slawko31s
04.10.06, 16:52
Witam;
Bardzo dużo korzystaliśmy z żoną z tego forum przed wyjazdem, więc teraz czuję
się w obowiązku napisać kilka spostrzeżeń z wycieczki. Nie będę opisywał po
kolei dzień po dniu naszej podróży, gdyż to nie ma chyba sensu, skupię się
raczej na kilku istotnych sprawach które być może pomogą innym w podjęciu
trafnej decyzji.
Jako, że była to nasza pierwsza wycieczka do Egiptu, przygotowaliśmy się
bardzo solidnie (targowanie, robienie zakupów, ceny, lekarstwa itp (różne fora
itp). Jednak nie ustrzegło to nas od kilku wpadek.
Triada celowo błędnie podaje koszt wizy na 18$, a ta kosztuje 15$.
Wiedzieliśmy o tym, jednak po wyjściu z samolotu i wejściu całą grupą na
lotnisko zaczeli podbiegać arabowie z tabliczkami różnych biur podróży i
nerwowo nawoływać i pchać ludzi w określone miejsca. Myślę, aha trzeba pewnie
się zebrać całą grupą w jednym miejscu więc się za nimi udaliśmy. Krzyczeli
aby pokazywać paszporty i przyklejali wizy i było już po ptakach.
Rada: po wejściu na lotnisko należy ignorować rozwrzeszczanych gości z
tabliczkami biur i udać się na wprost (na przeciw wejścia po drugiej stronie
hali) do kas gdzie można nabyć taką wizę za 15$.
Uważam, że aby zobaczyć i poznać jako tako Egipt, konieczna jest wycieczka 7+7
lub podobna (niekoniecznie z Triady). Na wycieczce autokarem zobaczy się
więcej (niż statkiem), przede wszystkim Kair który stanowi jeden wielki slams.
Kair koniecznie z noclegiem, i czasem wolnym aby można było wejści w boczne
uliczki i tam dopiero zobaczyć prawdziwe sklepy, które nie są nastawione na
turystów. My z żoną łaziliśmy pół dnia po bocznych ulicach, gdzie tubylcy
patrzyli na nas jak na ufo (wbrew pozorom jest bardzo bezpiecznie) i gdzie
prawie nikt nas nie zaczepiał aby coś kupić. To tam kupiliśmy 2 kg bananów za
2 funty, 1,5 litrową wodę za 1,5 funta i ichniejsze chusty, takie których nie
oferuje się turystom. Osobna sprawa to ruch samochodowy w Kairze. Warto mieć
hotel z widokiem na ulicę. Większość naszej wycieczki przesiedziała na
balkonach długie godziny podziwiając ruch samochodów (ruch w nocy jest dużo
większy niż w dzień :-). To trzeba zobaczyć.
Poza tym z okien autokaru widać prawdziwy Egipt i jego mieszkańców. Gdzie na
trasie mijane wioski składają się w 80% z lepianek ulepionych z gliny.
Natomiast najlepsze targowanie odchodzi moim zdaniem (pomijam bezczelną
nachalność pod piramidami) w Asuanie. To jest czad. Herbatę i kilka przypraw
targowaliśmy ponad 1,5 h. Dla bardziej nerwowych polecam niezły patent. Mówisz
cenę jaką jesteś skłonny dać (trzeba mniej więcej wiedzieć ile co kosztuje) i
odchodzisz. Na 95% gość leci za tobą przez pół bazaru i licytuje sam ze sobą
cenę towaru. Gdy ta Cię już zadowala zatrzymujesz się i kupujesz.
Największe przebitki cenowe jakie spotkaliśmy to były w Abu Simbel. Cena
początkowa za chustę 350 spadła do 30, galabija damska z 850 do 80.
Podczas objazdówki zabrano nas do perfumerii, wytwórni papirusów i fabryki
alabastru. Nie polecam niczego tam kupować. Ceny są z kosmosu, wszystko to
można na bazarze kupić kilka razy taniej. I nich nie zmylą was zapewnienia
przewodniczki, że tylko w tych miejscach można kupić orginały, a na bazarze to
same podróbki (w końcu za przyprowadzenie frajerów dostaje ona prowizję od
sprzedarzy). Jeżeli ktoś nie lubi lub nie umie się targować polecamy w
Hurhadzie market Abu Ashra Market (goście w busikach jak im powiecie to was
tam zawiozą). Ceny takie jak na bazarze po porządnym wytargowaniu, towary i
pamiątki oryginalne. Papirus (identyczny) który kosztował w instytucie
papirusu 1500 funtów tam w markecie ok. 350 funtów. Wszystko można doknąć,
nikt was nie nagabuje - naprawdę polecam.
Byliśmy na dwóch wycieczkach fakultatywnych podczas objazdu.
Abu Simbel - naprawdę warto mimo 45$ od osoby, po drodze widać fatamorganę;
Wioska nubijska - też warto, cena 15$, a można zrobić sobie zdjęcie trzymając
metrowej dł. krokodyla. Natomiast proszę w żadnym wypadku nie korzstać podczas
tej wycieczki z przejażdżki na wielbłądzie - takiej komercji i wysokich cen w
najgorszym tego słowa znaczeniu dawno nie widzieliśmy (mądrość po szkodzie).
Na wielbłądach można się przejechać dużo przyjemniej i taniej na jeep safari.
Co do ubioru, to jeżeli nie wchodzi się do meczetów można chodzić prawie gołym
;-) (jeżeli ktoś się nie boi, że się spali na słońcu). Najwyżej większe
będzie zainteresowanie ze strony arabów względem kobiet i zdań, że jestem
"lucky man" itp.
Co do hotelu (Desert Rose), to jest na najwyższym poziomie (oczywiście Egipskim).
Trzy wielkie baseny, 50mx25 (olimpijski), w kształcie wypełnionej ósemki, oraz
nieregularny z wysepkami i mostkami. Hotel posiada własną lagunę odgrodzoną od
morza siatką więc nic większego od małej rybki się nie prześlizgnie, oraz
plażę nad pełnym morzem. Zresztą polecam zdjęcia satelitarne, tam najlepiej
wszystko widać. Całodniowe animacje przy morzu i na basenach, wieczorne
przedstawienia. Hotel organizuje własne jeep safari identyczne jak Triada, też
z polskim przewodnikiem (wiadomość nie sprawdzona fizycznie) a o 20 $ tańsze :-)).
To co już wielu kiedyś pisało to, że teren jest na tyle duży, że wydaje się iż
jest prawie wymarły. O KAŻDEJ porze dnia zajęta jest nie więcej niż 1/3 do 1/2
leżaków, czy to na basenach czy plaży. Jest możliwość pływania w nocy, gdyż
baseny podświetlone są od spodu.
W hotelu 50% to Rosjanie, 25% Polacy, reszta to Czesi, Francuzi, Niemcy i
Arabowie. Ktoś kiedyś na forum się pytał czy można opalać się topples.
Na plaży moja żona chodziła i kąpała się topples i w stringach tak jak część
Rosjanek i Niemek (śr. wieku 30 lat). Ja jako jedyny facet na plaży też miałem
stringi kąpielowe i nikt nie zwracał na nikogo najmniejszej uwagi. Tak jest po
prostu wygodniej i opalenizna jest ładniejsza bez białych miejsc po kostiumie.
Pokoje bardzo ładne i duże z dużą ładną łazienką, telewizorem (nie wiem po co
- ani razu go nie włączyliśmy), lodówką, sejfem, cicho działającą klimą
indywidualnie sterowaną. Większość z balkonami, a jeżeli trafił się nam bez,
to jego zamiana nie stanowi większego problemu.
Jedzenie obłęd zwłaszcza na obiadokolację, która jest dopiero o 19:00.
Między innymi 25 różnych rodzajów surówek i 25 rodzajów różnych ciast, których
większa część co dzień była inna. Żadnych problemów ze stolikami, było kilka
sal i zawsze część z nich nie była zapełniona w połowie, jak również żadnych
problemów żeby czegokolwiek zabrakło.
Wady: ponieważ jest to hotel ***** i jest dużo Rosjan, ceny za napoje, czy
drinki były odpowiednio wysokie. Piwo 24 funty, woda ok. 11, wyciskany sok z
owoców 21,5 (w cenę wliczona usługa podania przez kelnera która wynosiła 1,5).
My nie cudowaliśmy i do kolacji zawsze kupowaliśmy wodę, albo sok. Natomiast
raz na dwa dni wychodziliśmy z hotelu i w pobliskim pasażu kupowaliśmy zapas
wody i soki kilka razy taniej. Ważne aby wchodząc do hotelu mieć zakupy (czyt.
jedzenie i picie) schowane w plecaku, torbie lub reklamówce.
Inna wada hotelu ***** dopiero pozostawienie 1$ skutkowało ułożeniem
zwierzaczka z ręcznika. Nie miało to oczywiście, żadnego wpływu na sprzątanie,
nawet nic nie kładąc zawsze było elegancko sprzętnięte. My kładliśmy 1 funta
tak dla zasady.
Uf to chyba z grubsza wszystko. W najbliższym możliwym czasie wybierzemy się
tam jeszcze raz, tym bardziej, że zostało nam do zaliczenia jeep safari i
nurkowanie (w tym roku żona stchórzyła).
pozdrawiamy;
S&A
p.s. chętnie odpowiemy na dodatkowe pytania