kargaj263
08.02.09, 14:17
Cześć mam 21 lat i chyba mam anoreksje... ile waze mierze i bmi ...
chyba nie ma tu znaczenia w kazdym razie wszytsko niby za
malo...chce tylko sie wypłakac. Zaczeło sie od... od od... wlasnie
od kiedy... zawsze bylam kulcha...wszystkie stresy szkolne i domowe
zajadalam slodyczami gdy bylo mi zle siegalam po cos slodkiego nie
konczylo sie na batoniku oj nie nie 1 nigdy nie wystraczal musialam
poczuc tzn zmulenie mialo mi byc niedobrze slodko.. wtedy czulam sie
lepiej i zarazem gorzej pojawialy sie wyrzuty sumienia. W dodatku
moja mama za kazdym razem kiedy tylko mogla uswiadamiala mi ze
jestem gruba... mialam wrazenie ze nie potrafi o niczym innym ze mna
rozmawiac jak tylko o tym zebym sie za siebie wziela bo mam "gebe
jak ksiezyc w pełni" to jedno z ładniejszych sformułowań podsowala
mi rozne gazety w ktorych byly artykuły o odchudzaniu czesto mowila
ze mi juz wystarczy np przy obiedzie ale na tym sie nie konczylo...
nie przeszkadzalo jej powiedezec tego na glos przy gosciach co
obnizalo moja samocene doprowadzalo do lez...czulam sie "mniej niz
0" nie liczylo sie nic tylko to ze jestem gruba. Pamietam jeden
incydent przez ktory malo brakowalo a nie ucieklam z domu o ile w
wieku 20 lat jeszcze mozna mowic o ucieczce....Wrocilam wlasnie ze
studiow na weekend do domu (w tygodniu mieszkam w akademiku)
Przyjechalam a moja mama na powitanie powiedziala mi zamiast czesc
dziendobry tesknilam za toba ... cokolwiek co by sprawilo ze
poczolabym sie dobrze "znowu przytylas" nie ucieklam bo tata nie
chcial mnie odwiesc na dworzec zabral kluczyki do samochodu. W te
wakacje wyjechalam do pracy za granice.. i znowu przytylam... i ciag
dalszy tej histori to obrot o 360 stopni... Pamietam jak kiedys w
ataku smutko zlosci rozpaczyy powiedzialam mojej mamie ze jak wpadne
w anorekscje to z dedykacja dla niej... niewiem czy to pamieta
ale.... wolalabym zeby nie...bo bardzo ja kocham.... ale do
rzeczy... Wrocilam z zagranicy moja mama byla przerazona moim
wygladem wyslala mnie na badania okazalo sie ze mam za wysoki
cholesterol to mnie przerazilo... pomyslalam ja mam 21 lat i
cholesterol...i sie zaczelo... maraton w kierunko kolejnego
koszmaru..nie wiem jak to sie stalo... wszyscy mowia ze odchudzanie
to doga przez meke a dla mnie to byla czysta przyjemnosc to pol roku
przelecialo jak z bicza nawet nie wiem jak to sie stalo ze
schudlam..25kg Bylo milo komplementy zazdrosny wzrok kolezanek
polaczony z podziwem...a teraz " cos Ty z soba zrobila...super
wygladasz ALE... wiesz co nie odchudzaj sie juz" "ej ty cos
jesz...niedlugo znikniesz". A co ja czuje... nikomu tego nie mowie
po co maja sie martwic... nieukladam hierarchicznie po 1 myslalam
ze jak schudne kupie sobie... to to i to... a rezultat...
przymierzam rozmiar m .... ;/ s ;/ xs;/ i wychodze ze sklepu z
dolem... nie umiem robic zakupow spozywczych... a jak juz to zajmuje
mi to 2 godziny.. przeczytnie calych ulotek... nie mowiac o tym ze
sprawdzam wszystko na necie... wszytko tzn nie tylko konkretne
produkty zywnosciowe ale takze przyprawy.. np bazylia a
odchudzianie... nie potrafie zjesc czegos czego sama nie
przygotuje... nie ufam mojej mamie ... bo teraz jestem "szkapa" i
mam wrazenie ze dolewa mi tluszcz do potraw...nie mam okresu od pol
roku .. bylam u ginekologa... dostalam hormony okres sie pojawil....
RAZ .. i znowu znikł...Cierpie na bezsennosc...tzn nie zasne dopuki
nie ustale calego jadlospisu na jutro... juz nie wspomne ze jak juz
zasne to snia mi sie koszmary...np. ze zjadam batona i puchne tak
jak puchna pompowane postacie z kreskowek wogole myslenie kreci sie
ciagle wokol jedzenia... nie potrafie sie skupic na nauce... boje
sie ze zawale sesje... przy tym wszystkim.. to ze wypadaja mi wlosny
lamia sie paznokcie... psuja zeby mam rany na palcach chyba od
wymiotow ktore tez sie czasem zdarzaja nie wiem czy to tez z powodu
diety ale odseparowalam sie od znajomych nie chce sie z nikim
spotykac o ile kiedys moje hormony buzowaly na ptk facetow to teraz
sa mi calkiem obojetni...no i ciagle rozdraznienie i zachwianie
emocjonalne np rycze na przystanku bo uciekl mi autobus... jak
wypije kawe to juz na maxa bije odemnie złością no i ze ostatnio
zemdlalam kilka razy to juz male piwo...Wiem teraz ktos kto to czyta
mysli " dziewczyno zacznij poprostu normalnie jesc" KIEDY JA NIE
POTRAFIE ... moje samopoczucie po zjedzeniu 1 mandarynki wiecej niz
w planie to jest dramat ocierajacy o tragedie...
Dzieki za wysluchanie...
p.s nie napisalam tego posta zeby sie uzalac... ani "ku przestrodze"
poprostu musialam to komus powiedzec a nie chce zeby to byla moja
rodzina i znajomi... maja swoje problemy
p.s2 po przeczytaniu jeszcze raz calego mojego wywodu wyszlo ze moja
mama to potwor PROSZE nie oceniajcie jej KOCHAM JA BAAAARDZO ona nie
chce i nie chciala zle