martakal92
29.06.06, 18:46
Witam ! Jestem tu nowa. Nazywam się Marta. Chciałabym Wam opowiedzieć moją
historię. Na początku wyda wam się to nie zgodne z tematem, ale proszę by
chociaż jedna z Was doczytała ten post do końca... Proszę.
Około rok temu zaczęły się moje kłopoty ze zdrowiem psychicznym. Często czułam
przygnębienie, smutek, bez przerwy płakałam, unikałam kontaktu z ludźmi. Nie
zaczęło się to nagle.
Najpierw (w maju) zmarł mój dziadek. Nie łączyły mnie z nim jakieś bardzo
szczególne więzi, ale fakt przeżyłam to na swój sposób.
Następnie byłam z chłopakiem przez Internet. Po około 3 miesiącach (w lipcu)
zerwał ze mną, tłumacząc, że za bardzo próbowałam go kontrolować. Ja się wtedy
naprawdę zakochałam. Pewnie wielu z was wyda się to niemożliwe, ale tak było.
We wrześniu doszło do mojej bardzo poważnej sprzeczki z przyjaciółką. Według
niej byłam plotkarą, co było nieprawdą. Miała przez to problemy na policji, a
ja zaczęłam szukać w sobie winy.
Gdy zostałam sama, zaczęły się coraz większe doły. Po pewnym czasie zaczęłam
się ciąć. Najpierw, aby zadać sobie ból, potem chciałam umrzeć. Robiłam sobie
kilka sznyt i wycofywałam się. Później zaczęłam widzieć duchy. Bałam się ich.
Widziałam m.in. ducha dziadka. Po ok. 3 zdarzeniach powiedziałam to mamie.
Pokazałam jej tez rękę, bo czułam, że najwyższy czas poprosić kogoś o pomoc. W
tym czasie zdążyłam porozmawiać z przyjaciółką i wszystko sobie wyjaśniłyśmy.
Mogłam powiedzieć, że czułam się troszkę lepiej. Poszłyśmy do psychiatry. Pani
doktor zapytała się, czy moge jej obiecać, że już się nigdy nie potnę.
Odpowiedziałam, że nie. Dostałam skierowanie do szpitala psychiatrycznego.
Wylądowałam tam 15 marca. Dostałam diagnozę depresji z objawami
psychotycznymi. Przyjmowałam i dalej zarzywam Zyprexę. Podczas leczenia
przytyłam 10 kg.
Wróciłam do domu pod koniec kwietnia. Przez miesiąc korzystałam z życia.
Czułam się bardzo dobrze. Wiedziałam, że to zasługa leku. Do końca roku
szkolnego miałam przyznane nauczanie indywidualne. Myślałam, że to dobrze.
Teraz twierdzę, że było to dużym błędem, ponieważ w dużym stopniu straciłam
kontakt z rówieśnikami.
Na początku maja zaczęłam bardziej przejmować się swoim wyglądem. Wywarł na
mnie kolosalny szok widok w lustrze obwisłego brzucha, większych bioder i
ogromnych ud. Nigdy nie byłam drobna, ale to była przesada. Zaczęłam się
odchudzać. Najpierw rozsądnie (czasem zdarzyło mi się wymusić wymioty),
później nagle przestałam jeść. Nie jem około pół miesiąca (z przerwami !!).
Dzisiaj mija czwarty dzień głodówki. Narazie to najdłużej ile wytrzymałam.
Czuję jednak, że powoli tracę nad tym kontrolę. Żyję cały czas na wodzie. Ale,
gdy coś jem, od razu wiszę i wymiotuję po pół godziny nad muszlą klozetową.
Nie potrafię już normalnie jeść. Liczę każdą kalorię. Gdy przedwczoraj zjadłam
dwie kanapki z wędliną (większy był apetyt niż głód) czułam się na maxa
wypełniona i zaczęło mi być niedobrze. Było mi okropnie. Nie wiem co było
gorsze: wyrzuty sumienia, że coś zjadłam, czy ból brzucha. Po trzech godzinach
wylądowałam w toalecie i wszystko zwróciłam. Usłyszałam, że mama płacze.
Wiedziałam, że to przeze mnie. Przez moje wymioty.
Teraz czuję coraz większy ból, gdy pomyślę o moich rodzicach... Czuję, że oni
mają mnie po prostu dosyć. Tak dużo problemów i wstydu im przyniosłam... Tak
wiele cierpienia przysporzyłam... I tak często Oni znosili moje fochy, humorki
i wybryki. Coraz częściej płaczę. Znowu jestem leniwa. Nie wiem, czy jest to
nawrót depresji ? Czy to możliwe po tak krótkim czasie ? Bez przerwy przyjmuję
leki. Nie wiem DLACZEGO ?
A co do anoreksji... Wiem, że to może jeszcze za wcześnie aby cokolwiek
przesądzać, ale czy uważacie, że to może być początek ? Bardzo się tym
martwię. Nawet nie wiecie jak bardzo. Nie chcę by rodzice znów przeze mnie
cierpieli i się wstydzili. Proszę o pomoc.
Nie chcę czytać komentarzy w stylu "Zacznij jeść, a wszystko wróci do normy",
bo ja czuję obojętność, czasem nawet wstręt do jedzenia.
A jeżeli Ty to mamo przeczytasz, to od razu mówię: Po raz kolejny przepraszam.
Nie takiego dziecka chciałaś. Wiem to...