amela
27.08.09, 11:25
bardzo długo zastanawiałam sie czy Wam o tym napisac, nawet teraz-pisząc
myslę, że za godzinę będę tego żałowac bo to troche tak jakbym przyznawała sie
do porażki, że i mnie cos nie wyszło..ale skoro juz zaczęłam..
z głóry zapowiem, że na szczęscie w porę sie ocknęłam, naprawde w samą porę.
ale do rzeczy. większosc forumowiczek zna moją historię leczenia i walki z
anoreksją. dwa lata temu wyszłam ze szpitala po półrocznym pobycie z wagą
47kg, samodzielnie przytyłam znacznie więcej i do niedawna udawało mi sie tę
wagę utrzymywac na poziomie bmi ok. 19. zawaliło sie gdy nie miałam dostępu do
wagi i nie mogłam na bieżąco monitorowac zmian ciężaru ciała. sama nie
zauważyłam gdy schudłam 4 kg, co obiektywnie nie jest dużo, ale u mnie stanowi
to prawie 10% wagi ciała.
mój przykład dowodzi prawdziwosci tezy, że anorektyczka musi sie pilnowac do
konca zycia. nawroty anoreksji zdarzają się - ja sama przeszłam przez kilka,
ale teraz swiadoma mechanizmów choroby -mogę skutecznie im zapobiegac i
wyłapac moment, kiedy cos "nawala", jak własnie niedawno.
na szczescie znowu wszystko jest ok, ale gdzies znikła ta krucha pewnosc, że
nad wszystkim panuję. pozostał strach, a wzrosła nieufnosc do samej siebie..