Wioletta mieszka pod Gryfowem Śląskim koło Jeleniej Góry. Ma dwójkę
dzieci: chłopca 4letniego [wzrost 110 cm] i 8miesięczna córeczkę [od
70 cm wzwyż].
Żyją z renty męża Wioletty i zasiłków rodzinnych - w sumie ok. 700,-
. Nie mają netu, nie mają nawet komputera. Mieszkają w domu po babci
męża Wioletty - kwestie prawne domu są nieuregulowane,
a "spadkobierców" pięcioro; Wioletta w ogóle nie ma meldunku.
To bardzo młodzi ludzie. Nie mają wyniesionych z domu sensownych
nawyków ["czysto" w ich wykonaniu wygląda rozmaicie], ale starają
się. Niedawno kupili stadko kurcząt, żeby mieć jajka na sprzedaż.
Potrzebują w sumie wszystkiego: kaszek, mleka, pieluch, ciuszków dla
dzieci, zabawek...
Rodzeństwo Wioletty potrafi "odwiedzić" ich czasami i poniszczyć
różne rzeczy, zabrać dzieciom zabawki i tak dalej. Asertywności,
niestety, nie można im zarzucić
Potrzebują też wózka dla bliźniąt, bo do Gryfowa mają spory kawałek,
toteż Wioletcie z dwójką dzieci dość ciężko się gdzieś ruszyć. Jej
mąż czasem dorabia u sasiadów przy żniwach czy jako "złota rączka".
Wykształcenie chyba mają podstawowe...
Przydałby się ktoś mieszkający gdzieś w okolicy, a poza tym każda
właściwie pomoc.