Dodaj do ulubionych

No i sie zaczelo...

IP: *.zgpila.com.pl / 192.168.5.* 03.09.03, 12:11
Od 15-go roku zycia mialam obsesje na punkcie odchudzania...zawsze jakies 5
kg za duzo i bezskuteczna walka, ciagle diety i efekty jojo...potem pare
cizkich wydarzen w zyciu - rozwod, strata pracy, nowa praca bez zadowolenia
i przyszlosci, facet - niestety zonaty i z trudnosciami przy
rozwodzie...zaczelam wymiotowac...najpierw byl raz - w moje 30-te urodziny
bylam sama jak palec, obydwoje rodzice chorzy, siostra wyjechala na urlop,
facet wyjechal (ze swoja mama albo i nie)...najadlam sie lodow a
potem "wyczyscilam" cala lodowke. Zwymiotowalam, bylo ciezko, az popekaly mi
naczynka na twrzy...przerazilam sie...powiedzialam sobie ze to pierwszy i
ostatni raz, przez 1.5 godziny zawziecie jezdzilam na rowerze. Pomyslalam
sobie ze to nigdy juz sie nie powtorzy, minelo pare dni...okazalo sie, ze
facet, dla ktorego bylam "calym szczesciem" wymiekl, podobno z powodu
trudnosci z synem, ale to niewazne, odszedl...minelo pare dni - imieniny -
musialam zaniesc ciacho do pracy...do wieczora nie tknelam ani okruszynki,
zjadlam kawalek sernika...pomyslam soebie, ze jeszcze jeden, ostatni raz
wymiotuje...minal tydzien odchudzania...zjadlam jeden serek wiecej niz
przewidzialam w diecie i postanowilam go zwymiotowac...wymiotuje juz od
tygodnia, codziennie i codziennie powtarzajac sobie ze to juz ostatni
raz...Boje sie co bedzie dalej...boje sie jesc, zeby znowu nie przyszlo mi
do glowy "pozbywac sie tego"...nie chce utyc, bardzo malo jem - ok 600 kcal -
nie chudne ale nie tyje, pod warunkiem, ze ostatni posilek wymiotuje...jak
mam dalej zyc, boje sie, ze stocze sie calkowicie, ze rozwale swoj
organizm...mowilam siostrze, ale ona zupelnie tego nie rozumie, nie czuje
problemu, mamie nie powiem, bo zalamie sie ze zmartwienia...Nie ma w moim
miescie zadnego psychologa, z reszta i tak mnie nie stac na prywatne
woizyty...Co robic, jak powstrzymac te okropne zachowania? Pomozcie!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: No i sie zaczelo... IP: *.gdynia.mm.pl 03.09.03, 14:37
      Hej,
      Kinga ja miałam podobny problem, u mnie choroba bulima połączona z
      niedojadaniem trwała 5 lat.Koszmar. Przed zwracaniem ratowała mnie praca, ktora
      zajmowała cały moj dzien.Nie mialam czasu "sie zapchac", no ale za to sie
      głodziła.Kiedy juz cos jadłam to wydawało mi sie ze czuje wpadajace we mnie
      kalorie! Codziennie sie wazyłam. Teraz wydaje mi sie to smieszne.
      W moim przypadku moje zachowanie trudno wytłumaczyc, Ty masz prawdziwe
      problemy, jak wynika z Twojego listu, a u mnie wszystko układało sie super-
      kochajacy chłopak-teraz mąz, wyrozumiali rodzice, wymarzona praca, poprostu
      bajka.A jednak tez dalam sie zapedzic w to "zamkniete kolo"- jesz, zwracasz,
      albo nie jesz. Kinga nie wiem co Ci radzic bo szczerze mowiac musisz sobie sama
      powiedziec co jest dla Ciebie wazne zdrowie czy wychudzona sylwetka i popekane
      naczynka.Straj sie moze jesc normalnie tylko bardzo pomału, to taka zabawa w
      jedzenie ale naprwde skuteczna. Ja osobiscie tego nie stosowalam, bo dzieki
      Bogu z choroby wyciagnela mnie ciaża ( choc i tak od kilku lat mialam problemy
      zdrowotne, lekarze czesto przyczepiali sie do mojej wagi - 41 kg przy 156
      wzrostu- ale ja tlumaczylam ze zawsze malo wazyłam). Moja kolezanka za to
      dzielnie trzyma sie "powolnego" jedzenia i musze Ci powiedziec ze efekty sa- a
      je wszystko.Trzeba byc tylko cierpliwym.
      Na koniec powiem Ci ze teraz waze 54 kilogramy- niezła roznica od poprzedniej
      wagi- ale zbytnio sie tym nie przejmuje.
      Pewnie Ci duzo nie pomogłam ale wiedz ze nie jestes jedyna osoba z ta obsesja

      Pozdrawiam Ania
    • Gość: Kinga Re: No i sie zaczelo... IP: *.zgpila.com.pl / 192.168.5.* 03.09.03, 14:47
      Pomogłas, dziekuje...wiem, ze wszystko zalezy od mojej woli...nie ciesze sie,
      ze inni maja lub mieli podobne problemy...ciesze sie, ze moge sie wygadac a
      osoby takie jak Ty, potrafia mnie wysluchac ze zrozumieniem...
    • Gość: Kinga Re: No i sie zaczelo... IP: *.zgpila.com.pl / 195.94.212.* 30.09.03, 08:43
      Zaczęło się miesiąc temu i trwa niestety do dzisiaj...jest coraz gorzej...nie
      potrafię z tym walczyć :(((
      • cynamonowy_wiatr Re: No i sie zaczelo... 30.09.03, 23:39
        Kingusiu, naprawdę wiem co czujesz.
        Ja już też nie mam siły.Pociesz się,ze
        jestem w gorszej sytuacji nić Ty.
        Pisalas,że jesz 600kcal,że to malo.
        Co powiesz na 130kcal?
        U Ciebie trwa to miesišc,a co ja mam
        powiedzieć? 4 lata się już męczę z
        głodzeniem się ,obżeraniem i w konsekwencji
        wymiotowaniem.A najbardziej denerwuje
        mnie to,że prawie wogóle nie chudnę,tak się
        poswięcam ,a to wszytsko idzie na marne.
        Nic tylko umrzeć.
        Przepraszam jesli Cię Kingo zdolowalam.
        Masz mozliwosc z tego wyjsc, a ja?
        Ja już w siebie nie wierzę,ale w Ciebie tak.
        Uda Ci się pokonać ten koszmar,jesli tylko
        będziesz tego bardzo pragnęla.

        Zyczę zdrówka,którego mi już wiele nie pozostalo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka