje sie o tym pisac, bo tu czesto radzi sie, by 'jesc normalnie', nie
              przejmowac sie swoim cialem, szukac innych satysfakcji, a odchudzanie jest
              niebezpieczne bo grozi nawrotem choroby. Ale sie odchudzam, musze schudnac.

              Robie to raz w roku, tak przed wakcjami, w tym roku wiec troche wczesniej. Od
              czasu gdy bylo duze odchudzanie (jakies 7 lat temu), i schudlam cos okolo 30
              kilo, to potem w ciagu roku troche mi przybywa (mimo bulimii), wiec przed
              letnim odslanianiem ciala zawsze czuje przymus powrotu do szczuplego ciala. Do
              tej idealnej wagi tuz po wielkim odchudzaniu nie aspiruje, choc milo by bylo,
              ale dla wzmocnienia wiary, ze moge jeszcze byc szczupla, ze jest to mozliwe
              mimo pozegnania sie z atakami bulimii, wiec dla wzmocnienia tej wiary w siebie
              wystarczy mi jakies 5 kilo.

              Co roku jest to dieta - soki, czyli plyny. Bo jest sie mniej glodnym gdy
              posilek jest plynny, jakos tak mniej sie wydzielaja soki zoladkowe, czy cos.
              W tym roku musze troche drastyczniej, bo rozsadne odchudzanie nie udalo mi sie.
              Wiec - zablokowalam pieniadze na koncie, zeby nie mozna bylo korzystac z
              bankomatu, gotowke wydalam. To oczywiscie do odkrecenia, bo pieniadze mozna
              odblokowac, ale wymaga to pojscia na miasto, do internetu, itd. Wiec mam
              zapas 'jedzenia'.

              Ten pierwszy etap nie bedzie trwal dlugo. Tydzien, 10 dni. Plan jest taki:

              1. 4 'posilki': rozwodniony (goraca woda) sok warzywny, pol na pol, tak jedna
              filizanka soku i tyle samo wody, + kakao (ale bez cukru) (bo magnez) -
              sniadanie. Nastepne 2 posilki dokladnie co 2.5 godziny, jedynie sok, taka sama
              ilosc. I wieczorem 'kolacja' sok + pojemnik kefiru (bo bialko).
              Soki i pozostale plyny pije sie powoli. Poza tym - woda do woli, herbatki
              ziolowe. Bez herbaty, kawy, oczywiscie zadnego alkoholu.
              Zdrowotne dodatki - wit.C, moze zelazo.

              2. Codzienne wazenie.
              3. Organizowanie sobie czasu, planowanie, wychodzenie, by nie siedziec w domu,
              gdy nie musze.
              4. Internet.
              5. Przestrzegam punktualnych posilkow, nawet jesli nie czuje sie glodna.

              To musi dac efekt, nie tylko dlatego, ze mi na tym zalezy, ale dlatego, ze
              zawsze dawalo efekt.
              Wiem, ze moze byc mi smutno, zimno, ciezko, jestem na to przygotowana.
              • flaviia Re: No wiec odchudzam sie 24.01.05, 17:34
                A ile wazylas po wielkim odchudzaniu i ile masz wzrostu?
                Powodzenia w diecie,widze ze jest dosc drastyczna,ale to jest dla ciebie bardzo
                wazne,zatem trzymaj sie .
              • niobe5 Re: No wiec odchudzam sie 24.01.05, 18:17
                Skoro potrzeba Ci tylko 5 kilo do wakacji po co taka drastyczna dieta?
                Wlasciwie to glodowka nie dieta, wiec napewno stracisz pare kilo, ale: szybko
                wrocisz do poprzedniej wagi, spowolnisz przemiane materii, bedziesz oslabiona i
                bedziesz bardzo podatna na ataki bulimiczne. Jak juz naprawde tak na tym Ci
                zalezy dlaczego po prostu nie ograniczysz troszke kalorii, zrezygnujesz ze
                slodyczy i nie pocwiczysz troszke (wystarcza dluzsze spacery). I powiem Ci
                jeszcze, ze wazenie sie codziennie jest zupelnie bez sensu. Wahania wagi
                wystepuje nawet w obrebie jednego dnia - wystarczy wazyc sie raz w tygodniu,
                jak juz musisz to robic. (bo jestem zagorzala przeciwniczka wagi!!!)

                pozdrawiam
                • katarzyna2005 Re: No wiec odchudzam sie 25.01.05, 17:37
                  Hej
                  Dzieki za odzew.
                  Otoz przed wielkim odchudzaniem wazylam 83 kilo, potem, po okolo pol roku 57,
                  potem jeszcze zeszlam do 52, ale to bylo juz troche za bardzo. Mam 170 wzrostu.
                  Tak do zaakceptowania, i dla przywrocenia wiary, ze moge byc szczupla bez
                  bulimi wystarczy mi 55.

                  Ja juz tak probowalam 'rozsadnie', ale nie wychodzi mi to. Ze wzgledow
                  charakterologicznych. Odchudzanie jest meczace, ma sie gorszy nastroj, jakos
                  tak powoli sie zyje, wiec jesli place taka cene, to musze miec wyniki. I to
                  dziala, a efekt jojo tak za bardzo nie wystepuje potem, bo ja wiem, ze
                  utrzymanie figury to wielka walka, wieksza niz odchudzanie, bo trzeba na stale
                  porzucic zgubne nawyki. Wiec od wilkiego odchudzania nie jem slodyczy
                  (pomijajac ataki bulimiczne), teraz tych atakow nie mam, wiec nie mam do
                  czynienia ze slodyczami, tluszczami, itd wcale.

                  Zdecydowalam sie teraz, bo jestem wlasnie po sesji na studiach, i moge pozwolic
                  sobie na wiekszy luz, mam czas na to 'powolne zycie'. Gdy sie musze uczyc, itd,
                  to musze jesc normalnie, by mozg normalnie funkcjonowal. Poza tym mam silny
                  prywatny motyw, chce szybko zmiescic sie w 'chude' spodnie, a nie tylko te
                  szerokie, przy ktorych nie widac ud grubych. Chce szybciel znow dobrze sie czuc
                  w swoim ciele, zalozyc jakas spodniczke, no wiadomo, takze dla faceta...
                  Pozdrawiam
              • maybe123 Re: No wiec odchudzam sie 25.01.05, 17:57
                odchudzasz sie... powiem Ci szczerze, co mysle. to niebezpieczny pomysl. z
                drugiej strony rozumiem i szanuje Twoja decyzje, ze chcesz sie dobrze czuc z
                wlasnym cialem. nie bede Cie namawiac na nie-odchudzanie. ale zrobie co moge
                zeby byc pomocna w osiagniecu celu ktory sobie wyznaczylas *bez powrotu do
                choroby.* Mysle ze to trudne zadanie. Balansowanie na linie. Dlatego lepiej
                wyposazyc sie we wszelkie mozliwe pomoce.

                Przepraszam ze to co pisze bedzie w formie 'rad', nie chce narzucac swojego
                zdania.

                Wiec po pierwsze - plan ewakuacji jesli dieta okaze sie zbyt rygorystyczna.
                Zeby nie bylo rzucania sie na jedzenie i tej ogromnej pokusy unuikniecia
                konsekwenji obzarstwa. Czyli cos w rodzaju: "jesli bedzie za ciezko, to
                przechodze na nastepujacy plan powrotu do normalnego jedzenia w ciagu 2 dni:
                najblizszy posilek xxx, potem yyy, potem zzz"

                Po drugiem banalne (i pewnie nie zastosujesz ;)): wieksza ilosc kcal na dobe
                zeby nie zmniejszyc drastycznie metabolizmu plus choc niewielki wysilek (np.
                pol godziny spaceru co wieczor albo rano).

                Po trzecie, WAZNE: nie wiem czy przechodzilas kiedys taka diete o jakiej
                piszesz. Jesli Tobie odpowiada to jest OK. Zawiera ona duzo cukru, brak
                zlozonych weglowodanow i za malo bialka (organizm potrzebuje bialko w kazdym
                posilku, co 4h). Cukier w soku spowoduje szybki wzrost poziomu insuliny, potem
                hipoglikemie (ospalosc, slabosc, drzenie miesni) i glod. Wiekszosci osob trudno
                byloby nie zjesc czegos wkrotce PO wypiciu soku, czy zjedzeniu batonika,
                wlasnie ze wzgledu na nagly spadek poziomu cukru we krwi.

                Nie ma co sie oszukiwac ze potrafimy wygrac z glodem. To jeden z
                najsilniejszych instynktow w jaki wyposazyla nas natura!!!!! Jego sila jest
                nieoceniona. Pewnie, mozna sie katowac przez jakis czas, ale nadchodzi moment
                gdy, mowiac obrazowo, mamy nagle wszystko w d. i chcemy tylko jesc, jesc, jesc.
                Ludzie sadza, mylnie na ogol, ze wygraja z prawdziwym glodem - tylko bardzo,
                bardzo chorym osobom sie to udaje... i umieraja.

                Wiec pytanie jak schudnac bez tego alarmujacego glodu ktorego, na szczescie,
                zdrowy czlowiek nie jest w stanie pokonac. Jeden ze sposobow - tak skuteczny ze
                wydaje mi sie 'magiczny' wrecz - to bialko w KAZDYM posilku, ktore stabilizuje
                poziom cukru we krwi. Doradzila mi to moja terapeutka i dziala niesamowicie.

                Jak to wyglada w praktyce: np. na sniadanie twarozek z duza iloscia rzodkiewki,
                ogorka. Jesli sok, to rozdzienczony jablkowy (ma nizszy indeks glikemiczny niz
                pomaranczowy). Albo jeszcze lepiej - pomidorowy.

                Do innych posilkow ZAWSZE cos z bialkiem: kawalek piersi z kurczaka, lub ryby,
                gotowane jajko.

                Nigdy sam cukier. Jak mialam ciezki okres 'ciagu' to niemal nie rozstawalam sie
                z pudeleczkiem twarogu, i jeseli cos slodkiego w pracy - to najpierw albo zaraz
                po: lyzka twarogu. Wiem, brzmi to smiesznie, ale mi nie bylo do smiechu jak nie
                bylam w stanie przestac jesc slodkiego. Twarog mnie uratowal :)

                ----> Wiec nawet jesli zignorujesz wszelkie inne moje uwagi, PROSZE sprobuj
                chociaz to: kawalek chudego twarogu za kazdym razem jak siegasz po ten
                rozcienczony sok. Pozdrawiam.
                • katarzyna2005 Re: No wiec odchudzam sie 26.01.05, 16:29
                  Bardzo dziekuje za rady, maybe, oczywiscie masz w 100 procenatach racje.

                  Ta moja obecna dieta i tak nie jest tak restrykcyjna ja ta z 'wielkiego
                  odchudzania', bo wtedy byl wylacznie sok. Nie liczylam kalorii (podobnie jak
                  teraz), ale na pewno bylo bardzo malo, ale byly natychmiastowe efekty i to mnie
                  niesamowicie motywowalo. Taki kilogram na miesiac to raczej nie dla mnie.

                  Tak masz racje, ze bialko potrzebne, stad ten kefir wieczorem, wiem, ze to za
                  malo i dlatego ta moja dieta nie bedzie dlugotrwala, moze dwa tygodnie, a potem
                  jeszcze raz sprobuje rozsadnego odchudzania, ale musze miec pierwsze efekty (i
                  one juz sa, napisze dokladnie ile po tygodniu, bo nie chce zapeszac).

                  To dieta sprawdzona. Przewaga diety plynnej nad tradycyjna, czyli - male
                  posilki w regularnych porach jest dla mnie trudniejsze, bo plyny jakos tak
                  dzialaja, ze prawie nie ma sie apetytu. Te soki, to oczywiscie nie soki owocowe
                  (cukier), ale wielowarzywne, rozwodnione goraca woda pol na pol, to oczywiscie
                  weglowodany i nic poza tym, ale nie tak niebezpieczne jak soki owocowe. Indeks
                  glikemiczny tak szybko wiec nie rosnie, a jest sie troche zaspokojonym na jakis
                  czas. Ja po prostu mam za slaby charakter aby jesc chude mieso itd. Takie
                  sprawy zostawiam na po-diecie, bo potem jest ten trudniejszy okres zatrzymania
                  nowej wagi.

                  Sporty i tak uprawiam, a zawsze przeszkadzalo mi myslenie o tym, ze to dla
                  figury, to mi odbiera przyjemnosc, a robie to dla przyjemnosci. Nie mam
                  samochodu, wiec spacery po miescie maja miejsce naturalnie.

                  Bardzo dziekuje za wsparcie, pozdrawiam.
                  PS.
                  Oczywiscie nie ma mowy o powrocie do B., gdyby cos to porzucilabym te soki, ale
                  na razie bardzo mnie podtrzymuje pierwszy mily efekt na wadze, i swiadomosc, ze
                  to nie bedzie trwalo dlugo.
                  • katarzyna2005 Dol po cwiczeniach fizycznych 26.01.05, 16:52
                    Zauwazylam taki dziwny mechanizm. Niby mowi sie, ze wysilek powoduje dobry
                    nastroj, ze wydzielaja sie te dobre hormony, ale u mnie jest inaczej, po
                    dluzszym sportowym wysilku jest mi smutno, taki jakby dol spowodowany
                    oczekiwaniami przyjemnosci, sam wysilek jest fajny, ale potem jest zle. I
                    czesto wtedy mam ochote na zarcie, nawet rozgladam sie za sklepami. Ostatnio
                    nawet wzielam ze soba zwykla bulke, aby to zajesc.
                    Czy ktos tez cos takiego zaobserwowal?
                    • myslo.marcinek Re: Dol po cwiczeniach fizycznych 26.01.05, 21:30
                      katarzyna2005 napisała:
                      "...
                      > Czy ktos tez cos takiego zaobserwowal?"


                      Mi jest trudno zabrać się za ćwiczenia. Zawsze mam opory. W trakcie ćwiczeń
                      jest ok. No i potem ten stan raczej pozostaje. I nawet jakoś nie chce się
                      specjalnie jeść
                      ----------
                      Nikt nie będzie żył za Ciebie!
    • myslo.marcinek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 26.01.05, 17:00
      Hej!
      W pierwszym akapicie będzie króciótko o mojej "bajce" z bulimią. Potem odpiszę
      Katarzynie 2005.

      Obecnie mam 21 lat (wczoraj skończyłam :) ). Od 13 roku zycia się odchudzam.
      Bulimia zaczęła się jakieś 5 lat temu. Najpierw były herbatki ziołowe, potem
      tabletki, wszystkeigo coraz więcej. Od czasu do czasu zaliczałam kibelek.
      Od prawie roku nie przeczyszczam się. Od roku tzn od zmiany psychiatry. Facet
      potrafił jakoś mnie przekonać i wpłynąć na mnie.
      Pierwszego psychiatrę zaliczyłam, gdy miałam 17 lat.
      Od prawie dwóch lat mam terapie u psychologa.
      Oczywiście ciągle się odchudzam. Nie potrafię jeszcze zaakceptować swojego
      ciała. A jakieś 7 kg mniej byłoby bardzo mile widziane.
      Kasiu 2005, tak jak pisałaś:
      * duzo zajęć - najlepsza recepta. Moja bulimia osiągnęła szczyt, gdy zaczęłam
      studia zaoczne i nie pracowałam. Co 2 tygodnie jeździłam na zdjazdy. Wtedy
      właśnie pojawił się nowy psycholog. Znalazłam sobie pracę. Najpierw to był
      wolontariat. Spodobałam się szefowi, tzn. efekty mojej pracy mu sie spodobały i
      teraz mam pracę. :)
      Gdy jestem w pracy, myśli o obżarstwie stanowią jakieś 8% wszystkich myśli (gdy
      siedziałam bezczynnie w domu, było to około 98%).
      * jeść 5 posiłków dziennie - to rada mojego psychiatry. Na początku bardzo mi
      się nie podobała. Teraz wiem, że warto się do niej stosować :)
      * rewelacyjnie jest mieć kogoś bliskiego (najlepiej przeciwnej płci), komu
      wiemy, że się podobamy (Ja miałam ogromne szczęście, że takiego kogoś spotkałam)
      * mnie niewątpliwie motywują też moi terapeuci (psycholog i psychiatra)
      * ruch, ruch, ruch - akurat to mi idzie mozolnie, bo ciężko mi się zebrać i
      ćwiczyć (dlatego zapisałam się na aerobik; :) w grupie to ci innego). Nie da
      się jednak zaprzeczyć, że jak człowiek się solidnie zmęczy, to jakoś juz nie ma
      sił myśleć o żarciu

      *** Od jakiegoś czasu stosuję metodę "obsypywania się prezentami". Nie działały
      na mnie "nagrody", na które pozwalałam sobie po osiągnięciu czegoś. Kupuje
      sobie coś, co mnie ucieszy. Gdy jestem szczęśliwa też łatwiej nie myśłeć o
      jedzeniu. W ogóle wtedy nie pojawiają się chore myśli (nie tylko o jedzeniu,
      ale i inne dołujące typu, że w pracy coś nie tak idzie, albo w szkole też do
      bani). Takimi drobnostkami podtrzymuje swój dobry humor, co oddala mnie od
      stanów depresyjnych.
      Dziś np. pomalowałam paznokcie :)
      Wczoraj wyszłam z koleżanką do kawiarni (ale na nic słodkiego - zamiast
      podwieczorku był drink; no co w końcu wczoraj miałam urodziny !)
      • katarzyna2005 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 26.01.05, 17:05
        Bardzo dziekuje myslo za liscik, odpisze jutro bo teraz musze leciec na
        moja 'terapie zajeciowa' (zart - ide do pracy, ale to tez niezla terapia, bo w
        czasie pracy, jesli nienudna, to nie mysli sie o zarciu)
    • maybe123 cwiczenia 27.01.05, 01:19
      pisze tu zeby latwiej bylo znalezc bez grzebania sie w srodku watku

      ja po cwiczeniach odczuwam czasem pewne znuzenie/uspokojenie z odcieniem smutku
      (moze to taki fizjologiczny 'dol'?) natomiast co do tego ze nie chce sie jesc,
      to fizjologicznie uzadnione, po ok. 20 min aktywnosci czesc energii pochodzi z
      tkanki tluszczowej, uwalniaja sie ketony, i osrodek glodu w mozgu sygnalizuje
      ze nie potrzebujemy jesc. glod wraca gdzies dopiero 1h po cwiczeniach.

      co do motywacji... ja bardzo pilnuje zeby to byla przyjemnosc. jak sie
      zapisywalam do klubu to weszlam do jednego i pomyslalam, no nieeee.... chyba za
      kare bym tu musiala przychodzic! przygnebiajace 'narzedzia tortur'

      wiec sie zapisalam gdzie indziej, miejsce jest czyste, jasne, gra muzyka,
      przychodza mlodzi ludzie, jest duzo zajec do wyboru, i ->lubie tam przebywac <-
      czasem nawet bardziej niz w domu!! szczegolnie jak mam w domu balagan :))

      najtrudniej o umiar (no coz, problem wszystkim bulimiczkom znany) bo ja to bym
      chciala spalic zaraz milion kalorii jednego dnia. To czesty blad
      poczatkujacych. TO MA BYC MARATON, NIE SPRINT. Jak sie dzis wykoncze, to jutro
      nie przyjde... i pojutrze tez nie, bo bedzie mnie odrzucalo od katorgi... Nie
      oszukam sie na dluzsza mete, moja podswiadomosc WIE czy fitness klub jest
      miejscem katorgi czy relaksu. Chce miec podswiadomosc po swojej stronie :) wiec
      staram sie byc mila dla siebie w tym przybytku zdrowia i dobrej formy :)

      w koncu lepiej cwiczyc 20min/3-4x w tygodniu niz pocwiczyc dwa razy po dwie
      godziny i przestac na dobre
    • myslo.marcinek JAKIE BIERZECIE TABLETKI? 27.01.05, 08:12
      Chciałam zapytać te dziewczyny, które leczą się farmakologicznie. Jakie leki
      bierzecie? Ja obecnie jestem na dwóch Bioksetynach, jednej Asentrze i jednym
      Nootropilu.
      Jak się czujecie na swoich lekach? Ja omawiam swoje samopoczucie u pana
      psycholka ;) i on wtedy ustala dawki. Wcześniej np brałam trzy Bioksetyny i nic
      więcej. Po jakimś czasie dorzuciliśmy Asentrę, potem Nootropil.
      Moim zdaniem, leczenie farmakologiczne jest bardzo ważne w terapii.
      • katarzyna2005 Re: JAKIE BIERZECIE TABLETKI? 27.01.05, 13:56
        Dzizus, ale ja jestem tepa komputerowo, dopiero teraz zorientowalam sie, ze
        mozna sie dopisywac w srodku watku, i zobaczylam pare nowych wpisow. Np.
        myslalam, ze Karolina nie odpowiedziala na alarm, ze czeka na lepszy czas by
        sie wlaczyc, a teraz widze ze odpisala, tylko nie od razu. Musze to wszystko
        zapisac na dyskietke i przemyslec, tu, skad pisze (darmowy internet) nie mozna
        zapisywac na dyskietki, wiec skocze wieczorem do kawiarenki.

        A teraz co do lekow.
        Bralam kiedys 'Polski' prozac, nie z powodu bulimii, ale tak ogolnie (choc to
        byl czas pelnego rozkwitu uzaleznienia). Zaczyna dzialac po jakichs 2-3
        tygodniach. Czlowiek czuje sie lepiej, chwilami jakbym byla zakochana (mimo, ze
        nie bylam), jakies te hormony sie wydzielaja. Wiec generalnie polecam, jesli
        ktos ma klopoty z nastrojem. Bralam jakis niecaly rok. Ale nie wiem, co
        przepisuje sie bulimiczkom.

        Przestalam brac ze wzgledu na moja filozofie nieufnosci do takiej zewnetrznej
        pomocy, jak psychologowie, czy leki. Poza tym wcale nie zaniechalam bulimii,
        wrecz przeciwnie, dobry nastroj powodowal zmniejszenie wyrzutow sumienia przy
        kolejnych atakach, wszystko, takze ataki bylo przyjemniejsze.

        Dopisek co do mojej diety - trzymam sie, nie mialam ani jednego momentu, ze
        bylam strasznie glodna, ani nawet bardzo glodna, moze troche glodna, wiec da
        sie wytrzymac, tylko jestem oslabiona i wolniej mysle, jestem bardziej podatna
        na zdenerwowanie.
        • katarzyna2005 Spozniona odpowiedz dla k_79 27.01.05, 14:20
          Jednak tamta odp na 'alarm' byla w normalnej kolejnosci, ja po prostu
          przegapilam.

          No wiec, rzeczywiscie to inny rodzaj problemu/ow. Ja mam taka tendencje do
          upraszczania, dawania prostych recept. A to u ciebie nie zadziala.
          Jedynie moge zapytac - a co bedzie, jesli ustalisz sobie 'roboczo' te jako-taka
          wage do zaakceptowania (bo rozumiem, ze idealna to bylaby ta, zawsze troche
          nizsza, czyli ideal prawie anorektyczny), np 49, czy 50 kilo, zrob sobie
          zdjecie, i ocen sie, czy wygladasz dobrze. (Bo rozumiem, ze mezowi sie
          podobasz, ze nie wywiera na ciebie presji, ze bardzo chude sa najpiekniejsze.)
          Jesli tak, to potem mozesz wazyc sie jedynie co tydzien, i martwic gdy
          przytyjesz, i wtedy przejmowac kaloriami. A do tego braku komfortu, ze to nie
          to, moze sprobuj przywyknac, tak to w sobie zaakceptowac, ze taka masz
          psychike. Po prostu, niektorzy maja takie wady, a ty akurat taka. Tylko z czego
          takie nastawienie wynika? Obawiam sie, ze z niskiej samooceny, i tu moglby
          pomoc psycholog, ja nie bede zabawiac sie w psychologa-amatora.

          Oczywiscie moge jedynie przywolac jakies swoje doswiadczenia, przemyslenia.
          Bylam kiedys w zwiazku z facetem, ktory choc sam byl gruby, to ciagle dawal mi
          na rozne sposoby do zrozumienia, ze najpiekniejsze sa chude kobiety. Ja wtedy
          wazylam 56 kilo, wiec nie bylo tak zle, ale ciagle sie odchudzalam, i
          martwilam. On w zartach mowil do mnie 'gruba'.

          Ja sama tez nadal tak o sobie mysle, tylko ze teraz mam wiecej powodow, bo
          widze sie w lustrze, no i po ubraniach. Stad ta obecna dieta. Tylko, ze
          potrafie powiedziec sobie 'stop', jak wtedy w trakcie wielkiego odchudzania,
          gdy doszlam do wagi, 52 kilo, to bylo zbyt malo, ale 53-54 bardzo dobrze. W
          odbiorze i ocenie siebie pomaga mi to, jak reaguja inni, no i porownuje sie do
          tych wszystkich chudych kobiet na miescie.
        • maybe123 Re: JAKIE BIERZECIE TABLETKI? 27.01.05, 17:12
          ja nie biore lekow, choc pare razy sie nad tym zastanawialam. myslalam ze moze
          Prozac by pomogl. jestem z natury ostrozna i duzo sie naczytalam, m.inn.
          ksiazke "Talking back to Prozac" i znam kilka (!) osob ktore go odstawily ze
          wzgledu na skutki uboczne.

          Byc moze sa inne leki lub inaczej reagujace organizmy, wtedy pewnie warto,
          czemu nie. Kazda pomoc w walce z choroba sie przyda.

          Katzrzyna, ciesze sie ze dobrze ci idzie odchudzanie. Holender, chcialabym zeby
          bylo na to jakies inne, pozytywne slowo. Moze 'normalizowanie' :)
          albo, 'usuwanie zlogow i toksyn' Bardzo sie ciesze ze sie trzymasz bez B.

          Ja mialam wczoraj cieeezki dzien, czulam sie gruba i z d. jak trzydrzwiowa
          szafa, czulam sie jak ciele. Wiem, to okropne slowa ale tak wlasnie bardzo zle
          myslalam o sobie, a wieczorem weszlam na wage i okazuje sie ze przybralam 2.5
          kg i juz blisko mi do paniki. No ale nic dziwnego, przez pare tygodni prawie
          ciagle jem i jem. Do tego mam fatalny nawyk podjadania w pracy (biurowej) -
          caly czas cos ciamkam. To kolejny nawyk ktory dobrze byloby zmienic, bo rujnuje
          mi samopoczucie na caly dzien. Moze macie pomysly jak to zrobc - niestety nei
          przynoszenie jedzenia nie pomaga, a nawet pogarsza sprawe, bo zamiast jest np.
          jablka mam caly czas pod reka do kupienia batoniki, lody, itp.

          • myslo.marcinek Re: JAKIE BIERZECIE TABLETKI? 27.01.05, 17:58
            Też się bałam, że się uzależnie albo będę przeżywać jakieś dziwne stany po
            lekach. Tym bardziej, że nie są to jakieś witaminki C, a antydepresanty. Na
            początku dlatego właśnie bawiłam się troche lekami. Raz brałam, raz nie. NOwy
            psychiatra potrfaił mi jednak przemówić i teraz łykam wszystko regularnie i
            naprawdę czuję się lepiej. Łatwiej mi walczyć z chorobą. Bo same leki
            oczywiście nie załatwią sprawy, ale bardzo, bardzo pomagają. Nie wyobrażam
            sobie terapii bez środków farmakologicznych.
            • maybe123 no, jak pomagaja, to dobrze :-) n/t 27.01.05, 18:38
              • mestrom Re: do maybe 123 27.01.05, 19:04
                Jakis rewelacyjnych sztuczek nie znam, ale ja zuje duzo gum dla dzieci lub jem
                lizaki. Probuje tez oszukac siebie plynami. Stara metoda wypelniania zoladka
                woda. Zamiast slodyczy pije np.karotke i staram sie podjadac cos co ma niewiele
                ckal. Wiem ze zadne rady. Najtrudniej przeciez przestac myslec o jedzeniu.Tez
                mam z tym problem. W pracy jest trudniej, bo w domu mozna np. pomalowac
                paznokcie, czytac to forum lub zajac sie czyms na tyle absorbujacym by
                zapomniec o tym, ze cos bym przegryzla.
                Lepiej bierz owoce z domu.
                • wodnik73 Re: do maybe 123 27.01.05, 19:50
                  Siedząc w pracy zapijam się zieloną i czerwoną herbatą (czasem pije gorzką ale
                  często jednak słodzę cukrem). Albo piję kawę z mlekiem. Nie wytrzymam 15 minut,
                  żeby czegoś nie "pochłonąc" więc piję, piję, piję.....dobrze mi teraz o tym
                  mówic, bo mam te "dobre dni". Ale jak miałam te "złe dni" to i herbata i kawa
                  nie pomagały, mogłam wypic ich i hektolitry, a i tak w końcu biegłam do sklepu
                  po ...nie będę wymieniac....
    • myslo.marcinek Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 28.01.05, 15:49
      Hej moje kochane Kobietki!
      Życzę Wam wszystkim udanego weekendu. Mam nadzieję, że mój upłynie całkiem
      sympatycznie, mimo tego, że w sobotę i niedzielę mam wykłądy na uczelni :(
      Pozdrawiam ;)
      • katarzyna2005 Pare dopiskow, odpowiedzi do roznych osob 28.01.05, 17:21
        Zalegla odpowiedz do myslo
        Twoje rady oczywiscie bardzo dobre, tez tak uwazam, dzieki. Szczegolnie te 5
        posilkow. Przed rozpoczeciem mojej obecnej diety jadlam 3 posilki, ale 4, jak
        teraz, lub lepiej - 5, to dobre rozwiazanie, bo reguluje sie poziom cukru we
        krwi, i mniejsze prawdopodobienstwo wielkiego glodu, co jest glowna przyczyna
        atakow bulimicznych.
        Moge to potwierdzic, nie odczuwalam ani razu (choc to dopiero 5 dzien) takiego
        wielkiego apetytu, nie jestem w ogole specjalnie glodna.
        Przyznam, ze chcialam to wykorzystac, i wczoraj wieczorem - dzis rano jeszcze
        ograniczylam kalorie, ale czulam sie tak slabo, ze nie polecam. Trzeba jesc,
        czy (jak w mojej diecie) pic, nawet jesli nie jest sie glodnym.

        Swieta racja z 'terapia zajeciowa', tez pamietam, gdy sie nudzilam, to
        najlepszy pomysl na rozrywke, to byl zawsze spacerek do sklepu i potem to 10
        minut szczescia.

        Ale napisz jak te leki dzialaja na ciebie. Ja tez bralam antydepresanty i u
        mnie bylo wrecz przeciwnie, jesli chodzi o skutecznosc walki z bulimia. Nie
        mialam wyrzutow sumienia, zarcie bylo jeszcze przyjemniejsze.

        Maybe
        A moze by tak te regularne, co do godziny posilki, a miedzy nimi nic. Tyle,
        zeby te przerwy byly male. Przed moja dieta myslalam o takim rozwiazaniu dosc
        sceptycznie, ze wzgledow praktycznych, nie chcialo mi sie przygotowywac, lepiej
        jesc raz a porzadnie. Tyle, ze to naprawde dziala, bo czlowiek nie jest glodny
        miedzy posilkami, jesli te przerwy nie sa duze (czyli np 2.5, lub 3 godz), i
        trzeba jesc mimo braku glodu. Moze sprobuj.
        Wiem, ze w biurze jest ciezko od powstrzymania sie od zarcia, ciagle ktos je,
        albo czestuje, albo ktos roznosi jedzenie, a te rozne imieniny, itd

        Wyrzucanie wagi (To zalegly dopisek)
        Ja nie moglabym wyzucic wagi, bo musze kontrolowac, czy nie przytylam, ale
        wazenie raz w tygodniu jest rozsadne. Pomijajac taki okres intensywnego
        odchudzania sie, jak teraz, bo musze widziec efekty, to mnie mobilizuje.
        Za to nigdy sie nie mierzylam centymetrem, bo wiem, ze rozklad tluszczu to
        sprawa indywidualna, i centymetry w talii moga zalezec od tego czy obiad byl
        duzo, czy malo-objetosciowy. Waga dwoch kobiet moze byc taka sama, ale ten
        tluszcz inaczej rozlozony, wiec beda inaczej wygladac.

        Karolina
        Gratuluje rzucenia palenia, wiesz to chyba trudniejsze od rzucenia bulimii, moj
        znajomy po roku mowi, ze ma nadal ochote zapalic. W najtrudniejszym okresie
        pomoagal sobie obietnicami, ze nie pali tylko dzis, a jutro zapali, i to jutro
        tak przekladal z dnia na dzien.
        Co slychac?
        • k_79 Re: Pare dopiskow, odpowiedzi do roznych osob 29.01.05, 11:58
          "Co slychac?"

          Widziałam, że do odpowiedzi na Twoje pytanie w zasadzie już dotarłaś. Można by
          rzec, że cofnęłam się w rozwoju. Przestałam sobie radzić i postanowiłam zacząć
          jeszcze raz. Nowe wydaje się bardziej ekscytujące i motywujące, przynajmniej
          dla mnie. Oczywiście już "wpadłam", ale trudno. Przez alkohol. Już się go nie
          tknę!!!

          A co do palenia, to w moim przypadku rzucenie nałogo przyszło mi bez trudu.
          Paliłam od mniej więcej roku (wcześniej miałam okresy palenia i nie-palenia w
          przedziale 10 lat wstecz), niewiele bo ok 4-6 dzinnie, przy okazjach więcej,
          super light-y. I nawet przy tak małych dawkach tej trucizny czułam się źle,
          może dlatego, że dodatkowo mam anemię i jestem przewlekle niedotleniona. Teraz
          jest tak, że nie palę na co dzień, ale od kiedy rzuciłam, miałam trzy dni, że
          zapaliłam. Raz spotkałam się z koleżanką i "dotrzymałam jej towarzystwa" w
          paleniu, drugi raz- podobnie, trzeci raz wczoraj wieczorem, przy piwie,
          specjalnie na tę okazje kupiłam sobie paczkę i wypaliłam prawie cała sama (a
          jak się dzisij czuję to lepiej nie mówić...). Ale po tych epizodach wcale nie
          kusi mnie, żeby zapalić znowu. Jest dokładnie tak jak kiedyś, kiedy nie byłam
          uzależniona i paliłam okazjonalnie.
          Podsumowując: Rzucenie palenia to dla mnie pryszcz w porównaniu z porzuceniem
          bulimii. Niestety. :(

          Pozdrawiam!
          • wodnik73 Re: Pare dopiskow, odpowiedzi do roznych osob 29.01.05, 12:19
            Rzuciłam palenie w styczniu 2000 roku. Od tego czasu zapaliłam pół papierosa.
            Paliłam 10 lat, z przerwami, była jedna roczna i takie po 2-3 m-ce. Gdyby odjąc
            przerwy to w sumie zebrałoby się z 8 lat palenia.

            Rzucenie palenia to "pikuś" w porównaniu z rzuceniem bulimii ...
            • katarzyna2005 Re: Pare dopiskow, odpowiedzi do roznych osob 31.01.05, 16:49
              Pierwszy wolniejszy weekend od miesiecy, wiec wgrałam sobie parę dyskusji z
              naszego Forum (na moim darmowym internecie nie można tego robić, tu jest
              pośpiech i stres, ciągle boję się, że ktoś zobaczy co czytam i piszę). Więc
              wgrałam, i w domu pomyślałam nad tym. Stąd parę refleksji.

              Początkowo byłam oburzona wypowiedzią Mateusza, tymi cytowanymi komentarzami
              kolegów, to uprzedmiatawianie kobiet, ten „podgatunek” chudej kobiety, te
              porównania do zwierząt... Ale pomijając ten chamski aspekt, to treść jest
              oczywista – że oceniamy ludzi po wyglądzie. Każdy to robi, ja też.

              A czy mój facet mnie komplementuje? Jeśli wyglądam dobrze – tak. Słowem
              rzadziej, raczej dotykiem, spojrzeniem. A jeśli mam „gruby” okres, to potrafi
              żartować z fałdek, ale i tak czuję się akceptowana. Czy powinnam wtedy domagać
              się komplementów? Ale wtedy ja sama się sobie nie podobam! Te wałki tłuszczu w
              talii są dla mnie niewygodne, mogę nosić jedynie duże spodnie, sama się z tym
              źle czuję, więc dlaczego mam od niego wymagać by podobało mu się to, co mi
              samej się nie podoba? Czuję się mimo to akceptowana, nie akceptowałby mnie
              facet, dla którego byłabym jedynie obiektem seksualnym.

              I tu przechodzimy do motywów mojego „powrotu do szczupłego ciała” (jedna z
              lepszych nazw niż „odchudzanie”). Pozbywam się tego tłuszczu, bo to jest dobre
              dla mnie. Przywraca mi wiarę, że mogę być, szczupła, tak jak lubię, i bez
              bulimii. Będę się akceptować, nie myśleć o sobie, jako o fleji z wylewającym
              się tłuszczem. Poza tym to doświadczenie w skutecznej dyscyplinie może tez
              pozytywnie wpłynąć na inne dziedziny życia, bo przekonuje mnie, że mogę coś
              postanowić i zrealizować, że potrafię być silna w walce o siebie.

              Po lekturze wątku Magdy
              (Piszę tu, bo ten mój wątek ma być takim dziennikiem wlaki o siebie, więc tu
              opisuję, co mnie wzmacnia, a co często jest „prezentem” od innych forumowiczek,
              bo przeczytałam o tym na ich forach)

              Magda pisze, że w walce pomogło jej spotkanie osób (ten uniwersytecki ośrodek),
              którzy wysłuchiwali jej z uwagą, nie patrzyli jak na idiotkę. Dla mnie to forum
              tu właśnie spełnia taką rolę. Nigdy, odkąd zaczęła sie bulimia nie spotkałam
              osoby z którą mogłabym o tym swobodnie porozmawiać. Nie sądzę, że jestem na
              tyle silna, by móc bez tego forum, czytania innych wypowiedzi, pisania dać
              sobie rade. Samodzielnie jeszcze nie.

              Ponadto - zrób coś by poczuć się lepiej, pomyśl o sobie pozytywnie. Otóż ja od
              niedawna praktykuję taką metodę: gdy czuję się źle, bez wartości (często)
              otwieram notes i zapisuję, co jest dobrego w moim życiu. Co więcej, staram się
              przekształcać retrospektywnie gorsze doświadczenia na dobre dla mnie. Np:
              wczoraj mało co nie zostałam okradziona na mieście, i zanotowałam to jako
              konstruktywne doświadczenie, że dzięki temu wiem, żeby nie nościć w kieszeni
              plecaka ważnych rzeczy. Gdy tak nagromadzimy te plusowe sprawy i postaramy się
              o inne spojrzenie na gorsze zdarzenia, to już jest lepiej.

              Magda w trakcie swojej walki zmieniła się w dojrzałą osobę, przestała być
              nieporadną, wiecznie skrzywdzoną osobą, poznała swoją wartość. To ostatnie jest
              dla mnie najtrudniejsze. Czuć się osobą wartościową, jeśli nie jest się „osoba
              sukcesu”, a otoczenie, rodzina dają do zrozumienia, że jest się
              nieudacznikiem, gdy ja po prostu realizuję inna filozofię życiową (a może tak
              sobie wmawiam, tak racjonalizuję, a naprawdę jestem niewiele warta?)
              Pewnie dobry psycholog pomógłby, ale z wielu względów to niemożliwe, więc sama
              musze z tym walczyć.

              Z cytatu Joanny, matki anorektyczki: nasze myśli – słowa – czyny – charakter –
              los. Czyli werbalizacja może mieć na nas wpływ, może nas zmienić, to
              optymistyczne. Pozdr
              • katarzyna2005 Po tygodniu diety - waga 31.01.05, 17:09
                Misnus 3 kilo, więc nieźle. Bardzo mnie to motywuje. Przede mną jeszcze jeden
                trudny tydzien. Potem (chyba) przejdę na liczenie kalorii, może 1000 dziennie.
                Mała modyfikacja diety:
                Śniadanie - ok 12: kefir, sok wielowarzywny (1 filiżanka + tyle samo gor. wody)
                Potem 2 razy co 2.5 godz - sok i szklanka kako (bez cukru i mleka)
                Kolacja - jak śniadanie.
                No i woda, cherbata, cherb. ziołowe - bez ograniczeń.

                Dieta jest skuteczna, ale męcząca. Nie czuję się jakoś tak głodna, by to było
                nie do opanowania, raczej zmęczona.
                • myslo.marcinek Re: Po tygodniu diety - waga 01.02.05, 14:36
                  Witam!
                  Gratuluje Kasiu, tylko czy nie jest to zbyt rygorystyczna dieta?
                  Troszke się boję. Trzymam jednak kciuki!
                • maybe123 Re: Po tygodniu diety - waga 01.02.05, 17:35
                  tez trzymam kciuki, ciesze sie ze masz takie efekty jak chcesz. prosze prosze
                  badz bardzo ostrozna przy wychodzeniu. Twoj sukces w funkcjonowaniu bez B. mnie
                  inspiruje :) moj dzien 34 chyba.
    • nikt02 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 01.02.05, 18:08
      Czesc
      2,5 roku temu zaczalem sie odhudzac najpierw byla anoreksja teraz kompulsywne
      objadanie sie. Wydaje mi sie ze to kompulsywne objadanie sie to poprostu
      odmiana bulimi. Nie przeczyszczam sie i nie prowokuje wymiotow. Jesli mam napad
      to zjadam kilkanascie tysiecy kcal wiec a zreszta nie wazne nie o to chodzi.
      Chodzi o to ze chce sie dolaczyc do tego posta i liczyc dni moze nie te w ktore
      nie wymiotuje tylko te w ktore bede jadl racjonalnie.Przytylem juz ok 12kg i
      jestem naprawde w kiepskiej formie psychicznej ale nie mam nic do stracenia i
      bede tu wyliczal swoje dobre dni. Wczoraj byl pierwszy taki dzien po 4dniowym
      ciagu.Pozdrawiam
      • katarzyna2005 C.D. dziennika walki 01.02.05, 21:03
        C.D. dziennika walki
        (przepraszam za brak cytatów, ale nie wiem czy to wierne cytaty).

        Magda: zanurza się w złe samopoczucie, by wybrzmiało.
        Mi zawsze pomaga wypisanie się, robię to odkąd pamiętam, dzięki temu nabiera
        się dystansu, czas płynie, zła emocja opada. Z czasu bulimii – w takich
        chwilach żarcie pomagało, bo po tej ekstazie było osłabienie po wizycie w
        kiblu. Jak to zrobić, by teraz takie rozwiązania nie przychodziły do głowy? (A
        sam nasuwa mi się pomysł by dobry wynik mojej diety uczcić stosem ciastek,
        widzę to wyraźnie, w kolorach). Na razie nie wiem, ale będę szukała odpowiedzi.
        Na razie jestem „z rozpędu” silna, takie rozwiązanie jest wykluczone, ale to
        mało racjonalny argument, i nie wiem na jak długo starczy...

        Rada dla Maybe, by nie martwiła się, że utyje (trochę przytyła)
        Niestety u mnie to nie działa. Muszę być szczupła, nie wyobrażam sobie inaczej,
        gruba nie jestem sobą. Czyli już na zawsze jestem skazana na jakiś rodzaj
        diety. Ale: przecież nieopanowane żarcie i nieprzejmowanie się przytyciem jest
        przede wszystkim niezdrowe, więc co za różnica, czy będę walczyć o „nieotyłą”
        sylwetke czy o szczupłą. W każdym przypadku to konieczność dyscypliny. Więc
        dlaczego nie dyscyplinować się do tej ulubionej figury, w której czuję się
        dobrze?

        Personifikowanie bulimii.
        Też to stosuję. Ten Potwór ciągnący mnie w nicość, słodkie obietnice, obojętne
        zimne spojrzenie, gdy jestem zeszmacona po ataku, dalej mnie ciągnie w te
        otchłanie...
        Gromadzenie różnych rodzajów broni dla zwalczenia Potwora.
        Mam już spory arsenał (poczucie wolności, pisanie, planowanie, zajęcia,
        oszczędzona forsa, poczucie siły, samodzielnego kierowania swoim losem). Ale
        gromadzę dalej – obecna figura na wadze wskazuje, że mogę (będę mogła) być
        szczupła bez bulimii, więc przyjemność cielesna bycia osobą szczupłą, wiarę, że
        mogę zmnienić swoje życie mogę przenieść na inne dziedziny życia, może w pracy,
        na studiach, robić dobre dla siebie rzeczy.

        Wodnik – winny jest perfekcjonizm - bardzo ciekawe spostrzeżenie
        Bo chcemy walczyć o idealne ciało, bo gdy jakikolwiek błąd popełniamy, najpierw
        zapomnienie – lodówka, a potem kara – fatalne samopoczucie. Ale co z tym
        zrobić? Magda mówi – zrób wszystko, aby błąd się nie powtórzył, czyli podejdź
        konstruktywnie. Bianka pisze – dopuściłam racjonalne myślenie, zdrowy rozsądek
        i poczułam się Wolna. Ale co zrobić w tym czasie, tuż po popełnieniu błędu,
        kiedy najsilniejsze są emocje, i najłatwiej ulec pokusie wizyty do sklepu, czy
        lodówki? Nie wiem. Ja na razie jestem „w ciągu” bez bulimii, ale jeszcze ponad
        dwa miesiące temu (to tak niedawno) nie potrafiłabym sobie odmówić
        najłatwiejszego rozwiązania. Niestety nie znam odpowiedzi. Mi pomogło najadanie
        się bezpiecznym jedzeniem, np kilo jabłek, ale wiem, że większość z nas nie
        wytrzyma tego wypełnionego żołądka i pobiegnie do kibla, nawet po „niegroźnych”
        jabłkach.

        Maybe – po poczuciu sukcesu, łatwo przejść na drugą stronę – porażki.
        Oj tak, święte słowa. Wielokrotnie przeżyłam euforię drugiego „czystego” dnia,
        gdy myślałam – a pozwolę sobie na duże jedzonko dla uczczenia tego sukcesu, a
        potem było jeszcze więcej ataków niż normalnie. Teraz też Ona kiwa do mnie z
        daleka, obiecuje niegroźną przyjemność, a potem znów dopisywanie dni w
        kalendarzu, mówi – nawet nie musisz o tym mówić na Forum, nie przyznawaj się do
        klęski, to zresztą nie klęska, tylko taka nagroda za wytrzymałość, przecież
        udowodniłaś już, że jesteś silna, możesz sobie pozwolić na luz... . Ja nawet
        nie dopuszczam do dyskusji, nie i już, ale Ona jest bardziej wygadana, ciągle
        kusi mnie różnymi argumentami.

        Lepiej przed atakiem - zapobiegać niż panikować w trakcie.
        Tak, to jest właśnie to gromadzenie broni, kucie zbroi przeciw potworowi. Czas
        tę zbroję umacnia, ale Ona jest piekielnie inteligentna, jeśli ulegnę zbroja
        może opaść w jednej chwili, a Ona zwycięsko zimna...

        Przepraszam, że nawiązuję do innych wątków tu, zamiast na odpowiednich wątkach,
        ale to ma być taki dziennik walki (Magda wie, że długotrwałej, jestem dopiero
        na początku), więc moja pomoc innym ogranicza się do opisywania tego co działa
        u mnie, może ktoś przeczyta, będzie chciał spróbować. W niedzielę obchodziłam
        okrągłą seteczkę, uśmiecha się w kalendarzu żółtym słoneczkiem. Obok była
        skromnie wyglądająca szósteczka (pozbywanie się tłuszczyku), jeszcze dalej
        ładny wynik przepisany z wagi.
      • katarzyna2005 A teraz bieżące odpowiedzi 01.02.05, 21:26
        Myslo
        Bardzo dziękuję za wsparcie, jest ok.

        Maybe
        Czytaw wszystkie Twoje posty, sporo już o Tobie wiem. Chyba łączy nas wspólne
        zainteresowanie zdrowym odżywianiem, pamiętam raz poradziłaś Karolinie by
        dosmaczała się różnymi ziarnami, orzeszkami, i innymi zdrowymi i dobrymi dla
        ciała i ducha jedzonkami. To chyba dieta mikrobiotyczna. Dzięki Tobie też
        dodałam więcej białka. Zaczynam drugi tydzień 'pozbywania się tłuszczu', potem
        zobaczymy.
        Wiem, że jest ci ciężko, jesteś w trudniejszej sytuacji niż ja. Masz sporo
        stresów, ja żyję raczej spokojnie. Daleko do bliskich, ja mam ich niedaleko.
        Więc jeśli udaje Ci się wytrzymać, to jest to duża sprawa.
        Niestety, jak każdemu, będę także Tobie radziła by nie jeść słodyczy wcale, bo
        to śmieci, biała trucizna.

        nikt
        Witaj na forum. Wiesz, ja w swojej walce staram się wspomagać na różne sposoby,
        także takie "magiczne". Np w moim nicku dodałam 2005, choć zaczęłam pisać w
        2004, to miało być zaczarowanie przyszłego, czystego roku, mocno w to wierzę.
        Podobnie zaczęłam zapuszczać włosy, by zmiana wewnętrzna grała z zewnętrzną. A
        dlaczego o tym piszę? Dlatego, że Twój nick może działać na kiekorzyść. Jesteś
        dla siebie, i napewno dla wielu osób ważną osobą, "nikt" brzmi, jak ktoś
        nieważny. A osoby, które w żarciu szukają rozwiązania problemów często mają
        problemy z poczuciem własnej wartości (jak ja). Ale może ta ksywka to przypadek.

        Jeśli jesz na jednym posiedzeniu kilka tys kal, to jest to dokładnie zachowanie
        bulimiczne, ale bez rzygania, więc z szybkim przytyciem, co jeszcze pogarsza
        sprawę.

        Musisz koniecznie zrewidować zwyczaje żywieniowe. Zrozumieć, że to nie jest
        tylko na razie, ale już na zawsze. Won słodycze i inne śmieci, hamburgery,
        frytki, coca-cola, tłuste sosy, smażone ziemniaki, itd. I zastąpić to
        przepysznym, co więcej dobrym dla Ciebie jedzonkiem - rybki, chude mięso,
        kasze, strączkowe, warzywa, trochę orzechy, trochę owoce (nie za dużo bo
        cukier). Na początku możesz jeść tego ile chcesz, ale w równych odstępach, np
        co 3-4 godziny. Uwaga na kolację. Na wyjątkowo silny atak głodu możesz zjeść np
        4 jabłka, najesz się. Tak przez jakiś czas, gdy uspokoisz się trochę, i
        zaakceptujesz pożegnanie się ze "śmieciami". Potem możesz zacząć się odchudzać,
        albo rozsądnie (tak najlepiej), albo jak ja (mi to pasuje, ale ja po okresie
        tego skutecznego odchudzania i tak będę stosować zasady dobrego jedzenia,
        większości osób raczej groziłby efekt jo-jo, czyli większa waga niż przed
        dietą). Na razie o dchudzaniu nie myśl, porozmawiamy, jak przez parę tygodni
        będziesz tak jadł, jak Ci radzę.

        Inna bardzo ważna sprawa, to przemyślenie, dlaczego masz te ataki. Jakie
        problemy zajadasz. To jest chyba jeszcze trudniejsze niż zmiana diety, ale tu
        tkwi sekret nadziei, że ataki nie powrócą.
        Pozdr
        • nikt02 Re: A teraz bieżące odpowiedzi 02.02.05, 12:29
          2 dni za mna. Odnosnie tego co napisalas. Wierz mi strasznei duzo wiem o
          zdrowym odzywianiu wiem co jest dobre a co zle. U mnie to wyglada tak ze jak
          trzymam diete to jem zdrowo mieso z piekarnika warzywa rybki chudy ser itd
          jedna kromka chleba wiecej 1 ciastko i zaczyna sie jazda sklep i po kolei
          czekolada ciastka jak sie najem slodkim to bulki ale juz z maslem ktore
          wystarczy na 4 nie jednym a piecioma plasterkami sera majonezem i bog wie czym
          jeszcze. Ja tylko nie wiem ile mam jesc na zdrowej diecie jem ale boje sie ze
          to co zjadam to za duzo wiec cwicze 3,4,5 czasem 6 godz w ciagu dnia w koncu
          nadchodzi ten dzien pekam i zaczynam jesc koncze po 4 dniach i znowu dieta po
          paru dniach napad i tak w kolko. Lecze sie caly czas ale nie wiem co powoduje
          moje opychanie sie jeszcze nie wiem mam nadzieje ze kiedys sie tego dowiem.
          Narazie jest tak 2 dni sa czyste dzis 3 dzien zobaczymy. Ograniczylem cwiczenia
          do 1,5 godz dziennie i chyba tak narazie zostawie Pozdrawiam
          • katarzyna2005 Re: A teraz bieżące odpowiedzi 02.02.05, 15:03
            Odpowiedz, dlaczego ten wielki apetyt nastepuje jest bardzo trudna, bo mysle,
            ze wiele czynnikow ma na to wplyw. Z jednej strony poziom cukru we krwi, gdy
            jemy posilek, ktory ma sporo cukru (duzy indeks glikemiczny), to potem poziom
            opada, i jesli jest duza roznica, to czujemy ten glod. Dlatego wazne jest aby
            uwazac na produkty o wysokim indeksie i jesc regularnie. Pewnie o tym doskonale
            wiesz.
            Ale wiele innych spraw ma tez na to wplyw - stresy, klopoty, a nawet pozytywne
            uczucia. Alkohol, czy inne uzywki.
            Z mojego doswiadczenia (nie wiem czy wiesz, ze jestem teraz na dosc drastycznej
            diecie odchudzajacej) moge potwierdzic, ze regularne (ale naprawde, zgodnie z
            zegarkiem, nawet jesli nie ma sie ochoty jesc) posilki o niskim indeksie dobrze
            dzialaja. Ani razu (dzis 10 dzien) nie mialam ataku wilczego apetytu, a nawet
            nie czuje glodu, choc napewno oslabienie.

            Mysle, ze musisz pogodzic sie z mysla, ze nie mozesz 'normalnie' jesc, musisz
            planowac posilki, jesc tylko to co sobie wyznaczysz. No i absolutnie zadnych
            slodyczy, czy kanapek z maslem, juz lepiej sucha kanapka z gruboziarnistego
            pieczywa.
            Tylko, ze to moze nie wystarczyc.

            Ja sobie robie analizy przyczyn, problemow, czytam to forum, wiele wypowiedzi
            mnie inspiruje, bo pisza tu ludzie z takimi samymi problemami, dla nikogo to
            nie jest dziwne, to bardzo mnie wspiera. Nie wiem, czy czytales moj watek od
            poczatku, jestem po 5-letniej bulimii, wlasnie w niedziele obchodzilam 100
            dzien 'czysty', ale wiem, ze to dopiero poczatek walki. Na pewno musze sie
            pogodzic z tym, ze juz nigdy nie bede mogla 'normalnie', bez ograniczen jesc.

            U mnie te rady dziala, wiec dlatego to pisze.
            Pozdrawiam
            • maybe123 u mnie jest inaczej 02.02.05, 16:43
              czytam sobie o Waszych sposobach i podejciach, czesc jest taka sama u mnie
              (chocby zwracanie uwagi na indeks glikemiczny - niewiarygodnii pomaga). Tez
              chce byc szczupla, a niezwracanie uwagi na to co sie je wcale nie wydaje mi sie
              sukcesem - nie zyjemy w lesie czy sadzie gdzie mozna kazde dostepne jedzenie
              bez wiekszego myslenia pakowac do buzi. Dzis wchodzi sie do supermarketu, to
              nabial i warzywa/owoce czesto sa poupychane na brzegach sali, a w srodku
              chipsy, cukierki, napoje slodzone i inne takie.

              A co w takim razie u mnie inaczej? B. tez personifikuje, ale jakos nie wiedze
              jej (kobieta...?) jako potwora lecz jako... przyjaciolke i pomocnika. Pomogla
              mi wiele w zyciu gdy bralam tyle na siebie ze zdrowy czlowiek nie moglby tyle
              zniesc. To byl moj, niemadry, wybor, a B. byla zawsze gotowa mi pomoc
              zrealizowac ten cel. Teraz mowie jej - jestem gotowa, zebys sobie poszla.
              Ukladam zycie inaczej, tak, by obyc sie bez jej pomocy. Wiem ze za korzystanie
              z jej 'uslug' musialam placic wysoka cene, i zawsze juz bede placic, w postaci
              zmarnowanego czasu, uszkodzonych zebow, itd. Ale sama zapraszalam ja do siebie.
              Teraz ja wypraszam, mowie: mozesz juz isc. Diz jest dzien trzydziesty ktorys po
              pietnastu latach. Jeszcze zanim zaprzestalam B. czulam juz, ze jestem gotowa,
              ale brakowalo mi wsparcia.

              Wsparcie znalazlam w grupie (nie zaburzen odzywiania, lecz
              takiej 'beztematycznej) i terapeucie ktory umowil sie ze mna, ze mam zadzwonic
              do niego PRZED napadem, jak czuje ze jest juz zle. Bodajze dwa razy zadzwonilam
              po fakcie. Za kazdym razem przyznalam sie przed grupa, i naprawde glupio mi
              bylo, wiec ten wstyd tez sporo mnie powstzymywal. Ale jedna z najwazniejszych
              przelomowych rzeczy to moment, kiedy terapeuta powiedzial: wiesz, ze mna to nie
              jest w porzatku ze to sobie robisz. Uderzylo mnie jak obuchem bo jakos nigdy
              nie wierzylam ze kogos to obchodzi. Dla rodziny to byl niezrozumialy klopot, i
              chcieli mnie 'naprawic', a mezowi nigdy nie powiedzialam. A tu, kogos zabolalo
              ze ja siebie tak traktuje, no i dotarlo do mnie jaka jestem bezwzgledna wobec
              siebie. jak malo sie o siebie troszcze. prawie obcego czlowieka moje zdrowie
              obchodzi wiecej, niz mnie. I UWIERZYLAM ze sprawa mojego zdrowia jest naprawde
              WAZNA, a co za tym idzie warta wysilku, nawet przytycia 2-3kg, warta
              rozczarowywania innych, wyrzucania slodyczy do smieci jesli trzeba, warta
              pieniedzy wydanych na super fryzjera zeby sie dobrze czuc, itd.

              :))
              • nikt02 Re: u mnie jest inaczej 02.02.05, 18:59
                to znowu ja. Nie jestem glodny ale z checia wyszedlbym do sklepu i kupil tony
                jedzenia.Wiem nie moge boje sie tylko ze za wczesnie przychodza do mnie te
                mysli jesli mam takie mysli w 3 dniu to co bedzie 10 dnia. Jak ja dawno nie
                wytrzymalem 2 tygodni bez napadu to bylo jakies dobre pare miesiecy temu. Wiem
                chodzi o to by analizowac siebie by szukac i obserwowac dlaczego jem. Tylko ja
                juzu sam nie wiem dlaczego to robie wszystko mi sie popierniczylo wszystko sie
                pomieszalo analizuje wszystko na milion sposobow i nic to nie daje. Nie
                wychodze od poniedzialku z domu a chec najedzenia sie i tak przyszla. Raz
                wydaje mi sie ze uzalam sie nad soba chce zwrocic uwage, zastanawiam sie
                dlaczego innym o tym mowie bo co oczekuje wspolczucia. Na 1 z terapii poznalem
                jedna kobiete z ktora utrzymuje kontakt jest starsza ale nie o to chodzi.
                Chodzi o to ze od paru dni nie napisala zadnego sms i to mnie niepokoji. Z
                jednej strony mowilem sobie to i tak sie skonczy a teraz gdy chyba sie
                skonczylo czuje niepokoj. Tlumacze sobie ze moze nie ma czasu ale przeciez
                napisanei sms nie trwa wieki i tak draze ten temat analizuje siebie mowie sobie
                ze dobrze sie stalo ze zerwala kontakt a za chwile ale obiecala ze otwarcie mi
                to powie i tak w kolo. No coz ze wzgledu na terapie duzo o sobie wiedzielismy a
                ja uwazalem ja za przyjaciela no ale chyba kolejny raz pomylilem sie i
                nietrawilem ale ja zawsz enie trawiam tylko czy to jest powod ze boje sie ludzi
                ze nie chce isc do szkoly nie chce patrzec na tych ludzi nie wiem czy sie ich
                boje czy im zazdroszcze Boze czego ja chce
                • maybe123 Re: u mnie jest inaczej 02.02.05, 19:50
                  czesc nikt02, dopiero sie zorientowalam ze jestes facetem :)
                  i tez Cie dopadly zaburzenia odzywiania, nie do pozazdroszczenia

                  duza ilosc cwiczen fizycznych po objadaniu sie to tez bulimia: chodzi
                  o "neutralizowanie" tego, co sie zjadlo podczas napadu. Wymioty i srodki
                  przeczyszczajace naleza do najczestszych, ale moga by i wielogodzinne
                  cwiczenia. I choc z jednej strony to niby 'dobrze' bo duzo aktywnosci, to
                  jednak wcale nie jest dobrze: wysiadaja stawy no i nie ma czasu na zycie.
                  Zreszta sam wiesz.

                  To, ze kobieta nie pisze moze jak najbardziej byc powodem ze Cie ciagnie do
                  jedzenia. Jest taka formulka "HALT!" (Hungry, Angry, Lonely, Tired - glodny,
                  zly, samotny, zmeczony) ktora zwraca uwage na szczegolnie niebezpiecze momenty
                  w kazdym uzaleznieniu. Osoby uzaleznione maja na rozne swoje potrzeby jedna
                  odpowiedz, czasem nawet nie daja sobie czasu wykumac czego tak naprawde im
                  trzeba. Now wiec czego Ci trzeba...? Bo nie jedzenia przeciez, nie jestes
                  glodny jak sam napisales :)
                  • katarzyna2005 C.D. dziennika walki 03.02.05, 13:44
                    Atak niepohamowanego glodu na slodycze - rady z forum:

                    Unikac produktow, ktore to powoduja - YES

                    Zajac sie problemami, ktore sa u zrodla takich atakow - YES

                    Zajac sie czyms, spacer, zakupy, kino - nie wierze w skutecznosc.

                    Gdy mialam atak, to bylam ogarnieta tylko ta mysla, to byla obsesja. Jesli
                    jakies zajecie stanelo mi na drodze, to mysl, ze potem nastapi wielkie zarcie
                    uspokajala mnie. Bywalo, ze zakupy juz byly zrobione, czekaly w ukryciu, a ja
                    niecierpliwie konczylam umowione wczesniej spotkanie, z przyjemnoscia myslac o
                    tym co ma nastapic. Zadna potencjalna rozrywka nie dorownywala rozkoszy
                    zaspokjenia glodu, potrafilam opoznic randke, zrezygnowac z oplaconego basenu,
                    filmu, na ktory od dawna mialam ochote. Moj wolny czas to bylo zaspokajanie
                    glodu, dopiero potem moglam zajac sie czyms innym.

                    Wiec co?
                    Na poczatku jesc duzo bezpiecznych rzeczy, najadac sie. Ale nie da sie tego
                    polaczyc z odchudzaniem, a nawet trzeba sie liczyc z tym, ze sie troche utyje.
                    Dopiero po paru miesiacach, czy tygodniach, gdy czlowiek sie wzmocni, mozna
                    myslec o ewentualnych ograniczeniach w diecie.
                    Ale: doswiadczenie z mojej obecnej diety - plyny latwiej zaspokajaja apetyt,
                    szybciej.

                    Rodzina, partner obdarowuja na slodyczami
                    Bylam dzis wsciekla z tego powodu na mojego faceta. Otoz sytuacja taka? (dwa
                    dni temu) idziemy obok sklepiku z drozdzowkami, ciastkami itd, on kupuje dwie,
                    dwa razy mnie pyta czy dla mnie tez kupic; w barku bierze dla mnie herbate i
                    chce mi poslodzic miodem; potem siedzimy, on je te paczki i znow mnie czestuje.
                    A ja nie jem slodyczy od paru lat! (poza ex-atakimi bulimii). Konotuje to w
                    pamieci, i wybucham z opoznieniem dzis. Ze jak on moze nie zapamietac tak
                    prostej rzeczy, ze nie oczekuje od niego wsparcia, ale jedynie uszanowania
                    mojego niejedzenia slodyczy; ze wiekszosc osob potrzebuje wsparcia psychologa,
                    psychiatry, ja sama daje sobie rade, a on tego nie docenia, inawet w tak
                    nieznaczny sposob nie moze mi pomoc. On obiecuje poprawe, a mnie to rozkreca, i
                    dalej, ze nie wierze mu, ze mowi tak tylko teraz, zbym przestala gadac, an a na
                    nastepnym spotkaniu o tym zapomni. Itd, itd. No, uspokoilam sie.
                    Ale to samo bylo/jest z moja matka. Klotnie nic nie dawaly. Wieczne
                    przymomonanie tez nie. Teraz jedynie ostrzegam (np w czasie siwat), ze jesli
                    bedzie mnie tak natretnie czestowac, to wy... te ciasta, czekoladki, czy
                    cokolwiek za okno. I zrobilabym to, tylko ona troche wyczuwa kiedy przeciaga
                    strune, i po mojej pierwszej odmowie, no moze drugiej, juz daje spokoj, gdy
                    widzi, ze zaczynam sie wsciekac. Bo oczywiscie o tym, zeby to uszanowac i po
                    prosut dac z tym spokoj nie ma mowy. W te swieta, gdy bylam troche
                    spokojniejsza, az tak bardzo sie tym nie przejomowalam, mila niespodzianka
                    bylo, ze ktos jeszcze w rodzinie dolaczyl sie do odrzucenia 'bialej trucizny'.

                    Z bardzo ciekawej dyskusji - typ Ally McBeal albo Britney
                    Chuda to bidulka, ktora trzeba sie opiekowac; ta z 'kobiecym' cialem to pewna
                    siebie, kierujaca swoim zyciem. (Zaznaczam na wstepie, ze nie mam na mysli
                    anorektycznej chudosci, ale taka np Cielecka, czy Ostaszewska).
                    Ale moze byc wladnie wrecz przeciwnie. TA chuda (czy szczupla) jest wlasnie
                    silna, bo potrafi zachowac dyscypline w jedzeniu, a wiemy jakie to trudne. A ta
                    nieszczupla moze miec slaby charaktrer, nie potrafi sie powstrzymac by nie
                    zrec. Co wiecej ta chuda moze wlasnie wykorzystywac swoj wyglad, Jej latwiej
                    ubrac sie atrakcyjnie, byc pociagajaca seksualnie. Nieszczupla musi sie
                    napracowac, by dobrac te korygujace ubrania, odpowiednia dlugosc sukienki, itd.
                    Chuda te dyscypline moze przeniesc na inne dziedziny zycia, nieszczuplej moze
                    przeszkadzac swiadomosc gorszego (w zgodzie z powszechnymi standardami)
                    wygladu, to moze obnizac jej poczucie wlasnej wartosci, a to z kolei negatywnie
                    wplywac na inne dziedziny zycia. Zazdroszcze chudym, zazdroszcze Karolinie. Ale
                    wierze, ze mnie to tez czeka, wiec ta zazdrosc mnie nie niszczy.
                    Ale oczywiscie nie anoreksja, bo to wyniszczenie psycho-fizyczne, to nie dla
                    mnie.
                    • katarzyna2005 Odpowiedzi 03.02.05, 14:34
                      nikt
                      Wiesz, niewychodzenie z domu raczej sprzyja pomyslom spedzenia czasu nad stosem
                      zarcia.
                      Gdy czekasz na ten sms
                      To tez bardzo dobry poczatek ataku. Przynajmniej u mnie tak bylo.
                      Z tym przejmowaniem sie niby drobnymi sprawami. Analizowaniem godzinami,
                      dlaczego ktos nie zadzwonil itd. A dlaczego ty nie zadzwonisz i po prostu nie
                      powiesz, ze sie martwisz? Gdyby okazalo sie, ze ona nie chce utrzymywac
                      kontaktu, to przynajmniej masz jasna sytuacje.
                      Tez mam taki charakter, ze godzinami analizuje. I niestety zauwazylam, ze
                      niektore sytuacje musze przemeczyc, ze jedynie czas oslabi znaczenie problemu.

                      Piszesz - boje sie ludzi, kolejny raz sie zawiodlem. Ale przeciez nie wiesz,
                      czy sie zawiodles, moze ona nie mogla, zadzwon, i bedziesz wiedzial. A jesli
                      nie chciala, to widac to nie byla przyjazn, widocznie inaczej to zrozumiales.
                      Pozdrawiam.
                      • nikt02 Re: Odpowiedzi 03.02.05, 15:05
                        Wiec dostalem tego sms po 4 dniach ale dostalem. Tylko to chyba nie o to chodzi
                        bo ja wczesniej wyslalem sms i czekalem na odp. dlatego zaczalem myslec caly
                        czas o tym czy nei moze czy nie chce. W sumie nie wiedzialem na czym stoje nie
                        wiedzialem czy chce sie widywac czy nie i to mnei meczylo powodowalo ze caly
                        czas myslalem raz pozytywnie raz negatywnie stawialem sprawe. I co dostalem sms
                        i dalej jestem w tej sytuacji. Meczy mnie to ze uwazam ja za przyjaciela ale
                        caly czas boje sie ze ona nie bedzie sie chciala widywac a przeciez jak zna sie
                        kogos to nie ma sie takich obaw. Przykladowo jakis kumpel nie odzywa sie przez
                        jakis czas albo ja sie nie odzywam to nei mam problemu ze moze on nie chce mnie
                        znac. Nei wiem dlaczego tak jest ale cala ta sytuacja meczy. Czasami mam
                        wrazenie ze zaduzo oczekuje od innych. Niby moge wyslac teraz kolejnego sms ale
                        do glowy odrazu przychodza mysli ze znowu bede czekal na odp i sie denerwowal
                        ze sie narzucam ze znowu musi stracic 20gr na odpisanie ze ja mecza te
                        odpowiedzi. Wcale tak nie musi byc ale ja juz tak funkcjonuje i meczy mnie to
    • nikt02 Re: 40 dzien 'czysty', jak mi sie udalo? 05.02.05, 02:45
      To Ja Za Mna 5 Dni Normalnego Jedzenia. Boje Sie dziesiejszego Dnia Ucze SIe Za
      Kelnera I Mam Dzis Do Obsuzenia Impreze. Nie Musze Mowic Ile Jedzenia Jest Na
      Takich Imprezach ale nic sprobuje zaliczyc dzis szostke zjem w domu objad wezme
      sobie chleb i zobaczymy jak to pojdzie 3majcie za mnie kciuki.Pozdrawiam:)
      • katarzyna2005 6 dzien 05.02.05, 11:53
        Trzymam kciuki, tylko jedz regularnie, nie zryj (sorry) slodyczy, i raczej nie
        odchudzaj sie.

        A teraz pytanie, jako do faceta.
        Co powiedzialbys o takim facecie, ktory raz czesto dzwoni, wysyla sms kilka
        razy na dzien, dobranoc przed snem, itd, a potem kilka dni kompletna cisza. A
        potem znow sms, i teraz znow kompletna cisza od paru dni. Niby jestesmy
        umowieni, ze ma zadzwonic po przyjezdzie, ale ten przyjaz teoretycznie juz
        nastapil, i nie dzwoni. Mi nie wypada dzwonic, bo on mial zadzwonic. Ale co
        generalnie sadzisz o takim zachowaniu? I co zrobilbys na moim miejscu. Ja tez,
        podobnie jak ty czekam na kontakt, mielismy sie umowic w ten weekend, i widze
        ze nic z tego.
        A jakby zadzwonil dzis, to na przyklad czy nie odmowic spotkania, bo to
        przeciez jest umawianie sie w ostatniej chwili, gdyby mnie szanowal to
        zadzwonilby wczesniej, przeciez moge miec swoje plany. Pozdr
        • nikt02 Re: 6 dzien 07.02.05, 21:59
          CZesc
          Od Piatku do Niedzieli wieczor spalem 7godzin praltyka jako kelner dala sie mi
          we znaki. Tak Jak moglewm sie spodziewac nie wyszlo zjadlem za duzo moze nie
          tylr co za zwyczaj przy napadzie ale za duzo doliczajac 2 butelki wina wodke i
          pol butelki rumu w kcal wychodzi sporo:(. Moglbym powiedziec ze mimo wszystko
          dzien byl ok ale dzis w 15 min pochlonolem jedzenie na 3 dnio i znowu nie
          wyszlo zreszta czego sie moglem spodziewac rano wizyta u psychologa a wieczorem
          napadzik + bania dzieki kochanemu winku ktorego nie odstepuje od kilku dni i
          mimo zazywaniu tabletek wale 2 butelki min.
          Co do Twojego pytania to sciemy nie bede walil i napisze tak:
          Jestem facetem ale do dupy wrazic. Mam 20 lat i boje sie kobiet po czesci
          dlatego ze nie akceptuje siebie jestem nie smialy itd 2 czesc dlatego ze jestem
          idiota (nie mam nic przeciw gejom ale jestem pewny ze nim nie jestem)Ogolnie od
          pol roku nawet na kobietach mi nie zalezy znaczy widze kobiete i moge
          powiedziec czy mi sie podoba czy tez nie i to na tye (podobno to jeden z
          objawow depresji) nie powiem co o tym mysle bo jestem inny niz wiekrzosc
          facetow nie wiem dlaczego ale tak mi sie wydaje. Wiec tak jesli mpowie ze
          zadzwonei czy wysle sms to to robie. Jesli on tego nie zrobilto mogl miec powod
          tylko przy spotkaniu lub chociaz w sms powinien powiedziec dlaczego. Sama
          ocenisz czy naprawde to byl powod czy nie. Nie watpie ze nachodza Cie mysli nie
          zadzwonil bo... (na +) (na-) To ze wysyla sms a po paru dniach prestaje pozniej
          znowu je wysyla jest dla mnie nie zrozumiale ale mimo wszystko zapytaj
          dlaczego. Ja osobiscie wysylalbym sms o tresci dobranoc co dzien tylko z e
          kobieta z ktora sie widuje ma meza starsza o 10 lat i raz ograniczam sie z sms
          wieczorami 2 moj cholerny mozg mysli ze jak ona nie odpisuje na moje sms to
          znaczy ze zrobilem ost cos nie tak i ze nie chce sie juz widywac co powoduje
          blokade. Mimo wszystko gdyby mi zalezalo i byl bym normalny a ona nie wazne ze
          starsza odemnie pisal bym sms dobranoc i slodkich snow co dzien i jesli mu
          zalezy na Tobie to niestety go nie rozumiem. Nie wiem czy to jeszcz eaktualne
          bo pisalas bodajze przedwczoraj ale odpowiadam bo wczesniej nie mialem
          mozliwosci jesli cos nie ma sensu to sory ale nazarlem sie jak swinia wypilem 2
          butelki wina i jestem debilem a to chyba wystarczy jako wytlumaczenie.3 maj sie
          pozdrawiam. <cala reszte forum tez>
          • 30stka Re: 6 dzien 08.02.05, 00:00
            Hej Nikt!
            Przepraszam, że się wtrącam do rozmowy, ale ja apropo tego wina. Stary, czy nie
            da się bez tego żyć? Bo to jest kolejne uzależnienie, które sobie dowalasz na
            głowę obok ataków obżerania. Z tego co słyszałam, to właśnie zawód kelnera
            bardzo często łączy się z nadużywaniem alkoholu, ale niech to będzie dla Ciebie
            przestroga, bo zabrniesz w którymś momencie za daleko i nie dasz rady z tego
            gó... już wyjść.
            Skoro jesteś na tym forum, to daj z siebie maxa, na jaki Cię stać! Nie folguj
            sobie! Nie użalaj się nad sobą! Bierz się w garść!
            To tyle i jeszcze jedno, na pewno nie jesteś debilem!
            Pozdrawiam, Magda
            • katarzyna2005 Re: 6 dzien 08.02.05, 15:33
              (sorry, mam doslownie 5 min)
              Ja tez apropo tego alkoholu. Jak wszyscy wiemy tu na forum, to najpewniejsza
              dorga do ataku, wysiadaja wtedy hamulce, i do lodowki, albo do sklepu. Do pracy
              nad bulimia konieczne jest jak najwiecej spokoju, wiem, ze jestes raczej
              emocjonalny, chyba nerwowy, wiec przez alkohol dodajesz sobie wiecej klopotu.
              Slyszalam, ze np barman, jesli chce jakis czas pracowac, to alkoholu ani
              kropli. Ty tez masz latwy dostep. No i to tez, obok obzerania metoda na
              klopoty. Ja uwazam, ze z nalogami to - albo jedziemy dalej z tym, albo zegnamy
              sie calkowicie. Nie tak po trochu, jeden kieliszek dziennie, albo jeden, czy
              dwa ataki w tygodniu. Oczywiscie mowie z doswiadczenia, u mnie tak dziala.

              Juz ponad dwa miesiace bez zarcia, ale slodycze nadal mi sie snia, takie
              koszmary, dlugie jedzenie, budze sie, i nie wiem czy to prawda.

              A tamta sprawa. Zareagowalam jak to ja, implusywnie, zerwalam znajomosc.
              Zadzwonilam, ze niby co slychac, a chcialam sprawdzic czy przyjechal (mial
              skontaktowac sie po przyjezdzie). Przyjechal, wszystko ok, wiec powiedzialam do
              widzenia, ze to koniec, nie zycze sobie dalszych kontaktow, wyjasnilam
              oczywiscie dlaczego, ale raczej nie sluchalam jego wyjasnien, no i nie
              odbieralam tel do nastepnego dnia. A nastepnego dnia zadzwonil i wyjasnil, i
              rzeczywiscie kontaktowal sie, ... no jest usprawiedliwiony, wiec znow jest ok.
              Pozdrawiam, napisze wiecej jutro.
              • katarzyna2005 Moja dieta 08.02.05, 15:41
                Wczoraj, czyli po 2 tyg- 55 kilo, czyli 1 kilogram w ciagu tyg, to bardzo malo.
                Wiec od dzis troche obnizam kalorie: sniad kefir + kakao, potem 2 razy sok
                wielowarz. rozwod., kolacja - kefir.
                • niobe5 Re: Moja dieta 08.02.05, 16:22
                  Kasiu to wcale nie malo! Powolne chudniecie jest najskuteczniejsze - zdrowe dla
                  organizmu i nie powoduje efektu jojo!

                  > Wiec od dzis troche obnizam kalorie: sniad kefir + kakao, potem 2 razy sok
                  > wielowarz. rozwod., kolacja - kefir.

                  To nie jest dieta! To glodowka! Badz rozsadna..
                  • nikt02 Re: Moja dieta 09.02.05, 23:12
                    Hej dopiero dzis wchodze znowu na forum od ostatniego post caly czas jem az do
                    teraz co moge powiedziec.Probuje kolejny raz ale szczerze mowiac boje sie ze z
                    tego nie wyjde dzis weszlem na wage mam 15kg wiecej niz w sierpniu. Jestem
                    zalamany. Chce wyzdrowiec ale boje sie ze nie dam rady ze przegram zycie
                  • maybe123 Re: Moja dieta 10.02.05, 00:02
                    Kasia, mimo wszystko gratuluje sukcesu. Moze to niewiele za cene 2 tyg.
                    pilnowania sie, ale po pierwsze dzieki temu nic nie przytylas w tym czasie, a
                    po drugie pewnie oczyscilas organizm, no i 1 kg mniej. Poza tym waga sie waha,
                    mozesz miec np. wiecej wody w jelitach.

                    Ja jednak jestem zwolennikiem zmiany sposobu odzywiania na stale, tak ze nie
                    mam diety ktora kiedys tam sie konczy, tylko chcialabym kazdego dnia, zawsze,
                    jesc dobrze. pewnie ze jest pokusa aby widzesz rezultaty szybciej, tyle ze u
                    mnie to za ryzykowne.

                    No i chodze na silownie wiec zeby byly jakies rezultaty musze porzadnie jesc.

                    Po zrezygnacji z B. (juz ponad miesiac ! :)) przytylam gdzies 2-3 kg a potem
                    schudlam 1 kg, i przybylo mi miesni, wiec "powinnam" byc z bilansu bardzo
                    zadowolona. Nadal trudno mi byc zadowolona gdy wskazowka wagi stoi wyzej niz
                    zwykle.

                    Ale co najwazniejsze - trwam bez B. W naprawde trudne dni jem duuzo rano
                    (jajecznica, owsianka, jablko, troche slodyczy, kawa z mlekiem, jakies precle)
                    a potem hamuje i rezygnuje z obiadu. To znaczy, zamiast siadac do pelnego
                    obiadu podjadam drobe rzeczy przez caly dzien.
                    • aga172 Re: Moja dieta 18.02.05, 23:55
                      a ja jestem czysta od czterech dni i uwazam to za duzy sukces. na bulimie
                      choruje od dwoch lat i do tej pory rzygalam codziennie (no pomijajac
                      sporadyczne dni w ktorych udalo mi sie wytrzymac). a ostatnie sytuacje w moim
                      zyciu nie sprzyjaja wyjsciu z tego bagna... wszystko sie nie uklada!!!!!!!
                      pzd i trzymam kciuki za wszystkich
    • yesstem Nie mogę się tu odnaleźć 10.02.05, 08:35
      Postanowiłam znów zaznaczyć swój ślad w miejscu, w którym tak niedawno byłam
      stałą bywalczynią. Ale cóż mam napisać? Czytam wszystkie posty i nie mam
      żadnego powodu, by się wtrącić. Nie odnoszę sukcesów, więc nie mam czym się
      chwalić. Ponoszę same porażki, więc nie powinnam doradzać. Żalić się nie chcę.
      Nie pasuję tu chyba :(

      Nie pojmuję jak dokonałam tego, że wytrzymałam aż 50 dni. Teraz ledwie jestem w
      stanie wytrzymać jeden dzień, góra dwa. To jak jeden wielki atak bulimii
      ciągnący się dniami, tygodniami. Już nie wiem, jak mam walczyć. Ciągle próbuję,
      a jest coraz gorzej. Wiem jakie błędy popełniam, a jednak nie potrafię nic
      zmienić. Trudno się przyznać, ale chociaż deklaruję ciągła chęć walki, to
      podświadomie chyba jednak się poddałam. Nie potrafię walczyć.

      Stwierdziłam wczoraj, że w sumie jedzenie jest największą przyjemnością mojego
      życia. Nic mnie tak nie cieszy jak zajadanie się pysznymi kanapeczkami,
      ciasteczkami, czekoladkami... Dlatego nie potrafię sobie odmówić. No bo jak
      pozbawić się największej przyjemności w życiu? Nie wiem, czym mogłabym sobie to
      zastąpić, w niczym innym nie znajduję choćby połowy z tej przyjemności. Praca
      męczy, dziecko... wychowanie obarcza odpowiedzialnością, obowiązkami, od
      których uciekam w jedzenie, w małżeństwie się nie układa, czasami mam wrażenie,
      że ono się rozsypuje, a to przeze mnie niestety. Czuję się samotna, niekochana.
      Ze wszystkim muszę radzić sobie sama. Nie mam z kim porozmawiać. Zaczynam się
      użalać nad sobą. Wszystkie smutki zajadam. Ale oczywiście nie chcę być gruba,
      więc wiadomo, że coś z tym żarciem zrobić trzeba...

      Mój mąż chyba zaczyna dostrzegać istotę problemu. Już zaobserwował moje
      rytuały. Już potrafi przewidzieć, kiedy moje jedzenie skończy się w WC. Myśli,
      że zdarza mi się to od czasu do czasu i przyjmuje to spokojnie. Gdyby wiedział,
      że robie to tak często (od 1 x 2-3 dni do 2 x dzień) to chyba by się wściekł...
      Wie, że jem kiedy jest mi źle, zrozumiał już, że to sprawa zaburzeń psychiki.
      Ale nie pomaga mi tego pokonać. Sam ma problem ze swoją psychiką, odkąd
      zrobiłam mu podły numer... Każde z nas koncentruje się na swoim cierpieniu,
      oddaliliśmy się na tyle, że nie potrafimy się nawzajem wspierać. Może gdybym mu
      powiedziała, jak to na prawdę wygląda, gdyby właśnie wściekł się, zrobił mi
      awanturę, może to by mi pomogło? Nie mam odwagi mu powiedzieć prawdy. Nie wiem,
      co będzie dalej.

      Dzisiaj znowu spróbuję, ale moja wiara w sukces jest już maleńka, znika...
      • katarzyna2005 Odpowiedzi 10.02.05, 15:40
        Najpierw egoistycznie o swoich sprawach.
        Maybe, to nie 1 kilo przez dwa tygodnie. To 1 kilo w drugim tyg. W pierwszym
        bylo 3 kilo. W drugim na ogol metabolizm sie zwalnia, wiec chudniecie jest
        wolniejsze. Ale juz na wadze od przedwczoraj jest 1 kilo mniej.
        Ja nie moge sie odchudzac 'rozsadnie', taki mam charakter, musze miec szybkie
        efekty, to mnie niesamowicie mobilizuje.
        I od razu nagroda: wczoraj spotkanie w knajpie, ja (juz sie zaczyna) licze
        kalorie, pozwalam sobie tylko na cherbate, troche alkoholu (rozwadniam, pije
        powoli, zostawiam polowe). Przy zamawianiu slysze: "Jestes tak szczupla, ze
        naprawde mozesz sobie pozwolic na deser". Serce we mnie rosnie, to
        najcudowniejszy komplement jaki moge uslyszec. I mam motywacje do nastepnego
        tygodnia. Bo chce dojsc do mojej wymarzonej wagi - 52 kg. Potem bede liczyc
        kalorie.

        Nikt
        Oczywiscie jest to mozliwe, ja z tego powoli wychodze, a bylam w tym 5 lat.
        Tylko, czy Ty rzeczywiscie chcesz przestrzegac naszych rad, ktore sa skuteczne.
        Nawet jesli w nie nie wierzysz, to moglbys sprobowac na sile przez kilka dni
        dokladnie je stosowac, spisac sobie, nie odstepowac ani kroku. Po kilku dniach,
        moze tygodniu, jesli tak postepowales, mozesz powiedziec, czy w Twoim wypadku
        te rady nie dzialaja. A dlaczego mialyby nie dzialac, czy ty jestes jakis
        wyjatkowy jesli chodzi o jedzenie? Na tym forum wlasnie spotykaja sie ludzie,
        ktorzy maja dokladnie takie same problemy, tak samo (zarcie) reaguja na
        klopoty, sa niedowartosciowani, samotni w swojej walce.
        A te rady, to sam juz wiesz, zdrowe rzeczy, regularnie, co np 3 godziny,
        NAJADANIE SIE ZDROWYMI RZECZAMI, won smieci jedzeniowe (slodycze, pizze,
        zapiekanki, cola, drinki, tlustosci), bo od tego nie tylko sie tyje, ale one
        nie maja zadnych wartosci odzywczych, wiec pogorsza sie nastroj jesli tylko na
        tym opiera sie swoje odzywianie. Poza tym - planowanie zajec, zapisywanie sobie
        tych planow, wykonywanie ich, niesiedzenie w domu, bo z nudow zasze sie je. Gdy
        wychodzisz, to masz ze soba te kanapki, gorace cos w termosie (bardzo dobre sa
        te stalowe termosy, dlugo trzymaja cieplo, ja mam dwa), i regularnie jesz.
        I wiesz w Twoim wypadku (na ogol tego nie radze, wierze, ze mozna bez tego)
        moze sprobuj pomocy psychologa. Takie przynajmniej cotygodniowe terapie, nawet
        gdybys musial za to zaplacic. Jesli to bylaby osoba znajaca sie na tym (zeby to
        nie bylo dla psychologa dziwne, dziwaczne, niezrozumiale, smieszne), to mogloby
        to byc dla Ciebie dobrym wsparciem. Szczegolnie problemem dla Ciebie jest to
        roztrzasanie - zadzwoni, nie zadzwoni, itd.
        Wiec nie mow, ze nie ma dla Ciebie wyjscia, bo tak naprawde nie sprobowales.
        Pozdrawiam.

        Maybe
        Ponad miesiac, fantastycznie. Bardzo madre to poranne dobre sniadanko, ale
        uwazaj potem, bo to pogryzanie w ciagu dnia to moze byc za malo, tylko draznisz
        apetyt, moze sie zle skonczyc.
        Ja wszyscy wiemy, przez poczatkowy okres trzeba zapomniec o odchudznanu, Twoj
        rezultat to wyjatkowy sukces, ze tak niewiele przybylo. Jak wzmocnisz sie
        psychicznie, uwierzysz, ze mozesz zyc bez bulimii, ze mozesz w inny sposob
        szukac ucieczki przed klopotami, to wtedy mozesz pomyslec o ewentualnym
        (najlepiej rozsadnym) odchudznianiu (okropne slowo, lepiej - pozbywaniu sie
        tluszczyku). Zbyt duzo bys wziela na siebie na poczatku - i odchudzanie i zycie
        bez bulimii. Ona tylko czeka na chwile slabosci, macha z daleka, kusi.
        Pozdrawiam, trzymam kciuki.

        Yessem
        Oczywiscie, ze jest mozliwe wyjscie z tego nalogu, i pasujesz do nas, bo jestes
        jedna z nas, tak samo tworzysz to forum, Twoje posty sa inspirujace, piszesz o
        gorszych i lepszych dniach, bo jestes zywym czlowiekiem walczacym samotnie z
        bardzo silnym uzaleznieniem.
        Nie bede pisala o rzeczach oczywistych, o ktorych obie wiemy. Ale o jednej
        sprawie, szczegolnie trudnej jesli chodzi o Twoje wychodzenie. Mysle ze
        najtrudniejsze jest dla Ciebie powstrzymanie sie od rzygania nawet po zdrowych
        rzeczach. Wiesz, ze to byloby dobre, tzn takie najedzenie sie, ale boisz sie
        przytyc, masz to wdrukowane w swiadomosc i podswiadomosc. To jest
        najtrudniejsze, zrezygnowanie przez ten poczatkowy okres z dbania o figure,
        nawet jesli wiesz, ze najwyzej troszke przybedzie na wadze.
        To, ze jakies slodycze sa w diecie pogarsza sprawe, bo wtedy jest mniej miejsca
        dla zdrowych rzeczy, i takie jedzenie nie moze nie miec wplywu na Twoja
        psychike. Masz anemie, z pozywienia malo wartosci odzywczych, tych magnezow,
        witamin, etc, a nawet jesli bierzesz witaminy, to ich przyswajalnosc jest duzo
        gorsza, wiec to slabia nie tylko Twoje cialo (ciagle zmeczenie), ale i psychike.
        I jeszcze jedno. Wiesz, chyba nie wymagaj pomocy od meza, przepraszam, moze on
        jest wyjatkowy, ale lepiej licz wylacznie na siebie. No i na nas, ale to co
        robisz, nie robisz dla nas, ale dla siebie. Nas nie mozesz zawiesz, bo
        akceptujemy Cie zawsze.
        Pozdrawiam.
        • maybe123 Re: Odpowiedzi 10.02.05, 17:06
          katarzyna,
          w takim razie pieknie schudlas, i bez ataku! teraz wyzwanie to powoli wrocic do
          jedzenia. to bywa trudne, zauwazylam u siebie ze moge sie obzerac albo nie
          jesc, ale jedzenie normalne i ufanie swojemu organizmowi to jest to czego chce.

          poki co, zgodnie zreszta z Twoja rada, uwazam w ciagu dnia. to pogryzanie
          sumuje sie na normalna lub troche wieksza niz normala ilosc jedzenia, takze nie
          chodzi tu o post. po prostu jeszcze tak mam ze czesto siegam po cos, zuje,
          ssie, polykam gryze, prawie ciagle chce miec cos w buzi - no wiec podjadam i
          podjadam. nie mam kiedy zglodniec. wiec poki co rezygnuje z osobnego objadu i
          kolacji i tak sobie podjadam.

          :)

          wczoraj przymierzylam sukienke w ktora wchodzilam kiedyc - ciasna.... no coz.
          No ciasna. Co mam zrobic. I tak nie jestem grua, a ze nie wchodze w swoj
          najmniejszy ciuszek? I co, jestem niby mniej warta przez to? A od razu mysle
          sobie, tyle dziewczyn trzyma figure, a ja tu sie zapuszczam, one wszystkie sa
          ode mnie lepsze... wiem jakie to niemadre myslenie i aroganckie w sumie (tez
          chce nalezec to tej grupy, a nie przytyc z wiekiem jak sie wiekszosci nawet
          moim przyjaciolkom stalo; chce byc taka laska ktorej nikt nie moze powiedziec
          ze przybrala na wadze))

          Nie wiem jeszcze jak to sobie ustawic w glowie. Perspektywa rezygnacji z
          kontroli nad waga jednak mnie przeraza. No coz, nie chce byc grubawa, a
          *wiekszosci* kobiet to sie z wiekiem zdarza! Ale tez nie chce juz tej
          aroganckiej postawy 'mnie ten problem nie dotyczy' gdy w rzeczywisci po katach
          objadam sie i wymiotuje.

          Mysle ze dla mnie kluczem jest zdrowie i sprawnosc fizyczna, to jakos ustawia
          zgrabna sylwetke nie jako cel sam w sobie, a jako super skutek uboczny :)
      • maybe123 no to juz wiesz 10.02.05, 17:21
        > Stwierdziłam wczoraj, że w sumie jedzenie jest największą przyjemnością
        > mojego życia. Nic mnie tak nie cieszy jak zajadanie się pysznymi
        > kanapeczkami, ciasteczkami, czekoladkami... Dlatego nie potrafię sobie
        > odmówić. No bo jak pozbawić się największej przyjemności w życiu?

        nie wierze ze da sie zrezygnowac z tej czesto ostatniej zostawionej sobie
        przyjemnosci (bo na inne nie ma czasu/pieniedzy, trzeba sie zajac dziecmi,
        mezem, prace, itp) NIE DAJC SOBIE CZEGOS INNEGO W ZAMIAM
        przeciez nie mozna w zyciu nie miec *nic* :( wtedy to juz tylko strzelic sobie
        w leb
      • maybe123 rada praktyczna 10.02.05, 17:33
        NAJPIERW DODAJ, POTEM ODBIERAJ

        niby mozna sobie postanowic cos dobrego 'zamiast' bulimii, ale trudno to
        wprowadzic w zycie

        ile trwa atak? pol godziny? daj sobie te pol godziny bez obowiazkow niezaleznie
        od tego czy mialas atak czy nie

        daj sobie te kwote pieniedzy jaka wydajsz na atak i kup cos fajnego (nie bedzie
        latwo :) nawet jesli wydalas juz podobna kwote na jedzenie

        --> rozsadek bedzie Ci podpowiadal ze teraz to tym bardziej nie powinnas
        wydawac na siebie, albo ze powinnas sie ukarac a nie nagradzac - to jest OK,
        nie przejmuj sie, niech ta czesc ciebie mowi swoje a ty zrob swoje.

        w koncu wydalas te xx zl juz mnowsto razy, a jesli nie wyzdrowiejesz to jeszcze
        wielokrotnie mozesz je wydac na bulimie. To wlacz kilka nadprogramowych razy i
        KUP COS SOBIE. pamietaj, zacznij od dawania sobie, nie odbierania.
        podswiadomosci nie przeskoczysz.

        pozdrawiam :)
      • yesstem Re: Nie mogę się tu odnaleźć 10.02.05, 20:55
        Dzięki za Wasze odpowiedzi.

        Katarzyno, dziekuję Ci za wyraz akceptacji niezależnie od tego, jak mi się
        wiedzie i co tu wypisuję. Bardzo mi tej akceptacji potrzeba, bo ja sama siebie
        w pewnych momentach nie jestem w stanie zaakceptować. Dzisiaj starałam się z
        całych sił i odniosłam sukces. Cały czas chodzą mi po głowie złe rzeczy i wiem,
        że znów pewnie przyjdzie zły czas, ale teraz delektuję się chwilą zwycięstwa.
        Sporo w tym moim sukcesie Twojego udziału, Twoje posty też inspirują i to
        bardzo!

        Maybe, Twoje słowa w pierwszym poście zabrzmiały trochę jak wyrok, ale cóż...
        Tak się sprawa właśnie ma. Dzięki za rady. Na pewno będę starała się
        wykorzystać je, bo wiem, że te metody mogą pomóc. Już próbowałam tego kupowania
        czegoś fajnego zamiast jedzenia. Działało krótko, ale działało. Myślę, że to do
        wyćwiczenia :) Dzisiaj podziałało, wydałam kupę kasy, ale przynajmniej nie
        spuszczę jej w kibel. Poniekąd... Między innymi kupiłam dobre i zdrowe
        jedzonko.

        Ściskam Was mocno i dziękuję, że pomagacie mi przetrwać zły czas, bez Waszej
        pomocy pewnie bym całkiem odpuściła...

        • maybe123 do yesstem 10.02.05, 21:26
          yesstem, wyrok to bycie skazanym na rzyganie, niewolnictwo od jedzenia

          to ze MUSISZ miec cos milego w zyciu to nie jest wyrok :) i dobrze ze nie da
          sie inaczej

          pisze tak bo mi pomaga takie bezwzgledne ustawienie sprawy: nie zadbam o siebie
          to bede rzygac, bo cale to napiecie musi miec jakies ujscie. To mnie (przed
          soba) usprawiedliwia gdy traktuje sie dobrze: zapewniam sobie troche wolnego
          czasu, ulubionych zajec, itp.

          to juz ponad 40 dni czystosci po pietnastu latach. az strach mi pisac o tym.

          prosze potraktuj moja wypowiedz w tych kategoriach: pisze co u mnie dziala. z
          calego serca CI zycze znalezienie tego co Tobie wlasnie pomoze, nawet jesli
          bedzi eto cos innego

          > Już próbowałam tego kupowania
          > czegoś fajnego zamiast jedzenia. Działało krótko, ale działało.

          NO WLASNIE o tym mowie: nie "zamiast" a "oprocz". Na poczatku bulimia jest
          jeszcze tak atrakcyjna, ze nic sie jej nie rowna, wiec nie da sie jej w naszej
          podswiadomosci "zastapic". Ja po prostu WOLALAM napad niz pojsc do kina,
          poczytac ksiazke, kupic sobie cos tam.

          Gdy probujemy *ja* zastapic to zaczynamy nasze zdrowienie od odebrania sobie
          tego co nam daje taka przyjemnosc... Podswiadomie zdrowienie robi sie sciezka
          wyrzeczen a nie zysku. To sie nie moze udac na dluzsza mete.

          Ale odwrotnie: "mimo ze jestem jeszce chora, zrobie dla siebie to i tamto"
          dziala lepiej.
          • katarzyna2005 Maybe, yesstem 11.02.05, 17:00
            ... tyle dziewczyn trzyma figure, ... one sa lepsze? ... nie chce przytyc z
            wiekiem...

            Ale czy rzeczywiscie mozesz sie porownac, czy to nie sa bardzo mlode
            dziewczyny, albo takie, ktore wspomagaja sie bulimia? Jesli to jest ktos w
            porownywanym do Twojego wieku, i trzyma rzeczywiscie szczupla figure za pomoca
            dyscypliny, to rzeczywiscie taka osobe mozna podziwiac, i sie z nia porownywac.
            Jestesmy w podobnym wieku, i dla nas jest to niesamowicie trudne. Z roku na rok
            coraz trudniejsze, zmieniaja sie 'na gorsze' proporcje tluszczu i miesni, wiec
            osoby o tej samej wadze, gdy roznica jest 10 czy wiecej lat moga wygladac
            inaczej, co jeszcze utrudnia sytuacje dla tych starszych. To ze udaje Ci sie
            tak niewiele przytyc to jest niesamowity sukces. Po jakims czasie bedziesz
            mogla sprobowac sie odchudzac, ale na razie to, ze nie rzygasz jest bardzo
            duzym osiagnieciem, zobacz ilu dziewczynom tu na forum to sie udaje, niewielu.

            Nie wiem, czy masz podobne wrazenie - ja ciagle nie moge uwierzyc, ze udaje mi
            sie zyc bez tego obzerania sie i rzygania. Wracam wczoraj z wieczornych zajec,
            po ktorych zawsze z radoscia szlam do sklepu/ow po zarcie, i cieszylam sie juz
            z gory na przyjemny wieczor. Teraz ide i nie mam tego przymusu. To dla mnie
            niewiarygodne. Ciagle boje sie, ze to sie skonczy, ze wroce w dawne koleiny, do
            tych rytualow dajacych tyle przyjemnosci.

            Piszesz, ze to wielka przyjemnosc. Tak, gdy teraz porownuje, to niewiele temu
            dorownuje, a zawsze to byl pewniak. Czlowiek moze zawiesc, a przyjemnosc
            obzerania sie - nie. Wiec dlaczego nie wracam do tego (poza tym nieracjonalnym
            argumentem, ze jestem 'zaprogramowana', 'nie i koniec!')? Najbardziej
            przeszkadzaloby mi to uczucie zeszmacenia, to ponizajace niewolnictwo,
            oczywiscie wyplywajaca forsa tez jest istotna, bo teraz gorzej mi sie powodzi
            finansowo niz wtedy. Ale chyba ta duma jest najistotniejsza, zeby nie widziec
            juz tego pogardliwego (pewnie tylko w mojej wyborazni) sprzedawczyni, ktora sie
            domysla.

            Mam te sny, cudowne ciastka, kolory, rozne smaki, bez konsekwencji, mozna jesc
            i jesc. Taki koszmar, budze sie i przez chwile nie jestem pewna, czy to prawda,
            co za ulga, ze nie.

            Kupowanie owszem, ale stanowczo najwieksza nagroda sa te DNI W KALENDARZU.
            Teraz licze nowa setke od poczatku, bo te liczby robily sie juz za duze, no i
            to bardziej motywujaco wyglada, 14, 15, a nie 114.
            Jak dojde do wymarzonej wagi (52), to rozpoczne nowy watek - czy mozna zyc bez
            tycia i bez bulimii.
            Teraz od poniedzialku (to bedzie chyba ostatni tydzien ostrej diety) trudne
            chwile, bo bedzie u mnie ktos przez kilka dni, kto normalnie je (a ja nie
            kupuje 'normalnego' jedzenia, jest tylko to, co pije w diecie). Mam nadzieje,
            ze nie bede bardzo cierpiala.

            Yesstem
            A napisz jak radzisz sobie z tym nierzyganiem po zdrowym jedzeniu? Ten pelny
            brzuch, pewnie poczucie winy... No i czy bierzesz przynajmniej jakies
            suplementy witaminowe, zelazo (masz anemie), kwas foliowy (pomaga na
            wchlanianie sie zelaza), magnez, itd. Ja biore codziennie. Wprawdzie lepiej
            wchlaniaja sie te rzeczy z jedzenia, ale lepsze to niz nic.
            Pozdrawiam
            • yesstem Zdrowe jedzenie itd. 12.02.05, 08:41
              Radzę sobie rożnie. Przedwczoraj było dobrze, nie byłam głodna, nie miałam
              wyrzutów, nawet o to jedno ciastko i trzy małe kruche, bo to tak niewiele jak
              na moje możliwości, a byłam tym razem pewna, że nie wpłyną negatywnie na dalszy
              przebieg dnia. Tylko że czułam ogromne napięcie pod wieczór, nie mogłam sobie
              znaleźć miejsca, tylko to forum. Wczoraj było gorzej, dużo gorzej. Od rana byłm
              w kiepskiej formie, w pracy szło mi jak po grudzie. Potrzebowałam pocieszenia.
              To mogło być tylko TO... Zaplanowałam to. Jadłam same niezdrowe, a potem ...
              Tylko później wsunęłam michę bardzo zdrowej przecież sałatki + pół bochenka
              chleba i znowu TO samo... Zrobiłam to też trochę na pokaz, taki 'teatrzyk' dla
              mojego chłopa, żeby widział, do czego doprowadza mnie jego obojętność wobec
              mnie... A to jak się potem czułam, to nie do opisania. Jak szmata, znasz to
              doskonale. I ból - i fizyczny, i psychiczny. Wczoraj czułam się wyjątkowo
              koszmarnie po tym akcie, tak koszmarnie, jak już dawno nie czułam. Znów
              zaczęłam nienawidzić to tak, jak wtedy, kiedy zaczęłam walkę i doszłam do 50
              dni. Może znowu ta nienawiść da mi siłę... Nic sobie nie obiecuję, ale
              zobaczymy...
              • yesstem PS: Zdrowe jedzenie itd. 12.02.05, 08:44
                Zdziwiłam się strasznie, ale już nie mam anemii. Mam niezłe wyniki badań w
                porównaniu z tymi sprzed pół roku. Ale łykam preparat wielowitaminowo-
                mikroelementowy (cóż za nazwę stworzyłam) z dużą ilością żelaza m.in. i czasem
                popijam musujący magnezik.
                • katarzyna2005 Re: PS: Zdrowe jedzenie itd. 12.02.05, 12:38
                  Bardzo dobrze, ze bierzesz te witaminki, i nie masz anemii.

                  Ta nienawisc do siebie.
                  Specjalisci od uzaleznieni mowia, ze trzeba zejsc na dno, aby odbic sie w gore.
                  Tak, takie poczucie zeszmacenia moze dac sile, mi dalo. Tak jak pisalam, teraz
                  nie wracam wlasnie przez jakas dume, zeby tego nie czuc. Bo pamietam tamto
                  uczucie.

                  'Teatrzyk' dla swojego chlopa.
                  Blagam, nie wciagaj go w to. Ja jeszcze nie spotkalam osoby poza tym forum, o
                  ktorej bylabym pewna, ze zrozumialaby, wsparla, z ktora relacja nie
                  pogorszylaby sie, gdybym wciagnela ja w te sprawy. Moj facet wie (powiedzialam
                  po prawie 3 latach znajomosci), ale nie wspomianlam o tym, mimo, ze ataki
                  jeszcze byly przez jakies pol roku. Gdy przestalam, powiedzialam mu dopiero po
                  prawie 2 miesiacach. Pochwalil, ale nie zrobilo to na nim specjalnego wrazenia.
                  Raczej pochwalil, bo czul, ze powinien to zrobic. Potem byla ta awantura, ze
                  czestuje mnie slodyczami, ze jedynie tego od niego wymagam, by tego nie robil.
                  Poza tym troche opowiadam mu o tym forum, to troche mu rozjasnia sprawe. Ale w
                  czasie bulimii nigdy nie robilam scen wielkiego zarcia przy nim. Wstydzilabym
                  sie. Jestem pewna, ze to popsuloby relacje. Bo ja sama sie wstydzilam mojego
                  zachowania.
                  Zyj z przekonaniem, ze w tej sprawie mozesz liczyc tylko na siebie, no i na
                  nas. To pierwsze jest oczywiscie nieporownywalnie wazniejsze niz to drugie. I
                  wiem, ze to daje duza sile, sama sie tej sile dziwie.

                  Zdrowa salatka+pol bochenka chleba
                  Alez ta salatka wcale nie musi byc niewinna. Jesli kupowana to na pewno z
                  dodatkiem majonezu (niedobry), no a pol bochenka to duzo. To zdrowe jedzenie,
                  to najmniej przetworzone, no i uwaga na weglowodany, te chlebki, raczej trzeba
                  traktowac jako 'dopchanie sie', podstawowy posilek, to warzywka, troche mieska,
                  czy ryb, i troche weglowodanow, no i plyny.

                  To napiecie przed atakiem
                  Tak, na to znane mi oczywiscie uczucie, w poczatkowycm okresie wychodzenie z
                  bulimii byl jedyny sposob - najesc sie zdrowymi rzeczami. Czyli najpierw woda
                  (rozepcha troche zoladek) potem 2 jablka, potem bulka grahamka, potem znow 2
                  jablka, potem mozna sie jeszcze dopchac bulka grahamka (Ty potrzebowalabys
                  mniej, bo mniej wazysz). To zawsze dzialalo. Tylko, ze wtedy bedziesz
                  miala 'duzy brzuch', mozesz nie oprzec sie pokusie by nie isc do kibla. To
                  trudne, ja mialam poczucie winy, czulam, ze tyje. Ale pamietaj, ze waga
                  nieublaganie pokazywala, ze przybranie bylo 2 kilo w ciagu dwoch mies, czy cos
                  w tym rodzaju.
                  Pozdrawiam, trzymam kciuki, do poniedzialku
                  • katarzyna2005 c.d. diety 16.02.05, 14:57
                    W trzecim tygodniu 53,5 wiec minus 1,5. Wiec od poczatku minus 5,5. Od kilku
                    dni jest na wadze ciagle to 53,5, wiec znow zastoj, co mnie oczywiscie
                    zniecheca, ale nie moge juz 'jesc' mniej.
                    Generalnie dieta jest dobra, bo skuteczna, ale oslabia, ma sie mniej energii,
                    mniej sie chce, choc moze to lenistwo, ktore usprawiedliwiam dieta. Czesto robi
                    sie rzeczy by 'zabic czas', nie myslec o jedzeniu, wiec to troche strata czasu.
                    Ale polecam.
                    Inna niemila rzecz. Przymierzalam stare 'chude' spodnie, i okazalo sie, ze te,
                    ktore byly dobre kiedys, nawet przy tej samej wadze, teraz sa ciasnawe, wiec
                    teraz mimo tej samej wagi jestem grubsza, i odchudzanie jest trudniejsze, a
                    jeszcze trudniejsze zatrzymanie wagi.
                    Tak planuje jeszcze z tydzien, mam nadzieje, ze dojde do tej wymarzonej wagi 52
                    kilo, a potem bede liczyc kalorie.
                    Moj facet nie okazal jakiegos zdziwienia, pewnie dlatego, ze widzimy sie
                    czesto, wiec to bylo stopniowo. To dobrze, bo nie chce zeby widzial mnie przez
                    centymetry. Nie mowilam mu, ze sie odchudzam, z tych samych wzgledow, bo nie
                    chce zeby myslal, ze uwazam, ze musze, albo dla niego, jesli zauwazy, to
                    powiem, ze to tak naturalnie.

                    Bylam w niedziele na forum, myslalam, ze mnie jakos podbuduje, bo bylam bardzo
                    blisko ataku, ale podzialalo jeszcze bardziej przygnebiajaco. Niedziela to taki
                    trudny dzien. Wiec jak mantre zaczelam powtarzac, ze tyle juz wytrzymalam, ze
                    dam sobie rade, ze to minie, i jakos doszlam do domu, tam 'zjadlam' swoja
                    kolacje, i po jakims czasie przeszlo.
                    • maybe123 Re: c.d. diety 16.02.05, 20:02
                      ZAWSZE PRZECHODZI
                      staram sie pamietac, o tym. zawsze, czasem po 2h a czasem po 1,5 dnia, ale
                      kryzys, i poczucie obzarcia, albo pokusa ataku ZAWSZE w koncu mija i trzeba dac
                      sobie szanse dotrwania do tej chwili mimo dyskomfortu.

                      ja w poniedzialek myslalam ze pieprzne to wszystko w kat i 'zrobie swoje'.
                      wczoraj bylam na terapii, znowu zrozumialam wiecej i spojrzalam na siebie
                      przychylniejszym okiem. troche mi szkoda ze po ponad miesiace 'sukcesu' czuje
                      ze jakby nie ma sie czym chwalic, to juz takie normalne, znika nawet podziw dla
                      siebie samej w moich oczach, a zastepuje go pokusa. bo czy to takie wazne ze
                      nie wymiotuje? niby czemu ma to byc wazne? juz mnie nikt nie chwali za to (no,
                      forum jest wyjatkiem).
                      I wtedy uswiadamiam sobie jak bardzo jeszcze potrzebuje pomocy, pochwaly,
                      przypomnienia ze podjelam wazna walke. czuje takie jabky osamotnienie w
                      sukcesie, ze skoro dobrze mi idzie to nic niepotrzebuje. ale jednak potrzebuje
                      dzis podpisze sie-
                      smutna
                      • niobe5 Re: c.d. diety 17.02.05, 01:21
                        Maybe123 ja Ci przypominam, ze jestes wspaniala osoba, z ktorej biore przyklad
                        w mojej walce. Dzieki Tobie miedzy innymi wierze, ze jest mozliwe wygrac!
                        Wiesz, ze nigdy nie mysli sie, nie mowi i nie jest sie wdziecznym za wiele
                        cennych rzeczy, ktore spotykaja nas w naszym zyciu, dopoki sie ich nie straci,
                        albo jest sie bliskim ich stracenia. Nie myslimy caly czas o tym jacy
                        szczesliwi jestesmy, ze mamy rodzine, ze mamy swoj dom, dzieci, prace, ze mamy
                        co jesc... Dopiero jak pomyslimy, ze ktos moglby nam to wszytko zabrac ogarnia
                        nas przerazenie.
                        Jak przychodza Ci wiec do glowy glupie mysli, pomysl jak bedziesz czula sie jak
                        sie poddasz, jak znowu pozwolisz bulimii aby znowu wygrala...

                        Buziaki
                        • maybe123 do niobe5 17.02.05, 17:02
                          hej niobe, to niesamowite uczucie byc choc troszke inspiracja dla kogos :-)))
                          bardzo Ci dziekuje. poczulam sie dumna z tego ze trwam bez b. i ze to ma jednak
                          jakas wartosc, dla mnie i dla innych. takie poczucie pomaga wytrwac.

                          dodam jeszcze, choc to nie forum o odchudzaniu i w momencie wychodzenia z
                          choroby to nie jest najwazniejsze, ale te 2-3 kg ktore przybralam w ciagu kilku
                          pierwszych tygodni (jadlam i jadlam i jadlam.....) jakos chyba zeszly. Moze
                          jeden zostal. Nie chodze glodna, nadal podjadam caly dzien ale robie to zamiast
                          posilkow. Tzn. sniadanie jem duze, a potem skubie to czy tamto caly dzien, tak
                          ze wychodzi mi normalna ilosc jedzenia w sumie, no moze ciut wieksza niz
                          normalma, ale sporo cwicze wiec sie wyrownuje.

                          Pisze to po to zeby zlagodzic lek przed przytyciem po rezygnacji z b. - owszem,
                          przytylam, ale nie bez konca, nie zrobil sie ze mnie balon, i bez wiekszego
                          wysilku wracam do swojej wagi. Jestem 'czysta' 1.5 m-ca. Zauwazylam ze
                          martwienie sie o to przeszkadza bo tylko zwieksza stres i jedzenie.
                          • niobe5 Re: do niobe5 17.02.05, 17:19
                            To pocieszajace co piszesz, bo z jednej strony przekonuje siebie (i to
                            skutecznie), ze nie boje sie przytycia jezeli ma to pomoc mi w pozbyciu sie
                            bulimii, ale jednak ten okropny strach pozostaje.
                            Ja tez jem dostyc duze sniadanie, a potem drugie sniadanie i obiado-kolacje (bo
                            wracam pozno), a miedzy tymi posilkami caly czas podjadam owoce, warzywa,
                            jogurty, orzechy, a nawet pozwalam sobie na troche czekolady. W sumie nie
                            wychodzi tego duzo przez caly dzien i przyznaje nawet, ze jestem caly czas
                            glodna, ale na tym etapie jakim jestem wole czyc troszke glodu niz przejedzenia.
                            Tak Ci zazdroszcze, ze jestes juz tyle "czysta"! Daje mi to niesamowita
                            motywacje, zeby walczyc - tez chce sie pochwalic takim osiagnieciem!.
                            Mi ostatnio nie za bardzo wychodzilo - tzn. znowu przez ok. 3 tygodnie
                            powrocilam do glupiego schematu wymiotowanie w piatki, z ktorego nie moglam sie
                            wydostac. Co ciekawe w pozostale dni wogole nie mialam ochoty na zadne ataki i
                            wrecz czulam sie jakbym byla zdrowa i bulimie miala daleko za soba.
                            Dzisiaj jest czwartek i czuje sie swietnie psychicznie. Tzn. nie zaczynaja jak
                            narazie nachodzic mnie "piatkowe mysli", wiec jestem przekonana, ze tym razem
                            wytrzymam o wiele dluzej. Bardzo bardzo bardzo tego chce i caly czas wierze, ze
                            bede zdrowa!

                            Buziaki
                            • maybe123 Re: do niobe5 17.02.05, 19:58
                              dla mnei piatki tez byly trudne, i weekend w ogole - wolny czas, a wiadomo jaki
                              jest ulubiony sposob spedzania wolnego czasu.

                              jak kiedys pisalam, atakowi bulimii wlasciwie nic sie nie rowna pod wzgledem
                              atrakcyjnosci - wolalam to niz pojsc do kina czy wydac pieniadze na
                              cos 'sensownego'. Niobe, na poczatku moze przyda Ci sie jakas strategia na
                              piatek? Nie licz na to ze wyjdzie OK samo z siebie.

                              Ja poczatkowo w czas wolny szwedalam sie po sklepach, mimo ze w domu roboty
                              full. Ale gdybym byla w domu to prawdopodobnie skonczyloby sie to atakiem. Wiec
                              lazilam i lazilam, mnie to uspokaja, szukam dla siebie jakiegos drobiazgu,
                              chocby nawet tylko fajnej pary skarpetek. Mi to pomaga, nie mam pojecia co Ty
                              moglabys robic w piatek, szczegolnie wieczorem pewnie.

                              daj znac jak minal ten piatek. pozdrawiam.
                    • niobe5 Re: c.d. diety 17.02.05, 01:10
                      Katarzyna2005 - ja przede wszystkim dopinguje Cie w walce z choroba! Wiem, ze
                      chudniecie daje Ci duzo szczescia i podziwiam, ze pomimo diety tak dzielnie
                      sobie radzisz (wiesz jednak, ze jestem przeciwniczka stosowanej przez Ciebie
                      diety).

                      Co do spodni, o ktorych piszesz to zupelnie naturalna sprawa. Nie znaczy to, ze
                      pomimo, ze wazysz tyle samo jestes grubsza, ale to, ze Twoja sylwetka zmienia
                      sie z wiekiem, jak sylwetka kazdej normalnej kobiety (+ byc moze przybylo Ci
                      troche miesni jak cwiczysz).

                      A jezeli chodzi o faceta i ogolnie o facetow - to oni nie zauwazaja czasami
                      zmiany fryzury, a co dopiero zrzucenia paru kilo! Zgadzam sie z Toba, ze to
                      bardzo dobrze. Kochaja nas za to jakie jestesmy, a nie za to ile mamy w pasie!

                      Trzymaj sie mocno!
                      • katarzyna2005 Kleska 18.02.05, 14:14
                        Dziwne, nie ma znaczenia, ze tyle tych dni, te wszystkie 'szuflady pelne
                        dobrych rad' (jak pisze Karolina), forum, efekty, moje wlasne wynurzenia, nic
                        nie ma znaczenia wobec potegi potwora. To, co mnie uratowalo, to fakt, ze nie
                        mialam forsy (byla 1 w nocy), oczywiscie poszlabym do sklepu nocnego, pewnie na
                        dworzec, tam mozna fajne ciastka dostac. Ale nie mialam nawet tych 3 zlotych na
                        internet (15 min), zeby uruchomic konto. Co za szczescie. Uruchmilam w glowie
                        te wszystkie obrazy, i to szczescie jedzenia juz po drodze se sklepu bylo tak
                        silne, ze zadne argumenty nie dzialaly, prawie nie dochodzily do glosu, to byly
                        takie ciche popiskiwania, wobec mocy potwora. W lodowce jedynie te odchudzajace
                        rzeczy wiec rzucilam sie na nie. Np scena taka: mialam jeszcze sprzed paru
                        miesiecy troche orzechow wloskich. Nie mam dziadka do orzechow, i zaczelam je
                        rozbijac nozem, to bylo bardzo trudne, ale wiadomo w ataku je sie wszystko, i
                        gdy tak uderzalam nozem, uderzylam w reke, krew trysnela, do lazienki, wszedzie
                        krew, jakos zakleilam. I dalej uderzam tym nozem, i drugi raz to samo, w reke.
                        Teraz mam oklejona reke, wlosy musialam myc jedna reka.
                        Nie rzygalam, ale atak zarcia byl jak nalezy.

                        A dlaczego tak sie stalo? No wiec byla ta wizyta kilkudniowa kogos, kto
                        normalnie je, i widok tego jedzenia zrobil swoje. Teraz wiem, ze rady osoby,
                        ktora moze miec luksus, ze w lodowce sa tylko dobre rzeczy, i nie musi na
                        codzien ogladac 'normalnego' jedzenia, no wiec taka osoba moze sobie te rady
                        zachowac (wlozyc do swojej szuflady). Nie ma sily (u mnie przynajmniej), zeby
                        nie ulec.
                        Ale nie uleglam, bo mam jeszcze ten nawyk z okresu bulimii, ze zarlam zawsze w
                        samotnosci, to taka intymna przyjemnosc.

                        Wiec dlaczego ta kleska mnie dopadla? - Alkohol. Upilam sie, i stracilam
                        kompletnie kontrole nad tym moim uporzadkowanym mysleniem. Zaczelo sie
                        kombinowanie, skad wziac pieniadze (to bylo juz po wyjezdzie tej osoby). Byla
                        noc, nie bylo skad. Wiec bylo zarcie tego co mam. Ale atak byl bez watpliwosci,
                        tyle, ze mialam szczescie, ze nie mialam forsy. No i bez zygania, wiec w
                        kalendarzu nie zapisze, bo to niby nie atak, ale ten wielki glod, ktory na
                        pewno zaspokoilabym wiadomo czym mial miejsce. Poszlam spac z mysla, ze rano od
                        razu ide po forse i po wielkie zakupy. To byloby kilka wizyt w kiblu.

                        A rano, wcale mi nie przeszlo. Najpierw chcialam sie ukarac, i 'jesc' jeszcze
                        mniej, wielki glod, no i znow te mysli. Wiec goraczkowo 'akcja ratunkowa'
                        (dzialal rozsadek, bo cala ja bylam za tym aby pojsc po wielkie zakupy).
                        Najpierw 'najadlam' sie. Potem umylam wlosy (wygladalam fatalnie), ulozylam,
                        pomalowalam paznokcie, ladnie sie ubralam. Czyli punkt drugi - wyglad. Punkt
                        trzeci - wygadac sie, wiec pisalam i pisalam. No i przeszlo mi. Ale to byl
                        naprawde cios. Myslalam ze jestem juz w takim bezpiecznym swiecie, zostalam
                        gwaltownie wyrwana z tego swiata. Powoli powracam.

                        Wiec wniosek oczywisty, ale ja przeciez doskonale o tym wiedzialam - zero
                        alkoholu, tzn zero upijania sie. Wylalam tamten alkohol (drogi koniak) do zlewu.

                        To tyle u mnie.
                        Latwo jest pisac, radzic z pozycji sily, tak ja wlasnie tu pisalam. Ale z
                        pozycji slabosci, tak, jak sie wczoraj czulam, to niewiele mozna.
                        • wodnik73 Re: Kleska 18.02.05, 14:20
                          Katarzynko
                          Jak bardzo mocno Cię rozumiem tak teraz bardzo bardzo mocno Cię ściskam
                          • katarzyna2005 Re: Kleska 18.02.05, 14:29
                            Bardzo dziekuje.
                        • maybe123 Re: Kleska 18.02.05, 18:21
                          katarzyna, az mne zatkalo gdzy przeczytalam tytul 'kleska'
                          potem z ulga przeczytalam ze jednak przebrnelas przez kryzys, choc wymiotowanie
                          bylo tak blisko!!! wiem ze nie zrobilas tego dla mnie, ale wlasnie sprawdza sie
                          powiedzenie ze dbajac o siebie najlepiej dbamy o innych - Twoj sukces ogromnie
                          mnei zainspirowal i dodal sily do walki. To co robisz liczy sie nie tylko dla
                          Ciebie ale i dla tych co czytaja i chca sie przekonac, czy faktycznie mozna
                          wygrac z bulimia, ze sie da.

                          to uderzanie nozem w reke... plakac mi sie chce jak to czytam, ta koszmarna
                          sila glodu i co nam moze zrobic. przeklenstwem bulimii jest to ze nie nosimy na
                          ciele widocznych ran - czasami tylko - podczas gdy w srodku jestesmy tak bardzo
                          poranione. Na zewnatrz usmiechniete, towarzyskie, kto by podejrzewal ze siedzi
                          w nas potwor ktory moze nas zmusic do takich rzeczy - wedrowek do sklepu w
                          srodku nocy, rozlupywania orzechow nozem bez zwracania uwagi na pokrwawione
                          rece. Przypomnialo mi sie do jakich koszmarow doprowadzala mnie bulimia.
                          Wymiotowanie do workow, garnkow, gdy nei bylo dostepu do lazienki. Podbieranie
                          jedzenia innym. Klamstwa. Boze, jak ja nie chce do tego wrocic.

                          No i jeszcze pytanie, co zrobic gdy odwiedza nas ktos kto je normalnie. W ogole
                          co zrobic gdy 'sytuacja wymaga', np. proszony obiad a ja jestem juz najedzona.
                          Czyjes urodzinowe torty w pracy. Ciastko przyniesione przez ukochanego.

                          Pamietam jak raz dostalam czekoladki od dobrego kolegi - bylam ogromnie
                          wzruszona tym gestem, wiele dla mie znaczyl, no ale potem zostalam w domu z
                          tymi czekoladkami. To byla jedna z tych moich dwoch wpadek od zeszlego roku.
                          Nie chcialam ich wyrzucic bo tyle znaczyly dla mnie, gest od serca, szkoda ze
                          jadalny :)

                          I zadaje sobei pytanie dlaczego, kidy prowadzisz taka trudna walke, musisz miec
                          w lodowce 'normalne' jedzenie, tak dla Ciebie niebezpieczne. To nie jest zarzut
                          katarzyno, ja sie naprawde pytam, dlaczego potrzeby tej innej osoby sa tak
                          wazne ze sie dla nich tak narazasz. Moze starasz sie zyc 'jakby nigdy nic'
                          podczas gdy przeciez to taki krytyczny czas kiedy zmagasz sie z ciezka choroba?
                          To jakby osoba po chemii wybrala sie na wedrowke po gorach ze znajomymi jakby
                          nigdy nic, bo nie chce powiedziec: to ponad moje sily, nie zrobie tego. Tylk ze
                          osobei po chemii kazdy by wspolczul i zrozumial, a bulimie pietnuje wstyd...
                          moze to to?

                          w kazdym razie pozdrawiam Cie i trzymam kciuki, widze ze straszne Ci trudno
                          ostatnio, ale mialas juz tyle dobrych dni i tygodni! to wroci!!
                        • niobe5 Katarzyna! 18.02.05, 19:22
                          Ja tez zamarlam jak zobaczylam wyraz kleska. I jaka ulge odczulam, ze jednak
                          udalo Ci sie wygrac.. Jestem pewna, ze udaloby Ci sie nawet jak mialabys
                          pieniadze - musisz w to wierzyc! Poza tym dziekuje Ci za te slowa - sa
                          niesamowita inspiracja do walki! Obiecalam sobie, ze przy nastepnym ataku bede
                          walczyc tak jak Ty.

                          A teraz troszke bardziej negatywnie. Nie chce zebys zrozumiala mnie zle i
                          sorry, ze caly czas do tego wracam. Mianowicie ja znowu o Twojej diecie. Albo
                          raczej o mojej do przemyslenia dla Ciebie.

                          Przez pewien okres czasu odchudzalam sie podobnie do Ciebie, w tym sensie, ze
                          jadlam bardzo, bardzo malo. Bylam wtedy podwojnie szczesliwa: chudlam i przez
                          dlugi okres czasu nie wymiotowalam. Bylam przekonana, ze tym sposobem wychodze
                          z bulimii. Wkoncu osiagnelam swoja wymarzona wage. Moje dopasowane wczesniej
                          spodnie wisialy na mnie, a ja czulam sie wspaniale. Nadeszla jednak pora zeby
                          zaczas jesc normalnie, bo nie chcialam juz chudnac. I wtedy zaczelo sie znowu..
                          "Boze napewno po tym przytyje", "nie powinnam byla zjesc tej kanapki - bede
                          znowu gruba", "przeciez moge pozwolic sobie na ten batonik, wszyscy normalni
                          ludzie jedza od czasu do czasu slodycze", "o Boze, zjadlam batoni, bede gruba,
                          cala dieta pojdzie na marne, musze zwymiotowac" itd. i sama pewnie to znasz.
                          Jednym slowem wcale nie wyszlam z bulimii podczas tej diety. Ona po prostu
                          siedziala cicho, schowana za moimi plecami. Nie mogla sie objawiac bo jadlam
                          tak malo i chudlam. A potem?

                          A teraz Katarzyno wracajac do Ciebie - popatrz co spowodowal u Ciebie widok
                          normalnego jedzenia, a przeciez Ty sama musisz nauczyc sie normalnie jesc. Co
                          bedzie jak juz osiagniesz ta swoja idealna wage? Co bedziesz jadla? Nie
                          sadzisz, ze zamiast odchudzania powinnas sie uczyc jesc normalnie? Oczywiscie
                          prawie kazda z nas chce schudnac, ale wiekszosc z tych, ktore chca sie wyleczyc
                          wybiera walke (i przytycie nawet), a nie odchudzanie.

                          Katarzyna nie pisze tego po to zeby Cie zniechecic. Podziwiam Twoja walke, ale
                          boje sie o Ciebie i o To czy wybralas dobry sposob. Moze Tobie pozwoli on
                          wygrac, ale mnie nie pozwolil. Moze sie myle, ale czy nie lepiej jezeli juz
                          musisz sie odchudzac, wybrac taka metode, ktora pozwolilaby Ci jesc wszystko,
                          ale po prostu w mniejszych ilosciach? W ten sposob nie tylko bys chudla, ale
                          uczyla sie tez zdrowszego podejcia do jedzenia, uczuc, ktore towarzysza
                          jedzeniu i pelnego brzuszka po nim.

                          Buziaki i trzymaj sie dzielnie.
                          • 30stka Re: Katarzyna! 18.02.05, 19:52
                            Cześć Kasiu!
                            Ja niestety (?) obydwiema rękami podpisuję się pod tym co napisała Niobe, a
                            może nawet drastyczniej - po co Ci to odchudzanie? Naprawdę spróbuj pokochać
                            się bezwarunkowo - grubą, czy chudą, taką jaką jesteś w danej chwili. Co będzie
                            jak urodzisz dziecko i zostanie Ci parę kg - będziesz miała wtedy znowu
                            problem. I tak stosując dietę, w kółko krążysz myślami koło tematu jedzenia,
                            choć tak bardzo chcesz się od tego uwolnić. Kasiu, przemyśl to sobie jeszcze
                            raz dobrze. Co jest Twoim priorytetem?
                            Trzymaj się!
                          • maybe123 Re: Katarzyna! 18.02.05, 21:17
                            > pewien okres czasu odchudzalam sie podobnie do Ciebie, w tym sensie, ze
                            > jadlam bardzo, bardzo malo. Bylam wtedy podwojnie szczesliwa: chudlam i przez
                            > dlugi okres czasu nie wymiotowalam. Bylam przekonana, ze tym sposobem
                            > wychodze z bulimii.

                            ja tez. latwiej miec jedzenie pod kontrola jak sie nie je :)

                            > Wkoncu osiagnelam swoja wymarzona wage. Moje dopasowane wczesniej
                            > spodnie wisialy na mnie, a ja czulam sie wspaniale. Nadeszla jednak pora zeby
                            > zaczas jesc normalnie, bo nie chcialam juz chudnac. I wtedy zaczelo sie
                            > znowu.. "Boze napewno po tym przytyje", "nie powinnam byla zjesc tej kanapki
                            > - bede znowu gruba"

                            mhm. widze ze przechodzilysmy przez podobne doswaidczenia.
                        • yesstem Re: Kleska 18.02.05, 19:58
                          Katarzyno, jest mi strasznie smutno, że do tego doszło, wiem jak się czuje
                          człowiek w takiej sytuacji. Najważniejsze abyś teraz nie wpadła w to błędne
                          koło, które mnie uwięziło. Nie poddawaj się. I nie karaj się, zwłaszcza głodem!
                          Uważam, że powinnaś już skończyć swoją dietę, bo wiesz co się dzieje, kiedy
                          bulimik chodzi głodny, tym bardziej, że dostałaś wyraźny sygnał ostrzegawczy.
                          Wierzę, że sobie poradzisz, wróć do swoich pierwszych postów, poczytaj jak
                          rozsądnie radziłaś innym i zastosuj do siebie! Machnij na razie na te wymarzone
                          52 kg; i tak już parę kilo zgubiłaś. Trzymam kciuki.
                          • maybe123 Re: Kleska 18.02.05, 21:14
                            obsolutnie podpisuje sie pod opinia jesstem ze nie powinnas sie karac
                            wrecz przeciwnie - pogratulowac sobie ze zarwocilas znad krawedzi przepasci

                            katarzyno, ja po poczatkowym przybrakiu 2-3 kg zgubilam chyba ze dwa, a teraz
                            stanelam na wage i wyglada ze jeden wrocil - i pierwszy odruch taki: "nie jesc,
                            boze, nie jesc, juz bylam blisko sukcesu a teraz co!!!"

                            i wiesz co? obzarlam sie na sniadanie jak rzadko kiedy, a wcale nie chcialam.
                            stres!!! widze coraz wyrazniej ze jak sie wyluzowuje, jem, i chodze na
                            silownie, to pozbywam sie 'zapasow'. Jak tylko zaczynam panikowac (a niemal
                            kazde drgniecie wagi w gore to powoduje) to skutek jest odwrotny. Musze wtedy
                            niezle sobie tlumaczyc: "zobacz, przytylas trzy, zgubilas dwa: sukces.
                            Przytylas jeden - spoko, spoko, zaufaj sobie i jedz rozsadnie. Spokojnie.
                            Spokojnie. Spokojnie. Spokojnie. Swiat sie nie konczy dzisiaj ani jutro. Jesli
                            zjem za duzo a potem zjem za malo to tylko zaczne te wariacka, niezdrowa
                            hustawke. Moj organizm sam wie ze go przeladowalam - nie musze sie karac. Nie
                            zasluguje na kare. Moje zadanie teraz to rownowaga, a nie przeginanie w druga
                            stone." itd

                            Ale wiesz, w sumie przyznam ze nawet to wracanie do mojej zwyklej wagi po
                            poczatkowym przytyciu jest niebezpieczne, bo mimo ze odbywa sie bez glodzenia
                            to I TAK WYZWALA POKUSE zeby schudnac jak najwiecej. Albo chociaz jak
                            najszybciej. Dlatego mysle ze wahania wagi czy w gore czy w dol sa trudnym
                            psychiczne zadaniem do przebrniecia.
                            • katarzyna2005 Re: No wiec naprawde kleska 19.02.05, 17:17
                              Ten czlowiek juz wyjechal. Musialam go goscic, i musialo byc jedzenie w
                              lodowce. Ale juz wyjechal. Potem byl ten alkihol, ktory potem wyladowal w
                              zlewie (to niezle wrazenie wylewac drogi, dopiero co rozpoczety koniak do
                              zlewu. Myslalam, ze jest juz 'jak dawniej', ale nie.

                              Najpierw bylo 'rozsadne' obzeranie sie, tzn zdrowymi rzeczami, ale gdy brzuch
                              juz mialam jak bania, zaczelo sie, po prostu nie moglam wytrzymac tego uczucia
                              bycia obzarta.
                              Wczoraj w zgodzie z dawnym scenariuszem, wszystko jak dawniej, jakby nie minelo
                              tych sto kilka dni. Musialam pojsc do mojego nocnego sklepiku. Po drodze
                              przygotowywalam sie na pogardliwe spojrzenie sprzedawczyn ('A, witamy znowu!'),
                              najpierw poprosilam o neutralne rzeczy, jakis chleb, czy cos, a potem po
                              staremu, dokladnie do sumy 20 zl, bez wczesniejszego liczenia. Jedzenie juz w
                              drodze, potem w domu, kubek z ciepla woda, ktora sie popija. I rozkosz, jakiej
                              dawno nie czulam, to naprawde niesamowicie przyjemne uczucie. Dwa razy w kiblu,
                              i wcale nie czulam do siebie pogardy. To bylo jak z poczatku bulimii, takie
                              ulatwienie zycia.

                              W sumie 26 zl, i to mnie glownie powstrzymje przed dalsza akcja, choc
                              zobaczymy. Ja nie moge teraz wydawac 26zl dziennie.

                              Ale nie rezygnuje z odchudzania, dzis (mimo tylko 1 dnia bez scislej diety i
                              wczorajszego 'przeczyszczenia', bylo na wadze 55!
                              Bardzo dziekuje za wsparcie, zobacze jak bedzie dalej, ale nie moge zrezygnowac
                              z odchudzania. Bo inaczej pojde w zupelnie przeciwna strone.
                              • yesstem Re: No wiec naprawde kleska 19.02.05, 17:29
                                Katarzyno!!! Klęska się zdarza, to nie jest aż takie straszne. Straszne jest
                                to, że zatraciłaś w tym odchudzaniu zdolność rozsądnego myślenia i działania!!!
                                Czy nie widzisz, w którą stronę zmierzasz? Jeśli będziesz nadal się odchudzać,
                                ataki będą powracać, jestem tego pewna!
                                • niobe5 Re: No wiec naprawde kleska 19.02.05, 17:52
                                  Zgadzam sie z yesstem! Po pierwsze porazki zdarzaja sie i to nie znaczy konca
                                  swiata. Zapomnij o tym dniu i walcz dalej. To byla jednorazowa wpadka, nie
                                  wytrzymalas napiecia, ale teraz bierzesz sie znowu w garsc!
                                  Po drugie...
                                  Katarzyna - patrz ile osob przekonuje Cie do zaprzestania diety! Wcale nie
                                  pojdziesz w zla strone, teraz w nia idziesz! Nie tedy droga do wyzdrowienia. Ty
                                  musisz nauczyc sie normalnie jesc, normalnie zyc! Czy nie mozesz przynajmniej
                                  odchudzac sie w bardziej racjonalny sposob? Tzn. jedzac wszystko, ale w
                                  mniejszych ilosciach?

                                  Trzymaj sie cieplo i pisz jezeli tylko przyjda Ci do glowy "glupie mysli".
                                  Jestem z Toba.
                              • 30stka Re: No wiec naprawde kleska 19.02.05, 18:12
                                Kasiu, nie chcę się mądralować, ale zamiast "nie rezygnować z odchudzania"
                                powinnaś "nie rezygnować z prób pokochania się bezwarunkowo" - wtedy będziesz
                                potrafiła cieszyć się życiem nawet przy wadze 55 kg, która w Twoim przekonaniu
                                jest jakaś ogromna. Ciekawe, czy Twój chłopak wogóle zauważył jakieś wachnięcia
                                wagi? Pewnie nie - i będzie to tylko dodatkowy dowód na to, że te wszystkie
                                strachy tkwią w naszych głowach niepotrzebnie. Jeśli potrafiłabyś w tym
                                momencie, jak szczęśliwa dziewczyna porobić coś normalnego, zająć się czymś co
                                lubisz (w końcu mamy weekend), czy tym co musisz (każdy ma trochę tych
                                obowiązków) bez marnowania tylu myśli na to cholerne jedzenie i zatruwanie
                                sobie życia i psucie samopoczucia, to pewnie te 0,5 kg samo by Ci odeszło nie
                                wiedząc kiedy. Taka jest moja teoria - najpierw zadbać o miłość do samej
                                siebie, a nie nienawiść do swojego ciała - ta droga jest w moim przekonaniu
                                ślepa...
                                To było tylko moje zdanie, a wiadomo, że zrobisz jak zechcesz, może jednak
                                weźmiesz mój głos choć trochę pod uwagę.
                                Pozdrawiam, Magda
                                • katarzyna2005 Bardzo dziekuje za wsparcie 19.02.05, 19:14
                                  Wszystkim
                                  Pewnie mnie wszyscy znielubia, bo trzeba przyznac otwarcie, jestem typem
                                  upartej oslicy, i przeszkody mnie jeszcze podkrecaja. Np, liscik yesstem
                                  zacheca aby wlasnie na przekor, ze wlasnie sie uda. Bo ja jestem uparta na te
                                  52, a potem bede rozsadna. Szczegolnie, ze w przyszly pon mam urodziny, i sobie
                                  obiecalam, ze to bedzie dzien znaczacy. Ze tego dokonam, ze mozna zyc bez b. i
                                  bez zarcia niekontrolowanego. Znowu czuje sie silna. Tamtego goscia nie ma,
                                  teraz bede miala spokoj, alkoholu nie bedzie, nie moge wydawac pieniedzy,
                                  szkola sie zaczela, wiec na szczescie bede miala\mam duzo zajec, facet
                                  oczywiscie nic nie zauwazyl, ale to niewazne, najwazniejsze, ze ja tego chce.

                                  A potem, obiecuje, ze bede rozsadna.
                                  Jeszcze raz bardzo dziekuje, choc wszystkie mamy problemy, ze tak napisalyscie.
                                  • maybe123 Re: Bardzo dziekuje za wsparcie 21.02.05, 17:26
                                    > A potem, obiecuje, ze bede rozsadna.

                                    wiesz, katarzyna, nie podoba mi sie to co piszesz. to jakies takie... chore
                                    myslenie. wybacz mi.

                                    po tych moich pietnastu latach zmagania z choroba nieufnie podchodze to zdan
                                    typu "jeszcze tylko cos tam, a potem bedzie inaczej". wiem ze mierze Cie moja
                                    wlasna miara, ale naprawde zycze Ci jak najlepiej a to co piszesz mnie niepokoi.
                              • maybe123 :(((( 21.02.05, 17:23
                                czuje sie sama teraz.... :(((
                                troche sie boje :(((
                                jeszcze odwiedziny u rodziny przede mna i boje sie czy dam rade :((
                                Twoje Trwanie bylo takim wsparciem dla mnie. smutno mi.
                                • katarzyna2005 Przykro mi ze rozczarowalam, ze jestem jaka jestem 23.02.05, 13:43
                                  Wiec byl drugi atak.
                                  Pierwszy - alkohol, w trakcie diety (odtluszczajacej, lepiej brzmi niz
                                  odchudzajacej) to jest pewna droga do ataku. Wiec wylalam do zlewu, i wielkimi
                                  literami napisalam nad lozkiem - ALKOHOL=ATAK

                                  Poem te nieszczesne urodziny mojego faceta. Mowilam mu, zeby nie liczyl ze bede
                                  duzo jadla, ze wolalabym obejsc sie bez uczty z wiadomych powodow, ze owoce ok,
                                  ale tez nieduzo. No i potem alkohol, pije wiecznie tej jeden kieliszek wina,
                                  jest ok, a on meczy mnie i meczy, zeby dolewac, ale jakos wytrzymalam z 1
                                  kieliszkiem i troche, choc wyraznie mi podpadl (on nie wiedzial o moim ataku,
                                  choc wiedzial, ze wylalam alk, wiec moglo mu to chyba dac do myslenia?), ale
                                  nie robie afery bo to jego urodziny, wiec ma byc przyjemnie.

                                  Potem te owoce, chcial mi dac te poltora kilo, abym wziela ze soba, pol kilo
                                  orzeszkow jakos udalo mi sie nie wziac. Mowie raz, ze nie chce, ze za duzo, ze
                                  moze niech zostanie dla innych, potem, ze nie chce mi sie tego nosic (jeszcze
                                  gdzies szlismy), ale nie ma przebacz, mam wziac i koniec.

                                  No i potem wieczorem oczywiscie zzarlam to poltora kilo, i nie moglam zniesc
                                  tego ciezaru, i poszlam do mojego nocnego sklepu. Wtedy 26zl w sumie, teraz 25.
                                  Wiec dwa ataki - 51 (tak pisze o tym dla siebie, bo takie szybkie wydawanie
                                  pieniedzy robi na mnie wrazenie).
                                  Czyli atak moze zaczac sie od zjedzenia czegokolwiek, byle by to bylo duzo.
                                  Szczegolnie na diecie. Wiec duzymi literami KILO OWOCOW=ATAK.

                                  Mam juz 4 takie zelazne reguly nad lozkiem:
                                  ALKOHOL=ATAK
                                  KILO ZARCIA=ATAK
                                  REGULARNE PORY
                                  WYCHODZENIE
                                  PLANOWANIE

                                  Teraz przede mna w niedziele moja impreza urodzinowa. Jeszcze wczoraj myslalam,
                                  no trudno, trzeba zrobic to zarcie, przeciez taka jest tradycja, przeciez
                                  trzeba tym gosciom sprawic przyjemnosc (maja byc dwie imprezy, jedna ja i moj
                                  facet, druga dla innych ludzi). Oczywiscie alkohol, no a potem do sklepu
                                  wieczorem, moze jakos przezyje ten trzeci atak, ktory juz z gory planuje. I
                                  meczy mnie ta mysl, tak przeszkadza. A dzis rano olsnienie: mam to w d. Nie
                                  pozwole sie wpedzac w nalog. Nie bedzie imprezy dla ludzi, a z facetem
                                  porozmawiam. Wyjasnie mu jak to dziala, ze ma szanowac moje nie, z tymi
                                  owocami, alkoholem, ze nie bede szla na ustepstwa. Jesli bedzie robil te swoje
                                  miny - 'no juz nie gadaj tyle, przeciez wiem', to poprosze go zebysmy spotkali
                                  sie, kiedy bedzie mial o tym porozmawiac, o rzeczy teraz dla mnie
                                  najwazniejszej, a skoro teraz nie ma ochoty, to zakonczmy spotkanie. Tak
                                  zrobie. Nie dam sie wpedzic w nalog konwenansami. Od nikogo nie wymagam
                                  zrozumienia, wlaczajac jego, ale wymagam zeby uszanowal dwie zasady - ma nie
                                  czestowac mnie slodyczami, i nie zmuszac do zarcia (czyli jak za trzecim razem
                                  mowie 'nie dziekuje' to znaczy 'nie', a nie ze bardzo chce tylko jestem na tyle
                                  niesmiala, ze trzeba mnie zmuszac). Tak zrobie.

                                  Apropo rozczarowania, ze mam atki, etc.
                                  Gdy mieszkalam w domu, i potem z moim eks-narzeczonym na codzien bylam na rozne
                                  sposoby przekonywana, ze szkoda, ze jestem, jaka jestem, byloby duzo fajniej
                                  gdybym byla taka jak matka, lub spelniala wymogi narzeczonego, a nie byla ta
                                  beznadziejna soba. Nie zgadzam sie na to. Moj obecny facet jest pierwsza osoba,
                                  przy ktorej czuje sie wolna, i moge byc 'nawet beznadziejna', on niczego ode
                                  mnie nie wymaga, za to go najbardziej cenie. Wiec jestem pewna, ze sie
                                  dogadamy. Ale jest bardzo trudno.
                                  • maybe123 Re: Przykro mi ze rozczarowalam, ze jestem jaka j 23.02.05, 16:18
                                    katarzyna, nawet nie wiesz jakim wsparciem byly Twoje wielomiesieczne zmagania
                                    i wytrwanie w czystosci. i to one swiadcza jaka jestes, ze tak dlugo dalas
                                    rade, a nawet teraz podczas nawrotu pilnie patrzysz co sie dzieje i jak z tego
                                    wyjsc.

                                    czasem po wpadce trudno tak od razu sie podniesc. moim zdaniem im predzej
                                    wyjdziesz na prosta, ty lepiej. po co znowu wdrazac znowy swoja podswiadomosc w
                                    mozliwosc wymiotowania.

                                    ciekawa rzecz opisujesz, jak to najblizsi potrafia podminowywac nasz sukces. ja
                                    tez to zauwazylam u siebie. nie wiem czy to celowe, czt nie, i odpowidzialnosc
                                    za czysosc spoczywa jednak na nas a nie na tych co nam oferuja orzeszki,
                                    ciastka, czekoladki, czy nawed dokladke obiadu. ale ciekawe czemu wlasciwie to
                                    robia.
                                    • luka-6 Re: Przykro mi ze rozczarowalam, ze jestem jaka j 24.02.05, 10:15
                                      Kasiu, ja dzisaj przeczytałam wszyskie twje posty i myslę ze jesteśmy podobne
                                      to ze teraz nie jest najlepiej nie znaczy że jest źle. Uważam że skoro to
                                      wszysko nam opisywałaś przez tyle trudnych dni ma dla Ciebie ogromne znaczenie,
                                      dla nas (początkujących w walce z b...) jest ważne że może czasami coś się
                                      załamać to nas uczy!!! zeby się nie poddawać i walczyć dalej. Wiem, że Ty tak
                                      zrobisz. Tak jak napisałam przeczytałam wszystkie Twoje posy i jestem pewna ze
                                      jesteś bardzo silna (aż dziwne że dopadła Cię ta choroba przy takiej
                                      osobowości) ale to jest dla nas kolejna lekcja. Ja trzymam za Ciebe kciuki.
                                      Może przeczytaj tę książkę o które wczoraj napisałam, napewno na jakiś czas Cię
                                      pochłonie. Pozdrowienia!
                                      • katarzyna2005 Bardzo dziekuje 24.02.05, 15:41
                                        Maybe, luka
                                        Gdy czytam takie listy wzruszenie chwyta mnie za gardlo, bardzo dziekuje.

                                        Wiec rozmowa sie odbyla, myslalam, ze to bedzie dluga, meczaca rozmowa, z moimi
                                        krzykami, denerwowaniem sie, i tym wszystkim, opowiadaniem o historii z nozem,
                                        czy paru innych, o tragediach z forum, ze ja nie chce nastepnych kilku lat z
                                        b., zalamaniem, ze okazalam sie inna, niz uwierzylam przez te trzy miesiace.

                                        Ale to byla krotka rozmowa telefoniczna, on zrozumial od razu, przeprosil, po
                                        prostu nie rozumial, nie wiedzial, a ja mu tak wyraznie nie powiedzialam, bo
                                        oczekiwalam, ze sie domysli. Np nie powiedzialam, ze tamten alk wylalam,
                                        powiedzialam jedynie, ze juz tego nie ma, bylam pewna, ze wiedzial, dlaczego. I
                                        beda urodziny jedynie ja i on, u niego, bo u mnie czulabym sie skrepowana, ze
                                        nie goszcze go niczym, bez zarcia i alkoholu, po prostu takie mile spotkanie,
                                        jak zawsze, z muzyka, herbatka, czy cos, bo wcale nie musza byc tamte rzeczy
                                        aby bylo nam dobrze. Wytlumaczylam, ze jestem teraz naprawde w niebezpiecznym
                                        okresie, powiedzialam o tych dwu atakach (nie wiedzial), i ze powrot jest o
                                        krok.

                                        Potem jeszcze napisal sms, ze bardzo przeprasza, ja bylam tak przejeta,
                                        wzruszona, ze tak latwo, napisalam, rozne mile rzeczy, przede wszystkim, ze
                                        jest prawdziwym przyjacielem, ze dziekuje, ze tak szybko zrozumial, ze to jest
                                        dla mnie bardzo trudne, bo ja sie tego bardzo wstydze, bo to jest takie
                                        dziwaczne. Poplakalam sie.

                                        A wczoraj byl naprawde trudny wieczor, caly czas przymiezalam sie do 'tej'
                                        przyjemnosci, racjonalizowalam sobie. Po naszej rozmowie blyskawiczna
                                        mysl 'trzeba tak pomyslne zakonczenie sprawy uczcic'. Ale 3 atak bylby juz bez
                                        zadnego usprawiedliwienia. Te dwa wybaczylam sobie, ze to doswiadczenie, ze
                                        wiem, ze alk, i duzo owocow, ale trzeci to juz nie. Bylam w sklepie,
                                        powtarzalam sobie jak mantre '100 zl w ciagu 4 dni' (tyle byloby). Troche
                                        sie 'najadlam', ale glod nie mijal bardzo dlugo. Jednak wytrwalam.

                                        Pozdrawiam wszystkich.
                                        • katarzyna2005 Dopisek - maybe 24.02.05, 16:39
                                          Napisalas (na ktoryms watku), ze wlasciwie juz przyzwyczailas sie do zycia bez
                                          bulimii, ze nie jestes juz tak z tego dumna.
                                          Chcialam tylko dopisac, jak mi imponujesz, ze trwasz, zyjesz zdrowo, nie
                                          idziesz na latwizne w 'te' przyjemnosc, mimo roznych zyciowych zajec trzymasz
                                          sie. To naprawde powod do dumy. Ktos napisal, ze rzucenie palenia to pestka w
                                          porownaiu z wytrwaniem w zyciu bez bulimii. Teraz to rozumiem, po moich dwu
                                          wpadkach, czuje sie jak od poczatku, te same pokusy, usprawiedliwienia, by znow
                                          zaczac. Naprawde imponujesz mi maybe, trzymaj sie, bo teraz jestes ta (chyba) z
                                          najdluzszym stazem tu, i dajesz nam wszystkim nadzieje, ze jest mozliwe
                                          normalne zycie bez bulimii.
                                          • katarzyna2005 C.D. walki 26.02.05, 17:41
                                            Juz sie nie odch. Jak jest teraz jest ok.

                                            Podsumowujac, na poczatku odzwyczajania sie od bulimii to bylo wlasciwie
                                            podobne obzeranie sie, tyle, ze od tego nie tylam za bardzo, bo to byly raczej
                                            lekkie rzeczy, no i bez slodyczy. No i bez rzygania. Potem byl okres zrzucania
                                            tej nadwyzki, wyszlo dobrze.

                                            Ale teraz jest najtrudniejszy okres, bo chcialabym oduczyc sie tego obzerania
                                            sie, by wstac od stolu bez uczucia nazarcia, ale by satysfakcjonowalo mnie
                                            takie lekkie najedzenie sie. W okresie odch. to jest zrozumiale, bo mialam cel,
                                            ale teraz to jest trudniejsze.

                                            Na razie probuje tak, ze wyliczylam sobie kalorie, podzielilam posilki na 5, w
                                            miare rowno rozdzielilam kalorie. Zobacze jak wyjdzie. Kolezanka podsunela mi
                                            ciekawy pomysl. Ona tez liczy kalorie, i wieczorem, poniewaz wtedy jest
                                            najbardziej jest glodna (mi tez wlasnie wtedy najbardziej zagrazaja ataki)
                                            zostawia sobie wieksza kaloryczna porcje. Ja ja pytam, ze skoro wytrzymala caly
                                            dzien, to moze wieczorem zrezygnowac z tych dodatkowych kalorii, ale ona
                                            twardo, ze to taka nagroda za to, ze wytrzymala caly dzien. Dzialam tak juz
                                            drugi dzien.
                                            • wodnik73 Re: C.D. walki 26.02.05, 19:04
                                              U mnie wieczory zawsze były najgorsze. Wczoraj np wróciłam do domu po 21.00
                                              bardzo głodna. Niestety, nie umiem sie położyc z pustym zołądkiem. Zjadłam
                                              zupę, którą sobie wcześniej ugotowałam. I kotleta z surówką. Jadłam stosunkowo
                                              mało przez cały dzień. Dziś za to długo spałam, śniadanie zjadłam dopiero koło
                                              12 i wiem, że wieczorem znowu będę głodna za bardzo. Tak mam żołądek i psychikę
                                              ustawioną, że więcej jem w 2 połowie dnia.
                                              Ale po ciuchach widzę, że nie tyję. W sumie jem koło 2000 kcal na dobę. Tak
                                              około, zdarza mi się liczyc, to mania, która mi zostanie do końca życia.
                                              Dziś dzień....zaraz, muszę policzyc...41
                                        • maybe123 Re: Bardzo dziekuje 03.03.05, 13:40
                                          > beda urodziny jedynie ja i on, u niego, bo u mnie czulabym sie skrepowana, ze
                                          > nie goszcze go niczym, bez zarcia i alkoholu, po prostu takie mile spotkanie,
                                          > jak zawsze, z muzyka, herbatka, czy cos, bo wcale nie musza byc tamte rzeczy
                                          > aby bylo nam dobrze. Wytlumaczylam, ze jestem teraz naprawde w niebezpiecznym
                                          > okresie, powiedzialam o tych dwu atakach (nie wiedzial), i ze powrot jest o
                                          > krok.
                                          >
                                          > Potem jeszcze napisal sms, ze bardzo przeprasza, ja bylam tak przejeta,
                                          > wzruszona, ze tak latwo, napisalam, rozne mile rzeczy, przede wszystkim, ze
                                          > jest prawdziwym przyjacielem, ze dziekuje, ze tak szybko zrozumial, ze to
                                          jest
                                          > dla mnie bardzo trudne, bo ja sie tego bardzo wstydze, bo to jest takie
                                          > dziwaczne. Poplakalam sie.


                                          niesamowite.... ciagle z zainteresowaniem czytam Twoje wpisy bo nadal czuje ze
                                          jestes o krok przede mna, przecierasz szlaki. i to zadbanie o to by spotkanie
                                          nie bylo ryzykiem, i przyznawanie sie do swoich uczuc nawet tych trudnych...
                                          czuje wdziecznosc ze moge czytac o tym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka