Dodaj do ulubionych

ku przestrodze

27.08.09, 11:25
bardzo długo zastanawiałam sie czy Wam o tym napisac, nawet teraz-pisząc
myslę, że za godzinę będę tego żałowac bo to troche tak jakbym przyznawała sie
do porażki, że i mnie cos nie wyszło..ale skoro juz zaczęłam..
z głóry zapowiem, że na szczęscie w porę sie ocknęłam, naprawde w samą porę.
ale do rzeczy. większosc forumowiczek zna moją historię leczenia i walki z
anoreksją. dwa lata temu wyszłam ze szpitala po półrocznym pobycie z wagą
47kg, samodzielnie przytyłam znacznie więcej i do niedawna udawało mi sie tę
wagę utrzymywac na poziomie bmi ok. 19. zawaliło sie gdy nie miałam dostępu do
wagi i nie mogłam na bieżąco monitorowac zmian ciężaru ciała. sama nie
zauważyłam gdy schudłam 4 kg, co obiektywnie nie jest dużo, ale u mnie stanowi
to prawie 10% wagi ciała.
mój przykład dowodzi prawdziwosci tezy, że anorektyczka musi sie pilnowac do
konca zycia. nawroty anoreksji zdarzają się - ja sama przeszłam przez kilka,
ale teraz swiadoma mechanizmów choroby -mogę skutecznie im zapobiegac i
wyłapac moment, kiedy cos "nawala", jak własnie niedawno.
na szczescie znowu wszystko jest ok, ale gdzies znikła ta krucha pewnosc, że
nad wszystkim panuję. pozostał strach, a wzrosła nieufnosc do samej siebie..
Obserwuj wątek
    • die-ana Re: ku przestrodze 27.08.09, 14:07
      Pokazałaś zupełnie inny stosunek do kontroli - od strony pozytywnej. I tu się z
      Tobą zgadzam. Osoby chcące nam pomóc, wyrzucają wagę z domu, a to nie zawsze
      jest dobry pomysł.
      • prezesik_1 Re: ku przestrodze 27.08.09, 20:37
        die-ana napisała:

        > Pokazałaś zupełnie inny stosunek do kontroli - od strony pozytywnej. I tu się z
        > Tobą zgadzam. Osoby chcące nam pomóc, wyrzucają wagę z domu, a to nie zawsze
        > jest dobry pomysł.


        Czy to dobry, czy zły pomysł nie wiem, ale zauważyłem że wielu cierpiących na
        tą dolegliwość bardzo się boi wagi. A wypowiedź rzeczywiście pozytywnie budująca
        i taka dojrzała, bardzo cieszy :)
        • mindtriper Re: ku przestrodze 28.08.09, 17:01
          Pewnie, zgadzam się, że trzeba na siebie uważać, ale fakt, że znowu
          wpadłaś w objawy raczej niewiele ma de facto wspólnego z obecnością
          lub brakiem kawałka metalowo-plastikowego urządzenia.
          Objawy się ma z innego powodu i to tego powinnaś się u siebie
          doszukiwać, a nie zwalać na brak dostępu do wagi.
          • amela Re: ku przestrodze 28.08.09, 23:51
            zgadzam się z Tobą i to miałam na mysli zakładając ten wątek. a raczej - bez
            podtekstów - że wlasnie bez tego plastikowego urządzenia nadal moja samoocena
            jest - delikatnie mówiąc - nieobiektywna i byc może nigdy nie będzie inna. i
            jesli nie można tego zmienic, trzeba jak najlepiej nauczyc sie z tym życ, jesli
            ws ogóle chce się życ. i tyle. trywialne i brutalne.
            w każdym razie, choc dotychczas w to nie wierzyłam, to jednak coraz bardziej
            skłaniam się ku twierdzeniu, że anorektyczką jest się do konca życia niestety
            (na podstawie własnych doswiadczen i rozmów z osobami, ktore anoreksje mają za
            sobą. dodam jednak, że nie wszystkie te osoby potwierdzają powyższą tezę)
            • magor_ek Re: ku przestrodze 29.08.09, 00:52
              Miałam nadzieję meluś że faktycznie udało cie się wyzdrowieć. Z tego
              co czytam wnioskuję, że udało ci sie jedynie (a moze AŻ) osiągnąć
              rodzaj kompromisu między chorobą a zdrowiem, a nie uwolnić od
              choroby.
              Chyba mam podobnie (choć ty jesteś dużo dalej). wiele zrozumialam,
              umiem utrzymać swoje ciało na jako takim poziomie,jednak nie
              potrafię jakoś wyzdrowieć. Myślę że możliwośc wyzdrowienia zależy od
              tego jak szybko otrzymało się skuteczną pomoc. przy długim stażu
              choroby - gdy stanowi ona swego rodzaju - hmm. "nienormalną
              normalność" - jakieś status quo - wyzdrowieć całkowicie jest
              niezmiernie trudno, bo to tak jakby kazać zdrowemu zachorować (może
              imitować ale mu nie wyjdzie...)
              Niezmiernie ważne jest to że ty faktycznie chcesz normalności, że
              gotowa jesteś o tę normalność walczyć i że umiesz zachować pewien
              rodzaj samokontroli, że chcesz żyć!

              Z drugiej strony możemy obie sie całkowicie mylić, bo i całkowicie
              zdrowym (w tej materii) zdarza się mieć okresowe wachania wagi (np.
              bo wakacje i gofry nad morzem lub intensywny wysiłek fizyczny w
              górach połączony z nieuniknionym racjonowaniem sobie żywnosci).
              Ważne jest to czy ty spadłaś z wagi, bo bałaś się przytyć, bo nie
              wiedziałaś czy jesz w odpowiedniej ilości, gdy nie masz do
              dyspozycji wagi (więc wolałaś jeść mniej, święcie przekonana że i
              tak utyjesz) niż jeśc tyle ile miałaś ochote (gdyż "ochota" w naszym
              wypadku nie stanowi żadnego kryterium), czy tez dlatego że tak po
              prostu naturalnie wyszło i nie masz nic przeciwko powrotowi do
              poprzedniej wagi. Tylko w tym drugim wypadku jesteś zdrowa. Tak
              sobie myslę, że dowodem na to że wyzdrowialo się w pełni jest brak
              kontroli nad jedzeniem (nie myśle ile powinnam zjeść, jem bo czuję
              głód, bo mam ochotę, bo ktoś mnie częstuje - taki całkowity spontan)
              połączony z utrzymywaniem wagi stosownej do wieku. Mi się wydaje to
              w tej chwili nieosiągalne dla mnie, ale życzę ci by dla ciebie
              osiągalnym było
              szczere przytuliska
              mag
              • amela Re: ku przestrodze 29.08.09, 18:47
                magorku kochany!
                trafiłas w sedno sprawy, lepiej sama bym tego nie wyraziła.
                wiesz, bardzo długo po wyjsciu ze szpitala faktycznie było tak, że starałam sie
                walczyc o "prawdziwą" normalnosc, z czasem zdałam sobie sprawę, że nie do konca
                jest to mozliwe. dlatego zgadzam się z autorami badań, którzy na ich podstawie
                twierdzą iż anorektyczka zawsze juz będzie kontrolowac swoją wagę (podobno nie
                ma ex-anorektyczek z nadwagą) oraz selekcjonowac jakosciowo pokarmy.
                bardzo przeżyłam to, gdy uswiadomiłam sobie, że nie jestem w stanie calkowicie
                uwolnic się od jakże głęboko zakorzenionych już nawyków, które - jak słuzznie
                zauważyłaś- dla osób chorujących wiele lat - stały się własnie ich
                "normalnoscią". moim dążeniem było osiągnięcie stanu całkowitego uwolnienia się
                od kontroli jedzenia i wagi, ale czy to mozliwe w swiecie, gdzie prawie kazda
                kobieta liczy kalorie? myslę, że to tez byłoby nienormalne..(własnie, co tu jest
                normalne, ale nie chce juz filozofowac).
                zgadzam sie takze z Tobą, że wiele zależy od momentu rozpoczęcia leczenia (także
                teza poparta badaniami naukowymi). mysle, że w przypadku wieloletniego trwania
                choroby (jak u Ciebie czy u mnie), mozliwe jest najwyżej osiągnięcie całkiem
                przyzwoitego poziomu funkcjonowania w spoleczenstwie (włączając w to równiez
                uczestnictwo we wspólnych posiłkach), a i to jest bardzo dużo. myslę jednak, że
                to cos więcej niz kompromis. w tym momencie nie robisz juz sobie krzywdy
                fizycznie (nie głodzisz się, dotarczasz organizmowi niezbędne elementy) ani
                społecznie (podejmujesz różne życiowe role), ale nadal istnieje pewna (nie wiem
                czy to dobre okreslenie) blokada psychiczna, którą sobie uswiadamiasz lub nie,
                ale która jest na tyle silna, że nigdy nie pozwoli Ci zrobic chocby jeszcze
                jednego kroku na drodze ku zdrowiu. wiesz, co mam na mysli, prawda?

                >
                > Niezmiernie ważne jest to że ty faktycznie chcesz normalności, że
                > gotowa jesteś o tę normalność walczyć i że umiesz zachować pewien
                > rodzaj samokontroli, że chcesz żyć!

                Tak jest istotnie, nie chce ponownie tracic wszystkiego, bo nie miałabym siły
                zaczynac od początku dlatego jestem przeczulona na wszelkie zmiany fizyczne i
                psychiczne (nastroje). wolę dmuchac na zimne.
                >
                > Ważne jest to czy ty spadłaś z wagi, bo bałaś się przytyć, bo nie
                > wiedziałaś czy jesz w odpowiedniej ilości, gdy nie masz do
                > dyspozycji wagi (więc wolałaś jeść mniej, święcie przekonana że i
                > tak utyjesz) niż jeśc tyle ile miałaś ochote (gdyż "ochota" w naszym
                > wypadku nie stanowi żadnego kryterium), czy tez dlatego że tak po
                > prostu naturalnie wyszło i nie masz nic przeciwko powrotowi do
                > poprzedniej wagi. Tylko w tym drugim wypadku jesteś zdrowa. Tak
                > sobie myslę, że dowodem na to że wyzdrowialo się w pełni jest brak
                > kontroli nad jedzeniem (nie myśle ile powinnam zjeść, jem bo czuję
                > głód, bo mam ochotę, bo ktoś mnie częstuje - taki całkowity spontan)
                > połączony z utrzymywaniem wagi stosownej do wieku.

                ja mam tak, że jem, kiedy jestem głodna (nie lubie byc głodna - to podobno
                zostaje wszystim po anoreksji - i jem, chocby sie waliło i paliło). jem też gdy
                ktos mnie poczęstuje, jem też potrawy, które mi szkodzą ale które lubie (np.
                frytki), chodze na piwo i tez sie z nim nie ograniczam. jem sporo, codziennie 4
                posiłki, zawsze sniadanie, dużo jem wieczorem po treningach, często przed samym
                snem. schudłam przypadkiem, własciwie byłam w szoku, gdy weszłam na wagę, bo nie
                czułam sie chudsza. to inni uswiadomili mi, że schudłam.


                Mi się wydaje to
                > w tej chwili nieosiągalne dla mnie, ale życzę ci by dla ciebie
                > osiągalnym było
                > szczere przytuliska
                > mag


                życzę Ci z całego serca bys to osiągnęła - a co sie z Tobą teraz dzieje?
                napisałabys mi na mejla, jak sobie radzisz/nie radzisz? może mogłabym ci jednak
                cos podpowiedziec?a moze z czasem spotkałybysmy sie? obiecaj, że przemyslisz sprawe!

                ja z kolei przytulam Cię z całej siły (żebys widziała moje bicepsy:)) i dziękuję
                za Twoją wypowiedź:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka