kajahk
06.07.06, 17:07
Na początku powiem, że ciągle jestem poddawana stresowi. Mam 168cm i 61kg
(obwisły brzuszek, trochę tłuszczu na udach)
Bardzo często się obżeram, np: jem obiad, tabliczkę czekolady i do tego
jeszcze jakąś bułeczkę. Oczywiście, potem mam wyrzuty sumienia, uważam, że
jestem głupia i... że od poniedziałku zacznę się odchudzać- oczywiście jak to
się kończy- każdy się domyśla. Nie wymuszam wymiotów, chociaż kilkakrotnie
chciałam zrobić, ale na mnie wkładanie palców nie działa(wiem, bo nawet jak
jestem chora, albo mam kaca, to ta metoda nie działa). Codziennie jeżdżę na
rowerze, ok. 2h, wracam i oczywiście zaczynam jeść. Moim największym
problemem są słodycze, mam cały barek zawalony wszelkimi czekoladami i
bombonierkami, jak już coś otworzę, to wtrąbie całe, nie kosteczkę, nie jedną
pralinkę, a całość. Przed okresem tłumaczę sobie, że każda kobieta się w tym
czasie obżera.
Często też mówię sobie- kurczę, dziewczyno, wyglądasz jak wyglądasz i daj se
siana. Często postanawiam zmienić nawyki żywieniowe, chcę jeść dużo owoców i
warzyw, ale nie daję rady...
W sumie nie wiem, co robić z tym, co o tym myśleć. Wydaję mi się, że to nie
jest jeszcze bulimia, ale mam świadomość jak ta granica jest cienka. Tym
bardziej, że coraz częściej mam do siebie o wszystko pretensje.