Dodaj do ulubionych

terapia w Krakowie

02.02.08, 10:27
hej nazywam się Natalia jestem chora od roku na bulimie. czasami mam
wrazenie że jestem z tym wszystkim sama... Na wakacjach mam poddać
sie leczeniu zamknietemu z krakowie...boję się tego...zwracam sie do
wszystkich z wielka prozbą jeśli ktoś juz przeszedł leczenie w
szpitalu właśnie w krakowie powiedzcie mi jak tam jest?... czy to ma
wogule jakis sens....??!!!!!!
Obserwuj wątek
    • beatrishe Re: terapia w Krakowie 07.02.08, 19:21
      Witaj Natalio!Mam na imię Beata i od 9lat choruję na bulimię(przez ost 3mce
      jetem czysta)a rok temu wyszłam szczęśliwa, zadowolona i pełna nadziei z kliniki
      w Krakowie. Pobyt trwał w moim przypadku niecałe 3 mce ale jego długość często
      zależy od objawów.Wiele w moim(przede wszystkim wew)życiu zmieniło się po
      hospitalizacji i to w dobrym kierunku. Nie będę truła, że obyło się bez
      trudności, zwątpień i kryzysów, o czym świadczy min fakt, że po wyjściu ze
      szpitala miałam nawroty. Jednak "to" co zyskuje się na terapii jest ogromną
      pomocą w późniejszym, codziennym życiu. Wiadomo, że lekarze nie wymażą z Twego
      życia choroby "cudowną gumką", bo do tego jest potrzebna wola i chęć współpracy
      po Twojej stronie. Na pewno jednak są w stanie przekazać Ci ogromną dawkę
      wsparcia, wiedzy, pomocy w odnalezieniu się w świecie choroby.Otrzymasz szansę
      wysłuchania Cię przez osoby, które poważnie traktują bulimię i jej zagrożenia,
      mają też ogromne doświadczenia w jej leczeniu.Jednak niesamowitą rzeczą jest
      również kontakt z chorymi, bo to rodzące się relacje między pacjentkami
      pozwalają poczuć się mniej osamotnionym i wyobcowanym. Ja tak naprawdę w
      szpitalu nauczyłam się rozmawiać o chorobie, przestałam się jej wstydzić i czuć
      winna z powodu zaburzenia.Nigdy nie żałowałam pójścia do kliniki, choć
      pamiętam,że wcześniej strasznie się przed tym broniłam, no i panicznie
      bałam(stąd rozumiem Twoje obawy).Nie mam wątpliwości, że warto i to jak
      najszybciej udać się na leczenie,bo łatwiej jest poskromić potwora jak jest
      mniejszy.Nie daj mu się paść kosztem swego szczęścia i wolności!Ograniczając
      czas trwania choroby oszczędzasz na życiu! Zachęcam więc, a jeśli zechcesz się
      czegoś więcej dowiedzieć o pobycie,po prostu napisz. Trzymaj się cieplutko i
      dzielnie. Nie jesteś sama.
      • n19 Re: terapia w Krakowie 14.02.08, 16:25
        Dziekuje za napisanie do mnie tych kilku słów.Jednak czasami myśle
        ze ten strach przed tym całym "zamknieciem " jest silniejszy. mimo
        wszystko dziekuje Ci za podowiedz na moje pytanie.
        • beatrishe Re: terapia w Krakowie 14.02.08, 22:04
          Nie sprawy, jeśli jednak będziesz potrzebowała o coś zapytać lub zechcesz dłużej
          pogadać do kogoś to jestem do Twej dyspozycji... mój adres:beatrishe@o2.pl
          Tymczasem pozdrawiam ciepło!
      • beatrishe Re: terapia w Krakowie 14.02.08, 23:23
        Natalia, przypomniałam sobie jedną rzecz,zanim zdecydowałam się na szpital,dwa
        lata wcześniej moja psycholożka proponowała mi taką opcję.Wtedy się nie
        zdecydowałam, bo wystraszyłam sie min. zamknięcia, samego szpitala jako msca,
        nie chciałam zawieszać studiów, wstydziłam sie, myślałam, że nie jest ze mną
        jeszcze tak źle itd...Kwestia psychiatryka wróciła jednak do mnie po tych 2
        latach niczym bumerang.Przyszedł czas,gdy sama psychoterapia i moje wysiłki już
        nie skutkowały,poczułam sie tak przyparta do muru, że nie widziałam innego
        wyjścia, postanowiłam więc zaryzykować,by ruszyć z msca.Później było tak, że
        sama musiałam zadbać o msce w klinice(nikogo na siłę nie można tam wtrącić) i w
        czasie tych starań poczułam chyba,że mi zależy,bo chcę sie wyleczyć, bez względu
        na koszta.To wcale nie oznacza, że przestałam się bać,pękałam do ostatniej
        chwili,szczególnie,że moi rodzice nie za bardzo w tej kwestii mnie wspierali,
        czułam się więc bardzo osamotniona.Coś mi jednak podpowiadało, że warto więc
        uczepiłam się tej myśli,starając się traktować przyszły pobyt jako szansę na
        polepszenie swego zdrowia.Pewnie trochę dojrzałam przez te 2lata i bardziej
        racjonalnie potrafiłam ocenić już swe ograniczone możliwości w samotnym
        ścieraniu sie z chorobą. Może zmęczyły mnie już bezskuteczne boje w pojedynkę,
        zapragnęłam wsparcia,otuchy i pomocy więc odważyłam sie o nią wreszcie
        poprosić.Myślę też, że mocno doświadczona depresją uświadomiłam sobie rozmiar
        swego problemu i z pokorą uznałam, że bez pomocnej dłoni mogę się zetrzeć na
        proch.Do szpitala trafiłam zalękniona ale bardzo zdeterminowana i to okazało sie
        najważniejsze, bo niedługo później oswoiłam sie z kliniką(nawet ją polubiłam,
        szczególnie ludzi)i strach sam zniknął,a dalej była już praca nie niepokój.
        Uważam, że najistotniejsze jest,żebyś chciała się leczyć i wyleczyć, bo bez tego
        żaden szpital świata Cię nie uzdrowi.Jeśli tak jest to i psychuszka nie będzie
        straszna.Zastanów sie więc na spokojnie,jaka jest Twoja wola i czego w istocie
        pragniesz, a co Cię tak naprawdę przeraża.Poobserwuj sie i z szacunkiem do
        siebie podejmij decyzje, a każda na ten moment będzie dobra, bo będzie Twoja!
        Serdeczności śle!
    • agi19 Re: terapia w Krakowie 15.02.08, 20:35
      a ile po kwalifikacji czekałaś na miejsce, miałam 4.09 i co miesiąc
      ma dzwonic za miesiąc, ale dzwonie,co 3 tyg, dostalas mojego mail'a
      na skrzynke?
      • osulka Re: terapia w Krakowie 16.02.08, 13:15
        Droga agi nie zdziw sie jak na klinike dostaniesz sie może za
        rok.... ja konsultacje miałam w maju a do dzis mam przekładany
        termin i szczerze to już zrezygnowałam i próbuje sama walczyć z ta
        cholerą anoreksją. Aczkolwiek chętnie wybrałabym sie na jakąś
        terapie grupową, jakby ktoś z was cos wiedział , jakieś adresy
        namiary...... ja chce wyzdrowieć
    • agi19 Re: terapia w Krakowie 16.02.08, 17:18
      hej Osulka, ja też właśnie biorę się za siebie. Przestraszyłam się
      swojego stanu. I jakoś nie bardzo chcę wiosnę i lato spędzic
      zamknięta w szpital. Owszem, jeśli będzie mozliwośc skorzystam. Ale
      tak na prawdę tego, co mi do szczęścia potrzeba terapia mi nie da.
      Ale może pomoże? Nie wiem. Jedną mam za sobą. W Warszawie. Też
      świetny ośrodek. Ode mnie wszystko zależy. Choc jest cięzko, strach
      ogarnia i ciągle coś się sprzeciwia. Ale tylko walcząc się zwycięża.
      Trudno jeśc. Głupią marchew liczę, wszytsko dla mnie za dobre, mam
      poczucie, że se dogadzam. Ale rozmawiam z sobą, przekoknuję się, że
      nie chcę tak życ. MAm dośc konsekwencji: złości, samotności, pustki,
      bezsenności, nieprawdziwych pragnien, tych myśli, zniewolenia,
      niemożliwości zrobienia czegokolwiek z powodu przeszkadzającej w tym
      diety, braku sił, zainteresowania czym kolwiek, wypaczonego
      odczuwania................... Nie wiem skąd jesteś, to trudno
      radzic. W warszawie krócej czeka się na terapię. MOże spróbuj.
      POzdrawiam najserdeczniej. Może spotkamy się w Krakowie? Aga
      • beatrishe Re: terapia w Krakowie 18.02.08, 11:30
        Agnieszko dostałam Twego maila z pytaniami o pobyt w klinice(08.02.2008r), na
        którego odpowiedziałam 8 i 12 .02.mam nadzieje, że dotarły.
        Ja od momentu konsultacji(kwiecień)czekałam do października ale pod koniec
        bardzo napastowałam już na Curyłę:)Na oddziale spotkałam sie z dziewczyną,
        chorującą na ano i buli, która czekała na msce 2 lata!Sama jednak przyznała, że
        nie zależało jej wcześniej specjalnie na leczeniu,a to chyba sie wyczuwa.Jeśli
        są po Twojej stronie mocne, może nieuświadomione,opory przed pójściem do
        szpitala,zastanów się czy nie watro byłoby je uszanować..?Może lekarze na
        klinice uważają, że silna motywacja do leczenia jest większym gwarantem sukcesu
        psychoterapii, stąd nie ciągną nikogo na siłę., a nawet pozostawiają
        potencjalnym pacjentom dojrzeć do takiej decyzji...
        Pamiętam, że w trakcie mojej konsultacji,Curyło musiał odebrać kilka tel,
        dzwonili tzw interesanci, i w pewnym momencie tyrknęła jakaś kobieta,bliska os
        chorej(zrozumiałam z rozm) i zapytała czy może zapisać kogoś na terapię...Curyło
        stwierdził, że absolutnie NIE, bo chora sama musi być zainteresowana
        hospitalizacją i koniecznie powinna wyrazić taką wolę!
        Przypominam sobie również, ze dziewczyny poniekąd "zmuszane" do leczenia miały
        problemy ze znalezieniem się na oddziale, co nie oznacza, że w końcu ich nie
        pokonywały.Myślę jednak, że było im trudniej akceptować to co się działo w
        trakcie leczenia.Czasami potrzebowały więcej czasu, odrębnego prowadzenia i
        wiele zrozumienia i wsparcia ale kiedy tylko to otrzymywały w sposób naturalny
        coś zaczęło się zmieniać w ich postawie, a dalej za tym szły z reguły postępy w
        zdrowieniu..Wydaje mi sie, że jeśli ktoś nie chcę wyjść z choroby, to bez jego
        zgody nikt niestety go z niej nie wyciągnie...Zauważyłam jednak, że w szpitalu
        można i w tej kwestii otrzymać pomoc,tzn.w odzyskaniu chęci życia i woli
        walki...Widziałam i słyszałam o osobach, które dopiero na mscu przekonywały sie
        do leczenia...zaczynały je akceptować coraz bardziej poddając się temu co się w
        nich działo.
        Agnieszko życzę Tobie jak i Osuli powodzenia i ufności w swe możliwości i siły.
        TRrzymam kciuki i ściskam mocno!
    • agi19 Re: terapia w Krakowie 18.02.08, 16:22
      Dzięki, dostałąm jednego jedynego mail'a od Ciebie.
      Co do napastowania. Jak każe mi dzwonic co miesiąc, dzwonię co 3
      tyg, mam dzwonic jeszce częsciej. JA chcę i mam opory. Chcę się ich
      pozbyc. Czy byłaś całkowicie pewna chęci leczenia jak szłaś? Bo ja
      mam dośc konsekwencji, a kocham swoje suche kości. Stąd
      wew.rozdarcie. Pozdrawima.3maj sie
      • beatrishe Re: terapia w Krakowie 18.02.08, 23:11
        Agi prześlę Ci za chwilę tego maila na skrzynkę, bo siedzi gdzieś w
        skopiowanych, może tym razem się uda.Jeśli chodzi o dzwonienie to chyba w
        porządku jeśli odzywasz sie co 3 tyg, nie wiem jak w tym momencie wygląda
        polityka na oddziale, może rzeczywiście brak miejsc stąd kolejka...
        U mnie chęci to do końca były mieszane,ale ja wtedy znajdowałam się w takim
        momencie istnienia, że nie wiedziałam co mam ze sobą robić, nie radziłam sobie w
        życiu(pod każdym względem)i szukałam jakiejś od niego ucieczki. Wtedy
        paradoksalnie,szpital wydawał się jakimś schronieniem przed prawdziwą
        rzeczywistością. Poza tym nosiłam w sobie przeczucie, że klinika za mną "łazi",
        ciągle do mnie wraca, pomyślałam, że to może znak ,iż powinnam z niej
        skorzystać.Wreszcie liczyłam po cichu, że mnie "wyleczy", sama z siebie,
        chciałam trochę przerzucić na kogoś i coś odpowiedzialność za leczenie, a nie
        ciągle dźwigać to na swoich plecach.Byłam już potwornie zmęczona tą samotną
        walką z wiatrakami,miałam nadzieję na rzetelną pomoc, a nie taką od przypadku do
        przypadku.Nigdy też wcześniej nie byłam na żadnej hospitalizacji, więc byłam
        ciekawa jak to wygląda.
        Jeśli chodzi o rozstanie się z "kośćmi" to chyba wiem co masz na
        myśli..., bo to rozdarcie widziałam u każdej z dziewczyn chorujących na
        anoreksję.Widziałam, że to ciężkie i trudne...ale jeśli nie będzie zgody Twojej
        głowy na dodatkowe kilogramy to one chyba nie przybędą...bo cały sęk w tym, żeby
        one nie były ciężarem dla Twojej duszy, wtedy i ciału będzie łatwiej się z nimi
        zaprzyjaźnić. Myślę, że to możliwe...Może w tym momencie nie wyobrażasz sobie
        abyś zaakceptowała się z większą ilością ciała,ale pewnie Twoja psychika nie
        jest tego w stanie unieść, może jak wzmocni sie Twoja kondycja psych, kto
        wie...bo w tym wszystkim chodzi o to, by dokopać się do korzeni, z których
        wyrasta choroba i nad nimi popracować, a nie tylko skupiać sie na jej skutkach,
        czyli brakiem kilogramów.
        Dla mnie efekty pojawiają się wtedy gdy zmienia sie coś w naszym myśleniu,
        czuciu, stosunku do siebie, reszta reguluje się jakoś sama.Spotkałam osoby,
        które w mojej opinii zrobiły ogromne postępy w podejściu do siebie choć wcale od
        razu diametralnie nie przytyły, a na pewno nie do czasu,gdy nie były na to gotowe.
        Agi,może postaraj sie skupić na właściwym celu terapii czyli wyzdrowieniu, a
        kilogramami pomartwisz sie później:) Cholera, nie wiem czy to nie brzmi teraz
        dla Ciebie abstrakcyjnie...pewnie lekki kosmos...dlatego piszę "postaraj sie"
        choć na centymetr, sekundę...a każda próba to już jakiś krok do przodu. Uściski
        wzmacniające, siły i wiary w siebie dodające:)
        • beatrishe Re: terapia w Krakowie 18.02.08, 23:24
          agi mail powinien być już na Twej skrzynce gdyby dalej były jakiś problemy to
          pisz, pozdrowienia ciepłe
    • julcia_n Re: terapia w Krakowie 16.05.08, 09:52
      Witaj Natalio. Czy Twoja terapia rozpoczyna się w sierpniu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka