Kto - 2 dorosłych, jedno dziecko 6 lat, drugie dziecko 1 rok
Nocleg - Św. Katarzyna - domki Zacisze - domek niebieski
Domek trochę zaniedbany, zniszczony o dość niskim standardzie z mini aneksem, lodówką, kuchnią na gaz. Sztućce, garnki, patelnia, talerze, kubki, szklanki, kieliszki - wszystko jest.
Sam teren ośrodka bardzo ładny, zadbany - widok na Łysicę. Na terenie ośrodka plac zabaw - raczej z poprzedniej epoki - ale dzieci zadowolone. Fontanna bardzo przyjemna z huśtawką, ławkami, leżakami. Zjazd na linie dostępny - frajda dla dzieciaków. Na terenie ośrodka dwa stawy, w których pełno dość sporych ryb. Można łowić do woli. Miejsce 1,5 km od "centrum" Św. Katarzyny. Ciche i spokojne. Głównie dla rodzin z dziećmi.
Sama Św. Katarzyna to wejście na Łysicę plus dwa bary i jeden sklep.
niedziela: dojazd
Dojeżdżamy do celu i lecimy na obiad do Św. Katarzyny samochodem. Niestety parking przy ulicy zajęty przez turystów idących na łysicę więc stajemy na parkingu płatnym i idziemy coś zjeść do baru Jaś i Małgosia. O dziwo jedzenie nie najgorsze - szybkie, proste i w miarę tanie.
Zapoznajemy się z naszym noclegiem i zaczynamy rozpakowywanie.
poniedziałek: Łysica
Dziś na termometrze ponad 35 stopni więc wybieramy las i idziemy na Łysicę. Mała w nosidło, duża na nogach. Droga przyjemna, łatwa i szybka. W niecałą godzinę jesteśmy na szczycie. Szczyt nieciekawy, nie ma widoków, nic nie widać, bo są drzewa. Jest tylko tabliczka, że to już Łysica. Dalej schodzimy szlakiem do Kakonina. W planach mamy dojście do głównej ulicy skąd weźmiemy autobus. Jednak przy zejściu ze szlaku okazuje się, że autobus odjeżdża już stąd ale będzie za ok. godzinę więc czekamy - nie chce nam się iść w takim upale. Przy przystanku jest mały "sklepik" - pani sprzedaje jakieś soki, wafelki z jakiegoś kontenera, no ale można czegoś się napić i jakoś ten upał przeczekać.
Szlak z Łysicy do Kakonina jest dość prosty ale nie taki przyjemny jak ze św. Katarzyny na szczyt. Nie jest tak przechodzony. Na szlaku spotykamy może ze dwie pary. Ogólnie pusto i głucho. Ze szczytu do Kakonina schodzimy w 1,5 godziny. Nie przejmować się, że jest tam napisane 2,5 h - nie da rady tyle iść, nawet żółwim tempem.
W końcu przyjeżdża autobus, podwozi nas do głównej, a tam przesiadka na inny, który leci z Kielc. Wysiadamy w Św. Katarzynie i jeszcze 1,5 km do Zacisza.
Obiad jemy z pensjonacie spa Łysica w Św. Katarzynie. Jedzenie bardzo dobre ale niestety drogo
wtorek: Krzyżtopór i Kurozwęki
Krzyżtopór nie robi na nas takiego wrażenia jak myśleliśmy. Ot same, puste ruiny zamku. Sam zamek dość spory, okazały i ciekawy ale brakuje nam opisu, tabliczek z informacją gdzie jesteśmy, w jakiej sali, co tu kiedyś było, co się działo - nie ma nic. Ogląda się tylko mury. Na szczęście wstęp nie jest jakiś bardzo drogi. Zamek można zwiedzić wózkiem. W niektórych miejscach są wprawdzie schody ale nie trzeba tam wchodzić, bo praktycznie wszystko wygląda tak samo lub można ew. wózek przenieść.
Kurozwęki - tu odwrotnie - miłe zaskoczenie - bilet dla nas wszystkich, na wszystko ok. 53 zł ale warto. Na biletach mamy już wyznaczone godziny zwiedzania z przewodnikiem więc najpierw idziemy nakarmić małą, pakujemy ją w nosidło i idziemy zwiedzać pałac. Zwiedzanie to jest z przewodnikiem, krótkie i niezbyt ciekawe. Jest to stosunkowo młody pałac. Dalej lecimy do lochów. Jesteśmy pół godziny przed czasem ale po cichu przyłączamy się do innej grupy, żeby nie marnować czasu. Lochy podobają nam się bardzo, szczególnie starszej córce. Niestety nie zdążyliśmy się ubrać i boimy się o małą, bo ma tylko koszulkę bez rękawków, a w lochach jest zimno ale zwiedzanie jest na tyle krótkie, że dajemy radę.
Potem pędem na bizony, które zwiedza się wozem. Oczywiście jesteśmy za szybko, pytamy więc czy możemy wejść, udaje nam się zmieścić na dwóch miejscach, starsza na kolanach, mała w nosidle. I już jedziemy, wycieczka fajna ale wieje strasznie. Wjeżdża się praktycznie w same bizony.
Teraz lecimy na obiad w restauracji w pałacu. Przepyszne jedzenie, niedrogie.
Po tym lecimy jeszcze na ten słynny labirynt. On jest płatny osobno. Dostaje się mapkę i można przejść przez 10 pkt. zaznaczonych na tej mapce ale nie trzeba oczywiście. Fajna zabawa dla dzieci. Niestety same dzieci sobie nie poradzą, konieczna jest pomoc dorosłych.
Kupujemy jeszcze pamiątki. Niestety zapominamy kupić kabanosów z bizona

Chcieliśmy kupić dla naszych mam
Wracamy do domu, bo jest już bardzo późno. Dojazd zajmuje gdzieś z godzinkę.
środa: Jaskinia Raj i Tokarnia
Do Jaskini Raj mamy oczywiście wcześniej zarezerwowane bilety na godz. 11. Jesteśmy w kasie o 10:30. Bilety można też kupić na miejscu jeżeli nie będzie akurat pełnej grupy. W Jaskini nie można fotografować ani kamerować. 10 min. przed wejściem ubieramy małą i siebie. W Jaskini chodzi się ok. 40 min. a temp. to 9 stopni. Jaskinia niestety jest Rajem tylko z nazwy. Może i najpiękniejsza w Polsce ale daleko jej do Jaskini Lodowej czy Svobody w Słowacji. Mała przesypia całą wycieczkę w nosidle. Starsza jest zachwycona!
Nie wchodzimy do centrum Neandertalczyka - szkoda nam kasy, mamy obawy, że nie będzie to nic specjalnego. Wiemy, że jest tam naturalny mamut, mimo tego rezygnujemy.
Jedziemy do Tokarni - tu znów jesteśmy rozczarowani. Olbrzymi teren, chodzenia na pół dnia, upał 35 stopni. Domki dość sporo od siebie oddalone, a obejrzeć można tylko kilka z nich. Dużo pozamykane. Dochodzimy do starych bryczek i pojazdów, oglądamy aż tu nagle pan mówi, że szybko mamy wychodzić, bo on zamyka to, bo ma wycieczkę. No tak wycieczka ważniejsza, a co z indywidualnymi klientami??!! Niesmak pozostaje. Do obejrzenia nic specjalnego nie ma. Ani nam, ani córce nie podoba się ta atrakcja.
Za to jemy tu bardzo dobry obiad. Smaczne, swojskie jedzenie. Pyszna zalewajka, pyzy. Tylko ceny nie fajne
Potem zahaczamy jeszcze o Chęciny - wiemy, że zamek jest zamknięty do 2014 ale podjeżdżamy pod (koszmarny dojazd przez remonty). Pan na parkingu mówi, że można podejść pod zamek. Ale na drodze jest tabliczka "zakaz wstępu" więc jednak się nie decydujemy. Zresztą trochę nam się już nie chce. Słońce praży, dzieci zmęczone. Wracamy do domu.