0vestri
30.07.09, 23:54
Witajcie dziewczyny.
Jestem ponownie na bulimicznym odwyku. Idzie mi bardzo dobrze, już ponad
miesiąc nie żygam, ani nie obżeram się, muszę przyznać że bardzo, ale to
bardzo mnie to cieszy.
Ślinianki mi się uspokoiły, twarz nie jest już taka spuchnięta, nie mam worków
pod oczami.
Znalazłam w życiu pewien spokój, ciepło i MIŁOŚĆ która pomogła mi to wszystko
przezwyciężyć.
Jednak ostatnio dopadł mnie kryzys. Zupełnie nie wiem czemu, ostatnio miałam
gorsze nastroje, pomimo ciepła i miłości jaka mnie otaczała czułam się jakoś
samotnie, czułam wielką tęsknotę za pewną bardzo bliską (nieżyjącą już) osobą
. Do tego znów zaczęło mi świtać w głowie że możnaby tak schudnąć (a już
schudłam 6 kg). Codziennie się ważę, z nadzieją na coraz mniejszą cyfrę, i z
obawą aby nie było ani grama więcej.
Zaczęło mnie to męczyć. Gdy nastrój tak mi się obniżył, pojawiają mi się myśli
o pocieszeniu się jedzeniem (haha, jedzieniem... ŻARCIEM, WPIEPRZANIEM tego co
dusza zapragnie) i pozbyciu się tego...
Ciężko mi z tymi myślami... co robicie w takich chwilach? Jak sobie z nimi
radzicie??
W sumie próbuję ze sobą rozmawiać. Nie ma sensu tylu dni przewalczonych
stracić w jedną chwilę..
Eh, jak to powstrzymać?
Mam ochotę na pomadkę orzechową... ale panicznie boję się że przytyje... z
drugiej strony jest ona taka pocieszająca... milutka, smaczna, ciepła...
Pomocy..