stokrotka_88
05.03.05, 11:33
Pisałam na początku,ze oprócz anoreksji we wrześniu 2004(tak około)uczepiła
się mnie nerwica natręctw.To jest obrzydliwe i nikomu tego nie
życzę.Walczyłam bardzo mocno,by z tego wyjść i od lutego widać znaczną
poprawę.Nie stety, nie jest idealnie.Im bardziej myślę ze strachem,że tamte
okropne dni mogą wrócić,tym bardziej powracają jakieś głupie nakazy zrobienia
czegoś(natręctwa).
Ale nie o tym.Ta nerwica powstaje gdy jakieś neuroprzekaźniki nie
pracują,brak ich czy jakoś tam.Jednym z tych neuroprzekaźników jest
serotonina.Z tego co sprawdzałam ta serotonina jest w węglowodanach i głównie
w...no właśnie...czekoladzie.A ja tego specjału nie jadłam chyba od wyjścia
ze szpitala(lato2002)!!!!Czy to możliwe,ze własnie przez to,ze jej nie jadłam
pojawiła się ta nerwica natręctw?
Jeśli tak,to chyba powinnam na tę czekoladkę się jednak skusić....I tu jest
problem.Wiem,że powinnam potraktować to jak lekarstwo i ją zjeść,ale ta
ochydna ana,która jest we mnie się boi!Pomóżcie,pliska,tak bardzo chcę mieć
te DWIE choroby już za sobą!