Dodaj do ulubionych

po co to mówić?

18.04.06, 12:00
wczoraj przy świątecznym rodzinnym stole znow usłyszałam jak to znów
przytyłam. Przy wszystkich. jaka jestem okąglutka i pyzata. Nic dziwnego. Z
49 kg. przeszłam na prawie 68. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Nikt nie
miał pojęcia jak się czuję. Miałam ochotę krzyczeć, bić, drapać. Nie godze
się na to, jak wygladam. Nienawidze wychodzić z domu, patrezć na siebie w
lustrze. Nienawidze świąt i komentowania mojego wyglądu. Nie nie nie:(
Obserwuj wątek
    • bez-adresu Re: po co to mówić? 18.04.06, 13:08
      czasem myślę, że mnie to już nic nie pomoże. Chciałabym być szczupła, żyć
      normalnie, i nie przejmować się komentarzami. Żeby nikt nie oceniał mojego
      wyglądu. Czuję się z tym fatalnie:(
      • pula20 Re: po co to mówić? 18.04.06, 16:03
        nio takie gadanie jest okropne, rodzina nie zdaje sobie sprawy ze my cierpimy
        przez to, ale postaraj sie zaakceptowac siebie i nie przejmowac tym co
        gadaja!!!przypatrz sie innym, czy kazdy jest idealny???
        pozdrawiam cieplo:*
    • poziomka86 Re: po co to mówić? 18.04.06, 17:48
      Ja z tego powodu mam deprechę... unikam ludzi... wstydzę się że z 53kg przytyło mi sie do 68... Mam problem i nie wstydzę się o tym mówić, lecz ludzie nie dostrzegają w tym powodu do zmartwień, trosk, nadmiernej podudliwości, złośliwości oraz innych negatywów.
      A to wszystko od 2000 roku... wszystko się wtedy zaczęło... ciągle trwa... ciągle to we mnie jest..

      Podjadanie w nocy, złe interpretowanie sytości, zajadanie nerwów... wszystko w kółko jak w kalejdoskopie... Może teraz, z dwudziestymi urodzinami wniosę w swoje życie nareszcie normalność... to jest moje marzenie zdmuchując świeczki w moje urodziny...
    • naomia1 Re: po co to mówić? 19.04.06, 09:12
      Nie jetseś sama. Mnie spotkało to samo i mysle, że jest jeszce wiele osób na
      świecie, które przeżyły takie ponizenie. To było także na śniadanie wielkanocne
      pare lat temu. Wiesz co usłyszałam od ciotki? "Ale ty sie spasłaś". To prawda
      przytyłam, uczyłam sie do matury i nauka wtedy była dla mnie ważnijesza, niż
      liczenie kalorii. Moja waga wahała sie w granicach 55 kg.,jednak sięgnęła
      74.Widziałam sie codziennie w lusterku, wiec nie trzeba było mi o tym
      przypominać.
      Wtedy pomogła mi mama.Powiem ci, że takie słowa ranią, ale świadczą o osobach
      które to mówią, a nie o nas.Ja sie wzięłam w garść.Zaczęłam dużo ćwiczyć,mama
      gotowała mi jedzonko, zamiast smarzyć.Schudłam,do 50 kg.Wiesz jakie bylo
      zdziwienie ciotki, przychodziła mnie oglądać, a i córki swoje wysyłała by mnie
      oglądały. No niepoważna.jeszce raz dowiodła o swojej głupocie. He i jeszcze
      jedno. Teraz ona sie spasła, wygląda jak słon, i trwa w tym juz pare
      lat.Ciekawe czy będzie miała tyle cierpliwości co ja by schudnąć. Wątpie, bo
      nie bedzie miała tej motywacji co ja, nikt jej tej tuszy nie wytknie, jak ona
      mnie(zmobilizowła mnie tym).Więc teraz jak sie spotykamy czuje na sobie jej
      wzrok, zazdrość.
      Więc nie załamuj sie. Weż sie w garść, jak ja.Tylko pamietaj nie ma diet
      cud.Jeśli zaczniesz od ostrej diety, bedziesz chciała uzyskac natychmiastowy
      efekt, tak samo spontanicznie ta twoja walka sie skonczy i przybędzie
      kgów.Zacznij zdrowo sie odżywiać, gotować zamiast smarzyć,jeść owoce i warzywa
      w zastępstwie słodyczu.Wierze , ze ci sie uda tak jak mnie. Trzymam
      kciuki.Wygrasz tak jak ja, będa ci jeszce zazdrośćić, zobaczysz. Głowa do góry.
      Następne święta Wielkanocne będa twoje.
    • itha Re: po co to mówić? 19.04.06, 10:09
      boze, dla mnie tez najgorsze sa takie komentarze-ale dobrze wygladasz...brrr!!!!
      a zaraz potem:ale przytyj jeszcze...haha, jestem moje drogie na równi pochyłej,
      z 49 mysle ze juz mam z 54 , moze 55, moze 56, a czuje ze 100.Nie wchodze na
      wage miesiac...za tydzien wracam do domu, i dopiero sobie posłucham....tylko
      zacheta do SPADANIA.utraty kontroli
    • bez-adresu Re: po co to mówić? 19.04.06, 12:57
      dzięki za komentarze. Zmobilizowałyście mnie do podjęcia walki
      naomia1---> powinnam chyba powiesić sobie twój komentarz nad łóżkiem (a raczej
      w okolicach lodówki). napisałaś dokładnie to, co chciałam usłyszeć. Że nie
      tylko ja tak mam, że można z tego wyjść, że się udaje, że znów można cieszyć
      się życiem, że nie warto przejmowac się złośliwymi komentarzami tego typu.
      Dziękuję Ci bardzo. Również za rady. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele
      dało mi to, co napisałas, i jak bardzo poprawiłas mi humor:)
      Mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam cieeepło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka