Dodaj do ulubionych

Świętokrzyski Tour

19.08.13, 13:58
Kto - 2 dorosłych, jedno dziecko 6 lat, drugie dziecko 1 rok

Nocleg - Św. Katarzyna - domki Zacisze - domek niebieski

Domek trochę zaniedbany, zniszczony o dość niskim standardzie z mini aneksem, lodówką, kuchnią na gaz. Sztućce, garnki, patelnia, talerze, kubki, szklanki, kieliszki - wszystko jest.
Sam teren ośrodka bardzo ładny, zadbany - widok na Łysicę. Na terenie ośrodka plac zabaw - raczej z poprzedniej epoki - ale dzieci zadowolone. Fontanna bardzo przyjemna z huśtawką, ławkami, leżakami. Zjazd na linie dostępny - frajda dla dzieciaków. Na terenie ośrodka dwa stawy, w których pełno dość sporych ryb. Można łowić do woli. Miejsce 1,5 km od "centrum" Św. Katarzyny. Ciche i spokojne. Głównie dla rodzin z dziećmi.

Sama Św. Katarzyna to wejście na Łysicę plus dwa bary i jeden sklep.

niedziela: dojazd

Dojeżdżamy do celu i lecimy na obiad do Św. Katarzyny samochodem. Niestety parking przy ulicy zajęty przez turystów idących na łysicę więc stajemy na parkingu płatnym i idziemy coś zjeść do baru Jaś i Małgosia. O dziwo jedzenie nie najgorsze - szybkie, proste i w miarę tanie.
Zapoznajemy się z naszym noclegiem i zaczynamy rozpakowywanie.

poniedziałek: Łysica

Dziś na termometrze ponad 35 stopni więc wybieramy las i idziemy na Łysicę. Mała w nosidło, duża na nogach. Droga przyjemna, łatwa i szybka. W niecałą godzinę jesteśmy na szczycie. Szczyt nieciekawy, nie ma widoków, nic nie widać, bo są drzewa. Jest tylko tabliczka, że to już Łysica. Dalej schodzimy szlakiem do Kakonina. W planach mamy dojście do głównej ulicy skąd weźmiemy autobus. Jednak przy zejściu ze szlaku okazuje się, że autobus odjeżdża już stąd ale będzie za ok. godzinę więc czekamy - nie chce nam się iść w takim upale. Przy przystanku jest mały "sklepik" - pani sprzedaje jakieś soki, wafelki z jakiegoś kontenera, no ale można czegoś się napić i jakoś ten upał przeczekać.
Szlak z Łysicy do Kakonina jest dość prosty ale nie taki przyjemny jak ze św. Katarzyny na szczyt. Nie jest tak przechodzony. Na szlaku spotykamy może ze dwie pary. Ogólnie pusto i głucho. Ze szczytu do Kakonina schodzimy w 1,5 godziny. Nie przejmować się, że jest tam napisane 2,5 h - nie da rady tyle iść, nawet żółwim tempem.

W końcu przyjeżdża autobus, podwozi nas do głównej, a tam przesiadka na inny, który leci z Kielc. Wysiadamy w Św. Katarzynie i jeszcze 1,5 km do Zacisza.

Obiad jemy z pensjonacie spa Łysica w Św. Katarzynie. Jedzenie bardzo dobre ale niestety drogo

wtorek: Krzyżtopór i Kurozwęki

Krzyżtopór nie robi na nas takiego wrażenia jak myśleliśmy. Ot same, puste ruiny zamku. Sam zamek dość spory, okazały i ciekawy ale brakuje nam opisu, tabliczek z informacją gdzie jesteśmy, w jakiej sali, co tu kiedyś było, co się działo - nie ma nic. Ogląda się tylko mury. Na szczęście wstęp nie jest jakiś bardzo drogi. Zamek można zwiedzić wózkiem. W niektórych miejscach są wprawdzie schody ale nie trzeba tam wchodzić, bo praktycznie wszystko wygląda tak samo lub można ew. wózek przenieść.

Kurozwęki - tu odwrotnie - miłe zaskoczenie - bilet dla nas wszystkich, na wszystko ok. 53 zł ale warto. Na biletach mamy już wyznaczone godziny zwiedzania z przewodnikiem więc najpierw idziemy nakarmić małą, pakujemy ją w nosidło i idziemy zwiedzać pałac. Zwiedzanie to jest z przewodnikiem, krótkie i niezbyt ciekawe. Jest to stosunkowo młody pałac. Dalej lecimy do lochów. Jesteśmy pół godziny przed czasem ale po cichu przyłączamy się do innej grupy, żeby nie marnować czasu. Lochy podobają nam się bardzo, szczególnie starszej córce. Niestety nie zdążyliśmy się ubrać i boimy się o małą, bo ma tylko koszulkę bez rękawków, a w lochach jest zimno ale zwiedzanie jest na tyle krótkie, że dajemy radę.
Potem pędem na bizony, które zwiedza się wozem. Oczywiście jesteśmy za szybko, pytamy więc czy możemy wejść, udaje nam się zmieścić na dwóch miejscach, starsza na kolanach, mała w nosidle. I już jedziemy, wycieczka fajna ale wieje strasznie. Wjeżdża się praktycznie w same bizony.

Teraz lecimy na obiad w restauracji w pałacu. Przepyszne jedzenie, niedrogie.

Po tym lecimy jeszcze na ten słynny labirynt. On jest płatny osobno. Dostaje się mapkę i można przejść przez 10 pkt. zaznaczonych na tej mapce ale nie trzeba oczywiście. Fajna zabawa dla dzieci. Niestety same dzieci sobie nie poradzą, konieczna jest pomoc dorosłych.

Kupujemy jeszcze pamiątki. Niestety zapominamy kupić kabanosów z bizona sad Chcieliśmy kupić dla naszych mam sad

Wracamy do domu, bo jest już bardzo późno. Dojazd zajmuje gdzieś z godzinkę.

środa: Jaskinia Raj i Tokarnia

Do Jaskini Raj mamy oczywiście wcześniej zarezerwowane bilety na godz. 11. Jesteśmy w kasie o 10:30. Bilety można też kupić na miejscu jeżeli nie będzie akurat pełnej grupy. W Jaskini nie można fotografować ani kamerować. 10 min. przed wejściem ubieramy małą i siebie. W Jaskini chodzi się ok. 40 min. a temp. to 9 stopni. Jaskinia niestety jest Rajem tylko z nazwy. Może i najpiękniejsza w Polsce ale daleko jej do Jaskini Lodowej czy Svobody w Słowacji. Mała przesypia całą wycieczkę w nosidle. Starsza jest zachwycona!

Nie wchodzimy do centrum Neandertalczyka - szkoda nam kasy, mamy obawy, że nie będzie to nic specjalnego. Wiemy, że jest tam naturalny mamut, mimo tego rezygnujemy.

Jedziemy do Tokarni - tu znów jesteśmy rozczarowani. Olbrzymi teren, chodzenia na pół dnia, upał 35 stopni. Domki dość sporo od siebie oddalone, a obejrzeć można tylko kilka z nich. Dużo pozamykane. Dochodzimy do starych bryczek i pojazdów, oglądamy aż tu nagle pan mówi, że szybko mamy wychodzić, bo on zamyka to, bo ma wycieczkę. No tak wycieczka ważniejsza, a co z indywidualnymi klientami??!! Niesmak pozostaje. Do obejrzenia nic specjalnego nie ma. Ani nam, ani córce nie podoba się ta atrakcja.

Za to jemy tu bardzo dobry obiad. Smaczne, swojskie jedzenie. Pyszna zalewajka, pyzy. Tylko ceny nie fajne smile

Potem zahaczamy jeszcze o Chęciny - wiemy, że zamek jest zamknięty do 2014 ale podjeżdżamy pod (koszmarny dojazd przez remonty). Pan na parkingu mówi, że można podejść pod zamek. Ale na drodze jest tabliczka "zakaz wstępu" więc jednak się nie decydujemy. Zresztą trochę nam się już nie chce. Słońce praży, dzieci zmęczone. Wracamy do domu.
Obserwuj wątek
    • monikaa13 Re: Świętokrzyski Tour cd. 19.08.13, 14:25
      czwartek: Krzemionki i Bałtów

      Rano jesteśmy w Krzemionkach. Super. Cały nowy kompleks, ładny, ciekawie zrobiony. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, trwa około godziny, w tym 15 min. pod ziemią. Starsza bardzo zadowolona. W kopalniach bardzo fajnie. Zimno jak w jaskini ale jednak tego się tak nie odczuwa. Przed wejściem zakładamy tylko dzieciom bluzy i czapki. Mała oczywiście w nosidle, starsza sama schodzi po stromych schodach ale bardzo jej się podoba, nam też.

      Ruszamy do Bałtowa - ech, żebyśmy wiedzieli wcześniej co nas tam czeka zaoszczędzilibyśmy dużo pieniędzy. Bierzemy standardowy bilet - dla nas oceanarium i dinozaury, dla starszej dodatkowo lunapark. Najpierw idziemy do Oceanarium - porażka!!!. Nie warte zupełnie zobaczenia. Niby 3d, a bez okularów widać tak samo jak z. Bardzo kiepski obraz, rozmazany, zupełnie nic interesującego. Starsza też już chce wychodzić. Idziemy więc do parku dinozaurów. Znów rozczarowanie. Mały teren, dinozaury blisko siebie. Tego największego nawet nie da się porządnie zobaczyć, bo stoi nad drogą. Starsza też trochę znudzona. Naprawdę spodziewaliśmy się czegoś lepszego.
      Ja sobie od początku zamarzyłam płynięcie tratwą. Dzwonimy więc, umawiamy się i jedziemy taką bałtowską kolejką z parku na przystań tratw. Tratwę prowadzimy dwóch panów. Bilet dla nas 50 zł - o zgrozo! Na miejscu okazuje się, że płyniemy sami!!! Ale nuda, trochę głupio wyszło. No nic. Na szczęście Pan jest bardzo miły i bardzo ciekawie opowiada nam różne ciekawostki i historie, że jakoś czas leci. Dzieci zadowolone ale fajerwerków nie ma. Cały spływ trwa godzinę - zdecydowanie za długo!!! W końcu docieramy do celu i lecimy na obiad. Decydujemy się na jedzenie w barze na wagę - 100g jedzenie za 3,5zł. Ciekawa opcja ale jedzenie bardzo średniej jakości. Widać zleżałe, wyschnięte, spieczone ale coś zjeść trzeba.

      W końcu pędzimy do lunaparku, bo starsza już się nie może doczekać. Ponieważ ma bilet, wszystkie atrakcje ma do woli. Chce wypróbować wszystko po kolei. Najwięcej czasu spędza w samochodzikach i na trampolinie. Atrakcje są dla młodszych i starszych. Nasza młodsza siedzi cały czas w wózku i ogląda świat smile Starsza korzysta ale powoli trzeba wracać do domu. Przed nami godzinka drogi.

      Żebyśmy wiedzieli, wzięlibyśmy tylko ten lunapark i mieli w kieszeni 150zł, starsza by się wybawiła, a my nie bylibyśmy tak wymęczeni.

      piątek: Łysa Góra

      Dziś kolejny szczyt. Jedziemy autem do Nowej Słupi na płatny parking pod wejście na Św. Krzyż. Mamy zamiar wejść jednym szlakiem, a zejść innym. Najpierw jedziemy więc zobaczyć to inne wejście (chyba czerwony szlak). Z drogi widzimy, że jest to po prosu samo wejście jakieś dzikie w las, z głównej drogi. Nie ma jak zostawić auta, nie ma jak tam dojść, czy dojechać. Mamy przecież roczne dziecko w nosidle. Jedziemy więc pod główne wejście na szlak (nie interesuje nas wejście ubitą drogą) i pytamy pana czy tamten czerwony szlak jest do przejścia. Pan kategorycznie odradza pójście tamtą drogą więc decydujemy, że wchodzimy i schodzimy tą samą. Na Św. Krzyż idziemy gdzieś z godzinę - szlak taki jak na Łysicę. Ludzi zdecydowanie więcej. Tam zwiedzamy kryptę, wchodzimy do kościoła i idziemy kawałek dalej na gołoborza. Stąd mamy przepiękne widoki. W końcu widzimy, że jesteśmy w górach smile Robimy odpoczynek na posiłek i schodzimy na dół. Starsza idzie dzielnie, widać, że podoba jej się chodzenie po górach, mimo że na termometrze ponad 35 stopni.

      Wracamy do domu. Obiad tym razem jemy w Św. Katarzynie w Baba Jadze. Jest to chyba nasz najgorszy obiad w całym pobycie. Absolutnie nie polecamy tam jeść!!! Jedzenie odgrzewane z mikrofali, nie wiadomo kiedy wcześniej robione, może nawet mrożone. Ludzi zero. Ceny z kosmosu za takie jedzenie.

      Za to drugi raz wybieramy się nad zalew w Wilkowie. Niestety trzeba dojechać autem, bo to spory kawałek jest. Zalew nowy, ładny teren, fajna woda, cieplutka, są bojki, piaskowa plaża. Super się tak wykąpać w takich upałach.

      Potem idziemy nad nasz staw łowić ryby.

      sobota: Kadzielnia

      Dziś krótko i szybko, bo trzeba się pakować do domu. Jedziemy do Kielc, do Kadzielni. Już na parkingu wylatuje Pan, że tu nie można parkować, że zaraz parking będzie zamknięty, że już nie wyjedziemy!!! i takie tam, bo wieczorem jest koncert i już zaczynają przygotowania. My mu na to, że tylko idziemy do trasy podziemnej. No to nas wpuszcza. Mąż z małą nie wchodzi ponieważ dostałam wcześniej info od tych z Kadzielni, że dziecko na rękach nie może tam wejść. Na miejscu okazuje się, że bez problemu może!!! No ale teraz za późno, nie mamy ani nosidła, ani ciuchów dla małej więc wchodzę ja i starsza. Bilety kupujemy tuż przed wejściem. Tam też dostajemy kaski. Wchodzimy z przewodnikiem. Fajna, ciekawa trasa. Na pewno warta zobaczenia. Starszej bardzo się podoba. Zresztą cały czas powtarza, że podobają jej się jaskinie. Chodzi się króciutko. Temp. ok. 8 stopni ale nie czuć zimna jak w Raju.

      Wracamy do domu. Dziś jemy pizzę z pizzeri obok Zacisza. Pizza robiona w małym domku przez Włocha. Kupujemy dużą 45 cm pizzę za 36 zł - nie chce nam już się jeździć i szukać barów, a w Św. Katarzynie byliśmy już we wszystkich trzech. Pizza dobra.

      A przypominam sobie, że byliśmy jeszcze na ruinach w Bodzentynie ale to nic specjalnego - moim zdaniem nie warto. Sam Bodzentyn to niby większa miejscowość ale też nic tam nie ma.
      Na nocleg chyba najlepiej pasowałaby nam Nowa Słupia. Widać było, że tam coś się dzieje.

      niedziela: powrót do domu

      Podsumowując: wakacje uważam za udane, było parę wpadek ale nigdy przedtem nie byłam w tym rejonie więc na pewno warto było to zobaczyć ale z drugiej strony nie było tam nic na tyle ciekawego co by powodowało moją chęć powrotu w tamte strony. Przynajmniej przez parę najbliższych lat.

      Widać, że całe województwo się rozwija, że ma pieniądze. W każdym miasteczku jakieś remonty, odnawiane atrakcje ale jeszcze dużo, dużo roboty. Infrastruktura zbyt uboga jak dla mnie - mało barów, mało sklepów, mało turystów. Głucho, cicho, pusto.

      Tak minął nam tydzień w górach świętokrzyskich. Może komuś się kiedyś przyda ten opis.

      Udanych wypraw.
      • sylwia3012 Re: Świętokrzyski Tour cd. 20.08.13, 21:16
        Witam. Też byliśmy w Zaciszu na początku sierpnia w niebieskim domku, mieszkaliśmy na dole. Szkoda że takiego opisu z wyprawy nie było zanim pojechałam na wakacje. Ale mimo wszystko wspominam miło. I ośrodek i samą Św. Katarzynę. W Bałtowie niestety nie byliśmy bo szkoda nam było kasy, ale widzę, że nic straconego. Oprócz twoich miejsc polecałabym dla dzieci Pacanów i centrum Bajki. Fajne jest też Babyjagowo pod Łysicą w Szklanej Hucie. Moim dziewczynom bardzo się podobało.
        • monikaa13 Re: Świętokrzyski Tour cd. 21.08.13, 08:37
          Wszystkiego nie mogliśmy zobaczyć i tak wracaliśmy codziennie późno do domu. Bałtowa nie żałujcie. Przed wyjazdem też wertowałam cały net przede wszystkim w poszukiwaniu noclegu. Mam nadzieje, że kiedyś mój wpis komuś pomoże smile
          • sylwia3012 Re: Świętokrzyski Tour cd. 21.08.13, 12:19
            Na pewno się przyda.
            A ja chcę tylko sprostować, Babyjagowo jest pod Łysą Górą a nie Łysicą. Tak dla przyszłych czytelników.

            Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka