gajenka
08.08.11, 01:38
Mija już miesiąc od naszego powrotu z Marsa Alam- a byłam tam- tym razem trzy tygodnie – i jak zwykle – Sol y mar Abu Dabbab był naszym wakacyjnym domem.
1. Hotel So y mar Abu Dabbab i reef house
- w samym hotelu w sumie nic nowego – my bardzo dobrze się w nim czujemy i nie mamy nigdy żadnych zastrzeżeń. Z nowości w pierwszym tygodniu pojawiła się grupa polskich animatorów – Itaka relax club – poziom mocno średni -mówiąc delikatnie i nie chcąc nikogo urazić (np. teksty cytuję – „zapraszamy do naszych aktywności – niech się Państwo nie wstydzą”) – nie uczestniczyliśmy w życiu animacyjnym hotelu – może moja ocena być krzywdząca dla polskiego zespołu.
Zatoka (w porównaniu z latami poprzednimi prawie pusta), bez codziennych najazdów „snurkujących grup kapoka” z innych hoteli – bajka – z reguły na trawie byliśmy zupełnie sami, i bez względu na godzinę :)
Znacznie mniej żółwi – tzn. żółwi nie było wcale – widzieliśmy tylko same żółwice – może związane to jest z porą roku (po raz pierwszy byliśmy na przełomie czerwca/lipca) i wówczas żółwie wyruszają gdzieś w drogę, coby ważne a niecierpiące zwłoki sprawy pozałatwiać? – tego nie wiemy.
Płynąc razem z żółwiem zielonym od rafy pn. do płd. spotkaliśmy żółwicę szylkretową – super wrażenie :-)
Spotkaliśmy też płaszczki - feathertail stingray – bardzo pobudzoną i wzburzoną i spotted eagle ray :), a ośmiornica schowana w zatopionym dzbanie chwyciła swoim ramieniem Mojemu Adminowi zewnętrzną lampę błyskową i mocno przyssawkami trzymała, tak że Admin zmuszony był odczepić lampę od zestawu, by móc się wynurzyć i nabrać powietrza. Zostawił lampę na łaskę, czy niełaskę ośmiornicy, która jednak, po pewnym czasie, znudzona nowym nabytkiem, puściła swoją zdobycz. Admin zanurkował grzecznie odzyskując straconą część swojego sprzętu :)
Dugong niestety nie odwiedził zatoki ani razu wciągu tych trzech tygodni (dajemy mu następną szansę na przełomie sierpnia/ września :) :) :)).
Rafa północna – największa przykrość, która mnie tam spotkała – w dużej części martwa (praktycznie do małej zatoczki) – popłakałam się nie widząc kolorów i piękna tej rafy – a miałam je w oczach – jeszcze z poprzedniego pobytu. Teorii jest wiele (np. powódź). Jedna z nich mówi, że to wina fishermenów, którzy podkładali ładunki wybuchowe celem łatwiejszych połowów. Wg. nas – rafa nie jest zapiaszczona – jest zniszczona i martwa.
Tu też widzieliśmy mureny, w tym po raz pierwszy peppered moray, spotkaliśmy również ogromnego groupera.
Tu też Mój Admin pobił swój rekord życiowy w nurkowaniu na bezdechu – 15,1m :):):) - widząc tylko zarys żółtych płetw – zrobiłam zdjęcie. On mówi, że czuje wolność i uczucie nieważkości- ja czuję tylko strach i lęk – czy nie pobłądzi w tej otchłani :):):)
Rafa południowa – widzieliśmy baby sharka – tuż przy brzegu – wycinającego ósemki, wśród niczego nie świadomych Włochów, stojących po pas w wodzie i gadających, jak im zwyczaj nakazuje, bez chwili wytchnienia.
Daleko poza zatoką spotkaliśmy żółwia zielonego, w jego towarzystwie wróciliśmy na sam środek zatoki – tempo było ekspresowe i to wcale nie tylko dlatego, że płynęliśmy szybko – przede wszystkim dlatego, że żółw wybierał taką drogę, by prąd był najbardziej korzystny – na długo ten „spacer” pozostanie w mojej pamięci
2. Sataya – dwudniowy rejs – na spotkanie delfinów :) – w następnym odcinku :)
Nasza fotorelacja z Abu Dabbab:
naszewycieczki.com/marsaalam/abudabbab.htm