Dodaj do ulubionych

przyczyny, co dalej

31.01.05, 04:09
jeśli moje napady powodowane są najczęsciej bo czuję brak bezpieczenstwa,
samotnosc ,to jak sobie z tym poradzić by na chwilę to złagodzić??????
Uczucia, finanse wiadomo nie spadną mi z nieba z dnia na dzien.
Jak pokonać teraz strach bez jedzenia? przyznam, że spacer , nawet
psychoterapia nie są w stanie az tak zadzialać. Wiem, że najedzenie się to
nie lek na lęki, nudy etc (a raczej jeszcze pogarsza problemy i zycie) tylko
no własnie: jak je czuję to pierwsza myślą jest: Lodówka
Obserwuj wątek
    • 30stka Re: przyczyny, co dalej 31.01.05, 10:51
      Cześć Lejdiii!
      "Wiem, że najedzenie się to nie lek na lęki, nudy etc (a raczej jeszcze
      pogarsza problemy i życie) tylko no właśnie: jak je czuję to pierwszą myślą
      jest: Lodówka"
      To, co piszesz wynika moim zdaniem w prostej linii ze zwykłego nałogu
      (przyzwyczajenia organizmu, psychiki, czyli uzależnienia). W przeszłości
      przyzwyczaiłaś się, że gdy tylko pojawia się problem - musisz coś zjeść (żeby
      to zagłuszyć, żeby się zapchać, nie czuć już lęku). Pewnie robisz już tak dość
      długo - na tyle długo, że teraz, choć zdajesz sobie sprawę, że to nie
      rozwiązuje problemu, a nawet "pogarsza problemy i życie", to nie możesz tak po
      prostu przestać tego robić. Oczywiście brak poczucia bezpieczeństwa i samotność
      budzą lęk i znowu "pchają Cię" w ramiona choroby. Tylko, że bulimia to trochę
      takie błędne koło. Z jednej strony te uczucia pchają Cię do tej choroby, z
      drugiej strony ta choroba powoduje takie uczucia. Jak przerwać to błędne koło?
      Ano nie takie to proste. Na początek może spróbuj uświadomić sobie cały ten
      mechanizm błędnego koła. Jest to trudne (ale możliwe), bo sama w tym tkwisz, a
      tu potrzeba spojrzenia z pewnego dystansu i na chorobę i na siebie. Można
      powiedzieć, że nie panujesz już nad sytuacją, bo pewne mechanizmy nakręcają się
      same. Pomyśl, że jesteś w pułapce! Pewnie będę się teraz powtarzać już któryś
      raz tu na forum, ale pierwszym krokiem musi być definitywne powiedzenie TAK,
      CHCĘ Z TYM SKOŃCZYĆ! To jest pierwszy kroczek naprzód. Oddziel chorobę od
      siebie. Ty w czasie choroby przeżywasz przecież panikę - widzisz, jak "twoje
      ciało" pędzi do lodówki, otwiera ją, no a potem to już sama wiesz..., tak więc
      nie chcesz, aby tak się działo. Warto to sobie uświadomić. Nie wiem czy
      prowadzisz jeszcze psychoterapię, ale w moim przekonaniu psychoterapia jest po
      to w gruncie rzeczy, żeby zmienić stosunek do samej siebie, żeby się ze sobą
      pogodzić, trochę zaprzyjaźnić, a wreszcie pokochać się i wybaczyć sobie. To
      przy rozpoczęciu zmagań z chorobą i trenowania silnej woli musi w końcu
      przynieść rezultaty. Spacer dobry jest wtedy, kiedy tę ważną decyzję, że chcesz
      z tym skończyć, że TY jesteś SWOIM sojusznikiem, a nie choroby masz już za
      sobą, w przeciwnym razie tylko odwlecze atak, choć może trochę go zminimalizuje.
      To tyle moich wymądrzeń, na pewno nie rozwiązały Twojego problemu, ale może
      choć trochę rozjaśniły Ci sytuację? W każdym razie pozdrawiam serdecznie i
      wierzę, że i Tobie może się udać! Magda
      • amelka201 Re: przyczyny, co dalej 01.02.05, 21:06
        bardzo lubie czytac Twoje posty :D Madrze mowisz,potrafisz podniesc na
        duchu .Widze ze wiele dziewczyn to docenia :) dlatego dzieki Ci za to.
    • maybe123 to ja pare rad praktycznych 31.01.05, 20:24
      moze cos z tego sie przyda

      uczucia, jakie by nie byly, przychodza, mecza nas jakis czas, i MIJAJA (nawet
      jesli potem wracaja znowu). Nawet te 'trwale' jak np. samotnosc. Nikt nie jest
      maksymalnie samotny 24h/dobe, bo czasem ma przyjemnosc z tanca, czasem czyta
      ciekawa ksiazke, czasem rozsmiesza nas kawal, czasem nawet gadamy ze znajomymi
      i jest fajnie :) Stad rada praktyczna - jesli sie da, to przetrzymac. Wiem,
      latwiej napisac niz zrobic, ale po paru takich doswiadczeniach jest latwiej
      przetrwac - np. jestem fatalnie samotna (w moim przypadku: zmeczona, znudzona,
      zaniepokojona i inn) a 2h pozniej jest juz lepiej. CZY NAJESZ SIE/ZWYMIOTUJESZ,
      CZY NIE, KAZDE FATALNE UCZUCIE Z CZASEM MIJA. Spytaj sie: dam rade poczekac
      dwie godziny? Dam rade? Mozesz nawet powiedziec sobie, dobra, to za duzo dla
      mnie, nie wytrzymam dwoch godzin, ale postaram sie godzine. Jesli nadal bedzie
      tak zle, to sie poddam, rozwaze B. jako rozwiazanie. Ale godzine sie pomecze,
      postaram, zobaczymy.

      W duzej ilosci przypadkow godzine pozniej juz nie jest tak zle. Wierz mi. Albo
      jeszcze lepiej - sprobuj :)

      druga sprawa - B. to faktyzcnie nawyk, jedno rozwiazanie na sto roznych
      problemow. Mozesz wyrobic sobie inny nawyk, zamiast, albo przynajmniej na
      poczatku OPROCZ bulimii. Taki jaki Ci bedzie pasowal... no nie wiem, np.
      pomalowac sobie paznokcie. Zawsze jak jest bardzo zle, poswiecic te 20min na
      paznokcie (lub cokolwiek innego co Ciebie akurat absorbuje). Wiem, ze brzmi to
      glupio, ale hej - jesli dziala, to czemu nie. Mi pomaga lazenie po sklepach,
      ogladam ciuchy, przymierzam, czasem mam wyrzuty ze to totalna strata czasu, ale
      potem przypominam sobie - gdybym nie siedziala tu w sklepie, to bym jadla i
      wymiotowala w domu! To tez strata czasu! Wiec juz wole lazic i ogladac ubrania.
      Bardzo mnie to uspokaja.

      Przez akis czas nadal pierwsza mysla bedzie LODOWKA, ale dodasz do tego
      druga/trzecia mozliwosc i CZASAMI UDA SIE WYBRAC COS INNEGO i to juz jest
      piekny sukces na poczatek. pomaga nawet lista rzeczy ktora lubisz robic, bo jak
      B. depcze po pietach i kusi to latwo zapomniec ze przyjemnosc (nawet jesli nie
      tak duza) sprawiaja nam tez inne rzeczy.
      • lejdiii Re: to ja pare rad praktycznych 31.01.05, 23:03
        Dzięki za odpowiedzi. Tylko no własnie to wszystki już za mną , akceptację
        siebie, odnajdywanie innych rzeczy, dokładne poznanie mechanzmów choroby,długie
        okresy normalności, dzis juz mnie nie zajmuje odchudzanie itp głupstwa.
        Stąd te nerwy ,że mimo tego czasem znów mam ochotę najeść się. Jeszcze w pełni
        nie mam tak bezemocjonalnego stosunku do jedzenia. Nie chę już mysleć nad kazdą
        dokładką czy to głód fizyczny czy może z stresu. Czy normalność to kwestia
        czasu, wyrobienia nowych zwyczai,przerzucenia uwagi na inne sprawy, jak
        myslicie?
        • maybe123 Re: to ja pare rad praktycznych 01.02.05, 00:33
          przyznam, ze nie bardzo rozumiem, co masz na mysli

          chodzi Ci o to jak nie 'zajadac' stresu?
          czy bardziej o to, jak ulozyc sobie zycie?
          • lejdiii Re: to ja pare rad praktycznych 01.02.05, 01:32
            sama nie wiem juz :-) co mam na mysli
            to ze wiem ze moge pomalowac paznokcie itd wiem ze uczucie minie i wiem ze
            najwieksza glupotą na zaradzenie zlych uczuc jest najesc sie a tak pojawia się
            taka mysl.
            Chce traktowac jedz. normalnie nie mysląc nad tym co ile kiedy jak dlaczego.
            Jak najlepiej do tego sie zabrac , wprowadzając jakies normy czy odwrotnie
            calkiem odwrocic uwagę od jedz., az same się wyrobią nawyki.
            Nie proszę o gotowe rozwiązania ale jestem ciekawa jak to bylo u was tych ktore
            już to mają za sobą.
            • 30stka Re: to ja pare rad praktycznych 01.02.05, 10:11
              W moim przypadku poskutkowało właśnie rzucenie się w wir zajęć (takich, które
              sama sobie wybrałam, bo wiedziałam, że w jakiś sposób są dla mnie dobre), czyli
              raczej odwrócenie uwagi od jedzenia. Oczywiście trzeba pamiętać, żeby nie
              przegiąć, więc zanim pójdzie się do pracy, czy na zajęcia w szkole najpierw
              trzeba zjeść w domku normalne śniadanko (choćby takie, jakie jadło się przed
              okresem choroby). Tak samo z obiadem, czy kolacją - przychodzi czas na posiłek,
              to trzeba się pożywić, a potem czem prędzej gonić za życiem, którego się już
              tyle zmarnowało.
              Pozdrawiam, Magda
            • maybe123 Re: to ja pare rad praktycznych 01.02.05, 17:26
              > Chce traktowac jedz. normalnie nie mysląc nad tym co ile kiedy jak dlaczego.
              > Jak najlepiej do tego sie zabrac , wprowadzając jakies normy czy odwrotnie
              > calkiem odwrocic uwagę od jedz., az same się wyrobią nawyki

              aaa, teraz mam wieksza jasnosc :)

              mysle ze na poczatku sposob jest potrzebny, dopiero po jakims czasie (kilka
              miesiecy?) wyrabiaja sie nawyki

              pierwsza rada, to znalezc sposob, ktory dziala --> u Ciebie <

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka