Dodaj do ulubionych

4 lata:)))

01.10.05, 11:23
Ja mam 27 lat, od 4 lat nic:) a wczesniej byłam chora 8 lat. Kiedy
przeczytałam
u kogoś tu
o tym nocnym ataku, to wrociłam do siebie sprzed kilku lat, byłam ok 3 w
nocy,
a ja smażyłam furę naleśników, smażyłam i jednocześnie płakałam, ze muszę się
najeść, a nie chcę. Taka słaba poczułam się, bo nie mogłam zapanować
nad sobą. Smażyłam i płakałam, później toaleta, obiecanki,ze to juz ostatni
raz. Ale oczywiście nie był ostatnim. Wtedy fatalnie sie czułam, że juz tak
nisko upadłam. Dziś jest prawie 1 w nocy, zjadlam przed chwilą prince polo i
orzechy:) a w ciągu dnia śniadanie, obiad, jakieś inne rzeczy, jak każdy
normalny ktoś. Byłam na aerobiku, spotkałam sie ze znajomymi, byłam w pracy,
jest normalnie, zwyczajnie, a tamto, to juz
przeszłosć bardzo bardzo odległa. Od niedawna zaczęłam czytać sobie różne
fora
i właśnie jakoś na to wpadłam. Zaczęłam czytać, o wielu rzeczach juz
zapomniałam, jak to było, co sie czuło, a tu czytam i wraca wszystko. Musze
przyznać, ze niektóre posty brzmią przerażająco!!! Ale prawda jest taka, że
ja
też byłam jedną z Was i wtedy to dla mnie była codzienność. Już tu nie będę
wchodzić, bo nie
chce, bo jestem inna, moze to rodzaj odcięcia się? Nie chce juz wracac do
tego , co było, bo zbyt duzo lat minęło. Kiedys czasami wspominałam sobie,
ale
to było w okresie jakiś rok odkąd przestałam wymiotować. Myślałąm, jak
cudnie,
ze to juz za mną i wtedy jeszcze troche czasem bałam sie, ze wroci. Juz teraz
jest bez 'wspominek', tak jakbym totalnie z głowy wykasowała tamto życie.
Chcę
tylko powiedzieć, że
udaje się :) ze jest szansa, trzeba bardzo chcieć i walczyć. Wiem, ze moze
Wam
wszystkim wydaje sie to niewiarygodne, bo mnie kiedys też, ktos mowił, ze
można zyc normalnie. Chyba nie potrafie dac prostej recepty, napisać, co
robić,
ale chce pokazac, ze udaje się:) A początki były trudne, pierwsze godziny z
psychologiem to moj ciagły płacz, później, zdania, a w koncu rozmowy.
Przechodziłąm odliczanie, 1, 2 3.. dni bez wymiotowania, dochodziłam do 40, a
tu nagle znowu zdarzyło sie, ale podniosłam sie, zaczęłam od nowa liczyć,
później przekształciło sie w liczenie miesięcy, a później przestałam, bo
życie
tak bardzo zmieniło się. Przestałam oszukiwać siebie i innych, nie kłamałam,
mogłam wychodzić z pieniedzmi z domu na spacer,a po drodze masa spozywczaków
itd... Musicie dojrzeć do decyzji, zeby zabrać sie za solidną walkę i
naprawde
chciec, bo ja wiem, ze bulimia potrafi byc wygodna, ale kończy sie bardzo
źle.
Nie można zaprzeczać, ze problemu nie ma, odkładać na 'od jutra'. Trzeba
uwierzyć w siebie, zaakceptować siebie. Co macie z tego, ze siebie nie
lubicie ???? Proszę nie odbierac mojego pisania, jak wymądrzania, ja sama
wiem
jak wyglada zycie z bulimią i udało mi sie z tego wyjśc, a przeraziło mnie
dziś
wszystko, co przeczytałam tu, bo dla mnie ten problem od dawna nie istnieje.
Przerażające jest, ze tak wiele wspaniałych kobiet, dziewczyn traci dzien po
dniu ... Proszę uwierzcie, że można !!! :) Trzymam kciuki za każdą z Was!:)
Obserwuj wątek
    • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 11:25
      przekleiłam Wam, to co napisałam wczoraj w nocy w 'bulimia a wiek', żeby
      pokazać Wam, że można:) i żeby dać nadzieję:)
    • gaapa Re: 4 lata:))) 01.10.05, 11:33
      Byloby super gdyby takich postow bylo wiecej bo daje to wiare ze naprawde mozna
      z tym skonczyc.Ale pewnie osoby ktore juz z tego wyszly nie zagladaja na to
      forum,takze dzieki Lauro za ten list.Jestem ciekawa tylko jak teraz wyglada
      Twoja waga i jak to sie zminialo,w czasie choroby i w czasie zdrowienia.I czy
      teraz jeszcze czasem masz mysli by TO zrobic znowu.I czy udalo Ci sie to dzieki
      terapii?Czy uwazasz ze jest ona niezbedna czy mozna dac sobie rade
      samej?Pozdrawiam
      • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 11:56
        Masz rację z tym, że takie osoby jak ja nie zaglądają tu, ale wczoraj
        przypadkiem znalazłam to forum, bo zawsze na 'kobieta' jestem i ktoś wspomniał
        o tym i z ciekawosci zwyczajnie. Teraz odpowiadam na Twoje pytania:
        1. Nie myśle juz o najedzeniu się, czy wymiotowaniu, chyba po roku miałam taki
        mini kryzys, bo to był cięzki okres w moim życiu, ale pomyśłam, ze strasznie
        szkoda by mi było zmarnować ten czas odkąd nie wymiotowałam i zacząć liczenie
        od nowa, szkoda terapii itd - sam rozumiesz.
        2. Przez 2 lata spotykałąm sie na indywidualnej terapii z psychologiem, raz w
        tygodniu. Początki były bardzo cięzkie, ale później jakoś poszło:) Jest tak
        ogromnie wdzięczna tej kobiecie, ze mi pomogła. To był chyba moj jakiś 5
        psycholog, bo w każdym wcześniejszym cos mi nie pasowało. Nie wiem, może to
        kwestia tego, ze nie chciałam wtedy wyleczyć się i szukałam problemu u kogoś,
        ze to ktoś jest nie taki. A moze to ta moja psycholog była taka cudowna:) sama
        nie wiem.
        3. Waga. Dziś nie wiem ile waże:) Kiedys rodzice wyrzucili mi wage z domu i
        centymetr krawiecki:) bo musiałąm co chwile ważyć sie mierzyć. Teraz widze po
        ciuchach, czy przytyłam czy nie i odpowiednio reaguję, mniej jem, czy wiecej
        aerobiku - oczywiście już teraz wszystko rozsądnie:) Od tych 4 lat mam mniej
        więcej tę samą wagę, czasem małe whania, ale minimalne. Przypuszczam,z e jakies
        54 kg ważę, a mam 160. Kiedyś to było nawet 42. Tragedia, jak patrze dzis na
        zdjecia stare. Powoli tyłam, kiedy wracałam do zdrowia, jak zaczynałam leczenie
        na poważnie to ok 50 ważyłam. Pojawiły sie problemy z bolem brzucha, kiedy
        zaczęłam normalnie jeść, ale to moja po iluś tam miesiącach. nie ma co sie bać,
        ze keidy zacznie sie normalnie jeśc, to od razu zrobi sie z człowieka
        wieloryb:)

        Jak masz jakies pytania, czy ew mogłabym w czymś pomoc, to napisz:) Dziś tu
        będę. Sprzątam mieszkanie i mam kompa właczonego, bede zagladać, co chwilę:)
        • anetato1 Re: 4 lata:))) 01.10.05, 12:00
          witaj.powiedzialas rodzinie?
          • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 12:06
            Przez wiele lat nic podejrzewali. Ja chudłam, wyniki coraz gorsza, szpital i
            nawet w szpitalu nikt nie zorientował sie. Jak juz wyszłam, poczułam sie juz
            tak źle, ze wszystko mnie przerastało i powiedziałam mamie. Na początku szok,
            później obiecała, ze mi pomoze wyjsc z tego. Bywało trudno, bardzo trudno.
            Rozliczanie z każdej złotówki. Zawsze ktos był w domu i mnie pilnował, a ja
            myśłam,z e głowa o ścine bede walić. Później juz tak sie wycwaniłam,z e u
            siebie w pokoju potrafiłam<nie ebde psac szczegolów, zeby nikomu 'porad' nie
            dawac, bo widze, ze tez takie posty tu były>. Wtedy chwilowo zalowalam, ze
            powiedzialam, bo nagle mi skomplikowali zycie i juz nie najdania sie kiedy
            chcialam, bo oni wiedzieli, a teraz jestem im wdzieczna:) Jezeli ktos sie waha,
            to ja radze powiedziec rodzicom, pewnie poczatki beda trudne i moze beda mieli
            problem ze zrozumieniem tej choroby, ale to są rodzice, ktorzy nas kochaja
            niezaleznie jakie ejstesmy i chcą naszego dobra. To dodatkowa pomoc, ktorej nie
            mozna odrzucić.
      • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 11:58
        Jeszcze do tego powrotu, czy nie myślę - Czasami na początku jak zaczynałąm sie
        elczyć, ale tez tak było, jak jeszcze byłam w samym srodku choroby, to miałam
        takie sny, ze jem i jem i nagle budzę sie. Sen tak sie wymieszał z
        rzeczywistością wtedy, ze po przebudzeniu się chciałam do toalety biec:) Ale to
        też mija:)
      • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 12:01
        Widzę, ze ominęłam jedno pytanie o terapii - roztargniona jestem:) Myśle, że
        raczej samemu nie da sie, bo trzeba zrozumiec mechanizmy, jak to działa, co sie
        dzieje, ze chce sie najesc, co sie czuje wtedy, jakie emocje nami rządzą. Ja
        miałam początkowo wsparcie w rodziach, chociaz z czasem zaczęli to traktować,
        jak moje fanaberie. Nie mogli zrozumieć, tak, że były trudne momenty w domu.
        No, ale w koncu jakos udało się, chyba terapia jest najważniejsza.
    • laura.x Re: 4 lata:))) 01.10.05, 12:18
      W sprawie tego psychologa, to napiszę jeszcze coś, bo może przydać się której z
      Was:

      Jestem z Wroclawia i u mnie jest taki Ośrodek Socjoterapii dla młodzieży,
      wystarczyło wtedy zadzwonić się i umówić na rozmowę z psychologiem, który
      wyznaczał innego psychologa w ośrodku, który zajował sie problemami z
      jedzeniem, miał doświadczenie itd. A terapia juz była z tym wyznaczonym. Była
      też możliwość terapii grupowej, ale ja nigdy nie chciałam, nie chciałam dołować
      się słuchając innych, chociaz moze niektórym to odpowiadać, może im pomog
      wysłuchanie innych i zobaczenie, ze ktos ma podobne problemy i razem raźniej.
      Leczenie dla osób poniżej 24 roku życia było za darmo. Poszukajce, może w
      Waszych miastach też są podobne ośrodki.
      • anetato1 Re: 4 lata:))) 01.10.05, 18:37
        ja wlasnie sie sie zamierzam czy powiedziec rodzicom czy nie,nie wiem do
        konca,wszytsko mam juz przygotowne tylko brak mi odwagi.
    • awwika Re: 4 lata:))) 02.10.05, 22:48
      laura.x ja mam 23 lata. Choruje 8 rok. Niby juz z tym walczylamn kiolka lat,
      na terapiach bylam, u roznych lekarzy do jednego psych chodfziolam przez rok,
      tyle, ze stalam sie bardziej otwarta, ale b. jest nadal. chodzilam etraz do
      innego i jeszcze do psychiatry, bralam leki, roozne, odstawilam bo mnie
      usypiało straasznie, u psych nie bylam juz...uhu, czuje sioe teraz jak w
      punkcie kulminacyjnym., ze cos sie stanie, albo w koncu niespodziewanie umre,
      albo...bede wyc ale zaczne walczyc...bo cos czuje, ze nibychce ale ta
      mysl...jakby ciagkle we mnie dojrzewala...boje sie samotnosci...bez niej:(
      jestes moim idolem..bo cxhcialabym moc za 4 lata uscisnac Ci reke i
      powiedziec,, dziekuje...za to swiatelko w tunelu ( a przynajmniej napisac na
      forum:)



      Bardzo sie boje
    • lena.z Re: 4 lata:))) 11.10.05, 19:15
      chyba warto to odświerzyć, może ten post przywróci komuś wiarę, że można wyjść z
      tego choróbska, doda sił do walki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka