yesstem
04.04.05, 10:07
Dawno nie dałam znaku życia na tym forum i to wcale nie przypadek. Przyznaję
się, że zaglądam tutaj czasem, ale szczerze nie chce mi się już czytać tych
dramatycznych postów w stylu 'pomóżcie, bo nie daję rady' itp. Oczywiście
wylewanie żalów na forum pomaga, ale czytanie odpowiedzi czy innych słów
rozpaczy na pewno nie. Siedząc na forum w kółko kręcimy się wokół choroby, a
tymczasem życie nam ucieka. Nie widzicie tego? Ja to wreszcie zobaczyłam.
Aktualnie staram się uniezależnić od forum (tego i nie tylko), komputera. Był
czas, że nie potrafiłam robić nic innego, jak tylko siedzieć z nosem w
monitorze i śledzić życie forumowiczek, lub oddawać się rytuałom
charakterystycznym dla b. Teraz sytuacja zmienia się.
Niespełna miesiąc temu wybrałam się do psychiatry. To był przełom. Od ponad
trzech tygodni zażywam Seronil. Początkowo nieznacznie odczuwalam jego
działanie, ale teraz widzę już kolosalną różnicę. Minęła depresja. Nie czuję
jakiejś euforii, ale jestem spokojniejsza, nie tak nerwowa, potrafię znaleźć
sobie zajęcie, a nie tylko użalać się nad sobą i zajadać smutek. Nie robię
nic nadzwyczajnego, ot tak sobie żyję. Zupełnie zwyczajnie.
Jeśli chodzi o chorobę, to przyznałam się w końcu mojemu mężowi, w końcu
powiedziałam mu wprost, że jestem chora na bulimię, wie, że się leczę. Nie
szukam u niego wsparcia, bo wiem, że on tego i tak nie pojmie i nie pomoże w
żaden sposób, wystarczy że wie, że jestem chora i nie robi wielkiego problemu
z tego, że dość często wymiotuję po obżarstwie (mając świadomość, że marnuję
jego pieniądze!). Nie wścieka się, nie wymaga ode mnie zaprzestania tego. Na
pewno martwi go to w jakimś stopniu, ale przyjmuje ten fakt spokojnie. Bywa
złośliwy, ale trudno się dziwić. Dzięki temu jestem spokojniejsza, bo już nie
ma tej nerwowej tajemnicy, nie muszę się ukrywać. I...
...zupełnie spontanicznie przestałam obżerać się. Początkowo ataki cały czas
się utrzymywały, ale stały się mniej nasilone i rzadsze (co 2 dni).
Niespodziewanie bez żadnych deklaracji, przyrzeczeń, obietnic, postanowień,
tak zwyczajnie i po prostu przestałam obżerać się i wymiotować. 6 dni temu.
To niewiele, ale dla mnie bardzo wiele. Najważniejsze jest to, że przestałam
czuć pokusę i potrzebę, by to robić. Myślę o swoim ciele, chcę być szczupła i
nie chcę przytyć, ale przestałam mieć na tym punkcie obsesję. Wiem, że muszę
jeść, aby żyć i robię to bez wyrzutów sumienia, staram się tylko zachować
umiar. Kontroluję wagę raz na 2-3 dni (wcześniej nawet kilka razy dziennie) i
stwierdzam, że nie zmienia się ona. Znaczy, że zaczęłam w końcu funkcjonować
zgodnie z potrzebami mojego organizmu, co jeszcze 3 tyg temu wydawało mi się
nieosiągalne. Nie jem o wyznaczonych godzinach, nie przeliczam kalorii.
Jedzenie jest spontaniczne.
Wiem, że to efekt działania leku w znacznym stopniu, a także zrzucenie z
siebie ciężaru tajemnicy. Seronil kiedyś będę musiała przestać zażywać, ale
myślę, że kiedy utrwalą mi się już prawidłowe nawyki żywieniowe i wejdę na
dobre w rytm zwyczajnego, codziennego życia, przejdę ten moment bez sensacji.
Nie chodzę na psychoterapię grupową, bo nie zdecydowałam się. Ciągle rozważam
podjęcie terapii indywidualnej, ale coraz mniej odczuwam taka potrzebę,
jeszcze się nad tym pozastanawiam.
Coż, pozdrawiam Was, życzę, abyście i Wy odnalazły Waszą drogę do zdrowia i
normalnego życia.