przyjmę kojec, obojętnie w jakim stanie, byleby dało się wsadzić do niego
dziecko - żywe srebro

Nie żyjemy w skrajnej biedzie, ale jesteśmy obecnie mocno potrzebujący. Od
marca, czyli od urodzenia Kubusia moja była szefowa (umowa mi wygasła na 3
tyg. po urodzeniu dziecka) zapewniała, że będę mogła wrócić do pracy od
listopada, październik sie kończy, a tu info, że jednak nie ma dla mnie
miejsca... Cóż, mogłam się tego spodziewać. Z jednej pensji troszkę trudno, a
kojce są jak dla nas strasznie drogie, nawet używane w komisie kosztują około
150-200 zł.
Gdyby któraś z Was miała taki kojec, to ja bym chętnie przyjęła.
Mieszkamy w Warszawie na Grochowie, mąż pracuje w Piasecznie.