Witam.
Byłam dziś osobiście w Spychowie, u pani Beaty i małej Dominiczki. Widziałam
na własne oczy dość makabryczne warunki, w jakich egzystują. Mam na myśli
warunki mieszkaniowe - zapyziała, zagrzybiona i zapleśniała chałupka,
skaładająca się z kuchni i pokoju, w której mieszka 8 osób, w tym czworo
dzieci.
Natomiast z rozmowy z panią Beatą odniosłam wrażenia pozytywne. Jest to osoba
otwarta, pogodna, inteligentna i zaradna. Dzieciaki radosne, uśmiechnięte.
Mała Dominika to prawdziwy żywioł, właśnie próbuje chodzić i duuużo "gada".
Poznałam też najstarszego synka, Patryka, oraz prawie sześcioletnią Paulinkę
(uwaga! w piątek urodziny!!! 6 lat!). Nie zastałam tylko 4-i-pół letniej
Natalki, była u koleżanki. Nie zastałam też pozostałych dorosłych - rodziców
pani Beaty i jej brata.
Szczerze mówiąc - nie zadałam pani Beacie tych wszystkich pytań, które
powinnam - to była pierwsza wizyta, zamierzam bywać tam częściej. Jeśli
chodzi o sprawy finansowe - otrzymuje zaliczkę alimentacyjną na dzieci oraz
rentę na Dominiczkę. Dominika jest leczona (właściwie jeszcze diagnozowana) w
Centrum Zdrowia Dziecka. Ma wady układu wydalniczego i moczowego, czeka ją
jeszcze kilka operacji rekonstrukcyjnych. Jest tez problem z nerką, ale
diagnoza nie jest jeszcze precyzyjna ani ostateczna. Obecnie pani Beata
próbuje się skontaktować z CZD w sprawie badań endoskopowych i wiem, że ktoś
jej w tym pomaga - może to jedna z forumek, a może ktoś inny poruszony
reportażem.
Wracając do spraw finansowych - p. Beata otwarcie mówi, że ma łącznie 1100 zł
miesięcznie. Na siebie i czworo dzieci. Za mało by umrzeć, ale już mieszkania
raczej za to nie wynajmie (ja wynajmuję w sąsiedniej gminie tzw. "półtora
pokoju" w bloku, płacę 600 zł miesięcznie - wynajem, czynsz, prąd, gaz, woda.
Przy większej rodzinie byłoby to pewnie ok. 700 zł - wyższy fundusz
remontowy, woda itp.). Czeka na kwaterunek z gminy, ale czeka juz cztery lata
i wciąż mieszkania przyznawane są komus innemu, mimo że ona jest "na
pierwszym miejscu".
Może jak będę miała czas, to powinnam pogadać z tym starostą czy jakimiś
radnymi? Pewnie to nic nie zmieni, ale może uzyskam jakiś obraz sytuacji.
W MOPSie (raczej GOPSie) nie byłam, ale myślę, że kiedyś i na to znajdę czas.
Obecnie pani Beata żadnych zasiłków nie dostaje, bo ma więcej niż inne
potrzebujące. Pracy też nie może dostać (tu naprawdę z pracą jest tragicznie!
wiem coś o tym, jest tylko w sezonie), próbowała przy pracach
interwencyjnych, ale jej powiedziano, że nie dostanie pracy, bo pobiera rentę
na dziecko. Zbiera jagody, pomagają jej dziewczynki, bo chcą sobie zarobić na
wymarzone, modne dżinsy! W ogóle sześcioletnia Paulinka jest bystra,
inteligentna, śmiała. Podobno strasznie się cieszy i PRZECHWALA jak dostanie
coś nowego. Opowiadała mi z dumą, że ma już ksążki do zerówki, ma też
piórnik, ale jeszcze brakuje jej plasteliny... W ogóle baaardzo fajna
dziewuszka.
Odnośnie potrzeb bieżących (oprócz mieszkania

)
1. Na pewno wszelkie środki czystości. Starego, zapyziałego domu nie
doszoruje się byle czym. W dodatku nie mają gazu (drogi), palą w kuchni. W
zimie wstawiają "kozę" do pokoju. Trudno utrzymać czystość w kotłowni.
Proszki do prania - jeśli woda jest tam równie podła, twarda i zakamieniona
jak u mnie, to dopranie czegokolwiek wymaga naprawdę dobrego środka i to w
dużych ilościach.
2. Ubranka. Dzieci, jak dzieci - rosną i "wydzierają" się. Dziewczynki
chciałyby mieć ładne sukienki. Na pewno przydałoby sie coś "porządniejszego"
do szkoły i przedszkola, może byc oczywiście używane. Następnym razem zmierzę
dzieci, te cyfry gdzieś już padły. W każdym razie Patryk jest raczej pyzaty,
Paulinka pulchniutka, za to Natalka podobno chuda jak patyk. W wieku 4 i pół
lat waży 15 kg i nie ma w ogóle apetytu.
3. Żywność. Na pewno zostanie wykorzystana. Pani Beata robi zakupy w
Biedronce (tak jak ja), bo tam za te same pieniądze kupi po prostu więcej.
Dominika nie chce pić krowiego mleka, natomiast jada kaszki mleczne.
Modyfikowanych pani Beata nie kupuje- za drogo - więc nie wiadomo, czy mała
lubi (moje pluły). Moim zdaniem dzieciom przydałoby się czasem coś "dobrego" -
zwłaszcza Natalka taka wybredna - może chrupki do mleka od czasu do czasu?
Ja wiem, ze to chemia, ale czasami te miodowe kółeczka cheerios na pewno nie
zaszkodzą. Może jogurty, danonki, actimelki? Przypuszczam, ze z konieczności
dieta dzieci nie zawiera takich rzeczy. Niby to nie jest konieczne, ale moje
czasami to mają, więc dlaczego tamte nie?
Ogólnie żywność przyda się każda, po prostu pani Beata trochę zaoszczędzi.
Dużo kosztują ją wyjazdy z Dominiczką do Warszawy - sama podróż to spory
wydatek, a na miejscu też trzeba jakoś żyć. Może Warszawianki pomogą jakoś w
takich przypadkach?
Jeszcze muszę wam napisać, ze pani Beata sprawia wrażenie naprawdę dobrej
matki, uważnej, naprawdę zajętej troską o dzieciaki. Poza tym ja zawsze w
takich warunkach podejrzewam gdzieś obecność alkoholu (tu, w mazurskich
małych miasteczkach piją naprawdę wszyscy - mężczyźni, kobiety, pracujący,
bazrobotni...). Pani Beata natomiast zrobiła na mnie wrażenie osoby zupełnie
nie związanej z tym problemem (dlatego żałuję, ze nie poznałam innych
dorosłych członków rodziny), wręcz bardzo miło zaskoczyła mnie inteligencją,
sposobem wypowiadania się, jakimś takim dobrym zorganizowaniem, otwartością i
szczerością.
Aha - konta bankowego nie ma.
Teraz prośba - jestem na miejscu, więc poradźcie mi, dokąd ewentualnie pójść,
o co pytać - ją lub gminę czy GOPS. Ja jestem w ogóle tragicznie
niezorientowana w zasiłkach, nigdy takowych nie pobierałam, rodzinny miałam
przez zakład pracy, ale i to mi się pewnie urwie. Ale jestem dość obyta w
urzędach i na pewno wszystko pomogę załatwić, tylko powiedzcie, CO. Liczę na
Aquę.
Ponieważ dziś nie miałam za co zrobić jej jakichkolwiek zakupów (no i nawet
tak trochę głupio od pierwszego kopa), zawiozłam tylko dzieciom czekoladę.
Ale wybiorę się tam znowu - może w piątek, w te urodziny Paulinki - więc
podpowiadajcie, o co mam pytać i gdzie zajrzeć.
A ogólnie to wydaje mi się, że ta kobieta nieźle by sobie w życiu poradziła,
chore dziecko jednak trochę ją ogranicza (dziecko z takimi wadami może nie
zostać kiedyś przyjęte do przedszkola, to zależy od wielu czynników) no i
byle dostała ten kwaterunek... Z resztą sobie poradzi.
Tyle.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie - Magda