Dodaj do ulubionych

Czekolada jak lekarstwo

05.03.05, 11:33
Pisałam na początku,ze oprócz anoreksji we wrześniu 2004(tak około)uczepiła
się mnie nerwica natręctw.To jest obrzydliwe i nikomu tego nie
życzę.Walczyłam bardzo mocno,by z tego wyjść i od lutego widać znaczną
poprawę.Nie stety, nie jest idealnie.Im bardziej myślę ze strachem,że tamte
okropne dni mogą wrócić,tym bardziej powracają jakieś głupie nakazy zrobienia
czegoś(natręctwa).
Ale nie o tym.Ta nerwica powstaje gdy jakieś neuroprzekaźniki nie
pracują,brak ich czy jakoś tam.Jednym z tych neuroprzekaźników jest
serotonina.Z tego co sprawdzałam ta serotonina jest w węglowodanach i głównie
w...no właśnie...czekoladzie.A ja tego specjału nie jadłam chyba od wyjścia
ze szpitala(lato2002)!!!!Czy to możliwe,ze własnie przez to,ze jej nie jadłam
pojawiła się ta nerwica natręctw?
Jeśli tak,to chyba powinnam na tę czekoladkę się jednak skusić....I tu jest
problem.Wiem,że powinnam potraktować to jak lekarstwo i ją zjeść,ale ta
ochydna ana,która jest we mnie się boi!Pomóżcie,pliska,tak bardzo chcę mieć
te DWIE choroby już za sobą!
Obserwuj wątek
    • dlaczegoj Re: Czekolada jak lekarstwo 05.03.05, 12:01
      Myśle ,ze powinnaś zacząc jeśc chociaz kostke dziennie.
      Potraktuj to tak jak napisałas(lekarstwo).A ono nie zawsze musi byc smaczne:P
      Moja mama kiedys mowiła mi ze ja tez tak powinnam zrobic.A ja zamiast jesc ta
      jedna kostke(a to przeciez nie tak duzo kalorii!!!) upierałam sie na swoim i
      co???????
      Zaczełam miec epizody napadowe(zawsze konczyło własnie na słodyczach)
      • stokrotka_88 Re: Czekolada jak lekarstwo 05.03.05, 12:51
        Tak.CZasem wydaje nam się,że jak czegoś nie jemy to jesteśmy silne i
        takie "cool",nie takie słabiaki jak inni.A to prawdą nie jest.Nie jedząc czegoś
        odzwierciedla się to potem na złej pracy innych narządów,m.in.własnie
        mózgu,hormonów,itd.
        Z tą czekoladą(kostką dziennie)to mi tez mówiła to mama czy babcia.Ja ciągle
        szukałam jej substytutów-np.orzechów itd.Dziś się jednak zastanowiłam i
        postanowiłam działać.To trudne,wiem.Taka kostka to niby nic,a u mnie już
        pojawiają się pytania typu:jako jaki posiłek ją umieścić?zamiast czego?jak to
        wpłynie na inne posiłki itd.Głupota!Nie umiem być spontaniczna:ot tak,po prostu
        wziąć kawałka....Ale ZROBIĘ TO!!!!Już nie dziś,bo dziś wiem,żę się nie uda,ale
        postaram się np.jutro.
        A tak poza tym to myślisz(myślicie),że taka czekolada zawarta np.w budyniach
        czekoladowych,serkach czy jogurtach czekoladowych itd.też pomaga?Bo z tym by
        było łatwiej.Jak nie,to kupię sobie jakiś mały batonik z czekoladą.MUSZĘ!
        PS.podobno czekolada pomaga na wiele schorzeń,nie tylko by zapobiec
        napadom,nerwicy itd.Poprawia humor,leczy z depresji.To naprawdę dobre
        lekarstwo!!!!
        • dlaczegoj Re: Czekolada jak lekarstwo 05.03.05, 14:11
          to prawda ze leczy.Nie tylko jest dobra na humor ale rowniez jak ciebie np boli
          gardło.Serio.
          Sadze ze czekolada w jogurtach tez bedzie dobra(np danone fantasia z kawałkami
          czekolady).Albo moze po prostu zacznij pic kakao????
          Dostarczysz przy okazji troche wapnia z mleka swoim kosciom:))))))))
          • niezniszczalna87 Re: Czekolada jak lekarstwo 05.03.05, 14:51
            ...No kakao to dobry pomysl...Albo kup gorzka czekolade ,ona jest zdrowsza od
            mlecznej i mniej kaloryczna...Takiej gorzkiej czekolady kostka dziennie na 100%
            nie zrobi nic zlego...Chyba sama sobie zaraz wezme jedna... :)
        • motylek.motylek Serotonina, owszem... a moze też ćwieczenie ?? 05.03.05, 14:55
          Witaj Stokrotko!

          Wiesz co sobie pomyslałam? Nauczenie się jedzenia produktów tzw. "zakazanych"
          (bo zakazy pochodzą tylko z błędnego myslenia) to jedno, a poziom serotoniny to
          drugie. Bo jeśli chcesz utrzymać stały poziom serotoniny w organizmie, który ma
          niewątpliwie wpływ na nasze samopoczucie nie wystarczy zjeść kostkę czekolady,
          ona Ci pomoże :) ale na króciutko. Poczytaj sobie o tym więcej w internecie.
          Np. na stronie:
          www.icons.com.pl/poz_nuke/modules.php?name=News&file=article&sid=396

          Lepiej w ogóle warto odżywiać się różnorodnie, wszystkiego po trochu, zdrowo,
          bez zakazów - wtedy mamy szansę na lepszy nastrój:) i stały poziom serotoniny.

          A Twój pomysł na jedzenie czekolady, może Ci pomóc na "odczarowanie" czekolady.
          Czekolada, produkt jak każdy inny, od niej się nie umiera, ba! nawet może
          przynieść wiele radości. Kiedyś zastosowałam sobie ćwieczenie z książki
          mówiącej o psychologii żywienia.

          Wybierz sobie tzw. "zakazany" produkt, który chcesz zjeść (możesz kupić np.
          batonik czy wafelek czekoladowy). Znajdź odpowiednią chwilę, spokój. Unikaj
          pośpiechu i momentów kiedy jesteś zła czy zdenerwowana. Najlepiej na spokojnie
          w ciszy, w samotności go skonsumuj. Rób to powoli. Popatrz sobie najpierw na
          niego... a potem smakuj:) i ciesz się nim:) Jak to robi wiele ludzi. I...
          obserwuj to co czujesz... nie śpiesz się, niech myśli przepływają przez Ciebie.
          A potem zapisz je na kartce. Co czułaś przed, po i w trakcie.
          I pamiętaj zjedz sobie jedną porcję. Jak jeden pączek (lub wafelek) to jeden i
          kropka. Znjadź więc sobie zaraz potem kolejne zajęcie by zająć czymś myśli.
          A do ćwiczenia powróć za następne kilka dni czy tydzień, czy nastepnego dnia,
          jak wolisz.

          Znałaś to ćwiczenie??
          Ćwiczenie delektowania się jedzeniem opisane jest szczgółowo w książce
          Constance Kirk "Poskramianie smoka diety"

          Spróbuj! Powodzenia!
          I nie zniechęcaj się, to ćwiczenia możesz uznać za głupie, smieszne, dziwne,
          ale warto je zastosować:)



          • stokrotka_88 Re: Serotonina, owszem... a moze też ćwieczenie ? 05.03.05, 18:36
            Dziękuję,bardzo dziękuję.Nia znałam tego ćiwczenia,ale na pewno spróbuję!:)
            To znaczy u mnie jest tak,ze ja własciwie każdy posiłek tak
            traktuję.Powoli,spokojnie,bez myślenia o stresie,delektowanie się każdym
            kęsem.Nie wypisuję co prawda,jak się czuję,ale czuję się fajnie.Tylko nie
            próbowałam tego z czekoladą,bo pewnie już tak fajnie bym sie nie czuła:)
            Ale...Do odważnych świat należy!
            A z tą serotoniną,która m.in.wpływa na myslenie o natręctwach,to wiesz coś
            więcej?Ja się,niestety na tym nie znam,a bardzo chciałabym juz nie musieć o tym
            myśleć,bo to bardzo komplikuje życie.
            Co np.i jak długo trzeba jeść,co robić,jakieś sporty,zajęcia,odstresowywanie
            (bo to się raczej też bierze ze stresu).No i jakich składników odżywczych mi
            brakuje?Tylko nie chcę brać leków.Wolałabym raczej coś tam pozmieniać w
            jedzeniu.
            • motylek.motylek Re: Serotonina, owszem... a moze też ćwieczenie ? 05.03.05, 20:08
              Hej Stokrotko:)

              Fajnie, ze podoba Ci się ćwiczenie:) Cieszę się!
              A co do serotoniny... hmm, najlepiej żebyś porozmawiała z lekarzem.
              Generalnie jednak pomaga zdrowe, różnorodne jedzenie. Czyli warzywka, owocki,
              ryby, mięso, kasze, pieczywo najlepiej z pełnego przemiału... wszystkiego po
              trochu. A jak czasami zjesz coś innego to też oczywiście nie zaszkodzi. Byle z
              umiarem i regularnie. Sama zresztą wiesz pewnie o tym, po prostu bez zadnych
              szaleństw dietowych, reżimów, głodzenia się. A do tego wypadało by dołożyć
              troszkę relaksu dla samej siebie:) Dobrej muzyki, albo książki, spaceru...
              Myslę że taki zdrowy umiar, choć wiadomo trudny, ale jest możliwy do
              wypracowania. I myślę że on właśnie może Ci pomóc:)
              I swietnie że potrafisz delektować sie każdym posiłkiem, naprawdę!
              To wielka umiejętność:) Ale można ją nabyć:)
              Pisałaś Stokrotko we wczesniejszych postach o dniach przed wizytami, kiedy
              się "wyluzowujesz" Może spróbuj podczas wszystkich dni w miesiącu
              powiedzieć "tak" kilku "zakazanym produktom". I nakładaj na talerzyk, tyle ile
              wiesz że Twój oragnizm potzrebuje :) Nie zaś tyle na ile "zasługuje", albo tyle
              ile WYDAJE CI się że "powinno starczyc". Byc może takie poszczenie przez
              większość czasu powoduje później, że odreagowujesz.


              :) TRZYMAJ SIE CIEPŁO

              Wiesz co Ci jeszcze powiem, ja będąc w liceum nie miałam może całej chmary
              koleżanek. Ale miałam dwie przyjaciółki! Teraz wszystkie trzy zyjemy w innych
              miastach, ale nadal kochamy się ponad zycie i staramy się utrzymywać ze sobą
              kontakty. Nie patrz na ilość, lecz na jakość. Na pewno w Twoim otoczeniu jest
              ktoś z kim mogłabyś się zaprzyjaźnić:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka